0
Na początek tygodnia – dostarczamy Państwu fragmenty artykułów związanych z terenem powiatu ząbkowickiego, jakie ukazały się w minionych kilku dniach w gazetach i portalach internetowych. Do lokalnej subiektywnej „prasówki” dodajemy interesujące artykuły o tematyce samorządowej z mediów regionalnych lub ogólnopolskich.
Express Miejski (31.05.2019) podaje wiadomość o tragicznym zdarzeniu, do jakiego doszło w ząbkowickim szpitalu.

Prokuratura zajmuje się sprawą śmierci 47-letniej kobiety w ząbkowickim szpitalu. Pacjentka zmarła po operacji wyrostka robaczkowego. Do zdarzenia doszło kilka dni temu. Mieszkanka powiatu ząbkowickiego została przyjęta do szpitala i przeszła operację wycięcia wyrostka robaczkowego. Po zabiegu, podczas odwiedzin siostry, pacjentka miała źle się poczuć. Poinformowano lekarzy. Po pewnym czasie u kobiety doszło do utraty funkcji życiowych. Nie udało się jej uratować. Stwierdzono zgon. 29 maja siostra zmarłej pacjentki złożyła zawiadomienie na policji o możliwości popełnienia błędu w sztuce lekarskiej. Sprawę skierowano do prokuratury. Dzień później wszczęto postępowanie. – Dotyczy ono narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu oraz nieumyślnego spowodowania śmierci pacjentki w wyniku niewłaściwej opieki medycznej w szpitalu w Ząbkowicach Śląskich – mówi Tomasz Orepuk z Prokuratury Okręgowej w Świdnicy. Na chwilę obecną nieznana jest jeszcze przyczyna zgonu 47-latki. – Tą wyjaśni dopiero sekcja zwłok, której przeprowadzenie zaplanowano na przyszły tydzień w Zakładzie Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu – dodaje prokurator. Alicja Kulawiec, dyrektor ząbkowickiego szpitala na czas prowadzenia postępowania prokuratorskiego nie chce komentować sprawy.

Doba (30.05.2019) informuje o nowym środowisku społecznym w Bardzie.

Od prawie dwóch miesięcy w gminie Bardo działa Stowarzyszenie Integracji Społecznej „Bardzka Pozytywka”. Członkowie chcą wspierać działania lokalnej społeczności i organizować wydarzenia sportowe, kulturalne, ale przede wszystkim integracyjne. Inicjatywy kierowane są do dzieci i młodzieży, ale także seniorów i osób niepełnosprawnych. 25 maja Bardzka Pozytywka zorganizowała „Pierwszą Bardzką Majówkę z pozytywką w tle”. Rozpoczęła się ona wspólnym sprzątaniem trasy na Obryw Skalny, by następnie bawić się na pikniku rodzinnym. Były zabawy i konkursy, bańki i malowanie twarzy, warsztaty teatralne, kiełbaski z grilla i słodki poczęstunek. Przed uczestnikami wystąpił teatr „Ruch” z DPS Opolnica. SIS Bardzka Pozytywka to młode stowarzyszenia chcące działać na rzecz lokalnej społeczności. 8 kwietnia 2019 roku zostało zarejestrowane w Krajowym Rejestrze Sądowym Stowarzyszenie Integracji Społecznej „Bardzka Pozytywka”. Prezesem stowarzyszenia została Marta Ptasińska, wiceprezesem Marzena Łukasik a sekretarzem Joanna Pyć. W skład komisji rewizyjnej weszli: Sylwia Świerzawska, Jagoda Latosiewicz i Katarzyna Janiga. Stowarzyszenie zrzesza osoby, które chcą działać dla lokalnej społeczności, w szczególności dla dzieci, młodzieży, seniorów i osób z niepełnosprawnością.  Jego celem jest prowadzenie działalności edukacyjnej, sportowej i kulturalnej zwłaszcza w zakresie inicjowania, wspierania i pomocy w przedsięwzięciach edukacyjnych, sportowych i kulturalnych oraz integracja społeczna z osobami zagrożonymi wykluczeniem społecznym, seniorami i osobami z niepełnosprawnością. – Nasza nazwa nie jest przypadkowa – chcemy działać dla integracji społecznej mieszkańców miasta i gminy Bardo POZYTYWNIE! Chcemy jedności, zamiast podziałów, wykluczeń i zapomnienia. Społeczeństwo jest zmęczone ciągłym utyskiwaniem, wewnętrznymi podziałami i mową nienawiści. My chcemy działać dla budowania naszego małego świata w atmosferze pozytywnych emocji – mówi prezes Bardzkiej Pozytywki Marta Ptasińska. 26 kwietnia odbyło się pierwsze spotkanie członków stowarzyszenia po zarejestrowaniu. – Padło wiele ciekawych propozycji i wierzymy, że większość z nich uda nam się zrealizować. Obecnie nasze stowarzyszenie liczy 20 członków. Nasza siedziba mieści się przy ulicy Kolejowej 7 w Bardzie. Dzięki bezpłatnemu użyczeniu świetlicy przez członka stowarzyszenia Bożenę Adamczyk mamy doskonałe miejsce do spotkań, zajęć i warsztatów. Utrzymywać się będziemy ze składek członkowskich, darowizn i sponsoringu oraz środków pozyskanych z funduszy zewnętrznych. Mamy też wsparcie dwóch radnych miejskich Dariusza Warzechy i Marcina Kostrzewy, którzy obiecali pomoc rzeczową i finansową – informuje Marta Ptasińska.  Już w maju „Bardzka Pozytywka” otwiera kilka sekcji: tenis, szachy, teatr. – W kolejnych tygodniach planujemy również gimnastykę korekcyjną, spotkania z lekarzami, warsztaty z pierwszej pomocy przedmedycznej, ceramikę, zajęcia plastyczne, spotkania z pisarzami, poetami i artystami, zajęcia integracyjne dla młodzieży i osobami z niepełnosprawnością. Nie zabraknie ekologii, historii i turystyki. 3 sierpnia, w ramach współpracy z Klubem Sportowym „Piasek” Potworów, przygotujemy dla dzieci blok zajęć rekreacyjnych – dodaje pani prezes.

