W subiektywnej prasówce – na początek tygodnia – dostarczamy Państwu fragmenty artykułów związanych z terenem powiatu ząbkowickiego, jakie ukazały się w minionych kilku dniach w gazetach i portalach internetowych. Do lokalnej „prasówki” dodajemy interesujące artykuły o tematyce samorządowej z mediów regionalnych lub ogólnopolskich.

Gazeta Ząbkowicka (29.11.2018) zamieszcza wywiad z Dariuszem Jagiełą, który w wyborach samorządowych był kontrkandydatem wybranego po raz trzeci burmistrza Ząbkowic Śląskich.

Dlaczego Dariusz Jagieła od przegranych wyborów milczy? Co sądzi o zwycięstwie swojego kontrkandydata i jakie ma plany? Zdradza w rozmowie z Karoliną Golak Obraził się Pan na mieszkańców miasta i gminy Ząbkowice Śląskich? Gdybym tak myślał, w ogóle nie startowałbym w wyborach. Mam wielki szacunek do mieszkańców naszej gminy. Jak wyglądałaby kampania, gdybym nie startował? Wniosłem zupełnie inne spojrzenie na rolę władzy samorządowej. Budujemy świadomość społeczną, że powierzamy naszą przyszłość w wyborach i to kogo wybierzemy jest bardzo ważne. Nie jestem skupiony na sobie, ale na Ząbkowicach. Moim postulatem była na przykład likwidacja nikomu niepotrzebnego stołka drugiego zastępcy Ząbkowic, a burmistrz Orzeszek odwołał właśnie Ewę Figzał z tego stanowiska. Już choćby dlatego warto było wystartować w wyborach.

Co według Pana sprawiło, że nie dostał się Pan nawet do drugiej tury wyborów i z miażdżącą przewagą te  wybory wygrał Marcin Orzeszek? Na nieznanego przed wyborami szerszej opinii publicznej Dariusza Jagiełę i jego konkretny, odważny i ambitny program wyborczy zagłosowało ponad 1500 ludzi. Natomiast ludzie wybrali tani populizm Marcina Orzeszka – prominentnego polityka Platformy Obywatelskiej, który aby zwiększyć swoje szanse w wyborach wystawił dwa komitety wyborcze, partyjny oraz swój. Patologia w Ząbkowicach polega na tym, że gmina jest największym pracodawcą, a ludzie boją się zmian. Marcin Orzeszek obiecywał wszystko wszystkim. Szczytem tego populizmu było obiecanie przez niego, humorystycznie nazywanego „ząbkowickim Balatonem” zalewu w miejscu ujęć wody pitnej w okolicy parku. Kampania Marcina Orzeszka w dużej mierze opierała się na budżecie Gminy. Burmistrz wydał z publicznych pieniędzy dwie gminne gazety, zorganizowanych było wiele gminnych imprez, które siłą rzeczy promowały jego osobę. Moim zadaniem nie było mnożenie nonsensownych obietnic, ale zwrócenie uwagi na rzeczywiste zagrożenia i szanse naszej gminy. Wynik wyborów niczego nie zmienił w tym względzie, bo problemy zostały, a szanse na ich rozwiązanie oddalają się. Mówię to już nie w trybie wyborczym, ale jako mieszkaniec gminy Ząbkowice Śląskie. Niczego, z tego, co powiedziałem w kampanii nie odwołuję. Czas najwyższy przerwać celebrowanie władzy i zacząć pracować dla gminy. Po raz pierwszy stanąłem do wyborów na burmistrza, bardzo chciałem żeby było godnie, profesjonalnie i prawdziwie. I tak było z mojej strony. Marcin Orzeszek wygrał, ponieważ ludzie ambitni są w mniejszości, a jego zwolennicy nie chcą zmian. Czy po tej porażce załamał się Pan psychicznie? To żart? Gdybym był na miejscu burmistrza Orzeszka i przegrałbym wybory to załamanie psychiczne byłoby wielce prawdopodobne. Zdecydowałem się kandydować, aby zostać burmistrzem Ząbkowic po to, aby moja córka, która jest studentką pierwszego roku medycyny, chciała po studiach wrócić i zamieszkać w Ząbkowicach. Dziś niestety nie ma na to szans, ponieważ burmistrz Orzeszek jest nastawiony na polityczną promocję własnej osoby i nie podejmuje realnych działań aby gospodarczo i finansowo rozwijać naszą Gminę. To trzeba zmienić. Podczas tej kampanii wyborczej jasno wyszło na jaw, że profil Kartoflisko w internecie prowadzi Pan bądź pana sprzymierzeńcy. Nadal będzie prowadzony? Kampania wyborcza była przede wszystkim czasem moich osobistych kontaktów z mieszkańcami. Starałem się też ożywiać dyskusje poprzez profil 101 Pomysłów dla Ząbkowic na Facebooku, moją stronę internetową i vlog na You Tube. Za te przekazy odpowiadam i tam nie spotkałem się z zarzutem braku rzetelności czy populizmu. „Kartoflisko” bardzo kontestowało burmistrza i jego ekipę. To przecież Państwa gazeta swego czasu opublikowała „wywiad” z kimś, kto prowadzi tę stronę. Proszę zapytać co dalej z tym pomysłem na satyrę z władzy. Nic mnie nie łączy z „Kartofliskiem”, nie mam wpływu na to, co publikują inne ząbkowickie media. Jeśli szuka Pani informacji o rzeczywistych wpływach w mediach lokalnych, to proszę zapytać kto i od kiedy jest właścicielem Expresu Miejskiego. Owszem, wiele osób przed wyborami mówiło mi, że „Kartoflisko” szkodzi mi. Przewrotnie mógłbym skomentować tę sprawę mówiąc, że ta stronka mobilizowała fanów Marcina Orzeszka i na tej podstawie można zapytać kto naprawdę jest jej inspiratorem.

