W subiektywnej prasówce – na początek tygodnia – dostarczamy Państwu fragmenty artykułów związanych z terenem powiatu ząbkowickiego, jakie ukazały się w minionych kilku dniach w gazetach i portalach internetowych. Do lokalnej „prasówki” dodajemy interesujące artykuły o tematyce samorządowej z mediów regionalnych lub ogólnopolskich.

Gazeta Ząbkowicka (14.11.2018) udostępnia swoje łamy dwom włodarzom, którzy w zbliżonym tonie wypowiadają się o zakończonej kampanii wyborczej.

O wygranych wyborach, minusach kampanii wyborczej i telefonach od kontrkandydatów, rozmawiamy z burmistrzem Marcinem Orzeszkiem i wójtem Pawłem Gancarzem.

Mieszkańcy wybrali spokój, a nie wojenki

Kiedy rozpoczął Pan świętowanie wygranych wyborów: 21 czy 22 października? Świętowania tak naprawdę nie było. Jako urzędujący burmistrz już od poniedziałku miałem dużo różnych, codziennych zajęć i obowiązków. Czasu na świętowanie tak naprawdę jeszcze nie było. Myślę, że znajdzie się na to czas podczas Świąt Bożego Narodzenia. A wynik? Co Pan pomyślał o ponad 70-procentowym poparciu? Tak wysoki wynik sprawił mi wielką radość, ale jest też olbrzymim zobowiązaniem. Mieszkańcy mi zaufali, otrzymałem kredyt zaufania na następne 5 lat. To wielki zaszczyt być burmistrzem Gminy Ząbkowice Śląskie. Tego zaufania nie zawiodę. Który z kontrkandydatów zadzwonił do Pana z gratulacjami? Z gratulacjami zadzwoniła do mnie pani Grażyna Sobór. Czym jest dla Pana tak duże poparcie? Tak jak mówiłem wcześniej – wielkim zaszczytem i olbrzymim zobowiązaniem. Tak wysoki wynik cieszy mnie również z tego powodu, że Mieszkańcy Gminy Ząbkowice Śląskie wybrali po prostu rozsądek i spokój, a nie „wojenki”, które obserwujemy na poziomie parlamentu. Są one oczywiście medialne, ale nie wnoszą nic dobrego do naszego życia codziennego. Jak Pan oceni kampanię wyborczą? Największe jej minusy? Za największy minus uznałbym chyba właśnie próby przeniesienia na poziom gminy tych podziałów, które mamy w Warszawie, podzielenia ludzi na tych, którzy mają dobre poglądy polityczne i na tych co mają złe. Na szczęście ząbkowiczanie nie dali się na to nabrać. W kampanii ze strony moich konkurentów brakowało mi trochę merytorycznych propozycji dla Gminy Ząbkowice Śląskie. Owszem, było sporo haseł ogólnych, które łatwo rzucić, ale nie usłyszałem żadnej konkretnej propozycji, która poprawiła by kondycję naszej gminy, przyczyniła się do jej rozwoju.

