0
Na początek tygodnia – dostarczamy Państwu fragmenty artykułów związanych z terenem powiatu ząbkowickiego, jakie ukazały się w minionych kilku dniach w gazetach i portalach internetowych. Do lokalnej subiektywnej „prasówki” dodajemy interesujące artykuły o tematyce samorządowej z mediów regionalnych lub ogólnopolskich.
Doba (4.07.2019) podaje wiadomość o możliwości przywrócenia połączenia kolejowego powiatu ząbkowickiego ze stolicą Czech.

Czeski prywatny przewoźnik Leo Express zaprezentował plany rozkładu jazdy weekendowych pociągów z Wrocławia do Pragi m.in. przez Strzelin, Kamieniec Ząbkowicki, Kłodzko i Międzylesie. Wygląda na to, że jeśli dojdzie do ostatecznego porozumienia ze stroną polską, od nowego roku do stolicy Czech pojedziemy bezpośrednio z Kamieńca. Inicjatywę powstania bezpośredniego polsko-czeskiego połączenia transgranicznego poparł Marszałek Województwa Dolnośląskiego oraz Wojewoda Czeskiego Regionu Pardubickiego.  Połączenie ma być obsługiwane przez prywatnego czeskiego przewoźnika Leo Express, który już realizuje połączenia Kraków – Praga, we współpracy z Kolejami Dolnośląskimi. Wspólny cel działań przewoźników to uatrakcyjnienie połączenia kolejowego przez przejście graniczne Międzylesie / Lichkov oraz stworzenie bezpośredniego połączenia z Wrocławia do Pardubic, a także do Pragi. Partnerzy uważają, że bezpośrednie połączenia kolejowe obsługiwane za pomocą nowoczesnych zespołów trakcyjnych mogą przynieść znaczne korzyści zarówno dla regionów partnerskich, jak i przyczynić się do rozwoju współpracy, gospodarki i turystyki między oboma regionami. W dodatku, obie firmy mają już doświadczenia z obsługą podobnych połączeń. Leo Express, oprócz obsługi pociągów i autobusów w Czechach, na Słowacji oraz w Niemczech, od lipca 2018 wprowadził nowe, bezpośrednie ekspresowe pociągi na trasie Kraków – Katowice – Praga. Kursy cieszą się dużym powodzeniem wśród Czechów i Polaków. Koleje Dolnośląskie również z sukcesem rozwijają od kilku lat lokalne połączenia transgraniczne w kierunku Czech i Niemiec – informuje Leo Express. Przewoźnik podał przykładowy rozkład jazdy pociągów, które mają kursować w soboty i niedziele w godzinach porannych i popołudniowych. Z Pragi do Wrocławia pociągi mają wyjechać o 6:01 i 18:09, z kolei z Wrocławia do Pragi o 5:25 i 17:25 oraz w poniedziałek o 3:38 rano. Czas przejazdu ma wynieść około 4,5 godziny, a bilet kosztować ok. 50 zł (ok. 300 koron). Pociąg po polskiej stronie powinien zatrzymywać się w Strzelinie, Kamieńcu Ząbkowickim, Kłodzku i Międzylesiu. Jak donosi portal Rynek Kolejowy, połączenia mają być obsługiwane przez pociągi Flirt, które są przystosowane do polskiej sieci kolejowej, ale Leo Express nie ma zezwoleń dla tej trasy w ramach otwartego dostępu. Konieczne więc jest porozumienie z Kolejami Dolnośląskimi, aby kursy mogły odbywać się w ramach dotowanej przez marszałka siatki połączeń tego przewoźnika. Negocjacje co do szczegółów współpracy nadal trwają.

DKL24 (30.06.2019) ujawnia odkrycie dokonane w trakcie renowacji jednego z kościołów na terenie gminy Kamieniec Ząbkowicki.