I na koniec. Czy za 5 lat zamierza Pan wystartować w wyborach na burmistrza Ząbkowic Śląskich, a może chce Pan zorganizować wcześniej referendum? Kadencja, trzecia już, Marcina Orzeszka na fotelu burmistrza będzie oceniana znacznie ostrzej, bo ilość i treść obietnic, jakie złożył przez kilka tygodni kampanii wyborczej musi wywołać oczekiwanie ich realizacji. Nawet arytmetyczna większość w radzie miejskiej nie uchroni burmistrza od ocen i domagania się, aby spełnione zostały deklaracje, których było dużo więcej, niż może to udźwignąć budżet gminny. Jeśli radni i burmistrz zaryzykują większe zadłużenie, jeśli burmistrz i jego ekipa nie pozyskają poważnych dotacji na projekty (w tym na budowę krytej pływalni), jeśli do Ząbkowic nie trafi inwestor zdecydowany lokować fabrykę z wieloma miejscami pracy, jeśli nadal będziemy wykluczeni komunikacyjnie, jeśli po profesjonalną diagnostykę medyczną wciąż będziemy musieli jeździć do Wrocławia lub innych miast, i jeśli wielorodzinne budownictwo mieszkaniowe nie będzie dla gminy priorytetem – to szybciej, niż za 5 lat pojawi się bolesne rozczarowanie. Może dlatego Marcin Orzeszek – jak się mówi – ma zamiar już za 10 miesięcy wystartować do Sejmu i zostawić wszystkie problemy? W imieniu wszystkich osób, które wraz ze mną kandydowały do rady miejskiej dziękuję za udzielone nam poparcie. Było za małe, by przejąć odpowiedzialność za naszą gminę, ale było na tyle silne, by czuć się zobowiązanym do dalszej pracy. Gmina Ząbkowice Śląskie to nasz wspólny dom. Organizujemy się na nowo, już nie pod presją kalendarza wyborczego, ale bardziej systemowo. Zapewniam, że nie brakuje mi i moim przyjaciołom woli działania.

Doba (29.11.2018) zamieszcza reportaż interwencyjny związany z prowadzoną w Bardzie rozległą inwestycją drogową.

