W subiektywnej prasówce – na początek tygodnia – dostarczamy Państwu fragmenty artykułów związanych z terenem powiatu ząbkowickiego, jakie ukazały się w minionych kilku dniach w gazetach i portalach internetowych. Do lokalnej „prasówki” dodajemy interesujące artykuły o tematyce samorządowej z mediów regionalnych lub ogólnopolskich.

TVP 3 Wrocław (03.10.2018) emitowała reportaż interwencyjny dotyczący remontu drogi na terenie gminy Ząbkowice.

– Nie ma chodnika, boimy się o swoje bezpieczeństwo – mówią mieszkańcy wsi Kluczowa w powiecie ząbkowickim domagając się pobocza dla pieszych. Obecnie trwa remont drogi wojewódzkiej przebiegającej przez wieś, jednak w planach przebudowy ulicy nie uwzględniono chodników. Dla mieszkańców wsi Kluczowa przejście na drugą stronę ulicy to prawdziwe wyzwanie. Przez wieś przebiega ruchliwa droga wojewódzka. Nie ma jednak ani chodników, ani pobocza dla pieszych. Mieszkańcy boją się o swoje bezpieczeństwo. Mieszkańcy walczą o chodnik już od kilku lat. Według ich wyliczeń w ciągu godziny przez wieś przejeżdża około trzystu samochodów, w tym ciężarówki. – Teraz droga będzie poszerzona i pobocza nie będzie w ogóle, więc albo będziemy siedzieć, albo fruwać, bo innego wyjścia nie będzie żeby przejść – komentuje Barbara Bielawska. W planie remontu drogi nie ma mowy o budowie chodników. Inwestorem zastępczym jest gmina Ząbkowice. Według Jarosława Trześniaka z urzędu miasta, jest szansa, że chodnik się pojawi, ale w ciągu kilku lat. – Wola dobra gminy jest, jest deklaracja, że jeżeli DSDiK podejmie temat budowy chodnika, to na pewno gmina będzie za tą inwestycją i dofinansuje tę inwestycję – mówi Jarosław Trześniak. Pierwszy etap przebudowy drogi ma potrwać do 30 października. Jak długo mieszkańcy będą musieli poczekać na chodnik, tego nie wiadomo.

KLIKNIJ NA PONIŻSZY OBRAZEK, ABY ZOBACZYĆ REPORTAŻ TVP3

Polskie Radio Wrocław (06.10.2018) podało informację w sprawie zarzutów prokuratorskich w stosunku do kierownictwa banku spółdzielczego w Ząbkowicach Śląskich.

Kierownictwo Banku Spółdzielczego w Ząbkowicach Śląskich w areszcie. Jak mówi rzecznik Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu Małgorzata Klaus, trzech członków zarządu wyjdzie na wolność jeśli wpłacą kaucje od 100 do 150 tysięcy złotych. Dwoje pracowników banku odpowiada z wolnej stopy. Śledczy zarzucają im niegospodarność. Bank miał przez nich stracić przeszło 600 tysięcy złotych. Chodzi o kredyty przyznane w 2015 roku. Bankowcy z kierownictwa mieli zaakceptować nierzetelne wnioski kredytowe. Podejrzani nie przyznają się do winy.

Gazeta Wrocławska (06.10.2018) podało tę samą wiadomość, ale mniej lapidarnie.