DKL24 (29.05.2019) zamieszcza apel grupy mieszkańców Barda dotyczący ważnej inwestycji drogowej, jaką ma być budowa S8.

Historyczna miejscowość nie chce być zniszczona przez nowo projektowaną drogę S8. W tej sprawie Marta Ptasińska przesłała nam społeczny punkt widzenia. „Mieszkańcy i miłośnicy Barda organizują protest w związku z opublikowanymi przez GDDKiA wariantami przebiegu planowanej drogi S8 przez Bardo i Przełom Nysy Kłodzkiej. Dwa z czterech planowanych wariantów tej drogi mają przebiegać bezpośrednio przez Bardo, w tym przez cenne przyrodniczo obszary Natura 2000, Przełom Nysy Kłodzkiej i zespół przyrodniczo-krajobrazowy “Obryw Skalny”, niszcząc przy tym krajobraz, zabytki i przyrodę – główne atuty tej dolnośląskiej miejscowości. Jak mówią mieszkańcy nikt nie jest przeciwko S8, ta droga jest niezbędna i potrzebna, ale nie w tych dwóch destrukcyjnych dla Barda i jego walorów wariantach. Mieszkańcy argumentują, że najbardziej optymalnym wariantem jest wariant omijający Góry Bardzkie od wschodu, dłuższy, ale pozwalający zachować krajobraz i przyrodę w myśl polskiego przysłowia „wilk syty i owca cała”. 6 czerwca 2019 r. o godz. 16:00 w Centrum Kultury i Biblioteka w Bardzie zaplanowane są konsultacje i spotkanie z Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad dotyczące przebiegu drogi S8 przez Góry Bardzkie. Bardo jest miastem o unikatowej wartości krajobrazowej, przyrodniczej i kulturowej w skali całego kraju. Specyfiką krajobrazu Barda otoczonego ze wszystkich stron Górami Bardzkimi jest integralne powiązanie historycznego, średniowiecznego układu osadniczego związanego z początkami polskiej państwowości na Śląsku (gród chroniący przejścia przez Nysę Kłodzką i Przełom Nysy Kłodzkiej wymieniany po raz pierwszy już w 1096 r.) oraz ośrodka kultu religijnego związanego z figurą Matki Bożej Bardzkiej – najstarszej drewnianej rzeźby w Polsce (XI w.). Wartości krajobrazu, środowiska przyrodniczego i kulturowego, tworzące harmonijną całość, rozwijanie, pielęgnowane i kultywowane od wieków przy udziale wielu narodów, kultur i religii, przy współudziale lokalnej społeczności, stanowią o turystycznej atrakcyjności Barda i są podstawą rozwijania gospodarki opartej na obsłudze ruchu turystycznego i pielgrzymkowego. Dowodem wyjątkowości ww. walorów jest objęcie Gór Bardzkich po północnej i południowej stronie Barda oraz Przełomu Nysy Kłodzkiej obszarem Natura 2000. Obszar miasta, obejmujący masyw Kalwarii z Obrywem Skalnym, podlega ochronie jako strefa krajobrazu kulturowego. W 2008 r. Obryw Skalny uchwałą rady miejskiej został powołany ponadto zespołem przyrodniczo-krajobrazowym w celu szczególnej ochrony jego wartości kulturowych, przyrodniczych i krajobrazowych jako strefy ekspozycji panoramy Barda i Przełomu Nysy Kłodzkiej. Realizacja drogi S8 w wariancie A1 i A3 uniemożliwi ponadto wpisanie najcenniejszych zabytków Barda jako krajobrazu kulturowego na listę pomników historii – najcenniejszych i najważniejszych obiektów i obszarów zabytkowych w Rzeczypospolitej Polskiej. Następstwem budowy planowanej drogi S8, w szczególności w destrukcyjnym wariancie A1 a także A3, będzie nieodwracalne naruszenie kluczowych struktur krajobrazu przyrodniczego i kulturowego Barda (stanowiących wyznacznik i wyróżnik