Na początek tygodnia – dostarczamy Państwu fragmenty artykułów związanych z terenem powiatu ząbkowickiego, jakie ukazały się w minionych kilku dniach w gazetach i portalach internetowych. Do lokalnej subiektywnej „prasówki” dodajemy interesujące artykuły o tematyce samorządowej z mediów regionalnych lub ogólnopolskich.

Express Miejski (13/21.02.2019) ujawnia dane dotyczące urlopów samorządowców, w tym starosty ząbkowickiego.

Część burmistrzów i wójtów nadal nie wykorzystuje w pełni należnego im urlopu wypoczynkowego i na koniec kadencji 2014 – 2018 znów otrzymało spory zastrzyk gotówki. Sprawdziliśmy, które samorządy z terenu powiatu ząbkowickiego były zmuszone wypłacić swoim włodarzom ekwiwalent za niewykorzystany urlop i ile pieniędzy wpadło do kieszeni zapracowanych wójtów i burmistrzów. W ciągu minionej kadencji wszystkim włodarzom siedmiu gmin z terenu powiatu ząbkowickiego przysługiwały 104 dni wolne za wyjątkiem Krzysztofa Żegańskiego, burmistrza Barda. Z racji posiadania orzeczenia o niepełnosprawności szefowi bardzkiego magistratu rocznie przysługuje o 10 dni urlopu więcej aniżeli pracownikowi bez orzeczenia z co najmniej dziesięcioletnim stażem pracy. Szef bardzkiego magistratu jest też liderem, jeśli chodzi o kwotę pobranego ewkiwalentu za niewykorzystany urlop w kadencji 2014-2018. Krzysztof Żegański za niewykorzystane 84 dni urlopowe otrzymał ekwiwalent pieniężny w kwocie 45.454,08 zł brutto (29.579,81 zł netto). W ciągu minionych czterech lat burmistrz Barda wykorzystał 58 dni urlopu wypoczynkowego – 16 dni każdego roku, za wyjątkiem roku 2016. Wówczas Żegański skorzystał tylko z 10 przysługujących mu dni wolnych. Dodatkowo włodarz gminy Bardo w 2015 i 2016 roku przebywał na długotrwałych zwolnieniach lekarskich, kolejno przez 177 i 163 dni. Drugi w zestawieniu jest Marcin Czerniec – wójt gminy Kamieniec Ząbkowicki. W kadencji 2014-2018 wykorzystał on zaledwie 6 dni urlopu wypoczynkowego, a za niewykorzystany urlop w postaci 98 dni otrzymał ekwiwalent pieniężny w kwocie 27.154,27 zł netto. 15.614,94 zł brutto – tyle z budżetu gminy Stoszowice pochłonął wydatek związany z ekwiwalentem dla Pawła Gancarza, wójta gminy Stoszowice. W ubiegłej kadencji wykorzystał on 71 dni urlopu wypoczynkowego, a ekwiwalent pieniężny otrzymał za 33 dni przysługujące mu, ale niewykorzystane dni wolne. Swoje otrzymała też Alicja Bira, była burmistrz Ziębic, której po upływie kadencji 2014-2018 wypłacono ekwiwalent za niewykorzystany urlop wypoczynkowy w wysokości 14.217,57 zł brutto. Więcej pisaliśmy o tym w artykule pt. Była burmistrz Ziębic kumulowała urlop. Dostała pieniądze za 46 dni. Regularnie z urlopu wypoczynkowego do 2018 roku korzystała Grażyna Orczyk, burmistrz Złotego Stoku. Wykorzystała ona kolejno: 18 dni urlopu w 2015 roku – 30 dni w 2016 roku oraz 23 dni w 2017 roku. W 2018 roku szefowa złotostockiego magistratu wykorzystała tylko 11 z 26 przysługujących jej dni wolnych, a związane było to z jej długotrwałą chorobą trwającą od listopada 2017 do kwietnia 2018 roku. Po zakończeniu kadencji za niewykorzystany urlop wypoczynkowy z gminnej kasy wypłacono jej 9.285,68 zł brutto. 3 dni urlopu pozostały szefowej złotostockiego magistratu do wykorzystania proporcjonalnie do zakończenia roku. Gminnej kasy swoją „pracowitością” nie obciążyli Marcin Orzeszek – burmistrz Ząbkowic Śląskich oraz Łukasz Białkowski – wójt Ciepłowód. Szef ząbkowickiego magistratu wykorzystuje urlop regularnie zgodnie z terminami określonymi w kodeksie pracy i po upływie kadencji nie otrzymał z gminnej kasy żadnych pieniędzy w ramach rekompensaty za niewykorzystane, a przysługujące mu dni wolne. Wójt Łukasz Białkowski pozostałe 24 dni wolne przysługujące mu za 2018 rok na mocy porozumienia zobowiązał się wykorzystać w trwającej kadencji i po upływie poprzedniej również nie otrzymał z gminnej kasy ani złotówki za niewykorzystane dni urlopowe.