Członkowie zarządu Banku Spółdzielczego w Ząbkowicach Śląskich zostali w piątek aresztowani. Wyjdą natychmiast jak wpłacą kaucję od 100 do 150 tysięcy złotych. Wrocławska Prokuratura Okręgowa zarzuca im niegospodarność. Bank miał przez nich stracić przeszło 600 tysięcy złotych. Podejrzani nie przyznają się do winy. Zobacz dzisiejsze wydanie internetowe Gazety Wrocławskiej Trzy osoby z kierownictwa banku i dwójka jego pracowników została zatrzymana w piątek rano przez funkcjonariuszy z Centralnego Biura Śledczego Policji. Rzecz dotyczy kredytów udzielanych w maju 2015 roku. Prokuratura nie ujawnia komu. Wiadomo, że chodzi o jednego kredytobiorcę. Choć śledztwo dopiero się zaczęło i sprawa „jest rozwojowa” – przekonują w prokuraturze. Bankowcy z kierownictwa mieli zaakceptować nierzetelne wnioski o kredyty. Wnioski – jak mówi rzeczniczka Prokuratury Okręgowej Małgorzata Klaus – zawierające braki formalne. W efekcie bank stracił 614 tysięcy złotych. Członkowie zarządu są podejrzani o niegospodarność a dwójka pracowników o „pomocnictwo” w niegospodarności. Obrona przekonuje, że prokuratura nie ma tak naprawdę dowodów na przestępstwo. – Jeden z obrońców mecenas Łukasz Ślipko mówi, że nie uprawdopodobniono przestępstwa a działania bankowców mieściły się w granicach normalnego biznesowego ryzyka. Prokuratura przekazała sądowi wniosek o tymczasowe aresztowanie trzech osób – całego zarządu Banku Spółdzielczego w Ząbkowicach. Sąd zastosował tzw. „areszt kaucyjny”. Czyli podejrzani mogą wyjść na wolność jak tylko wpłacą poręczenie majątkowe.

TVN 24 (27.09.2018) udostępnił informację o odkryciu archeologicznym w okolicy Muszkowic. KLIKNIJ TUTAJ, ABY OBEJRZEĆ REPORTAŻ

Dwa kurhany ze wczesnego średniowiecza odkryli archeolodzy pracujący w Muszkowicach (woj. dolnośląskie). Sporym zaskoczeniem jest, jak mówią, ich lokalizacja w sąsiedztwie megalitycznego grobowca sprzed ponad 5,5 tysięcy lat. O odkryciu kilkunastu nieznanych nekropolii z okresu neolitu, czyli nawet sprzed około 4,5 tysięcy lat, archeolodzy poinformowali na początku 2013 r. Wszystkie znajdowały się w Lesie Muszkowickim (nieopodal Ząbkowic Śląskich, w nadleśnictwie Henryków). Przed 2013 r. wiedziano jedynie o siedmiu z nich. W bieżącym roku w czasie dalszych badań w Muszkowicach, archeolodzy dokonali niespodziewanego odkrycia – do monumentalnego grobowca przylegały dwa niewielkie koliste kurhany. Wichura odkryła XIII-wieczne zabytki. „Bezcenny skarb” ukryty pod dachem Powstały pod… czytaj dalej » Grobowiec wnikliwie badany – Badania archeologiczne, prowadzone w różnych miejscach naszego kraju, potwierdzają wykorzystywanie cmentarzysk przez długie stulecia, od pradziejów po wczesne średniowiecze. Jednak mało jest tak ewidentnych i dobrze zachowanych przykładów – zwłaszcza w postaci konstrukcji, widocznych nad powierzchnią ziemi – opowiada PAP kierowniczka wykopalisk dr Agnieszka Przybył z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Wrocławskiego. W czasie trwających już od maja wykopalisk archeolodzy częściowo rozkopali zarówno konstrukcję neolityczną, jak i późniejsze kurhany. Udało się ustalić, że neolityczny grobowiec miał ok. 45 m długości i w planie przypominał wydłużony trapez. Jego obstawę wykonano z potężnych głazów, a całość pokryto ziemią. To właśnie w nasypie archeolodzy odnaleźli pozostałości kilku rozbitych naczyń, które przypisują przedstawicielom społeczności kultury pucharów lejkowatych – budowniczych megalitów m.in. na terenie obecnej Polski. Oprócz tego znaleziono fragment kamiennej siekierki i narzędzia krzemienne. Niestety, nie namierzyliśmy pochówku. Grobowiec był częściowo zniszczony przez szeroki współczesny wkop w miejscu, w którym spodziewaliśmy się szczątków zmarłego. Prace trwają i nie można wykluczyć, że grobowiec skrywa jeszcze pozostałości związane z rytuałem pogrzebowym – wyraziła nadzieję badaczka. Po kilku tysiącach lat, ok. IX-X w., w „ogonie” neolitycznego grobowca usypano kolejne, inne grobowce. – Były to niewielkie konstrukcje w postaci kolistych w planie, ziemnych nasypów. W nasypach znaleźliśmy fragmenty zniszczonych ceramicznych urn wraz z przepalonymi kośćmi ludzkimi – opowiada dr Przybył. W określeniu wieku kurhanów pomocne były pojedyncze zabytki odkryte w toku badań, m.in. fragmenty naczyń oraz żelazna ostroga. – Co ciekawe, nie jest to odosobniony przypadek. Niecałe dwa kilometry na zachód od stanowiska, w tym samym lesie zlokalizowaliśmy podobny układ konstrukcji sepulkralnych – podłużnemu grobowcowi neolitycznemu również towarzyszyły dwa późniejsze kurhany – dodaje badaczka. Jak przyznaje dr Przybył, w środowisku archeologicznym odkrycie kurhanów uznawane jest jako sensacyjne.