krajobrazowy w skali kraju). Trwale zostanie zniszczony Obryw Skalny, ruiny średniowiecznego zamku poniżej Obrywu Skalnego związane z początkami historii naszej miejscowości, zniszczona zostanie dolna część Drogi Kalwaryjskiej na szczyt Kalwarii i znacznemu przeobrażeniu w efekcie prowadzonych robót ulegną zbocza i stoki Góry Bardzkich w bezpośredniej bliskości Barda. Ww. warianty niosą też niedające się wycenić skutki społeczne związane z rozbiciem lokalnej społeczności, zniszczeniu więzi społecznych opartych na związku z miejscem zamieszkania, na współdziałaniu w ramach organizacji pozarządowych, które umacniają poczucie tożsamości i budowanie kapitału społecznego, a przede wszystkim znaczące osłabienie Barda i jego wartości marketingowej wynikającej z posiadania unikatowych w skali kraju zabytków, przyrody, a przede wszystkim krajobrazu kulturowego obejmującego panoramę Barda i Przełomu Nysy Kłodzkiej. Zniszczenie walorów krajobrazowo-widokowych w obu wariantach – poprzez stworzenie dominant w postaci wiaduktów, tuneli, nasypów, które zdeformują krajobraz – nie może spotkać się z akceptacją lokalnej społeczności. Nie można wyrazić zgody na zniszczenie wartościowych struktur i elementów środowiska przyrodniczego poprzez m.in. całkowitą lub częściową likwidację siedlisk licznych zwierząt i roślin, w tym naruszenie ekosystemów objętych ochroną na obszarze Natura 2000 – „Góry Bardzkie” oraz „Przełom Nysy Kłodzkiej”. Bardo ma za sobą w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat wiele prób zniszczenia jego walorów krajobrazowych i kulturowych. Np. w latach 80-90. XX wieku doprowadzono do zmiany zatwierdzonej już dokumentacji na nadziemny przebieg przez Bardo wodociągowej magistrali „Sudety”, której rura o średnicy 1m na kilkumetrowych betonowych podporach zniszczyłaby krajobraz miasteczka. W wyniku uporu, protestów i kontrpropozycji magistrala znalazła się pod ziemią, w tym dwukrotnie pod rzeką. Ten sam upór doprowadził do uratowania przed degradacją panoramy Barda. Na doskonale eksponowanym Wzgórzu Różańcowym upatrzono sobie lokalizację i uzyskano pozwolenie na budowę wielopiętrowego, typowego na tamte czasy hotelu robotniczego. Udało się go nie tylko zmniejszyć, ale również przenieść w miejsce neutralne krajobrazowo. Przykłady takich działań można by mnożyć. Wystarczy przypomnieć plany PKP z 2015 r. zmierzające do wybudowania w samym centrum Barda, na osi widokowej, 42-metrowej wieży telekomunikacyjnej. Dzięki uporowi i zaangażowaniu mieszkańców udało się zmienić tę decyzję. Droga S8 jest potrzebna i konieczna, ale nie w wariantach A1 i A3, trwale niszczących krajobraz i walory Barda oraz Przełomu Nysy Kłodzkiej. Nie może być zgody na „poświęcenie” ww. walorów tylko i wyłącznie dla skrócenia przebiegu planowanej drogi przez Przełom Nysy Kłodzkiej. Począwszy od lat 90. XX w. przebieg planowanej drogi ekspresowej przez teren gminy Bardo był ujęty w studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego w wariancie zgodnym z zaproponowanym wariantem A2. W tym wariancie (tj. A2) w gminie Bardo droga funkcjonuje w świadomości lokalnej społeczności już od ponad 30 lat. Jest to najbardziej optymalne rozwiązanie zgodne z wieloletnimi planami, wokół którego powinna toczyć się dyskusja i dalsze prace.”