Poradzę sobie w każdych uwarunkowaniach

Kiedy rozpoczął Pan świętowanie wygranych wyborów: 21 czy 22 października? Bezpośrednie spotkania z mieszkańcami podczas kampanii utwierdziły mnie w przekonaniu, że cztery lata ciężkiej, systematycznej pracy przyniosły efekt. Każdy zaobserwował pozytywne zmiany i docenił moje zaangażowanie. To był dla mnie sukces, więc świętowanie rozpocząłem przed 21 października. Dla mnie ważniejsze od wygranej jest właściwe wykorzystanie otrzymanego kredytu zaufania, dlatego nie mam czasu na celebrowanie zwycięstwa. Jak obiecałem, tempa nie zwolniłem i od 22 października kontynuuję podjęte zadania, rozpocząłem pracę nad nowymi projektami. A wynik? Co Pan pomyślał o takim poparciu? Tegoroczna kampania wyborcza była bardzo szczególna. Wytężone starania zdyskredytowania mojej osoby, hejtowanie, pomawianie, a przede wszystkim zapraszanie do gminy, z naruszeniem protokołu dyplomatycznego, czterech ministrów promujących i wspierających mojego kontrkandydata, spowodowało, że merytoryczna dyskusja, pomysły i strategia na rozwój gminy na kolejne 5 lat, zostały zepchnięte na drugi plan. Cieszę się więc, że mieszkańcy obdarzyli mnie tak wysokim zaufaniem, dając tym samym wyraz, że potrafię rozmawiać z każdym, a dziura w drodze nie ma barw politycznych i poradzę sobie w każdych uwarunkowaniach, działając zawsze dla dobra gminy. Czy Pana kontrkandydat zadzwonił do Pana z gratulacjami? Nie. Nie zadzwonił. Nie oczekiwałem gratulacji. Podziękowań oczekiwali mieszkańcy – wyborcy. Oni też się nie doczekali. Czy spodziewał się Pan wygranej? Moją czteroletnią pracę doceniało każdego dnia wiele osób i środowisk. Wspólna zespołowa praca przyniosła oczekiwane przez wiele lat osiągnięcia, więc spodziewałem się, że przyjęty sposób zarządzania gminą znajduje uznanie. Oczywiście zawsze są głosy krytyki, odmienne spojrzenie na rzeczywistość, jednak wiedziałem i wiem, że zdecydowanie większa część mieszkańców jest zadowolona i wspiera mnie. Jak Pan oceni kampanię wyborczą? Największe jej minusy? Kampania wyborcza z mojej strony była bardzo merytoryczna. W każdy możliwy sposób przekazywałem mieszkańcom plany na przyszłość, możliwości i potencjał gminy. Był to krótki i zarazem intensywny czas spotkań, ale również codziennej pracy nad zamknięciem strategicznych projektów. Jestem przyzwyczajony do szybkiego tempa, dlatego nie sprawiało mi to problemów. Niezrozumiały był jednak dla mnie atak z drugiej strony. Zamiast merytorycznego starcia zderzyłem się z publicznym pomawianiem, obrażaniem, manipulacją, prowokacjami, osobistą szarżą. Przyjazd gości z Warszawy na zamknięte, uprzywilejowane spotkania spowodował upolitycznienie kampanii i przekazywanie partyjnej dobrej nowiny. Cieszę się, że większość mieszkańców nie dała się uwieść.

TVP 3 (17.11.2018) odnotowuje fakt niedostępności najbardziej rozpoznawalnego zabytku Ząbkowic Śląskich. O sprawie pisaliśmy już w naszym portalu kilkakrotnie.

Krzywa Wieża w Ząbkowicach Śląskich, jedna z najbardziej charakterystycznych atrakcji turystycznych regionu, została zamknięta. Powodem są spękania, które pojawiły się na ścianach. Obiekt już od wieków nie trzyma pionu. Czy teraz grozi mu zawalenie? Tego, że wieża jest krzywa, nie sposób nie zauważyć. Mieszkańcy Ząbkowic Śląskich przywykli już do tego widoku. Teorii tłumaczących nietypowy kształt wieży jest wiele. Nawet specjaliści nie są zgodni. Wiadomo, że średniowieczna wieża była krzywa już cztery wieki temu. – Prawdopodobnie przyczyną wychylenia było osiadanie gruntu, ale mówi się też, że było to tąpnięcie ziemi, które nastąpiło w XVII wieku w pobliskim Bardzie – tłumaczy Ewa Pazdioara, podinspektor ds. Obsługi i Promocji w Urzędzie Miejskim w Ząbkowicach Śląskich. Z góry można podziwiać panoramę całej okolicy. A raczej można było, bo wieża została zamknięta dla turystów. Powodem są pęknięcia, które pojawiły się na ścianach. – W zasadzie z samą krzywą wieżą nic się nie dzieje. Ostatnimi czasy nastąpiły pewne zmiany w hydrologii gruntów, co spowodowało, że ta mała wieżyczka stanowiąca klatkę schodową i wejście na właściwy obiekt krzywej wieży, odspoiła się od głównej bryły wieży – wyjaśnia Piotr Miernik, wiceburmistrz Ząbkowic Śląskich.  Okazuje się, że średniowieczna wieża, choć krzywa, trzyma się lepiej od tej nowszej. Niedługo zaczną się prace polegające na ich połączeniu stalowymi ściągami. Wieżę będzie można zwiedzać jeszcze przed zakończeniem prac. – Jeżeli wykonamy w tym roku te stalowe ściągi, to tak naprawdę będzie już można przystąpić do zwiedzania, dlatego że te zewnętrzne roboty nie będą wpływały na ruch turystyczny – dodaje Piotr Miernik. W Europie bardziej przechylona jest tylko krzywa wieża w Pizie. Tą ząbkowicką rocznie odwiedza kilkadziesiąt tysięcy turystów.