W Bardzie trwa remont ważnych komunikacyjnie dróg w centrum miejscowości. Z powodu prac zamknięto przejazd ul. Kolejową i Główną. Mieszkańcy tracą cierpliwość, a służby ratunkowe nawet nie zostały poinformowane o zmianie organizacji ruchu. Od września tego roku trwa w Bardzie jeden z większych remontów ciągów komunikacyjnych  w ostatnich latach. Modernizowane są reprezentacyjne ulice miasta, które jednocześnie stanowią ważne ciągi komunikacyjne. Przebudowuje się ulicę Kolejową, Główną (na odcinku od mostu do skrzyżowania z ulicą Noworudzką) i placu Wolności, a także skrzyżowanie ulicy Kolejowej z ulicami Grunwaldzką i Skalną, oraz modernizację nawierzchni mostu w ciągu ulicy Głównej.  Wykonawcą inwestycji jest firma Polskie Surowce Skalne Sp. z o.o. Grupa Budowlana z Bielan Wrocławskich, a kosz zadania to ponad 3 miliony złotych, z czego 1 600 000  zł to dotacja rządowa. Termin wykonania to 15 grudnia 2018 roku. Prace trwają od kilku miesięcy, ale w ostatnim czasie, jak mówią nam mieszkańcy, inwestycja stała się nie do wytrzymania, a przez złą organizację remontu, obawiają się o swoje bezpieczeństwo. Chodzi o to, że do ubiegłego tygodnia otwarta dla ruchu była ul. Kolejowa do skrzyżowania z ul. Grunwaldzką. Teraz została ona zablokowana. – Nie mamy nic przeciwko remontowi, wiadomo, że drogi trzeba unowocześniać i wkrótce będzie nam się dobrze jeździło po nowej nawierzchni, ale tak duży remont trzeba przeprowadzić w przemyślany sposób. Tu zawiodła logistyka, wszystko rozkopali, wszystko zablokowali i róbcie sobie co chcecie – mówi Doba.pl jedna z mieszkanek Barda.

Główny zarzut mieszkańców, z którymi rozmawialiśmy, dotyczy zablokowania obu dojazdów do ul. Grunwaldzkiej od strony mostu na Nysie i od ul. Kolejowej. A ulica Grunwaldzka to droga dojazdowa do szkoły, przychodni, domów wczasowych i prywatnych posesji.  Podobnie zablokowano dojazd do ulicy Krakowskiej. Co więcej nie wyznaczono żadnego oficjalnego objazdu, nie postawiono żadnej tablicy z informacją, jak dostać się na ul. Słoneczną czy Polną. Zdezorientowani kierowcy nieznający Barda, zjeżdżają z drogi krajowej nr 8 w stronę ul. Kolejowej, po czym zjeżdżają na parking i tam zawracają, wypytując jak ominąć zakaz. Miejscowi objeżdżają zamknięte ulice z „ósemki” skręcając do Opolnicy,  ostatnim zjazdem prowadzącym do Barda. Objazd, który kierowcy sami sobie wytyczyli, prowadzi wąską jezdnią, na której mieści się tylko jeden samochód osobowy. Kierowcy wymijają się na nim, zjeżdżając na prywatną działkę lub cofają, przepuszczając się. Na drogę, którą prowadzi nieformalny objazd nie można skręcić z „ósemki” jadąc od strony Kłodzka, nie można też wyjeżdżając z „objazdu” włączyć się do ruchu w kierunku Ząbkowic. Należy pojechać w przeciwnym kierunku i w pierwszym dozwolonym miejscu zawrócić. Kierowcy często jednak łamią przepisy, dochodzi do niebezpiecznych sytuacji. Policja natomiast często pilnuje zakazu i wlepia mandaty. Tylko w ciągu ostatniego weekendu doszło do dwóch groźnych zdarzeń. W piątek na wysokości wjazdu w wąską uliczkę służącą za objazd zepsuł się autobus wiozący turystów do jednego z domów wczasowych. Frustracja kierowców sięgała zenitu, przejazd zablokowany. A autobus to nie osobówka, którą z łatwością można przepchać na bok.  W sobotę drogę krajową poniżej objazdu zatarasowała cysterna. Droga była zablokowana, a mieszkańcy wręcz odcięci od świata. Gdyby w obu tych wypadkach mieszkańcy tej części miasta potrzebowali pomocy straży pożarnej, pogotowia czy policji prawdopodobnie musieli by bardzo długo na nią czekać. Tym bardziej, że służby ratunkowe nie zostały powiadomione o zamknięciu remontowanych odcinków drogi, co jest standardowym działaniem przy jakichkolwiek zmianach organizacji ruchu. – Bardo to nie jest duże miasto, urzędnicy wiedzą, że wozimy turystów autokarem do domu wczasowego i na wycieczki, chociażby w stronę Kłodzka. Przecież już wcześniej wiedziano, że drogi będą zamknięte, ale nikt nie zapytał nas, czy dostaniemy się jakoś do ośrodka, czy przejedziemy wąskimi drogami, nie poinformował, że takie coś będzie miało miejsce. Ledwo przejeżdżamy, autobus porysowany od nisko zwisających gałęzi. A Bardo to niby miasto turystyczne – mówi nam kierowca autobusu z domu wczasowego. Kolejnym problemem, który podnoszą mieszkańcy, jest dowóz dzieci do szkoły. Autobusy szkolne zatrzymują się na parkingu przy PKP, po czym uczniowie z pracownikami szkoły przechodzą przez ruchliwą „ósemkę” i idą do szkoły. I tak przed zajęciami i po lekcjach. Rodzice nie kryją frustracji i boją się o bezpieczeństwo dzieci. Jak wskazują mieszkańcy, kiedy zaczyna się remontować tak ważne komunikacyjnie drogi, należy to dobrze przygotować, a tego według nich w Bardzie zabrakło. Wskazują, że ten ciąg komunikacyjny należałoby modernizować etapami, by zapewnić dojazd do ulicy Grunwaldzkiej, a tempo prac powinno być szybsze. – Wystarczyłoby najpierw wyremontować ulicę Główną, a potem dopiero zablokować ul. Kolejową. A nie wszystko na raz, nie zważając na ludzi, którzy tu żyją i pracują – mówią rozgoryczeni mieszkańcy.