Doba (05.102018) informuje o zaawansowanym planie modernizacji niebezpiecznej drogi w Srebrnej Górze.

Odcinek drogi wojewódzkiej 385 w Srebrnej Górze zostanie wyremontowany. Dolnośląska Służba Dróg i Kolei we Wrocławiu właśnie ogłosiła przetarg, w którym wyłoni wykonawcę zadania: „Rozbudowa z przebudową drogi wojewódzkiej nr 385 w Srebrnej Górze w km 26+10,00 – 32+44,59″. W ramach inwestycji przewiduje się rozbudowę z przebudową drogi wojewódzkiej pomiędzy Srebrną Górą a Budzowem. Projektowany odcinek drogi wojewódzkiej ma swój początek we wsi Budzów, w pobliżu istniejącej zatoki autobusowej, koniec w m. Srebrna Góra w okolicy skrzyżowania z ulicą Nowe Miasto. – Dwa lata prac planistycznych, uzgodnień, spotkań i rozmów z DSDIK i Tauronem przyniosło wreszcie upragniony efekt. Determinacja zaowocowała i DSDiK ogłosiła przetarg na przebudowę dolnego odcinka drogi wojewódzkiej nr 385 w Srebrnej Górze! Czekamy z niecierpliwością na wyniki postępowania – komentuje wójt Stoszowic Paweł Gancarz. Inwestycja zakłada rozbudowę drogi z jej przebudową, wliczając to zjazdy do posesji. Powstanie także chodnik o szerokości 2 metrów, który posiadać będzie nawierzchnię z drobnowymiarowych elementów granitowych, ograniczony obrzeżem granitowym. Jezdnia zostanie odwodniona, zbudowana zostanie sieć kanalizacji deszczowej. Przebudowana zostanie linia oświetlenia drogowego i istniejąca sieć telekomunikacyjna.

Express Miejski (05.10.2018) publikuje materiał interwencyjny dotyczący postulatu modernizacji drogi w Złotym Stoku.

Podczas sesji rady miejskiej w Złotym Stoku po raz kolejny omówiono temat bezpieczeństwa na drodze krajowej nr 46. Na posiedzeniu obecni byli przedstawiciele GDDKiA. Mieszkańcy Złotego Stoku od kilku lat walczą o poprawę bezpieczeństwa na terenie miasta. Główny problem stanowi droga krajowa nr 46, która prowadzi przez Złoty Stok i dzieli miejscowość na dwie części. Trasą codziennie przejeżdża mnóstwo aut. Natężenie ruchu jest tak ogromne, że spory problem dla mieszkańców stanowi przejście na drugą stronę ulicy. Z przejść dla pieszych korzystają setki ludzi. Po obu stronach drogi znajdują się bowiem instytucje, z których korzysta społeczeństwo w różnym wieku. Mowa tu o szkole, przedszkolach, ośrodku zdrowia, aptekach czy kościele. Gmina, wychodząc naprzeciw oczekiwaniom rodziców i dbając o bezpieczeństwo najmłodszych, w roku szkolnym w godzinach porannych i popołudniowych deleguje pracownika, który czuwa nad bezpieczeństwem dzieci na przejściu dla pieszych, niejednokrotnie kierując ruchem i zatrzymując samochody. Wydaje się to absurdem. Jak zapewniają władze miasta, w tej chwili to jedyne rozwiązanie, aby najmłodsi czuli się bezpiecznie. W ubiegłym roku mieszkańcy zbierali podpisy pod petycją skierowaną do GDDKiA dotyczącą zwiększenia bezpieczeństwa na jednym z przejść dla pieszych. Wtedy chodziło o przejście w centrum miasta w ciągu drogi krajowej nr 46, które jest usytuowane na wysokości kaplicy św. Trójcy. To jednak tylko jedno z kilku newralgicznych miejsc. Kolejne znajduje się chociażby bliżej skrzyżowania krajowej 46 z pl. Adama Mickiewicza i ul. Strzelecką. Mimo apeli i pism kierowanych do Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA), władze, radni oraz mieszkańcy nie otrzymali konkretnej odpowiedzi. Grupa złotostoczan widząc ignorancję ze strony zarządcy drogi postanowiła zorganizować blokadę drogi, by wyraźnie zwrócić uwagę na problem. W mediach społecznościowych pojawił się już nawet konkretny termin protestu. Blokada została zaplanowana na 8 października o godz. 16 (mieszkańcy będą przez pół godziny przechodzić po przejściu dla pieszych usytuowanym na wysokości kaplicy św. Trójcy).