Kilkanaście warstw malowideł może znajdować się na ścianach kościoła parafialnego pod wezwaniem świętego Mikołaja. Jest to prawdopodobne, biorąc pod uwagę fakt, że świątynia powstała pod koniec XIII wieku, by w kolejnych stuleciach ulegać przebudowom lub wzbogaceniom. Badania odkrywkowe, prowadzone przez studentów krakowskiej Akademii Sztuk Plastycznych, za jakiś czas powinny dać odpowiedź na pytanie, z czym ma się do czynienia w jednej z najstarszych wsi Pogórza Sudeckiego. W minioną sobotę czternastoosobowa grupa studentów trzeciego roku ASP w Krakowie pod kierunkiem swoich opiekunów zakończyła pierwszy etap prac badawczych w doboszowickim kościele. W ramach zajęć dydaktycznych czyniła rozpoznanie nawarstwień ściennych dla zorientowania się, z jakiego rodzaju materią ma się do czynienia. Jak zauważa Karolina Molga z Wydziału Konserwacji i Restauracji Dzieł Sztuki wymienionej uczelni – natrafiono na pochodzące z różnych okresów historycznych nawarstwienia malarskie. Nawiązują one do historii tego kościoła, który powstawał w kilku fazach. Przy tym są bardzo czytelne w jego bryle. – Jest ich wiele i są w różnym stanie zachowania. Na tym etapie prac badawczych trudno jest jednoznacznie określić okresy ich powstania, ale niewykluczone, że mamy do czynienia także z najstarszymi nawarstwieniami – mówi p. Karolina. – Aktualnie prace skupiały się w prezbiterium, którego powstanie datuje się na XVI wiek. Wydaje się, że z tego okresu również są zachowane dekoracje malarskie.  Przypuszczenia są takie, iż świątynia kryje w sobie całe bogactwo malowideł i dekoracji. Najbardziej zapamiętaną przez najstarszych obecnie mieszkańców okazuje się XIX-wieczna dekoracja w postaci lamperii orientalnej, której na sklepieniu odpowiadała warstwa błękitna ze złoconymi gwiazdami. – Ta dekoracja później została kilkakrotnie przemalowana, obecnie jest tylko śladowo widoczna w odkrywkach. Dominuje ona w największym zakresie, zaś pod nią znajdują się starsze nawarstwienia, odpowiadające kolejnym przekształceniom kościoła – od XVI stulecia po dzisiaj – podkreśla K. Molga. Proboszcz doboszowickiej parafii ksiądz Wojciech Drab przypomina, że w niektórych miejscach kościoła malowidła z przeszłości przypominały o swoim istnieniu. – Wystawała jakaś łacha i absorbowała, więc nie pozostało nic innego, jak tym się zająć. Tym bardziej, że niezbędny jest remont kościoła, bo znajduje się w stanie wymagającym poprawy. Ale żeby z czymkolwiek ruszyć, najpierw trzeba przeprowadzić badania stratygraficzne. Jak się zakończą, będziemy dokładniej wiedzieć, co znajduje się w naszym kościele… W ostatnią sobotę czerwca br. na rusztowaniach w prezbiterium pracował zespół studentek. Stopniowo, w największym skupieniu i niezwykle ostrożnie, odsłaniano kolejne fragmenty dekoracji malarskich. Te widoczne wpisano już do rejestru zabytków. A tak w ogóle to niczego nie można przyspieszyć – niestety. – Nie da się powiedzieć, do której warstwy uda nam się dojść, bo to zależy od stanu ich zachowania. Poza tym nie możemy usuwać warstw późniejszych, młodszych, tylko po to, aby odsłonić te najstarsze, bo one też są cenne i są świadectwem tego kościoła – akcentuje p. Karolina. – Będziemy musieli zastanowić się, jak pogodzić te wszystkie epoki. Być może zdecydujemy się na ekspozycję kilku jednocześnie. Takie rozwiązanie zastosowano z powodzeniem w wielu miejscach.  Pracami badawczymi, które są obliczone na dłuższy okres, objęto również elewacje, w tym zakrystii, która powstała w czasach wykonania prezbiterium – w jej przypadku ma się do czynienia ze sgraffitami. – Cieszę się z tego, że coś się dzieje, tym bardziej twórczego – nie ukrywa ksiądz proboszcz. – Ale mam świadomość, że to wszystko będzie wymagać niemałych pieniędzy. Sami nie podołamy; we wsi mieszka około trzysta osób. Ludzie są chętni, bo się poczuwają do wspomagania parafii. Mówią, że to jest nasz kościół i czas, żeby wyglądał porządniej. Stąd pukamy o fundusze, gdzie się da, między innymi do ministerstwa. Duchownemu bardzo zależy na powstrzymaniu degradacji stanu technicznego kościoła. Badania stanu dachu i systemu odwadniającego potwierdziły, że jest z nimi źle. To jest przyczyną sporego zawilgocenia budowli, co nie pozostaje obojętne dla fresków. Liszaje widać i tam, gdzie mogą znajdować się najstarsze malowidła. Dlatego na niezbędne roboty też poszukuje się pieniędzy. – Gmina pomaga na miarę swoich możliwości – niekiedy dofinansowaniem czy sprzętowo. Od województwa uzyskaliśmy dotację na konserwację ołtarza Matki Bożej Bolesnej. To najstarszy ołtarz w tym kościele, z figurą Piety, otoczoną medalionami z wyobrażeniem siedmiu boleści Maryi trzymającej ciało Jezusa zdjętego z krzyża. Kwota stanowi czwartą część wartości niezbędnych prac konserwatorskich – wymienia ks. W. Drab – i one są etapowane… Niewielki kościół pw. św. Mikołaja w Doboszowicach okazuje się więc być wielkim skarbcem, który sam nie poradzi sobie z przeszłością i współczesnością na drodze do przyszłości. Trzeba w nim wygrać wyścig z czasem, aby dla potomnych zachować jak najwięcej z jego bogactwa starannie odkrywanego przez krakowską uczelnię, przy wsparciu ludzi dobrej woli i niektórych instytucji. Im szybciej to się uda, tym więcej zyska nie tylko świątynia.