W latach 2014-2018 starosta Roman Fester skorzystał z 95 dni urlopu wypoczynkowego. Zaległy urlop przeniósł na kolejną, pięcioletnią kadencję. W ubiegłym tygodniu publikowaliśmy artykuł pt. Zapracowani włodarze nadal nie korzystają w pełni z urlopów i wciąż „grabią” samorządy, w którym opublikowaliśmy kwoty, jakie otrzymali poszczególni wójtowie i burmistrzowie z powiatu ząbkowickiego za niewykorzystany urlop w poprzedniej kadencji. W ciągu ostatniej kadencji szef powiatu starosta Roman Fester skorzystał z 95 dni urlopu wypoczynkowego. Za niewykorzystany urlop nie został wypłacony mu ekwiwalent pieniężny. Ze starostą zawarto bowiem porozumienie o wykorzystaniu urlopu w kolejnym stosunku pracy. – Na mocy przedmiotowego porozumienia, urlop wypoczynkowy za wcześniejszy okres zatrudnienia w V kadencji, w latach 2014-2018, w ilości 51 dni, zostanie wykorzystany w obecnej kadencji – wyjaśnia Agnieszka Gnach, sekretarz powiatu. Spora ilość niewykorzystanych dni to w dużej mierze urlop skumulowany przez Romana Festera w pierwszej kadencji na stanowisku starosty (2010 – 2014).

Doba (16.02.2019) relacjonuje przebieg dużej imprezy automobilowej przebiegającej m.in. przez gminę Złoty Stok.

16 lutego po raz drugi miłośnicy motoryzacji i kibice Mariana Bublewicza ruszyli „Śladami Historii Mariana Bublewicza”, który zakończył się w miejscu tragicznego wypadku mistrza kierownicy. Głównym celem pomysłodawców przejazdu jest podtrzymanie pamięci o Marianie Bublewiczu, popularnym kierowcy rajdowym przełomu lat 80. i 90. – Pomysłodawcą jest Rafał Burgstegt, właściciel jednej z replik Forda Sierry. Dwa lata temu Rafał zgłosił się do mnie na dzień przed wydarzeniem i poprosił o wsparcie. Jako grupa Rajdowa Kotlina, która organizuje imprezy rajdowe i festyny charytatywne na terenie gminy Lądek-Zdrój, postanowiliśmy pomóc. Teraz wspólnie to kontynuujemy i chcemy podążać śladami Mariana Bublewicza i jego ostatniego rajdu z 1993 roku. Założyliśmy sobie, że pojedziemy wszystkie odcinki, które on wtedy pokonywał – mówi Ireneusz Pieczarka z grupy Rajdowa Kotlina. Rajd pamięci rozpoczął się w Polanicy Zdroju, gdzie w 1993 roku zawodnicy wyruszali na odcinki specjalne Rajdu Zimowego, prowadził przez Kłodzko, Stary Wielisław, Idzików, Lądek, a zakończył się na trasie do Złotego Stoku, w miejscu tragicznego wypadku przy symbolicznym pomniku Mariana Bublewicza. Tam zapalono znicze o wspominano mistrza. Do tragicznego w skutkach zdarzenia doszło 20 lutego 1993 roku. 2 km od startu 5. odcinka specjalnego Orłowiec – Złoty Stok, kierujący samochodem Ford Sierra Cosworth, Marian Bublewicz przy prędkości ok. 100 km/h wypadł z zakrętu i uderzył w drzewo. Uderzenie było tak silne, że samochód niemal owinął się wokół drzewa. W środku znajdowali się Marian Bublewicz wraz z pilotującym go Ryszardem Żyszkowskim. Byli przytomni. Zanim na miejscu pojawiły się służby ratunkowe, pomocy próbowali udzielić kibice – gołymi rękami darli poszycie auta. Po akcji ratunkowej poszkodowani przewiezieni zostali do szpitala w Lądku Zdroju. Tam niestety Bublewicz zmarł.