Monika Kropelnicka – przedstawiciel GDDKiA z rejonu Kłodzko nie miała raczej dobrych wieści dla mieszkańców. Z jej wypowiedzi wynikało, że mieszkańcy na budowę ronda czy też montaż sygnalizacji świetlnej na skrzyżowaniu przy przejściu dla pieszych w najbliższej przyszłości nie mają co liczyć. Wskazywała też, że w fazie opracowywania jest ogólny plan przebudowy dróg krajowych na terenie Dolnego Śląska i wszystkie wnioski zgłaszane przez gminy są w nim brane pod uwagę. Terminu, w którym zostanie on opracowany i podany do publicznej wiadomości jednak nie usłyszeliśmy. Podczas sesji Kropelnicka przedstawiła doraźny pomysł na poprawę bezpieczeństwa, który co prawda nie uzyskał jeszcze potrzebnych opinii i pozwoleń, ale można byłoby go zrealizować w ciągu kilku miesięcy. Ma on polegać na przesunięciu przejścia dla pieszych o kilkanaście metrów w kierunku skrzyżowania krajowej 46 z pl. Adama Mickiewicza i ul. Strzelecką, aby było ono bardziej widoczne, a kierowcy jadący od strony Paczkowa posiadali więcej czasu na reakcję. Ponadto jest też pomysł utworzenia azylu, który byłby widoczny także po zmroku. Jak tłumaczyła Kropelnicka, azyl sprawia, że kierowcy mają wrażenie, że pas jezdni którym jadą staje się węższy i zmniejszają prędkość, a dzięki jego budowie piesi będą mogli przejść na drugą stronę drogi na raty. Radni sugerowali, że najlepszym rozwiązaniem byłoby postawienie fotoradaru, który skutecznie ograniczyłby prędkość pojazdów. Przedstawicielka GDDKiA wyjaśniała jednak, że zarządca drogi nie posiada uprawnień do jego montażu. – Fotoradar może zostać postawiony na wniosek gminy po konsultacjach z Generalnym Inspektorem Transportu Drogowego (GITD) – mówiła Kropelnicka. Władze złotostockiego magistratu niejednokrotnie występowały już z wnioskami do GITD i choć poprzednie postulaty nie przynosiły efektu, to gmina zadeklarowała przesłanie kolejnego wniosku. Piotr Ogielski sugerował montaż sygnalizatora, który mierzyłby prędkość. Mówił, że jego zdaniem pomiar prędkości oddziałowuje na kierowcę i na pewno niejeden ściągnąłby nogę z gazu, widząc, że jedzie za szybko. Z kolei radny Dariusz Maziakowski mówił o montażu sygnalizacji świetlnej nad przejściem dla pieszych. Pieszy w przypadku chęci przejścia przez jezdnię naciskałby przycisk, po chwili sygnalizacja wskazywałaby światło czerwone, co powodowałaby zatrzymanie aut i swobodne przejście na drugą stronę ulicy. Przedstawicielka GDDKiA odparła, że takie rozwiązanie nie wchodzi w grę ze względu na niewielką odległość przejścia od skrzyżowania i sygnalizację świetlną należałoby wówczas zamontować na skrzyżowaniu, a nie nad pasami. Teraz projekt GDDKIA, który przedstawiono radnym, związany z przesunięciem przejścia i montażem azylu, zostanie poddany procedurze w celu uzyskania niezbędnych opinii m.in. w siedzibach DSDiK, GDDKiA i policji.