Express Miejski (3.07.2019) relacjonuje wizytę znanej polskiej piosenkarki w rodzinnych Ziębicach.

W miniony poniedziałek w Ziębicach przebywała jedna z największych gwiazd polskiej estrady Edyta Górniak. Piosenkarka odwiedziła miejsca swego dzieciństwa. W drodze z koncertu w Opolu, gdzie diva polskiej sceny muzycznej wystąpiła dla telewizji Polsat Edyta Górniak niespodziewanie zawitała do Ziębic. W tym mieście przyszła na świat i mieszkała we wczesnym dzieciństwie. Piosenkarka nigdy nie ukrywała swego pochodzenia – jest dzieckiem z małżeństwa romsko-polskiego, urodziła się w 1972 roku w Ziębicach. Tam spędziła pierwsze cztery lata swego życia, wyjeżdżając wraz z matką do Opola. Gwiazda z nieukrywanym wzruszeniem opowiadała o tym czasie, jak sami wspomniała nie najłatwiejszym w jej życiu. – Tu się zaczęła moja droga, więc nieważne gdzie się zaczyna. Możecie zacząć w maleńkiej, pięknej miejscowości, a nawet maleńkiej wsi i życie może was zabrać nieskończenie daleko. Chcę z tego miejsca ucałować wszystkich którzy boją się, że urodzili się w trudniejszych warunkach, że nie mają dobrych relacji z rodzicami, czy ci się rozwiedli. Wiedzcie, że wszystko jest w życiu możliwe, że od was zależy, jak przeżyjecie to życie. Przecież ja z tych schodków miałam taką daleką drogę na Broadway… – mówiła artystka ze łzami w oczach do swych fanów na instagramie. Piosenkarka z sentymentem oprowadzała wokół budynku na Placu Strażackim, gdzie kiedyś mieszkała. Odwiedziła też na miejscowym cmentarzu groby najbliższych, w tym pochowanego tam jej ojca Jana Górniaka.

Przegląd Powiatowy (5.07.2019) informuje o doposażeniu jednej z jednostek OSP w gminie Ziębice.

Burmistrz Mariusz Szpilarewicz wraz z sołtysem Niedźwiedzia Robertem Szwarcem uczestniczyli w przekazaniu strażakom nowego sprzętu zakupionego w ramach zadania „Poprawa gotowości bojowej w OSP w Niedźwiedziu poprzez zakup specjalistycznego sprzętu.” Za kwotę 12 465 zł zakupiono 2 szt. aparatów powietrznych typu AirGoPRO SL z butlą stalową, 2 szt. sygnalizatorów bezruchu motionSCOUT K-T CNBOP, 2 szt. pokrowców na maskę z usztywnioną klapą oraz jedną deskę IRON DUCK ze stabilizacją i pasami. Nowy sprzęt pozwoli na zwiększenie wartości bojowej oraz sprawności strażaków podczas prowadzonych z ich udziałem akcji mających na celu ochronę zdrowia i życia lokalnej społeczności.

Gazeta Ząbkowicka (3.07.2019) zamieszcza tekst na temat mało znanych walorów gminy Stoszowice.