DKL 24 (26.11.2018) relacjonuje spotkanie poświęcone zagrożeniom drzewostanu w nadleśnictwie Bardo.

Problem zamierania świerczyn w lasach dolnośląskich był przedmiotem narady zorganizowanej w bardzkim Nadleśnictwie. Wzięli w niej udział dyrektorzy regionalni Lasów Państwowych, którzy wzięli udział w kilku panelach roboczych. Dyrektor generalny LP Andrzej Konieczny zauważył, że jedną z przyczyn obserwowanej sytuacji stała się susza, którą w tym roku odnotowano na znaczny obszarze kraju. Również ona przyczyniła się do zagrożenia stanu sanitarnego drzewostanów. Swoimi spostrzeżeniami co do zasięgu i skali zjawiska podzielili się także przedstawiciele czeskich i słowackich służb leśnych. W bardzkim spotkaniu m.in. wzięła udział główny konserwator przyrody Małgorzata Golińska. Jego uczestnicy mieli okazję wziąć udział w sesji terenowej przeprowadzonej na terenie leśnictw Laskówka i Wojciechowice w Górach Bardzkich. 

Express Miejski (01.12.2018) prezentuje koncepcje dotyczące dróg rowerowych w powiecie ząbkowickim.

Tym razem Bogdan Tuła – miłośnik aktywnego wypoczynku na rowerze opowiada nam o koncepcji rozwoju systemu rowerowego w regionie. Niedawno miałem okazję wziąć udział w spotkaniu grupy roboczej zajmującej się opracowaniem „Koncepcji rozwoju systemu rowerowego w powiecie ząbkowickim”. Koncepcja ta powstaje jako działanie modelowe w ramach większego projektu, który ma docelowo stworzyć sieć długodystansowych tras rowerowych na obszarze Dolnego Śląska powiązanych z trasami sąsiednich województw oraz Czech. Co ten skomplikowany wstęp tak naprawdę dla nas rowerzystów oznacza? Myślę, że możemy dostrzec w tym dość ciemnym rowerowym tunelu jakieś światełko. Do tej pory skupiałem się głównie na turystyce rowerowej. Często jednak dzieje się tak, że ktoś jeżdżący turystycznie rowerem w pewnym momencie zaczyna traktować swój pojazd jako środek transportu a nie tylko rekreacji. Coraz chętniej do pracy czy na zakupy zaczynamy jeździć rowerem.