Ziębice Info (05.10.2018) zamieściły reportaż opowiadający o zainteresowaniach historią wśród mieszkańców Ziębic.

Ich przygoda z odtwórstwem historycznym rozpoczęła się niewinnie. Zagłębiając się w średniowieczne zapiski trójka przyjaciół rozżarzyła w swoich sercach niemożliwą do stłumienia pasję. Uczucie było tak palące, że wystarczyło już tylko ubrać je… w szaty i zbroję. Jak wyglądały początki bractwa rycerskiego Chorągiew Księstwa Ziębickiego? Często w wielu decyzjach pomaga przypadek. Jak wspominał komes Chorągwi Księstwa Ziębickiego Krzysztof Napieraj, taki sam mechanizm napędził założenie organizacji: sudecki przewodnik poszukiwał w 2008 r. osób zaangażowanych w rekonstrukcję czasów około grunwaldzkich. Los postawił na jego drodze dwójkę znajomych, hobbystycznie trenujących walki rycerskie. Wspólnie podjęli decyzję o założeniu bractwa, którego początki nie były proste. Po wyborze głównodowodzącego małymi krokami kompletowali elementy uzbrojenia, stopniowo szyli stroje wchodząc tym samym w szeroko pojęte środowisko rekonstruktorskie. Każda osoba, która pojawiła się na przestrzeni lat w bractwie, wniosła do niego część siebie, pozostawiając trwały ślad w jego działalności. Zarówno cała grupa, jak i komes nie stoją od tamtej pory w miejscu, codziennie odnosząc mniejsze i większe sukcesy. – Bractwo jest dla mnie ważną i integralną częścią życia. Jego założenie jest jednym z moich największych osiągnięć. Uwielbiam przebywać z naszą ekipą. Sprawia mi to ogromną radość. Czasami jest ciężko, ale dzięki braciom wiem, że damy radę ze wszystkim! – mówi o Chorągwi Krzysztof Napieraj. W trakcie jednej z lokalnych imprez w 2008 r. wieloletnia członkini drużyny harcerskiej – Sylwia Skowroń, z podziwem obserwowała pokaz walki rycerskiej. Stroje walczących pozostawiały wiele do życzenia, jednak sam pojedynek przepełniony był pasją i zaangażowaniem. Wciąż wspomina zarówno pierwszą rozmowę z prekursorami grupy, jak i spotkania nowo poznanych ludzi. Bractwo szybko zaczęło wpływać również na jej życie uczuciowe. Od miłości, którą odnalazła w jednym z wojów, niedługa okazała się droga do zakochania się w odtwórstwie historycznym… Pierwszą suknię uszyła najniższym kosztem, a jej nogi zdobiły baleriny koloru khaki. Nikt na początku nie starał się wiernie naśladować norm obowiązujących w okresie późnego średniowiecza — liczyła się dobra zabawa czerpana ze wspólnego hobby. Jej uwaga skupiła się na nauce tańców rekonstrukcyjnych, które stały się później podstawą do nauki nowych rekrutów. Ludzie przychodzili i odchodzili, ona jednak trwała w ruchu rycerskim, przyczyniając się do rozwoju duchowego i materialnego towarzystwa. Dzisiaj jest machiną napędzającą bractwo. O swoich przyjaciołach z Chorągwi mówi tak: – Bractwo jest dla mnie grupą ludzi, których łączy pasja, podobne zainteresowania… Mogłabym stwierdzić, że jest to miniatura rodziny — wspólnie przechodzimy lepsze i gorsze dni. Przebywanie wśród nich jest ciekawym przeżyciem, nauką cierpliwości i pokory. Jeszcze na długo przed nałożeniem na siebie swojej pierwszej rekonstrukcyjnej sukni, była uczestniczka Dziecięcego Studia Wokalnego „Rekinki” – Karina Dąbek – z wypiekami na policzkach oglądała filmy dokumentujące średnie wieki. Jak dziś wspomina, w czasach szkolnych potrafiła przesiadywać godzinami nad różnego rodzaju podręcznikami do historii. Gdy jednak jej brat postanowił wraz z grupą znajomych zasilić szeregi bractwa, ta śmiała się pod nosem. Po usilnych namowach poszła na pierwszy trening. Atmosfera panująca w trakcie spotkania oczarowała ją do tego stopnia, że bractwo stało się częścią jej życia. Jej początki były dość trudne – musiała pogodzić zajęcia pozaszkolne z działalnością na rzecz grupy, co często bywało problematyczne. Nauka strzelania z łuku, pierwsze siniaki, skręcona kostka podczas odtwarzania jednego z tańców… To nie miało znaczenia. Jeszcze mocniej pokochała historię, a nowych rzeczy uczyła się z uśmiechem na twarzy. Udało jej się również rozruszać w tańcu zatwardziałych rycerzy, co czasami graniczyło z cudem — ci chętniej udowadniali swoją męskość w szrankach. Dzisiaj pełni w bractwie rolę reprezentacyjną, nie planuje jednak porzucić swoich przyjaciół. – Czym jest dla mnie bractwo? – pyta. – Jest dla mnie nieodłączną częścią życia. Spotykam tu ludzi, którzy nie tylko odtwarzają epokę. Wspólnie tworzymy rodzinę. Trochę „niedorozwiniętą”, nieustannie prowadzącą z sobą różnego rodzaju utarczki. Bardziej przypominamy rodzinę Adamsów niż normalny dom. Możemy jednak na sobie polegać. Jest to moja osobista odskocznia od trudów codzienności. Dziś nie potrafię sobie wyobrazić bez nich życia.