Polskie Radio Wrocław (30.05.2019) relacjonuje problemy dotykające użytkowników dróg w gminie Ziębice. KLIKNIJ, ABY POSŁUCHAĆ AUDYCJĘ.

W Henrykowie trwa długo oczekiwany remont mostu, kierowcy jadący drogą wojewódzką 395 muszą korzystać z objazdu przez Skalice i Nowy Dwór. Niewiele ponad dwukilometrowy odcinek to zmora mieszkańców. Jak mówią kierowcy na wąskiej trasie trudno się minąć, a do tego trzeba jeździć slalomem, żeby nie uszkodzić samochodu. Burmistrz Ziębic Mariusz Szpilarewicz przyznaje, że przejazd objazdem jest utrudniony, ale na razie gminę stać jedynie na doraźne łatanie dziur. Gmina złożyła wnioski na remont drogi do wojewody dolnośląskiego. Koszt inwestycji jest szacowany na około 2 miliony złotych.

Gość Niedzielny Świdnicki (01.06.2019) relacjonuje obchody 100-lecia obecności Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego w Ząbkowicach Śląskich.

Konferencja naukowa oraz festyn rodzinny to kolejne odsłony świętowania wieku działalności Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego na ziemi ząbkowickiej. Uczestnicy sobotniego sympozjum mogli dowiedzieć się przede wszystkim o początkach działalności księży pallotynów, którzy przybyli do Ząbkowic Śląskich, ówczesnego Frankenstein, w 1919 roku. W ciągu kilku lat wybudowali kościół i budynek małego seminarium. Przez lata podejmowali pracę duszpasterską, formacyjną, wychowawczą, a także prowadzili gospodarstwo rolne. – Po II wojnie światowej dom i kościół przejęli polscy pallotyni. To przykład tego, jak Kościół – pomimo burzliwych dziejów i dramatycznych wstrząsów historii – realizuje swoją misję głoszenia Chrystusa. Zmieniły się granice, zmienił się język, odeszli Niemcy, przyszli Polacy, a klasztor pozostał – podkreślał ks. dr Adrian Galbas SAC, prowincjał Prowincji Zwiastowania Pańskiego. Siostra dr Marcelina Migacz ISSM ukazała ząbkowicki konwikt jako kolebkę Ruchu Szensztackiego w Polsce. – Duchowość tę przywieźli tutaj księża pallotyni, wychowankowie ks. Józefa Kentenicha. On sam zresztą wielokrotnie przybywał do Ząbkowic i zaszczepiał wśród uczniów pallotyńskich powierzenie życia Matce Bożej. Na początku lat 30. klerycy wybudowali przy ul. Piastowskiej kaplicę Matki Bożej Trzykroć Przedziwnej. W niej miało miejsce pierwsze poświecenie Maryi. Praca w duchu szensztackim prowadzona była również wśród młodzieży świeckiej. Powstały grupy w Świdnicy i Dzierżoniowie – referowała siostra Migacz. Zebrani wysłuchali także wystąpień o św. Wincentym Pallottim i istocie stowarzyszeń życia apostolskiego. Nie zabrakło osobistych wspomnień osób, które przed laty były uczniami księży pallotynów. Opracowane wcześniej materiały z konferencji 1 czerwca dostępne były w formie publikacji pt. „100-lecie obecności Pallotynów w Ząbkowicach Śląskich”. Inicjatywę zrealizowano przy współpracy z kołem naukowym „Consecratio Vitae” działającym przy Wydziale Prawa Kanonicznego Uniwersytetu Stefana kardynała Wyszyńskiego w Warszawie.

