W subiektywnej prasówce – na początek tygodnia – dostarczamy Państwu fragmenty artykułów związanych z terenem powiatu ząbkowickiego, jakie ukazały się w minionych kilku dniach w gazetach i portalach internetowych. Do lokalnej „prasówki” dodajemy interesujące artykuły o tematyce samorządowej z mediów ogólnopolskich.

Gazeta Ząbkowicka (4.04.2018) zamieściła wywiad z nowymi gospodarzami odtwarzanego obecnie pałacu w Sieroszowie (FOT: PolskieZabytki.pl).

Przed 4 laty rodzina Zbyl z Bobolic kupiła pałac w Sieroszowie. O tym, co zmieniło się od tego czasu w obiekcie, który został po pożarze odbudowany w stylu barokowym jako letnia rezydencja opatów henrykowskich w latach 1703 1710 i jakie plany mają w związku z nim właściciele, Karolina Golak rozmawiała z Piotrem Zbylem. Zacznijmy od krótkiego przypomnienia. Co spowodowało, że kupili Państwo pałac? To był przypadek. Robiliśmy prace dla inwestora, poprzedniego właściciela pałacu. Zaproponował nam sprzedaż pałacu. Nie byliśmy pewni, czy będziemy w stanie podołać. Czy znali Państwo wcześniej ten obiekt? Tak. Nie było to dla nas przypadkowe miejsce. Moi dziadkowie przybyli tu z dziećmi – moimi przyszłymi rodzicami. Ja ze starszą siostrą i bratem urodziliśmy się w Sieroszowie. Co udało się do tej pory zrobić przy pałacu? Udało nam się odgruzować obiekt. Uporządkowaliśmy go, wyczyściliśmy teren. W 90 procentach odzyskaliśmy kamień historyczny, z którego odtwarzamy mur wokół obiektu. W tym momencie jest odtworzony w 70 procentach. Udało nam się wykonać wieniec spinający pałac, który pozwoli unikać degradacji obiektu. Został wykonany projekt rewitalizacji założenia pałacowo-folwarcznego. Złożyliśmy wniosek o dofinansowanie na 6 mln zł na przebudowę pałacu rezydencji opatów henrykowskich z adaptacją na dom seniora. Wniosek uzyskał akceptację. Jednak w Urzędzie Marszałkowskim zabrakło funduszy. Było 28 instytucji. Wpłynęło wniosków na 151 mln zł, a Urząd przyznał 28,7 mln zł. W 2017 roku uzyskaliśmy dofinansowanie z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w wysokości 100 tys. zł na wykonanie sklepienia kolebkowo-krzyżowego, a w tym roku 200 tys. zł na odbudowę dachu. Czy chcą Państwo uruchomić w pałacu dom seniora? Pomysłów jest dużo. W momencie braku środków z dofinansowań w Urzędzie Marszałkowskim, zastanawiamy się nad zmianą funkcji. Podobno nawiązaliście Państwo kontakt z kobietą, która była właścicielką pałacu przed wojną? Tak. Nawiązaliśmy kontakt z panią Renate Schnabel, dawną właścicielką pałacu. Początkowo nie była zainteresowana nawiązaniem kontaktu z nami, podchodziła do nas z rezerwą. Po trzech latach jednak odezwała się do nas przez panią konserwator z Bielska-Białej. Pani Renate mieszka obecnie w Niemczech i napisała do nas list. Napisała w nim, że jest zainteresowana tym, jak teraz wyglądają prace przy pałacu, który dawniej był folwarkiem. Zaprosicie ją tutaj, by sama oceniała? Na pewno pamięta, jak to wszystko wyglądało przed wojną? Pani Renate ma 92 lat, oczywiście ma stałe zaproszenie. Jeśli stan zdrowia pozwoli, myślę że zaszczyci nas swoją osobą. Jestem przekonany, że byłaby to bardzo owocna wizyta. Gdy patrzę na pałac, to mam wrażenie, że jest to niemożliwe, by doprowadzić go do stanu sprzed wojny. Chyba trzeba cudu? Cuda się zdarzają. Nadmienię, że biuro naszej firmy było w gorszym stanie (przed remontem), kiedy je kupiliśmy. Czy próbujecie Państwo odnaleźć rzeczy, które kiedyś należały do pałacu – nie wspomnę już nawet o meblach, ale choćby elementy małej architektury? A może macie jakieś ciekawe fotografie, mapy, plany, pocztówki? Wrócił już herb i części bramy. Po drugiej wojnie światowej, jak to zwykle bywało, mienie rozeszło się po okolicznych domach. Udało się namierzyć niedaleko czarny fortepian. Pojechałem na miejsce, ale spóźniłem się o jakieś cztery lata. Został bowiem porąbany na opał. Co do zdjęć zachowała się jedna akwarela, którą pani Renate zabrała podczas wypędzenia. Posiada ją do dzisiaj. Z ciekawostek, warto przytoczyć historię o medalu Doctor Honoris Causa. Tytuł uzyskał właściciel folwarku Otto Ditrich. W latach 70. do Sieroszowa przyjechała niemiecka wycieczka. Podczas spotkania z panem Bronkiem Sową, sołtysem okazało się, że znalazł on ten medal. Zadeklarował, że chce go przekazać do właścicieli. Ksiądz Pallotyn, który był członkiem wycieczki chciał zapłacić za medal, sołtys nie przyjął pieniędzy i oddał medal za darmo. Zapytałem Renate, czy ten medal dotarł do właścicieli i okazało się, że tak. Teraz wszyscy szukają skarbów, czy i z Sieroszowem związane są jakieś opowieści? Mamy tutaj tajemnicze podziemia, tunele, a może ktoś ukrył tu skarb? Tego typu obiekty zawsze budziły emocje. Osobiście mam na to swoją teorię, która jest w jakiś sposób banalnie prosta i w większości pokrywa się z relacjami osób, które przybyły na te tereny po wojnie. Po pierwsze osoby, które były bardziej zamożne na tych terenach wiedziały o sytuacji geopolitycznej i o zbliżającej się klęsce trzeciej rzeszy, więc przygotowały się do ucieczki. Po drugie osoby mniej zamożne, w większości otumanione propagandą wielkiego zwycięstwa, wierzyły w sukces Hitlera. Jak już front podszedł bardzo blisko zakopywały nazwijmy to kosztownościami, a były to np. srebrne zastawy, świeczniki. Wierząc, że za tydzień, dwa wrócą z powrotem. Po trzecie drobne kosztowności, takie jak biżuteria osobista, spieniężano na utrzymanie bieżące w trudnym okresie końca wojny i po wkroczeniu wojsk rosyjskich.