Gazeta Ząbkowicka (03.10.2018) kontynuuje publikację ukazującą historyczne walory Kamieńca Ząbkowickiego.

Na łamach poprzedniego wydania Gazety Ząbkowickiej pisaliśmy o dziejach kościoła pocysterskiego w Kamieńcu Ząbkowickim od czasów jego powstania, aż do daleko idących zmian w jego wystroju, które miały miejsce na początku XVIII wieku. Równocześnie ze zmianami zewnętrznej strony kościoła, rozpoczęto prace w jego wnętrzu, które otrzymało późnobarokowe wyposażenie. 23 września 1722 r. świątynia została poświęcona przez biskupa wrocławskiego Elisza von Sommerfelda. Oddano ją wówczas pod opiekę Najświętszej Maryi Panny i św. Jakuba Starszego Apostoła. Konsekrowano wówczas także ołtarz główny oraz ołtarz św. Benedykta. Praktycznie do 1817 r. kamieniecka świątynia pozostawała bez większych zmian, bądź też uszkodzeń. 9 lutego 1817 r. w dawnym młynie klasztornym wybuchł pożar, który szybko przeniósł się na pokryty gontem dach świątyni, zajmując również zabudowania klasztoru. Zniszczeniu uległy organy oraz stalle. W miejscu zniszczonych stalli ustawiono ławki dla wiernych. Uratowane przed ogniem kunsztownie kute kraty, znalazły nowe miejsce w prezbiterium kościoła. W latach 1902-1904 przeprowadzono znaczne prace remontowe, w trakcie których m.in. powiększono okna. Koszt renowacji ołtarza głównego, obrazów w ołtarzach bocznych oscylował wokół 50 000 marek. Kolejne prace miały miejsce w 1919 r. Na początku tego roku renowacji poddano zachowane od pożaru fragmenty stalli. W 1920 r. przesunięto ołtarze św. Bernarda i św. Benedykta. W 1922 r. organy otrzymały nowy prospekt. Wnętrze kościoła w Kamieńcu Ząbkowickim robi ogromne wrażenie. Wzrok przykuwa majestatyczny ołtarz główny, wykonany z drewna sosnowego i lipowego. Inicjatorem jego powstania był w 1704 r. ówczesny opat Gerard, który zlecił jego wykonanie rzeźbiarzowi Königerowi oraz cieśli Hanelelin. Dzieło było gotowe na 30 listopada 1705 r. Rzeźby przedstawiają apostołów, muzykujących aniołów oraz św. Bernarda – umieszczonego na samym szczycie. Obraz ołtarzowy przedstawia Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny. Jego autorem był słynny Michael Willmann, który za swoją pracę otrzymać miał 450 talarów. Nad obrazem dostrzegamy herb kamienieckiego opactwa. Nad nim w owalnej ramie znajduje się drugie płótno przedstawiające Trójcę Świętą. Oba obrazy łączy ze sobą jasny przekaz. Maryja unoszona przez aniołów do nieba, ma zająć miejsce przy swoim Synu, który wraz z Bogiem Ojcem spoglądają w dół. Uwagę przykuwa również barokowa ambona z 1708, również autorstwa mistrza Königera, którą wieńczy rozbudowana scena rzeźbiarska, przedstawiająca sen Jakuba, opisany w Starym Testamencie.

