Na początek tygodnia – dostarczamy Państwu fragmenty artykułów związanych z terenem powiatu ząbkowickiego, jakie ukazały się w minionych kilku dniach w gazetach i portalach internetowych. Do lokalnej subiektywnej „prasówki” dodajemy interesujące artykuły o tematyce samorządowej z mediów regionalnych lub ogólnopolskich. Wyjątkowo zaczynamy jednak od publikacji nawiązującej do tragicznego wydarzenia, które tydzień temu poruszyło opinię publiczną w całej Polsce.

Klub Jagielloński (14.01.2019) zamieszcza esencjonalną refleksję związaną z zabójstwem prezydenta Gdańska.

Śmierć jest momentem radykalnym, bo pozwala nam ostrzej oglądać świat, w którym żyjemy. Jej obecność, przynajmniej na krótką chwilę, odsuwa na bok to, co powierzchowne. Zabójstwo Pawła Adamowicza pokazuje, że polityka może być sprawą życia i śmierci. Przez ostatnich 10 lat żyliśmy w przekonaniu, że w Polsce polityka może przyjąć jedną z trzech form. Za czasu rządów Platformy Obywatelskiej było to technokratyczne zarządzanie, apolityczna „polityka ciepłej wody w kranie”, w ramach której „nie robimy polityki, budujemy mosty”. Polityczność miała być czymś sterylnym, kwestią technicznej sprawności i sprawą oddaną w ręce merytokratycznej elity. Dojście do władzy Prawa i Sprawiedliwości pokazało inne oblicze polityki uprawianej jako dystrybucja społecznego szacunku. Kampania z 2015 roku udowodniła, że polityka to coś więcej niż realizacja infrastrukturalnych inwestycji, że stawką w politycznej grze może być poczucie godności obywateli. W cieniu tych dwóch sposobów rozumienia tego, co polityczne funkcjonuje trzecie ujęcie rodem z serialu House of cards. Z tej perspektywy polityka to symulakrum, świat nieprawdziwy, spreparowany, medialny spektakl, w którym chodzi o jak najskuteczniejsze manipulowanie odbiorcami-wyborcami. W tym ujęciu polityka to sprawa władzy, interesów, intratnych stanowisk i lukratywnych synekur. Słowem, cyniczna gra dla najsilniejszych. Śmierć Pawła Adamowicza wywraca stolik. Podobnie jak zabójstwo Marka Rosiaka z 2010 r., czy Gabriela Narutowicza w początkach II Rzeczpospolitej. Morderca gdańskiego prezydenta krzyczący o „torturowaniu przez PO”, pokazał, że na końcu polityki, za jej technokratycznym, godnościowym i medialnym obliczem, stoi perspektywa śmierci. Przy całym szaleństwie i zbrodniczości, przyjęcie przez sprawcę argumentacji z tego, co polityczne, wskazuje, że w polityce nie chodzi o zabawę słowem, że za medialnym spektaklem i biurokratyczną rutyną postępują zdecydowanie poważniejsze konsekwencje. Z tej perspektywy śmierć Pawła Adamowicza to wołanie o umiarkowanie i wezwanie do wzięcia większej odpowiedzialności przez klasę polityczną. Polityka może mieć bowiem śmiertelne konsekwencje.

TVP Info (19.01.2019) podało wiadomość o kontrowersyjnym wyroku sądu w sprawie, która dwa lata temu wstrząsnęła mieszkańcami Ząbkowic Śląskich.