Niestety w naszym regionie rower jako środek transportu ciągle jest jednak niedoceniany. Jedną z przyczyn takiej sytuacji jest brak odpowiedniej infrastruktury rowerowej, brak dróg rowerowych, które dzięki odpowiedniemu oznakowaniu byłyby bezpiecznymi korytarzami transportowymi dla rowerów. Ponadto uważam, że brak nam jest też odpowiednich motywacji do skorzystania z takiej formy transportu. Czy w naszym regionie jest chociaż jedna firma, która stosuje jakieś profity dla pracownika, który dojeżdża rowerem? Czy jadąc rowerem mamy zagwarantowane bezpieczne jego przechowanie? Pytania można mnożyć, ale gdzie szukać odpowiedzi? Najprościej jest wybrać się do Wrocławia, który niedawno został w ogólnopolskim badaniu określony najbardziej przyjaznym rowerzystom miastem. To efekt wieloletnich działań i determinacji środowisk rowerzystów, ale i dostrzeżenia tego ważnego problemu przez władze samorządowe. W 2017 roku przez Zarząd Województwa Dolnośląskiego został zatwierdzony dokument pod nazwą „Dolnośląska Polityka Rowerowa”. Każdy kogo temat rozwoju rowerowej infrastruktury interesuje, powinien go przynajmniej przejrzeć. Określono w nim pewną strategię działań, które mają doprowadzić do stworzenia sieci dróg rowerowych. Opracowano założenia techniczne realizacji takich rozwiązań transportowych i zawarto je w „standardach projektowych i wykonawczych dla infrastruktury rowerowej województwa dolnośląskiego”, to – można powiedzieć – gotowy elementarz dla inwestora chcącego wybudować przyjazne rowerzyście rozwiązania komunikacyjne. W tym roku zatwierdzona została „Koncepcja rozwoju głównych tras rowerowych województwa dolnośląskiego” i tu możemy powiedzieć, że dochodzimy do sedna sprawy – tego najbardziej nas interesującego elementu. Przez nasz region zakłada się przebieg dwóch tras długodystansowych – Trasy Eurovelo 9 i Trasy Złotej, które krzyżować mają się w Ząbkowicach Śląskich. Daje nam to szansę na bardzo istotne zmiany. Nie mówię tu stricte o natężeniu ruchu turystycznego, ale o poprawie dostępności dla rowerów samych Ząbkowic Śląskich i połączeniu ich z okolicznymi miejscowościami. Wspomniane główne trasy mają stać się jakby szkieletem, do którego powinny nawiązywać lokalne samorządy tworząc swoje rozwiązania komunikacyjne, adekwatne do potrzeb mieszkańców oraz działań mających na celu poprawę dostępności dla różnego rodzaju atrakcji turystycznych. Kolejną dobrą dla nas wiadomością jest to, iż właśnie nasz powiat bierze udział w pracach mających na celu stworzenie modelowego rozwiązania wdrażania wspomnianej wcześniej koncepcji na poziomie lokalnym. Rozwiązania, które my wypracujemy, będą później stosowane w skali województwa. Warto tu wspomnieć o współpracy z naszymi sąsiadami z Czech w ramach CykloProjektu, gdzie właśnie takie rozwiązania wdrażane na poziomie lokalnym dały bardzo konkretne rezultaty w postaci rozwoju turystyki i transportu rowerowego. Najważniejszym jednak elementem tej polityki rowerowej, strategii czy koncepcji jest jednak zaangażowanie społeczne. Lokalne władze dostrzegać będą potrzebę realizacji takich rozwiązań, gdy my rowerzyści, jako użytkownicy dróg będziemy od nich tego oczekiwać i te oczekiwania sygnalizować.

Ziębice Info (29.11.2018) publikują materiał o nowej inicjatywie kulturowej realizowanej w gminie Ziębice.

Papierowe dzwonki, zdobienie przedmiotów techniką decoupage, podstawy szydełkowania, wianki bożonarodzeniowe i jedyne w swoim rodzaju bombki choinkowe, a do tego występy zespołu folklorystycznego i bogato ilustrowana, dwujęzyczna publikacja – tak w skrócie można podsumować projekt „EtnoZiębice – szukamy inspiracji w lokalnej kulturze” zrealizowany przez Fundację „Teraz Ziębice”.