Ziębice Info (21.11.2018) udostępniają informację z niecodziennej formy organizacji wolnego czasu w Ziębicach.

Takiej eksplozji energii w Ziębicach już dawno nie było! A wszystko za sprawą pasjonatów afrykańskich klimatów, które w niedzielny wieczór wypełniły mury Ziębickiego Centrum Kultury. Spotkanie rozpoczęło się od slajdowiska, podczas którego jego inicjatorka – Aneta Szlacheta – podróżniczka, a na co dzień mieszkanka Witostowic, zaprezentowała zdjęcia ze swoich podróży do Gwinei, państwa w Afryce Zachodniej. Do Afryki „zaciągnęła” ją pasja do bębnów. Od pierwszej wizyty na tym kontynencie – w 2007 r. – wraca tam regularnie, a podczas wizyt rozwija swoje umiejętności tańca afrykańskiego, ucząc się od tamtejszych mistrzów. Prezentowanym zdjęciom towarzyszył komentarz, z którego można się było dowiedzieć, że Afrykańczycy to bardzo muzykalny naród. Już dzieci sięgają po różne przedmioty codziennego użytku i próbują swoich bębniarskich sił, a do pełnego ekspresji tańca wystarczy im zaledwie wystukiwany rytm. Aby pokazać kunszt tancerzy i muzyków Czarnego Kontynentu, podróżniczka pokazała także filmy z lokalnych festiwali tańca oraz wiejskich uroczystości. Po pokazie sceną zawładnęło czterech mieszkających w północnej części naszej gminy muzyków – Darek Miklasz, Darek Dżugan, Sławek Janus i Łukasz Dembiński, którzy na bębnach, balafonie oraz kontrabasie wykonali kilka utworów w afrykańskim klimacie. Po tym minikoncercie nadszedł czas na występ, na który wszyscy czekali – pokaz tańca z Afryki Zachodniej. Wykonały go uczestniczki trwających kilka dni warsztatów, które odbywały się nieodpłatnie w Ziębickim Centrum Kultury. Za taniec panie – Barbara Jaworska, Alicja Łukawska, Alicja Gąsior, Anna Brzuszek i Izabela Kucharczyk – zebrały gromkie brawa, którymi publiczność zachęciła je do dodatkowego tańca, do którego mogła sama dołączyć.

Express Miejski (24.11.2018) przekazuje przebieg pierwszej edycji imprezy przeznaczonej dla utalentowanej młodzieży.