Na 25 lat więzienia skazał w piątek Sąd Apelacyjny we Wrocławiu 21-letniego Kamila M. oskarżonego o zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem 18-letniej kobiety – jego byłej dziewczyny. Sąd zmienił wyrok pierwszej instancji, w której M. został skazany na dożywocie. Do zbrodni doszło w styczniu 2017 r. w Ząbkowicach Śląskich na Dolnym Śląsku. Kamil M., który nie mógł pogodzić się z odejściem dziewczyny, zamordował ją ze szczególnym okrucieństwem. Zadał 18-latce ponad sto ciosów nożem, po czym zadzwonił do swojej matki, a ta powiadomiła pogotowie ratunkowe. W sierpniu 2018 r., w pierwszej instancji, Sąd Okręgowy w Świdnicy skazał Kamila M. na dożywocie i orzekł, że o warunkowe zwolnienie będzie on mógł ubiegać się po odbyciu 40 lat więzienia. Ten wyrok w piątek zmienił Sąd Apelacyjny we Wrocławiu. Wymierzył on mężczyźnie karę 25 lat więzienia, przy czym zastrzegł, że będzie on mógł ubiegać się o warunkowe zwolnienie po 20 latach odbywania kary. Rzecznik Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu sędzia Witold Franckiewicz powiedział, że sąd, zmieniając wyrok pierwszej instancji, wziął pod uwagę m.in. młody wiek oskarżonego. – W chwili popełnienia tego czynu miał on skończone 19 lat i trzy miesiące, przy tym, jak wynika z opinii psychologicznej, jego osobowość nie była jeszcze w pełni ukształtowana – powiedział sędzia. Rzecznik przypomniał, że kara dożywotniego pozbawienia wolności nie obejmuje młodocianych, którzy w chwili popełnienia czynu nie ukończyli 18 lat. – Kamil M. nieznacznie przekroczył tę granicę, ponadto nie był do tej pory karany. Dożywotnie pozbawienie wolności zastępuje karę śmierci. To kara wyjątkowa, jest ona stosowana wobec osób, które nie rokują, że ich proces resocjalizacji będzie przebiegał prawidłowo – tłumaczył sędzia Franckiewicz. Z wyrokiem nie zgadza się prokuratura. Prokurator Orepuk powiedział, że kara 25 lat więzienia dla M. jest „rażąco niska i niewspółmierna do tak drastycznej zbrodni”. – Po zapoznaniu się w uzasadnieniem wyroku prokuratura będzie rozważać kasację w tej sprawie – powiedział prokurator.

Express Miejski (16.01.2019) informuje o nadzwyczajnym sukcesie sportowym mieszkańca gminy Ząbkowice Śląskie.