Gazeta Ząbkowicka (30.05.2019) kontynuuje historię pracy ewangelickich diakonis w Ząbkowicach Śląskich.

Siostra Margaretha Richard w swoim pamiętniku skrzętnie opisywała otaczającą ją rzeczywistość. Trwa II wojna światowa, a w zasadzie zbliża się ona ku końcu. Jest styczeń 1945 r. Ząbkowickie siostry diakonisy posługują w zorganizowanym w szpitalu Bethanien, lazarecie wojskowym. Nie funkcjonuje kolej ani poczta. W lutym 1945 r. w szkole gospodarstwa domowego Luisenheim i sierocińcu Tabeenstift ulokowano blisko 600 mężczyzn, członków Volksturmu. W Luisenheim zakwaterowano młodych chłopców, w budynku Tabeenstiftu przy dzisiejszej ul. Bohaterów Getta zaś, dorosłych mężczyzn. W tym czasie część sióstr i ich podopiecznych przebywało w Szklarskiej Porębie, gdzie szukali oni schronienia przed nadchodzącymi Sowietami. Pod koniec marca 1945 r. dotarli oni również do Szklarskiej Poręby. Już wkrótce informacje o śmierci Adolfa Hitlera dotarły również do Ząbkowic Śląskich. Śląsk miał walczyć dalej. Pod koniec maja ząbkowickie siostry diakonisy otrzymały rozporządzenie, w myśl którego zapas żywności przeznaczony na 4 tygodnie, powinien starczyć im jeszcze na co najmniej 6 tygodni. Siostra Richard przedstawia w swoich zapiskach nie tylko życie diakonis, ale również zauważa pewnego rodzaju sytuacje występujące w samych Ząbkowicach. Pisze, że już w lipcu 1945 r. wszystkie napisy i szyldy sklepowe w języku niemieckim, miały zostać zamalowane i zdemontowane. Pojawiały się kolejne problemy z żywnością i brakiem podstawowych środków niezbędnych do prowadzenia gospodarstwa domowego. Nie brakuje w zapiskach cytowanej siostry skarg i żalu skierowanych w stosunku do polskich osadników, którzy zaczęli napływać do Ząbkowic Śląskich. We wrześniu 1945 r. w mieście pojawił się polski duchowny, który miał przejąć zarząd nad instytucjami prowadzonymi przez siostry diakonisy. W tym czasie budynki, w których mieściły się instytucje diakonijne były stopniowo przekazywane do innych celów. Już pod koniec września 1945 r. w budynku sierocińca Tabeenstift otwarto polskie Liceum Ogólnokształcące. Czytając zapiski ząbkowickiej diakonisy nie można nie odnieść się, do jej nastawienia w stosunku do możliwości pozostania w Ząbkowicach. W wielu miejscach siostra cytuje światowych polityków czy postanowienia, dotyczące obecności Polaków na Śląsku. Z zaniepokojeniem zanotowała ona również pod datą 21 stycznia 1946 r., że pałac w Kamieńcu Ząbkowickim płonie. W notatce z dnia następnego pisze, że pałac w dalszym ciągu stoi w płomieniach, a za podpalenie odpowiedzialni są Rosjanie. Pomimo tych wszystkich zawirowań, a i zbliżającego się nieuchronnie momentu opuszczenia Śląska, społeczność ząbkowickich sióstr potrafiła cieszyć się swoją obecnością. W marcu 1946 r. siostra Richard zanotowała, że wspólnota zgromadziła się przy pianinie, na którym przełożona – siostra Marlene, zagrała „Stille Nacht”. Najgorsze miało jednak dopiero nadejść.