DKL 24 (05.10.2018) relacjonuje spotkanie seniorów w Bardzie.

W Centrum Kultury i Bibliotece zorganizowano spotkanie władz samorządowych z seniorami. Okazją był Międzynarodowy Dzień Seniora, a jego gospodarzem był burmistrz Krzysztof Żegański. Najstarszymi sędziwcami, czyli ludźmi liczącymi najwięcej lat, są w tej ginie 97-letnia Janina Topolanek i 96-letni Maciej Czerniawski. Spotkanie było okazją do podziękowania przedstawicielom instytucji na co dzień pracujących na rzecz bardzkich seniorów. W ten sposób wyróżniono m.in. Annę Fajfruk szefującą klubowi seniora, Marię Dumę z Caritas i Wiesławę Horowska – kierownik Ośrodka Pomocy Społecznej.  Nie zabrakło części artystycznej dla seniorów i ich gości. Wypełniono ją prezentacjami w wydaniu lokalnych grup i zespołów.

Puls Biznesu (03.10.2018) podaje wiadomość elektryzującą podatników – niestety nie dotyczy ona mieszkańców gmin z powiatu ząbkowickiego.

Od stycznia 2019 r. mieszkańcy Polkowic, jednej z najbogatszych gmin w  Polsce, nie będą płacić podatku od nieruchomości – uchwaliła rada gminy. Stawki podatku od nieruchomości w Polsce ustalają samorządy – Polkowice prawdopodobnie jako pierwsza gmina w Polsce obniżą je do… zera.  Polkowice mają obecnie dobrą sytuację finansową i zbudowaną rękami mieszkańców bazę do godnego życia. Teraz nadszedł czas na zniesienie podatku od nieruchomości – mówi Wiesław Wabik, burmistrz Polkowic – To dobra i przemyślana decyzja, dzięki której w kieszeni tysięcy mieszkańców gminy Polkowice pozostanie od kilkudziesięciu, przez kilkaset, nawet do kilku tysięcy złotych – mówi Wiesław Wabik, burmistrz Polkowic. Projekt uchwały w sprawie zniesienia podatku od nieruchomości od osób fizycznych na terenie gminy przygotował burmistrz, a rada miasta zaakceptowała we wrześniu. Wiesław Wabik dodaje, że na zwolnieniu skorzystają zarówno właściciele domów, garaży jak i mieszkań, a także rolnicy na emeryturze. Lokalny podatek nadal będą płacić firmy. Polkowice to jedna z najbogatszych gmin w Polsce. Na jej terenie położona jest kopalnia miedzi Polkowice-Sieroszowice, eksploatowana przez KGHM – dzięki temu budżet gminy co roku zasilają podatki, płacone przez spółkę.  Średnioroczne inwestycje gminy, w przeliczeniu na mieszkańca, szacowane są w rankingu „Liderzy inwestycji” pisma „Wspólnota” na 989,14 zł. To daje Polkowicom 7. miejsce w kraju pod względem wydatków na inwestycje wśród miast powiatowych.  W tym roku dochody budżetowe gminy miejsko-wiejskiej Polkowice, gdzie zamieszkuje tylko 27 tys. osób, sięgną 270 mln zł. Jednocześnie samorząd planuje wydatki na kwotę 361 mln zł (z czego 130 mln tylko na inwestycje, głównie związane z oświatą, budownictwem i transportem), co oznacza deficyt wielkości 91 mln zł.

Gdyby w lokalnych mediach został pominięty jakiś ważny temat – prosimy o kontakt  z nami – poprzez formularz TWOJA INFORMACJA. Zajmiemy się sprawą, o której do nas napiszesz.