Marcin Pacholak wystartował w Mistrzostwach Ameryki Południowej Ironman w Argentynie. Osiągnięty tam wynik dał mu przepustkę do udziału w mistrzostwach świata! Ironman to najbardziej popularne zawody triathlonowe na świecie organizowane przez World Triathlon Corporation. Tradycyjnie obejmują trzy dyscypliny. Zawodnicy muszą przepłynąć dystans 3.86 km, następnie przejechać na rowerze 180 km, by na koniec przebiec jeszcze dystans maratonu (42.195 km). To jedna z najbardziej wyczerpujących imprez na świecie. Sportowcy na trasie spędzają łącznie nawet kilkanaście godzin. Ząbkowiczanin podczas grudniowego startu w Argentynie reprezentował klub LUFT Tri Team prowadzony przez polskiego triathlonistę Mikołaja Lufta. Uzyskał czas 8 godz. 49 min 19 sek., co dało mu piąte miejsce w kategorii wiekowej M30-34 oraz szesnastą lokatę spośród ponad 700 sportowców uczestniczących w zawodach. Dzięki temu 30-latek wywalczył prawo startu w najważniejszej imprezie triathlonowej, jaką są Mistrzostwa Świata (Ironman World Championship), które odbędą się 12 października na Hawajach w USA. Jak zaznacza Pacholak, wyjazd do Argentyny obarczony był dużym ryzykiem logistycznym i ogromnymi kosztami. – Czternastogodzinny lot, zmiana strefy czasowej i klimatycznej, długa jazda autem, aklimatyzacja trwająca tydzień. Ponadto istniało także ryzyko uszkodzenia roweru w transporcie – mówi zawodnik. Same zawody także nie należały do najłatwiejszych. – Impreza odbywała się w bardzo wietrznych warunkach. W każdej z trzech konkurencji zawodnicy musieli zmagać się z mocnym wiatrem dochodzącym w porywach do 60 km/h. Nie pomagała też temperatura wody (15 st. C) oraz chłodny poranek (około 10 st. C) – opowiada 30-latek. – Największą trudnością była walka z oceanem. Woda to żywioł nieprzyjazny dla człowieka, a kilkumetrowe fale potrafią skutecznie utrudnić początek zawodów. Na dwa dni przed startem podczas treningu doszło do tragicznego zdarzenia. Jeden z zawodników utopił się. To tylko pokazuje poziom trudności w zawodach odbywających się w Mar Del Plata – relacjonuje sportowiec. Po pływaniu i stu osiemdziesięciu kilometrach na rowerze Marcin Pacholak plasował się na trzynastej pozycji w swojej kategorii. – Wiedziałem, że jedynie pierwsze kilka miejsc będzie premiowane awansem na mistrzostwa świata i wyjazdem na Hawaje. Wszystko zatem musiało rozegrać się podczas maratonu. Na półmetku biegu zdołałem awansować na piątą pozycję i przez kolejne 21 kilometrów walczyłem z czołowymi Europejczykami o kwalifikację. Aby to się udało, musiałem pokonać zawodników legitymujących się rekordami życiowymi lepszymi od mojego o ponad 25 minut na tym dystansie. Można powiedzieć, że maraton to był mój bieg życia – mówi ząbkowiczanin, który ostatecznie dopiął swego i zdołał wywalczyć slot uprawniający go do startu w najbardziej prestiżowej imprezie Ironman. – Zawody w Argentynie pozwoliły mi zdobyć wystarczającą ilość punktów i awansować na pierwsze miejsce w Polsce w mojej kategorii na dystansie Ironman. Cieszę się, że będę mógł reprezentować Polskę na Mistrzostwach Świata Ironman w 2019 roku. Start na Hawajach w Kona to Mekka dla większości triathlonistów, a to dodatkowo motywuje mnie do jak najlepszego przygotowania. Zamierzam godnie reprezentować kraj i klub na mistrzostwach. Celem jest ukończenie zawodów w czasie poniżej 10 godzin, pozostając przy tym w pełnym zdrowiu – kończy 30-latek.

Polskie Radio Wrocław (16.01.2019) udostępnia reportaż na temat planów inwestycyjnych samorządu gminy Ząbkowice Śląskie. KLIKNIJ TUTAJ, ABY WYSŁUCHAĆ CAŁĄ AUDYCJĘ.

Nowy basen za 17 mln zł czy doposażanie szkół w sprzęt dydaktyczny za około 2 mln zł. To tylko część z największych inwestycji Ząbkowic Śląskich. – Zakończenie budowy basenu to priorytet – mówi Marcin Orzeszek, burmistrz Ząbkowic Śląskich. – W tym roku gmina postawi nacisk również na tereny zielone – zapowiada Orzeszek. Tegoroczny budżet gminy to blisko 90 mln zł, z czego największe nakłady zaplanowano na oświatę i inwestycje.

Doba (18.01.2019) relacjonuje niekonwencjonalną prezentację szopki noworocznej w Gminie Bardo.