Gazeta Ząbkowicka (13.02.2019) w cyklu regionalistycznym zamieszcza artykuł o promocji Ząbkowic Śląskich w czasach, gdy jeszcze nikomu nie śniło się o mediach elektronicznych.

Dość popularną dziedziną kolekcjonerstwa jest deltiologia, czyli zbieranie kartek pocztowych. Dawne pocztówki to świetne źródło ikonograficzne. O ząbkowickich kartkach pisze historyk Kamil Pawłowski. Korespondencja stanowi nieodłączny element życia społecznego od niepamiętnych czasów. Bogactwo treści przekazywanej za pomocą listów staje się często nieocenionym źródłem do dziejów poszczególnych państw, społeczeństw czy rodów. Interesujący jednak wydaje się moment, gdy słowo zaczęło współistnieć w przekazie wraz z obrazem – rysunkiem, litografią czy fotografią. Tak powstała widokówka – karta pocztowa. Kiedy dokładnie została ona „wynaleziona” – trudno dziś jednoznacznie stwierdzić. O pierwszeństwo w tych zawodach ścigają się Austria, Francja, Niemcy i Wielka Brytania. Wpierw przekaz ikonograficzny przegrywał oczywiście z wiadomością zapisaną na karcie pocztowej. Z czasem jednak obraz stał się jej nieodłącznym elementem. Jeśli mowa o kartkach pocztowych, które wysyłano z terenów Śląska, to najstarsze okazy pochodzą z przełomu XIX i XX wieku. Kartki takie, wysyłane ze śląskich miejscowości – w tym również z Ząbkowic Śląskich, czy wówczas miasta Frankenstein, powstawały metodą litograficzną. Z czasem na popularności zyskały te tworzone jako chromolitografie. Technika ta, polegająca na wielobarwnym druku litograficznym, pozwalała na uwiecznianie na pocztówkach najciekawszych i najważniejszych obiektów danej miejscowości. Jeśli mowa o Ząbkowicach Śląskich, to na pierwszych, zachowanych do naszych czasów widokówkach, uwieczniano przede wszystkim ratusz, ruiny zamku, Krzywą Wieżę, pomnik poległych w wojnach o Zjednoczenie Niemiec. Na ząbkowickich litografiach umieszczano często herb miasta. Szczególnie ciekawą kartką z końca XIX wieku, jest ta wydana nakładem C. Schwagera z Drezna, litografia przedstawiająca główne zabytki miasta. Wśród nich ukazano nowy, neogotycki Ratusz projektu Alexisa Langera oraz (co ciekawe), Ratusz wraz z zabudową bloku śródrynkowego sprzed wielkiego pożaru z 1858 r. Ten ostatni widok opatrzony został informacją: Ratusz przed pożarem, wzniesiony w 1661 r. Uważny oglądający bez trudu dostrzeże podobieństwo tej niewielkiej litografii z rysunkiem ząbkowiczanina Carla Ulke z początku XIX wieku. Można więc przypuszczać, że to właśnie wspomniany rysunek stał się wzorem dla projektującego widokówkę. Inną ciekawą chromolitografią jest wydana nakładem właściciela księgarni w Ząbkowicach Śl. Bernharda Stephana, kartka przedstawiająca zamarznięty staw z zimową panoramą miasta. Na zamarzniętej tafli swoje popisy na łyżwach prezentują mieszkańcy. Całość tego sielskiego obrazka, uzupełnia umieszczony w prawym dolnym rogu widok ząbkowickiego zamku w zimowej scenerii. Widokówka została wydrukowana w Druck, Kunst Anstalt Rosenblatt we Frankfurcie nad Menem. Pozostając w temacie kartek przedstawiających Ząbkowice Śląskie w śnieżnej szacie, nie sposób zapomnieć o tych, wydawanych z okazji Świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku. Pozdrowienia noworoczne dawni ząbkowiczanie mogli posyłać na widokówkach przedstawiających miasto oraz aniołów z bijącym zegarem, obwieszczającym początek nowego roku. O wiele rzadsze są kartki zawierające symbolikę wielkanocną. Ząbkowiccy pallotyni wydali serię kartek pocztowych przedstawiających szopkę autorstwa wrocławskiego rzeźbiarza Bruno Tschötschela. Podobnie postąpili bracia bonifratrzy, którzy wśród kartek obrazujących swój szpital i klasztor, wypuścili do obiegu również widokówkę z ukazaniem swojej szopki bożonarodzeniowej.