Jego organizatorki – Janina Lacel i Agnieszka Rzepka – z Fundacji „Teraz Ziębice” zaplanowały pięć warsztatów rękodzielniczych – bezpłatnych i łatwo dostępnych nawet dla mieszkańców wsi, ponieważ każde ze spotkań miało odbyć się w innej miejscowości w różnych częściach gminy Ziębice. Pierwsze warsztaty odbyły się 12 października w Witostowicach, gdzie pod okiem Jadwigi Wiewióry, wszechstronnie utalentowanej rękodzielniczki, osoby w różnym wieku i o różnej sprawności wykonywały ozdoby z papieru. Kolejne rękodzieła powstawały 15 października w Osinie Wielkiej, gdzie Sylwia Skowroń, na co dzień pracownik ziębickiego Muzeum, a po godzinach pasjonatka decoupage’u, pokazywała jak tą techniką wykonać efektowne przedmioty, które ozdobią mieszkania lub staną się prezentami dla bliskich. Jak używać szydełka? Dobrze na tym się zna Barbara Trika, która 24 października w Lubnowie najpierw pokazała, co można wyczarować przy pomocy takiego metalowego „patyczka” z haczykiem, a następnie pokazała jak się z nim zaprzyjaźnić. Nie jest łatwo… Listopadowe warsztaty (7 i 14 listopada) przeprowadziła rewelacyjna Małgorzata Staroń. To artystka przez wielkie „A”. Najpierw – w Czerńczycach – pokazała jak wykonać wianki – z uwagi na porę roku – bożonarodzeniowe. Potem – w Ziębicach – również w świątecznym klimacie powstawały bombki choinkowe. – W warsztatach wzięło udział łącznie 111 uczestników – podsumowuje projekt Janina Lacel, prezes Fundacji „Teraz Ziębice”. – Zajęcia były bezpłatne, a ponadto zapewniliśmy uczestnikom wszystkie narzędzia i materiały, a nawet poczęstunek. Wszystkie rękodzieła, które powstały w ramach tego projektu ich twórcy zabrali do domów – mówi. Warsztaty jednak to nie wszystko, co Fundacja „Teraz Ziębice” zaproponowała mieszkańcom. Każde zajęcia uświetniał występ zespołu Malwy, który działa przy Ziębickim Centrum Kultury. Było więc wspólne śpiewanie, a nawet tańce… Warto podkreślić, że utalentowanych rękodzielników na Ziemi Ziębickiej jest naprawdę wielu. Pokazuje to publikacja wydana również w ramach projektu „EtnoZiębice…”.

W bogato ilustrowanym katalogu zaprezentowało się 24 lokalnych artystów – profesjonalistów i amatorów, a spektrum ich zainteresowań i technik, które praktykują jest naprawdę imponujące! Katalog jest dwujęzyczny – polsko-angielski – i niebawem będzie go można bezpłatnie otrzymać w punktach informacji turystycznej w regionie. Będzie to świetna promocja nie tylko samych artystów, ale i Ziemi Ziębickiej. – Jesteśmy naprawdę dumne z tego projektu – mówi z zadowoleniem Agnieszka Rzepka, fundatorka i wiceprezes Fundacji „Teraz Ziębice”. – Udało nam się zaprosić do niego wspaniałych twórców, którzy działają na Ziemi Ziębickiej. Część z nich podczas warsztatów można było poznać osobiście, a część – przynajmniej na razie – tylko na kartach naszej publikacji. Na razie, ponieważ chciałybyśmy, żeby i oni przyszłości podzielili się z innymi wiedzą o tym, jak tworzą swoje cudeńka – np. podczas naszych kolejnych warsztatów. Fundacja „Teraz Ziębice” dziękuje Mirosławowi Masłowskiemu, dyrektorowi Ziębickiego Centrum Kultury, za nieodpłatne udostępnienie sal na potrzeby warsztatów oraz Dominice Samborskiej i Renacie Ślęzakowskiej z Centrum Informacji Turystycznej i Kulturalnej – za pomoc w przeprowadzeniu zapisów na warsztaty.