W sobotę 12. stycznia mieszkańcy Gminy Bardo tradycyjnie, bo już po raz trzeci, spotkali się na świetlicy wiejskiej w Janowcu, aby obejrzeć Szopkę Noworoczną, przygotowaną przez Ludowy Amatorski Janowiecki Teatr „LAJT”. Tegoroczne przedstawienie, oparte na kanwie tradycyjnej historii narodzin Jezusa w Betlejem, ucieczki Maryi i Józefa z małym Dzieciątkiem do Egiptu, rządów złego Heroda, działającego w komitywie z piekielnym Mefistofelesem oraz wątku pasterskiego, zostało uwspółcześnione i pokazane z perspektywy zwykłych ludzkich słabości i codziennych kłopotów. Zważywszy na miejsce wystawienia, twórcy nie omieszkali włączyć wątków, spraw i problemów, z którymi sami borykają się każdego dnia, jak chociażby ustawiczne niedobory wody (brak wodociągu). Stąd też budzące salwy śmiechu dary Trzech Królów: woda, więcej wody, wreszcie wodociąg (a raczej jego zapowiedź w postaci rury z zaworem). To nie jedyne kwestie, które poruszyły widownię. Pojawiły się bowiem nawiązania do sytuacji społecznej mieszkańców naszego kraju. Szopka, w której narodził się Jezus, powstała w ramach programu „RODZINA NA SWOIM”. Herod, który po biblijnej rzezi niewiniątek zagarnął ich dodatek 500+ i za to wybudował swój pałac, a karmiąca na wyrębie Matka Boska zjednoczyła się z wszystkimi młodymi matkami w naszym kraju, protestującymi przeciw wycince drzew poprzez akcję „Matka Polka na wyrębie” (wyrazy szacunku dla pomysłodawczyni akcji – Cecylii Malik). Artyści z Janowca, którym bliskie są problemy nie tylko swojej miejscowości, ale również ogólne kwestie społeczne i ekologiczne, otrzymali za swój występ owacje na stojąco i szereg gratulacji, zwłaszcza ze strony burmistrza Barda, pana Krzysztofa Żegańskiego, który stwierdził jednak, że kwestia wodociągu w Janowcu może być już tylko załatwiona przez świętych. Miejmy nadzieję, że mimo wszystko samorząd lokalny stanie na wysokości zadania i postara się o środki na cel, który tak naprawdę w XXI wieku powinien być oczywistością. Trzymamy kciuki! Artyści składają serdeczne podziękowania wszystkim, którzy wspierają nas w działaniach i w jakikolwiek sposób przyczynili się do realizacji spektaklu oraz grupie wolontariuszy WOŚP pod opieką pana Roberta Daniełowskiego, którzy po przedstawieniu przeprowadzili zbiórkę datków na bliski nam wszystkim cel.

Gazeta Ząbkowicka (09.01.2019) kontynuuje w tramach cyklu publikacji regionalistycznych opowieść o skarbach Henrykowa.

Od jakiegoś czasu zapoznajemy się z dziejami klasztoru w Henrykowie. Dziś kilka słów o słynnej Księdze Henrykowskiej. O jej historii pisze historyk Kamil Pawłowski Jednym z najważniejszych faktów w dziejach klasztoru w Henrykowie w II połowie XIII wieku, jest spisanie w latach 1268–1273 przez opata Piotra, cytowanej już wcześniej, słynnej Księgi Henrykowskiej, której pełny tytuł brzmi: Księga fundacji klasztoru Najświętszej Maryi Dziewicy w Henrykowie. Jak wspominałem na łamach poprzednich wydań Gazety Ząbkowickiej, rękopis ten, wprawdzie niewielkich rozmiarów, oprawiony w białą skórę, stanowi niezwykle ważne źródło do dziejów społecznych i gospodarczych nie tylko klasztoru cystersów w Henrykowie, ale również jest istotnym świadectwem rozwoju osadnictwa na terenie ziemi ząbkowickiej. Nieprzeceniona wartość tego dokumentu tkwi również w polskiej świadomości, gdyż jak uznali językoznawcy, zapisane zostało w niej pierwsze zdanie w języku polskim, które brzmi: „Daj, ać ja pobruszę, a ty poczywaj”. Dziś rękopis przechowywany jest w Archiwum Archidiecezjalnym we Wrocławiu. Do czasu sekularyzacji klasztoru był on częścią zasobu archiwum klasztornego w Henrykowie. W 1810 r. decyzją króla Prus, wszystkie śląskie klasztory (oprócz tych zajmujących się chorymi i edukacją), zostały skasowane, a ich majątek stał się własnością państwa. Wówczas to zbiory henrykowskie trafiły do Wrocławia. W 1854 r. wrocławski historyk Gustav Adolf Stenzel opublikował treść Księgi Henrykowskiej. Edycja ta zaopatrzona została w komentarz naukowy. W 1927 r. do obiegu naukowego trafiło pierwsze tłumaczenie pełnego tekstu Księgi Henrykowskiej na język niemiecki, autorstwa księdza Paula Bretschneidera. Równie szybko wiadomość o Księdze dotarła do polskich badaczy, którzy żywo zainteresowani byli jej treścią. Jeszcze przed zakończeniem II wojny światowej przekład Księgi na język polski przygotował prof. Roman Grodecki. Niestety wojenna zawierucha sprawiła, że tłumaczenie ukazało się dopiero w 1949 r. nakładem Instytutu Zachodniego w Poznaniu. Dziś najbardziej popularnym wydaniem Księgi Henrykowskiej jest te z 1991 r. wydane w 1000-lecie biskupstwa wrocławskiego. Oprócz samego tekstu oraz jego tłumaczenia, praca ta zawiera również reprint oryginału. Dziś oryginał Księgi Henrykowskiej nie jest dostępny dla każdego. Jednak każdy może zobaczyć jego wierną kopię. Wystarczy tylko wybrać się do Henrykowa, gdzie w pocysterskim opactwie w Sali Purpurowej – zwanej również Książęcą, eksponowany jest kopia Księgi, otwarta na opisie historii z Brukalic, gdzie zostało wypowiedziane wspomniane już pierwsze zdanie w języku polskim.

