Grafiki, obrazy, fotografie, szkice, pamiętniki, kroniki, opisy, widokówki, mapy, plany, etc. Wszystko, co udaje się pasjonatom historii wydobyć z zapomnienia lub ocalić przed niepamięcią, to niezwykły i wielowarstwowy – więcej, niż trójwymiarowy – obraz Ząbkowic Śląskich. Miasta, które dla osób ceniących estetykę i funkcjonalność przestrzeni publicznych, musiało stanowić synonim urbanistycznej urody.

Najpierw prześledziłem, strona po stronie, album Ząbkowice Śląskie. Historia zaklęta w obrazach. Fantastyczna podróż w lata przełomu XIX i XX wieku, możliwa dzięki fotografiom, z których znakomita większość dotąd była nieznana nawet w gronie osób na co dzień poszukujących wszelkich dokumentów. Ich wertowanie, kwerendy i analizy mają na celu odtworzenie wyglądu i funkcji miasta, a tym samym wydobycie na światło dzienne relacje spajające lokalną społeczność. To z kolei pozycjonuje dane nam współczesnym miejsce życia i pracy zarówno na horyzoncie historii, jak i w perspektywie naszych aspiracji czy planów na przyszłość. Album opracowany przez Kamila Pawłowskiego uzmysławia, że ci, którzy projektowali Ząbkowice Śląskie, którzy owe plany wcielali w życie, i ci, którzy korzystali z efektów pracy planistów i budowniczych, tworzyli łańcuch. Inspirując siebie wzajemnie, bardzo musieli szanować swoje role w tym ciągu, mocą którego miasto – nawet oglądane przez pryzmat zupełnie innej epoki, innego egzystencjalnego doświadczenia – jawi się jako źródło zakorzenienia i zarazem cel, do którego warto (było) zmierzać. Warto nie tylko album, o którym tu piszę, obejrzeć. Warto w ręku z tym albumem, na własne oczy, zobaczyć pokazywane w nim miejsca i… Tak… Porównać i przyznać się, że niektóre perły w kolii miejskiej zabudowy straciliśmy (chyba) bezpowrotnie. Inne z kolei usiłujemy bardzo powoli przywracać do stanu, w jakim dała je nam historia, zanim kurz i bezhołowie zdewastowało je. Są jeszcze i takie, które zamieniono na „nowoczesne” wypełniacze. Uczciwie przyznam, że to pesymistyczny rekonesans.

Drugim krokiem było (dzisiaj dość szybkie) przejrzenie grafik zgromadzonych na ekspozycji pt. Zanim miasto umarło. W ząbkowickim muzeum, w skondensowanej formule przenosimy się do widzianego oczyma grafików i malarzy z przełomu XVIII i XIX wieku. I znów kompletny dysonans poznawczy, gdyż widzimy nałożone na rozmaite podłoża kreski, linie, barwy komponujące się w niemal hiperrealistyczne wizerunki miasta, jakich w XXI wieku już nie ujrzymy i pewnie nie będzie już nigdy szans na przywrócenie tego urzekającego piękna nawet w jakimś wycinku. Jednakże świadomość, że dana część Ząbkowic Śląskich wyglądała tak zachwycająco, musi poruszać wyobraźnię. Z tego choćby powodu warto tę wystawę na spokojnie obejrzeć i przemyśleć. Jest w jej przesłaniu coś optymistycznego.

Współcześnie, w XXI wieku, w 2018 roku, kształtujemy to, jak miasto wygląda, czy jest przyjazne i funkcjonalne dla jego mieszkańców, czy budzi miłe skojarzenia dla jego gości. Przeglądając grafiki czy zdjęcia z minionych wieków, można się naprawdę poczuć uczestnikiem pokoleniowego łańcucha ząbkowiczan. Można też sobie uzmysłowić, że warto projektować i realizować tylko to to, co ma być nie tylko trwałe, ale też będzie dla następnych stanowić znak, że chcieliśmy miasta dobrego i pięknego. Miasta prawdziwego.

Krzysztof Kotowicz / www.kotowicz.pl (21.04.2018)