W kolonii Stoszowic, noszącej do końca II wojny światowej nazwę Weinackerei, czyli Winnica, funkcjonowało niegdyś małe uzdrowisko. Dziś ślady po nim znaleźć możemy jedynie w historycznych przekazach. Dzieje tego miejsca przedstawia historyk Kamil Pawłowski. Niewielkie uzdrowisko w kolonii Stoszowic – Winnicy powstało w 1818 r. Określano je jako „Uzdrowisko Stoszowice” – „Bad Peterwitz”. Osada Winnica, która swoją nazwę zawdzięcza uprawianej tu niegdyś winnej latorośli, składała się w 1845 r. z 6 gospodarstw domowych, domu zdrojowego oraz gorzelni. Johann Georg Knie w swoim opisie Śląska tak pisze o miejscowych wodach. Pisze on od dwóch źródłach żelazistych, wykorzystywanych od blisko 30 lat w celach uzdrowiskowych. Knie napomina również o innym źródle, zawierającej wodę o wyjątkowych walorach. Miejscowe wody wykorzystywane były w leczeniu reumatyzmu i wszelkich słabości organizmu. Ówczesny właściciel Carl Negwer rozbudował dom zdrojowy, powiększając go o pokoje kąpielowe, zabudowując również samo ujęcie wody. Uzdrowisko nie zatrudniało wówczas własnego lekarza. Już w 1824 r. wspomniany Negwer zapraszał na łamach „Schlesische Provinzialblätter” (bardzo poczytnej gazety, wydawanej we Wrocławiu) do odwiedzin swojego uzdrowiska. Wspomina on, że w 1822 r. wzniósł nowy dom zdrojowy z pokojami gościnnymi. Nie zapomina on również o licznych walorach przyrodniczych, którymi kusi potencjalnych kuracjuszy. Uprzejmości ze strony właściciela przyniosły oczekiwane efekty, skoro w lecie 1825 r. liczba rodzin, które spędziły tu czas racząc się miejscową wodą, wyniosła 59. Liczba ta jest naprawdę wyjątkowa, biorąc pod uwagę, że niektóre śląskie uzdrowiska odwiedziło w tym samym czasie blisko 40 kuracjuszy. Niestety, dobra passa nie trwała długo i uzdrowisko w Winnicy już niedługo ustąpić miało miejsca innym, prężnie rozwijającym się ośrodkom kuracyjnym na Śląsku. A tych jak wiemy nie brakowało. Wszakże XIX wiek, a w szczególności jego II połowa, to czas wzmożonej działalności w dziedzinie zdrojowej. Uzdrowisko w Winnicy przestał funkcjonować jeszcze w końcu XIX wieku. W latach 20. XX wieku, nad jego upadkiem rozwodził się w swoim tekście krajoznawca Hoffmann.

Dobre Wiadomości (1.07.2019) pokazują innowacyjne formułę miejskiej ścieżki rowerowej.

Wytrzymała, odporna na zniszczenia, antypoślizgowa, bezpieczna, a przede wszystkim ekologiczna – taka jest ścieżka rowerowa zbudowana z paneli słonecznych. Innowacyjna technologia została wypróbowana w Krommenie w Holandii i ma szansę okazać się energetyczną rewolucją. Okazuje się, że nie dachy, a drogi mogą okazać się przyszłością w systemie montowania paneli słonecznych. Chociaż twórcy ścieżki przyznają, że panele umieszczone na jezdni będą generować o 30 proc. mniej prądu, niż te umieszczone na dachach, to podkreślają, że w ten sposób uzyskuje się „2 w 1” – jednorazowo ponosi się koszt budowy drogi i umieszczenia paneli. Holendrzy opracowali specjalną technologię, dzięki której antypoślizgowe szkło na ścieżce jest odporne na wszystkie warunki atmosferyczne. Może również wytrzymać udźwig samochodu ciężarowego. W przypadku uszkodzenia, nie ma zagrożenia – szkło nie rozbije się na ostre odłamki, tylko pokruszy na drobne kawałki.

Gdyby w lokalnych mediach został pominięty jakiś ważny temat – prosimy o kontakt z nami – poprzez E-MAIL: info@zabkowice4you.pl – zajmiemy się sprawą, o której do nas napiszesz.

Komentarze

Zostaw swój komentarz