23 listopada w sali widowiskowej Ząbkowickiego Ośrodka Kultury odbył się I Młodzieżowy Turniej Talentów zorganizowany przez Młodzieżową Radę Miejską. Na scenie zaprezentowało się dwudziestu solistów, duetów i grup w kategorii wiekowej 16-30 lat. Uczestnicy śpiewali piosenki, recytowali wiersze oraz prezentowali pokazy taneczne. Uczestników oceniało jury w składzie Ireneusz Wójcicki, Paulina Przybylska i Aneta Wilkoszewska. Podczas oceny brali pod uwagę: kunszt artystyczny, wykonanie, pomysł, oryginalność, technikę, wrażenie artystyczne. Po wysłuchaniu i zobaczeniu wszystkich uczestników I Młodzieżowego Turnieju Talentów jury przyznało:  I miejsce – Karolinie Karpiak,  II miejsce – Paulinie Prochowskiej i Michałowi Węgielskiemu, III miejsce – Oliwii Józefowicz. Wyróżnienia: Ewie Trębacz oraz Paulinie Cieśli i Witoldowi Maryniakowi. Tego wieczoru wręczono także nagrody w konkursie pt. „Niepodległość oczami młodych”. Oddane prace oceniała komisja w składzie Ireneusz Wójcicki, Aneta Wilkoszewska i Bożena Wójcicka. Brała pod uwagę: pomysłowość, technikę wykonania, wrażenie artystyczne, oryginalność, estetykę dzieła. Po analizie wszystkich prac przyznano: w kategorii kolaż: I miejsce – Wiktorii Kucharek (praca pt. „Wolność”), II miejsce – Ameli Skałubie (praca pt. „Droga do Niepodległości”), III miejsce – Zuzannie Włodarskiej (praca pt. „Polska Krajem Cudów”). Wyróżnieni zostali: Olga Jałowiecka, Sara Krekora i Julia Stanisławska (praca pt. „Niepodległa”). W kategorii film wpłynęła jedna praca, która spełniała wymogi konkursowe: Wyróżnienie przyznano Kacprowi Kunickiemu (praca pt. „Historia Niepodległości Polski Moimi Oczami”).

Doba (19.11.018) relacjonuje kolejną edycję imprezy poświęconej promowaniu dobrych wzorów człowieczeństwa.

14 listopada w Ząbkowickim Ośrodku Kultury po raz dwunasty odbywała się Plejada Świętych – Wielkie Imieniny – impreza przybliżająca sylwetki świętych i błogosławionych.  Plejada została zorganizowana przez proboszcza Parafii p.w. św. Piotra i Pawła w Zwróconej – ks. Krzysztofa Ziobrowskiego oraz Szkołę Podstawową z Oddziałem Przedszkolnym w Zwróconej. Imprezę Honorowym patronatem objął biskup świdnicki Ignacy Dec. Konkurs został podzielony na dwie kategorie: przedszkola i szkoły podstawowe. Wzięły w nim udział dzieci  z Pieszyc, Nowej Rudy, Barda, Zwróconej, Bobolic, Mieroszowa, Stolca, Ząbkowic Śląskich, Grodziszcza, Olbrachcic Wielkich i Głuszycy.

Nieustanne wędrowanie (20.06.2018) zaprasza do zwiedzania opactwa cysterskiego w Henrykowie. KLIKNIJ, ABY PRZECZYTAĆ CAŁY REPORTAŻ.

Opactwo Cystersów w Henrykowie odwiedziliśmy podczas jednej z naszych letnich wypraw po Dolnym Śląsku. Miejsce to pełne jest dynamicznej historii, w której główne role grają spokojni i cisi bracia zakonni. Początki zakonu sięgają czasów, kiedy średniowiecze jeszcze nie planowało pójścia w zapomnienie. Rok 1098  uznaje się za czas powołania zakonu cystersów do życia. Miało to miejsce we Francji. Braciszkowie ci budowali się z dala od wielkiego świata. Dlatego właśnie te ogromne zespoły klasztorne powstawały przeważnie w małych wioskach.(…)