Rzeczpospolita (17.01.2019) alarmuje czytelników tekstem dotyczącym odpowiedzialności samorządów za jakość powietrze w naszych miastach. KLIKNIJ TUTAJ, ABY PRZECZYTAĆ CAŁY ARTYKUŁ.

Planowanie przestrzenne to jedna z głównych broni, które mogą wykorzystać samorządy, dostosowując się do zmian klimatu. Dbanie o środowisko wymaga długofalowego planowania – mówią ekologowie. Jednak w miastach walczą ze sobą sprzeczne trendy – ambicje deweloperów, by zabudowywać wolne przestrzenie, z usprawiedliwioną niechęcią mieszkańców i ich potrzebą życia w czystym środowisku. (…) Co zagraża miastom? Wspólnym problemem są niestety upały, wichury, intensywne opady, a zatem i powodzie. Co ciekawe, susza nie jest zjawiskiem groźnym w całym kraju, wyjątkowo odporna na nie wydaje się zachodnia część Polski, ale to ryzyko rozciąga się w północnej i wschodniej stronie kraju. (…) – Kluczowe jest jednak zagospodarowanie przestrzenne. Jeśli jest na odpowiednim poziomie, można np. zbadać, jak zbudowanie konkretnego budynku wpłynie na ekosystem – mówi Tracz. I podaje przykład Wrocławia, gdzie w centrum miasta wycięto drzewa i zbudowano galerię handlową z dworcem PKS. Podczas ulew woda nie miała gdzie wsiąkać i zalała miasto. Dlatego ważne jest, by nie betonować całej przestrzeni, zostawić powierzchnie biologicznie czynne, nawet parki kieszonkowe i trawniki. Zarządcy mniejszych miejscowości sięgają po metodę kija i marchewki. – Motywujemy do zachowań ekologicznych, oferujemy mieszkańcom nawet do 6 tys. zł dopłaty do wymiany starego kotła, kontrolujemy, czy nie palą niedozwolonymi materiałami – mówi Marek Banaszek, burmistrz Józefowa pod Warszawą. Miasto nazywane sypialnią Warszawy kupiło straży miejskiej wilgotnościomierze do badania drewna opałowego. To główne źródło smogu w miejscu, gdzie niemal nie ma przemysłu. Kontrole wykazały, że gryzący dym, który tak przeszkadzał mieszkańcom, pochodził z palenia niskiej jakości, ale dopuszczalnym opałem.

Gdyby w lokalnych mediach został pominięty jakiś ważny temat – prosimy o kontakt  z nami – poprzez formularz TWOJA INFORMACJA. Zajmiemy się sprawą, o której do nas napiszesz.