Polskie Radio Wrocław (14.11.2018) promuje jedną z atrakcji turystycznych powiatu ząbkowickiego.

Kolej Sowiogórska powstała w 1902 roku, wiodła z Dzierżoniowa do Radkowa, a jej trasa miała 55 km długości. Prowadziła przez Srebrną Górę i grzbiet Gór Sowich. Miała ona służyć głównie jako atrakcja turystyczna, ale także na potrzeby transportu węgla z kopalni w Słupcu i Nowej Rudzie do Dzierżoniowa. Projekt trasy opracowano w latach 1895–1896, prace budowlane rozpoczęto rok później, a linię kolejową oddawano do użytku w kilku etapach. Szczególnie trudny w budowie był odcinek między Srebrną Górą a Woliborzem – wymagał m.in. wybudowania dwóch ceglanych wiaduktów (Żdanowskiego, wys. 23,8 m i Srebrnogórskiego, wys. 28 m) o łącznej długości 260 m, czterech głębokich wkopów w litych skałach i wysokich nasypów. Prace inżynieryjne wykonywało 150 żołnierzy oddziału kolejowego z Berlina, a przy budowie zatrudniono ok. 300 cudzoziemców (byli to Chorwaci, Czesi, Polacy, Ukraińcy, a nawet Włosi). Maksymalne nachylenie na odcinku Nowa Wieś Kłodzka – Przełęcz Srebrna wyniosło 5%, a na odcinku Srebrna Góra – Przełęcz Srebrna nawet 6%. I właśnie najciekawszy był odcinek między Woliborzem a Srebrną Górą, gdzie do pokonywania bardzo stromych wzniesień zastosowano na odcinku 6,6 km, trzecią, dwulistwową zębatą szynę. Była ona zamocowana na stalowych podkładach kolejowych pośrodku torowiska. Konieczne było też zastosowanie specjalnych parowozów systemu Abta. Po wschodniej stronie Przełęczy Srebrnej zębatka miała ok. 3,2 km długości i nachylenie 60–64 promili, po zachodniej ok. 900 m i 50 promili. Ruch obsługiwały 3 parowozy systemu Abta, a średnia prędkość pociągu wynosiła tu 9,6 km/h. Dopuszczalny i możliwy był także ruch zwykłych parowozów adhezyjnych (bez napędu zębatego). Pogarszający się stan wiaduktów oraz wykopu koło przystanku Twierdza, jak również likwidacja wielu zakładów w czasie wielkiego kryzysu światowego, spowodowały poważne kłopoty finansowe Kolei Sowiogórskiej. Ponieważ odcinek Srebrna Góra — Wolibórz i tak nie był rentowny, ruch pociągów zawieszono w październiku 1931 r., a zębatkę i szyny na odcinku Srebrna Góra — Nowa Wieś Kłodzka postanowiono 1933 roku rozebrać. Pochodzące z roku 1938 propozycje odbudowy linii w związku z aneksją czeskich Sudetów i chęcią stworzenia lepszych warunków komunikacyjnych dla mieszkańców okolic dzisiejszego Broumova, nie zyskały jednak aprobaty.  Pomimo krótkiego okresu działalności Kolej Sowiogórska (Eulengebirgsbahn), zwana niegdyś potocznie „Sową” (Eule), obrosła – jak chyba żadna inna linia kolejowa na Śląsku – legendą. Przyczyniła się do tego jej niezwykła malowniczość i przede wszystkim fakt, że jako jedyna kolej na Śląsku miała odcinek zębaty.

Business Insider Polska (29.11.2018) zamieszcza materiał ukazujący kwestię digitalizacji polskich samorządów na przykładzie jednego z małych miast. KLIKNIJ TUTAJ, ABY PRZECZYTAĆ CAŁY ARTYKUŁ.