Klasztor w Henrykowie ufundował w roku 1241 kanonik wrocławski o imieniu Mikołaj. Przybytek ten świetnie rokował, ale niestety czasy go nie oszczędzały. Najechali go Mongołowie, potem dotkliwie nękały wojny husyckie. Wojna trzydziestoletnia dodała coś nie coś od siebie.  Następnie nadeszły lata, kiedy klasztor ponownie zaczął świetnie prosperować. To był okres między siedemnastym, a osiemnastym stuleciem. Wówczas to opactwo cystersów w Henrykowie było rozbudowywane i przebudowywane. Mieszały się tam wtedy style architektoniczne. Dlatego dziś to taki trochę „misz masz” barokowo – gotycko – rokokowy.  W kościele znajduje ołtarz główny z obrazem pędzla Wilmana. I mnóstwo rzeźb, płaskorzeźb i innych drewnianych zdobień i obrazów na płótnie. Tak, że kiedy się je ogląda można oczopląsu dostać.  Zdjęć w świątyni robić nie wolno, więc niczego tu więcej nie zobaczycie na fotografii, jak tylko to co w ukryciu „cyknęłam”. (…)

W opactwie tym dużą historyczną rolę pełnią księgi henrykowskie. Z końcem trzynastego stulecia Opat Piotr pisał kroniki w martwej już dziś łacinie. Zanotowane tam zostały nazwy wielu miejscowości oraz informacje o ich mieszkańcach. Księgi zawierają imiona żyjących wówczas osób. Niesamowity i cenny materiał. Prawdziwe historyczne dzieło sztuki. W księgach tych zapisano też jedno zdanie w języku polskim. Podobno w Henrykowie znajdują się jedynie kopie tych kronik. Oryginały zabezpieczone są we Wrocławiu. (…) Wszystko tam jest ponadczasowe. Klasztor Cystersów od wieków trwa w Henrykowie, choć jego losy układały się rożnie. To naprawdę dobra wiadomość, że znajdują się środki na utrzymanie tak wielkiego obiektu w tak dobrej kondycji. Zabytek ocalał  i przetrwał do dziś podobnie jak ten w Lubiążu, choć kondycja i gabaryty tych dwóch są nieporównywalne.

Businness Insider Polska (08.11.2018) ujawnia konkluzje raportu Najwyższej Izby Kontroli na temat sytuacji polskich miast. KLIKNIJ, ABY PRZECZYTAĆ CAŁY ARTYKUŁ.

NIK zbadał, jaki wpływ na polskie miasta miały zmiany gospodarcze w kraju po 1989 roku. Okazuje się, że skutki zmian negatywnych były na tyle dotkliwe, a błędy popełnione przy różnych projektach, mających poprawić sytuację społeczną mieszkańców tak duże, że podjęty w wielu miejscach wysiłek nie przyniósł efektów. NIK ostrzega, że gdyby nastąpiło odwrócenie  koniunktury gospodarczej i pogorszenie na rynku pracy, a więc zwiększyłoby się zapotrzebowanie na pomoc społeczną, to te problemy społeczno-ekonomiczne mogą pojawić się na nowo, ale tym razem ze zwiększoną intensywnością. Z raportu Izby wynika, że w niektórych miastach skutki negatywnych zmian wywołanych przemianami gospodarczymi w latach 90. były głębokie, a w związku z tym wpływ działań podejmowanych przez samorządy czy ośrodki pomocy społecznej był bardzo różny. (…) Wśród powtarzających się problemów skontrolowanych miast wskazywano: bezrobocie, starzenie się i zmniejszenie populacji mieszkańców, problemy dotyczące ilości oraz stanu zasobu komunalnego, ubóstwo i dysfunkcyjność rodzin, rosnące zapotrzebowanie na usługi opiekuńcze i miejsca w domach pomocy społecznej oraz zapotrzebowanie na miejsca w żłobkach i przedszkolach. Izba uważa, że narzędzia, po które sięgały miasta, by poradzić sobie z istniejącymi problemami, nie były oryginalne, były po prostu odzwierciedleniem mechanizmów stosowanych w całej Polsce.  Zabrakło indywidualnych pomysłów i takich rozwiązań, które byłyby adresowane do poszczególnych społeczności.

Gdyby w lokalnych mediach został pominięty jakiś ważny temat – prosimy o kontakt  z nami – poprzez formularz TWOJA INFORMACJA. Zajmiemy się sprawą, o której do nas napiszesz.