Polskie Radio Wrocław (28.05.2019) udostępnia reportaż opisujący mało znany epizod związany z nieistniejącą już wsią w gminie Kamieniec Ząbkowicki.

Pilce to nieistniejąca już wieś w województwie dolnośląskim, w gminie Kamieniec Ząbkowicki. Miejscowość powstała w 1256 roku i od początku miała wielkiego pecha. Wieś od początku nękały i niszczyły częste powodzie. Pierwsze odnotowano w 1344 i 1364 roku, a ostatnia miała miejsce w 1997, kiedy to wieś została doszczętnie zalana przez rzekę Nysę Kłodzką. W 1997 roku Pilce nawiedziła powódź tysiąclecia. Wieś została doszczętnie zalana przez Nysę Kłodzką, która wyżłobiła sobie przez nią nowe koryto, niszcząc przy tym wiele domów i gospodarstw. Rząd podjął decyzję o budowie zbiornika retencyjnego na tym terenie i likwidacji wsi, która znaleźć się miała na jego dnie. Zapadła ostateczna decyzja: wioska przestanie istnieć! Dla mieszkańców przeznaczono osiedle domków jednorodzinnych w Kamieńcu Ząbkowickim, w ciągu dwóch lat wykupiono grunty i przeniesiono ludność do nowych budynków. Wieś oficjalnie przestała istnieć na początku 2000 roku, ale… do 2002 roku mieszkała tu jedna rodzina – para z malutkim dzieckiem, bez prądu i wody. Kochali Pilce i nie chcieli opuścić swojego domu do ostatniej chwili. Chcieli, żeby ich córeczka Patrycja choć trochę zapamiętała rodzinny dom. Agnieszka z Robertem pobrali się w 2001 roku, i było to wesele na gruzach nieistniejącej już wsi. Ich dom otaczały ruiny i zgliszcza. Krajobraz jak po bitwie. Swój pierwszy weselny taniec – ostatnie tango, zatańczyli 28 lipca 2001 roku na gruzach Pilc. Rok później Pilc juz nie było. Domy i kościół rozebrano, a następnie wysadzono ich fundamenty. Wiele z nich zburzyli ich właściciele, żeby wykorzystać materiały budowlane. Jeden z mieszkańców podobno zbudował z nich w całości nowy dom. Zlikwidowano cmentarz, przenosząc groby głównie do Kamieńca Ząbkowickiego. Ostatnią Mszę Świętą w kościele w Pilcach odprawił proboszcz, ksiądz Marek Połochajło 26 grudnia 1999 roku. Wyposażenie kościoła przeniesiono do innych świątyń dekanatu kamienieckiego. Jako ostatni został rozebrany most łączący wieś z Suszką. Zbiornik retencyjny planowali w tym miejscu jeszcze Niemcy. W 1978 roku znowu do pomysłu powrócono, więc mieszkańcy Pilc wciąż żyli w niepewności. Nie wolno im było tu się budować, nie było sensu niczego remontować. Jednak inwestycji zaniechano, choć co roku na tych terenach Nysa wylewała mniej lub bardziej. Teraz jest tu kopalnia, w której francuska firma wydobywa kruszywa, a zalane Pilce są lokalną atrakcją – pełno tu niedzielnych turystów, którzy wypoczywają w miejscu, gdzie przed laty mieszkało prawie 200 osób. Ślub był w ruinach i zgliszczach, we wsi, która właściwie nie istnieje. Wieś Pilce nad Nysą Kłodzką wygląda jak miejscowości na zdjęciach z targanej wojną Bośni: ruiny domów bez dachów, kościoła, fragmenty ogrodzeń, stosy cegieł. Tak jest od 1997 r., gdy wieś kompletnie zatopiła powódź. Uznano, że ten teren jest bardzo narażony na wylewy rzeki. Pilc nie odbudowano. Byli mieszkańcy wyprowadzili się do wybudowanego dla nich osiedla w Kamieńcu Ząbkowickim.