Miasto 2077 (14.02.2019) opublikował inspirującą notatkę o innowacyjnej formule budowy osiedla domów wielorodzinnych.

Quayside, nowy kompleks budynków, który pojawi się w centrum Toronto na brzegu jeziora Ontario ma być na wskroś nowoczesny. Nic dziwnego, skoro jednym z partnerów konsorcjum, któremu powierzono projekt zabudowy jest Sidewalk Lab, spółka- siostra firmy Google. Quayside ma mieć wszystkie atrybuty nowoczesnego budownictwa. Po pierwsze część budynków ma być prefebrykowana, a wszystkie – wykonane całkowicie z drewna klejonego krzyżowo, co powinno obniżyć koszty budowy o 15%.

Choć tę technologię wykorzystuje się coraz częściej, Quayside ma być przykładem zastosowania jej na nieznaną dotąd skalę, skutecznie torując drogę tańszej mieszkaniówce Ameryce Północnej. W sumie ma tu powstać 2,5 tys. mieszkań dla szacunkowej liczby 5 tys. mieszkańców. Co najmniej 20% mieszkań ma być udostępnionych po przystępnych cenach osobom niezamożnym. Duża część ma trafić do osób średniozamożnych, wypełniając lukę między górnym segmentem rynku, a mieszkaniami subsydiowanymi przez państwo. Parterowa część budynków ma zostać przeznaczona w dużej mierze do wspólnego użytku firm, przedsiębiorców i grup społecznych. Budynki będą wykorzystywać energię słoneczną i geotermalną, co pozwoli na zredukowanie emisji gazów cieplarnianych o 75-80%. Uliczki Quayside będą przeznaczone wyłącznie dla pieszych i rowerów, a samochody dostawcze i śmieciarki dojeżdżać będą jedynie podziemnym tunelem. Oczywiście mieszkańcy będą mieli zapewniony dostęp do miejskiego transportu. Wszystkie te elementy – choć godne pochwały – nie stanowią szczególnej rewolucji.

Przełom polega na włączeniu ich w cyfrową infrastrukturę, która umożliwi zbieranie i analizę danych dotyczących różnych aspektów funkcjonowania tego fragmentu miasta. Począwszy od monitoringu ruchu ulicznego, poprzez zużycie wody i energii, a skończywszy na rodzaju odpadów i śmieci. Inteligentne zarządzanie, choć powinno obniżyć koszty i podnieść jakość życia budzi pewien niepokój o prawo do prywatności, a także własność i zarządzanie danymi pozyskiwanymi bez świadomej zgody mieszkańców. Firma Sidewalk Lab zapewnia, że nikt nie będzie właścicielem danych i że będą one publicznie dostępne na równych prawach, pozostając w gestii niezależnego trustu Civic Data Trust.

Gdyby w lokalnych mediach został pominięty jakiś ważny temat – prosimy o kontakt z nami – poprzez formularz TWOJA INFORMACJA. Zajmiemy się sprawą, o której do nas napiszesz.