W ubiegły piątek (29 marca 2919 r.) nikomu z kilkudziesięciu uczestników 18. Powiatowego Konkursu Ortograficznego nie udało się napisać bezbłędnie dyktanda. Trzeba jednak przyznać, iż ich teksty (publikujemy je pod fotoreportażem) były trudne, a nawet bardzo trudne.  

Pasjonaci języka polskiego z całego naszego powiatu spotkali się w ząbkowickim Liceum Ogólnokształcącym im. Władysława Jagiełły. Najpierw znaleźli się razem w auli szkolnej, gdzie powitali ich wicestarosta ząbkowicki Waldemar Wieja oraz dyrektor LO Tomasz Błauciak. Następnie, podzieleni na kategorie „gimnazja i szkoły podstawowe” oraz „szkoły ponadgimnazjalne”, pod opieką nauczycielek języka polskiego z liceum, udali się na równolegle poprowadzone sprawdziany w postaci dyktand. Kilkanaście minut później do czerwoności rozżarzyły się nauczycielskie – nomen-omen – długopisy z czerwonymi wkładami. Sprawdzanie dyktand odbywało się komisyjnie, a panie polonistki wzajemnie konsultowały się w przypadkach dylematów dotyczących oceny prawidłowości zapisów zastosowanych przez uczestników konkursu.

Mniej więcej godzinę później wszyscy ponownie znaleźli się w licealnej auli. Zanim jednak odbyła się ceremonia konkursowa, uczennice i uczniowie ząbkowickiego LO zaprezentowali program nawiązujący do postaci Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. Rok 2019 został bowiem ogłoszony przez Sejm RP rokiem tego wybitnego polskiego pisarza, eseisty i krytyka literackiego. Biografia twórcy, jego zapatrywania społeczne i estetyczne, wyznawane wartości ideowe i cechy charakteru stały się kanwą interesującej i żywej narracji. Teksty Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, wypowiedzi o nim oraz piosenki stanowiące niejako odzwierciedlenie myśli, z jakimi się utożsamiał pisarz, jak się okazało nadal inspirują.

Gdy już niepokój wszystkich młodych polonistów sięgał zenitu, dyrektor Tomasz Błauciak ujawnił wyniki obu dyktand. Podziękował przy tym uczniom za udział w konkursie, nauczycielom prowadzącym za ich przygotowanie, a paniom polonistkom z LO: Jolancie Depczyńskiej, Urszuli Zacharze i Magdalenie Kotowicz za niezawodne przygotowanie konkursu.

  • W kategorii szkół podstawowych i gimnazjów najlepsi byli kolejno (w nawiasach podajemy nazwiska nauczycieli prowadzących): Joanna Adamowicz z Zespołu Przedszkolno-Szkolnego w Ciepłowodach (mgr Leokadia Krzewska), Kaspian Bielawski z Kamieńca Ząbkowickiego (mgr Mirosława Pastuch), Igor Prochorowski ze Szkoły Podstawowej nr 3 w Ząbkowicach Śląskich (mgr Izabela Jarosz).
  • W kategorii szkól ponadgimnazjalnych najlepsze wyniki osiągnęli kolejno: Patrycja Bartkiewicz (mgr Magdalena Kotowicz), Witold Podraza, (mgr Urszula Zachara) – oboje z Liceum Ogólnokształcącego w Ząbkowicach Śląskich, Emilia Gnutek z Zespołu Szkół Zawodowych w Ząbkowicach Śląskich (mgr Małgorzata Bulanda).

Wymienionym i wszystkim pozostałym uczestnikom należy pogratulować umiejętności radzenia sobie z poprawną polszczyzną. Wśród piszących dyktando w trudniejszej wersji była wicedyrektor LO mgr Mariola Hajduk – na co dzień nauczycielka matematyki.

Dla zainteresowanych sprawdzeniem swojej wiedzy w tym zakresie zostawiamy do dyspozycji teksty obu dyktand. Ich autorką jest mgr Jolanta Depczyńska.

Dyktando w kategorii szkół ponadgimnazjalnych:
Hołubienie polszczyzny, czyli językowe qui pro quo
— Poharatana wszakoż ta nasza ojczysta mowa! – tak zażywny jegomość, siedzący vis-à-vis mnie w dalekobieżnym pociągu zwanym pendolino, rozpętał arcyspór o współczesną polszczyznę.
W tym czasie dissowałem półgłosem piosenkę Pei, a że używałem sczerniałego ze starości pendrive’a i nie najnowszego laptopa, musiałem to robić po raz n-ty. Zapewne dlatego mój sąsiad, ten w oldskulowych butach, taki pół-Polak, ale i półarystokrata, ni z tego, ni z owego wykrzyczał, że nowo powstałe oraz nowomodne wyrazy, których jest bez liku i co niemiara, np. chillout, sorewicz czy memiarz, muszą bezpowrotnie zniknąć. Nieśmiało zauważyłem, że jest nie najgorzej, skoro „kruci” i „bajdurzyć” wypierają ohydne i nadużywane wulgaryzmy.
Pani z fryzurą a la Marilyn Monroe tonem nieznoszącym sprzeciwu pochwaliła Klocucha, rzekomego króla polskiego YouTube’a, za karczowanie zachwaszczonej językowej gleby i za jej użyźnianie, ale zrugała za słowo „dzban”. Jak na razie, układając chryzantemy lub też chabry w dzbanach, czuje się nieswojo. Poza tym, gdy musiała przebukować bilety, przeżyła istne katusze, bo przecież bukowanie to charczenie łosia na rykowisku. Usłyszawszy, że jestem didżejem, orzekła, że brzmi to jak dżokej i należałoby użyć „prezenter muzyczny” i niechżeżbym tak czynił.  
Nie znalazłszy stosownych kontrargumentów, wygłosiłem naprędce skleconą supersentencję o tym, że skoro wszystko się zmienia, dlaczegóż nie miałby i nasz język. Współpasażerowie przytaknąwszy, pogrążyli się w ożywczej drzemce.
Dyktando w kategorii szkół podstawowych i gimnazjów:
Pseudojęzykoznawcy są wśród nas
Wyobraźmy sobie, że przyjeżdża do nas obcokrajowiec. Nieistotne, czy Francuz, Niemiec, wenecjanin czy Paragwajczyk. Mamy nauczyć go polskiego. Ów przybysz jest superczuły na wszelkie uchybienia i taki typowy ścichapęk, musimy więc w dwójnasób być przygotowani. 
Na przykład z nagła zza węgła wychynie chmara jerzyków lub dziko rosnący i zszarzały krzak jeżyn. Albo kot, ten huncwot i łapiduch, będzie głośno chłeptał świeże mleko? Co robić? Jak się nie zhańbić? To nie są żadne śmichy-chichy! Czmychnąć się nie da, a nienadążanie gościa za naszymi wysokospecjalistycznymi objaśnieniami doprowadzić może bez mała do żenującego blamażu.
Rozżarzeni do czerwoności próżno będziemy szukać ratunku w gestach. Bo jak wyjaśnić, że tu płynie strużka, tę panią też nazywamy stróżką, a ów harmider to wskutek chaosu w siedzibie hejnalisty, a poza tym to wszystko nie jest żadnym widzimisię? Okaże się poniewczasie, że nasze umiejętności językowe to mrzonka, choć tak niedawno chełpiliśmy się wiedzą o polszczyźnie.
Zatem czy nie lepiej zrobić sobie po prostu selfie z cudzoziemcem, a polskiego niechże nauczy się sam?