Serwis Samorządowy PAP (24.05.2019) odnotowuje ważne działanie socjalne przeprowadzone przez samorząd miejski Świdnicy.

W Świdnicy powstało 20 mieszkań wspomaganych – z myślą m.in. o samotnych matkach, niepełnosprawnych, osób zagrożonych bezdomnością. Przez kilka lat budynek przy ulicy 1 Maja 23 w Świdnicy stał pusty. Miasto, otrzymując na ten cel 2,8 mln zł dofinansowania unijnego z Aglomeracji Wałbrzyskiej, zaadaptowało go na mieszkania wspomagane. Między innymi dla samotnych matek, osób zagrożonych bezdomnością oraz dla tych, którzy znaleźli się w wyjątkowo trudnej sytuacji życiowej. Koszt inwestycji wyniósł 3,9 mln zł. 1 kwietnia miasto w partnerstwie z Fundacją Rozwoju Ekonomii Społecznej rozpoczęło realizację projektu pn. „Świdnickie Jaskółki”. Jego głównym celem jest „zwiększenie samodzielności osób wymagających wsparcia w procesie integracji społeczno-zawodowej”. Problem ten dotyczy w szczególności osób bezdomnych, niepełnosprawnych, z zaburzeniami psychicznymi, opuszczających pieczę zastępczą, niesamodzielnych. To im m.in. mają służyć nowo powstałe mieszkania wspomagane w Świdnicy. Przygotowane 20 mieszkania wspomagane mają 741 mkw. łącznej powierzchni użytkowej. Przystosowane są zarówno dla młodych osób, jak i dla starszych, wymagających usług opiekuńczych. W budynku na poziomie piwnicy zbudowano pralnię z suszarnią, pomieszczenie integracyjne z salą dla dzieci oraz pomieszczenia pomocnicze. W budynku zamontowano windę, by umożliwić dostęp dla osób niepełnosprawnych. Mieszkania doposażono m.in. w meble, specjalistyczne łóżka, sprzęt RTV i AGD. Sfinansowane zostaną także usługi opiekuńcze i zajęcia edukacyjne dla przebywających tam osób niesamodzielnych, niepełnosprawnych i starszych. W wyniku przeprowadzonej rekrutacji do projektu zakwalifikowano pierwszych 30 osób, w tym 7 dzieci. Znalazły się wśród nich zarówno osoby samotne, jak i rodziny z dziećmi oraz osoby z niepełnosprawnością intelektualną. – Są to świdniczanie, którzy w pierwszej kolejności potrzebują zapewnienia schronienia, połączonego z trenowaniem ważnych czynności życia codziennego, jak dbanie o dzieci, zarządzanie budżetem domowym, prowadzenie gospodarstwa domowego, dbanie o własne zdrowie, wyjście z zadłużenia. W zależności od indywidualnej sytuacji, uczestnicy projektu obejmowani są wsparciem asystenta, którego zadaniem jest uczenie samodzielności, pomaganie, a nie wyręczanie. Asystent podpowiada, jak wykonać najprostsze czynności, takie jak zakupy, ugotowanie obiadu, posprzątanie, zrobienie prania – mówi dyrektor MOPS w Świdnicy, Violetta Kalin. Wsparcie obejmuje również specjalistyczną pomoc psychologiczną oraz treningi podnoszące kompetencje społeczne ukierunkowane na usamodzielnianie, służące poprawieniu jakości życia uczestników projektu. Czas pobytu w mieszkaniu wspomaganym wynosi 6 miesięcy, dla osób chorych do 12 miesięcy. Projekt „Świdnickie Jaskółki” ma doprowadzić do usamodzielnienia 90 osób (potrzebujących wsparcia w procesie integracji społecznej), zwiększenia ich możliwości samodzielnego funkcjonowania, w tym utrzymania mieszkania oraz łączenia życia osobistego i zawodowego.

Gdyby w lokalnych mediach został pominięty jakiś ważny temat – prosimy o kontakt z nami – poprzez E-MAIL: info@zabkowice4you.pl – zajmiemy się sprawą, o której do nas napiszesz.

Komentarze

Zostaw swój komentarz