Przeniósł zasoby Giżycka i okolicznych gmin do chmury. Nie obyło się bez trudności – musiał nawet na krótko zrezygnować z kierowania projektem. Wrócił i kończy go, tworząc rozwiązanie, które może stać się standardem dla innych gmin w Polsce. O tym, jak i z kim tego dokonał, opowiada Roman Łożyński, zastępca burmistrza Giżycka. Skąd pomysł, by ucyfrowić Mazury? − Samorządy w każdej perspektywie unijnej realizują projekty informatyczne, polegające na kupowaniu urządzeń. Często jednak środki są  wydawane dlatego, że należy skorzystać z dofinansowania, a nie dlatego, że jest realna potrzeba.  My od początku mieliśmy inną wizję i postanowiliśmy odwrócić ten trend. Zaczęliśmy od zbadania potrzeb 18 samorządów zrzeszonych w Stowarzyszeniu Wielkich Jezior Mazurskich 2020. Audyt wykazał, że wszystko, co możliwe, warto przenieść do chmury, między innymi po to, by ograniczyć ryzyko związane z obsługą informatyczną, ograniczonymi kompetencjami oraz bezpieczeństwem. Z drugiej strony barierą były przepisy, które nakazywały nam, żeby niektóre procesy, które chcieliśmy zwirtualizować i pozostawić jednak lokalnie. W efekcie tych wszystkich analiz powstał projekt rozwiązania, które przeniosło bezpieczeństwo i backup do chmury, a przetwarzanie danych osobowych pozostało w zasobach lokalnych. Ale nawet te zasoby postanowiliśmy maksymalnie zwirtualizować, by późniejsza ich migracja w środowisko chmurowe była maksymalnie uproszczona. Wiąże się to z założeniami projektu „Elektroniczne Zarządzanie Dokumentami RP”, który także przewiduje wirtualizację samorządów. Czy nie wyszliście z tym projektem nieco przed szereg? − Nie myśleliśmy o tym. Byliśmy zapatrzeni w naszą wizję i dopiero później zwróciliśmy uwagę na to, że nasze rozwiązanie jest innowacyjne, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę duże ośrodki miejskie. Byliśmy już wtedy w trakcie dialogu technicznego z przedstawicielami 17 podmiotów, w tym z Integrated Solutions.  To właśnie dialog pozwolił wyeliminować kilka mniej skutecznych rozwiązań zawartych w naszej koncepcji i zamienić je na proponowane przez rynek. W trakcie wielu rozmów doprecyzowywaliśmy nasz pomysł, co przełożyło się na niewielkie modyfikacje w stosunku do pierwotnej wersji. Według mnie, projekt stał się dzięki temu bardziej realny i osiągnęliśmy ostateczny kształt, który obecnie jest wdrażany w życie. Wspominam o tych zmianach nie bez powodu, bo to właśnie rozmowy z ze specjalistami między innym z Integrated Solutions, z pozoru na zupełnie inne tematy, podsuwały nam rozwiązania stosowane już dzisiaj w Polsce, ale w samorządach będące pewną rewolucją. Nie ma co ukrywać − jeśli chodzi o IT i technologie − samorządy są bardzo opóźnione. Zarówno mentalnie, jak i technologicznie. Nie boi się Pan takich deklaracji? − Mówię o tym zupełnie otwarcie. Podam przykład jakich wiele: w Urzędzie Miasta w Giżycku znaleźliśmy ślady trzech prób podejścia do informatyzacji urzędu. Te próby były całkowicie różne, niespójne i łączone później na siłę. Było to groźne choćby dlatego, że nie mogliśmy zapewnić pełnego bezpieczeństwa serwerów, na których znajdowała się poczta elektroniczna urzędu. Co gorsza, w niektórych − nielicznych na szczęście − przypadkach nie zarządzaliśmy jako administratorzy własnymi skrzynkami e-mail. Ktoś zwrócił uwagę na to, co robicie? − Przede wszystkim nawiązaliśmy kontakt z Podlaskim Urzędem Wojewódzkim a za jego pośrednictwem z Ministerstwem Cyfryzacji. Zauważono nasz projekt oraz pomysł na jego realizację. Mam wrażenie, że Cyfrowe Mazury będą pierwowzorem tego, co obecnie znajduje się w zaleceniach Ministerstwa. Dlatego jesteśmy dumni z tego, że robimy coś, czego dotąd nie udało się zrobić innym.

Gdyby w lokalnych mediach został pominięty jakiś ważny temat – prosimy o kontakt  z nami – poprzez formularz TWOJA INFORMACJA. Zajmiemy się sprawą, o której do nas napiszesz.