Emito net (19.03.2018) udostępnia rozmowę z wywodzącym się z Ząbkowic Śląskich konstruktorem unikalnych motocykli.

„Najważniejszym narzędziem jest głowa. Zaraz potem jest młotek” – tłumaczy z humorem Piotr Hudy, właściciel mikrozakładu „Bieda75Motors” pod Edynburgiem. Produkuje się w nim motocykle z najwyższej półki. Większość części jest robiona ręcznie, w lampy wkładane są kryształy Swarovskiego. Zakład „Bieda75Motors” był nominowany do prestiżowych nagród w Szkocji i Wielkiej Brytanii i zdobył m.in. pierwsze miejsca w krajowych mistrzostwach konstruowania motocykli customowych (2016) i za najlepszą inżynierię (2017). Motocyklami Polaka interesują się książęta z Emiratów Arabskich i dealerzy w Singapurze. Maszyny powstają w niewielkiej szopce ze szkiców ołówkiem.

Doba (6.04.2018) informuje o kontrowersjach wokół wodociągowania jednej z miejscowości w gminie Ząbkowice Śląskie.

Trwa drugi etap wodociągowania wsi Bobolice w gminie Ząbkowice Śląskie, który ma się zakończyć jesienią tego roku. Jak zgłasza nam jednak Czytelnik, cztery rodziny z Kolonii Bobolice nie zostaną podłączone do wodociągu. II etap wodociągowania miejscowości Bobolice PWiK Delfin rozpoczęło w grudniu 2017r., zakończenie inwestycji ma się zakończyć do listopada 2018 r. – Do niniejszego wodociągu zostanie podłączonych 30 odbiorców, już jest podłączonych ośmiu odbiorców. Drugi etap wodociągowania przewiduje 1210 mb sieci oraz 30 przyłączy – informuje prezes PWiK Delfin Piotr Szymański. Co warte zaznaczenia, „Delfin” realizuje tę inwestycję z własnych środków, gdyż nie było żadnego programu, w którym byłaby możliwość uzyskania dofinansowania. Wartość zadania wg kosztorysu inwestorskiego to 654 tysiące złotych brutto. Nasz Czytelnik zwraca jednak uwagę, że wodociągowanie Bobolic nie obejmie Kolonii Bobolice, która wchodzi w skład wsi Bobolice, w wyniku czego cztery rodziny pozostaną bez dostępu do bieżącej wody. Czytelnik skarży się, że gmina obiecała im przyjrzeć się sprawie, ale do tej pory nie ma żadnych konkretów. Pewnym rozwiązaniem byłoby przyłączenie mieszkańców kolonii do wodociągu w Ciepłowodach. Według naszego Czytelnika, mieszkańcy usłyszeli, że dopiero należy zrobić kosztorys, która opcja (podłączenie do wodociągu w Bobolicach czy Ciepłowodach) będzie tańsza. Mieszkańcy czują się zbywani i pominięci. Jak przyznaje prezes „Delfina” na razie nie ma planów wodociągowania Kolonii Bobolice, ciągle trwają jednak rozmowy z gminą Ciepłowody. Czy przyniosą one oczekiwany przez mieszkańców kolonii skutek, zobaczymy. – Wodociągowanie miejscowości Kolonia Bobolice nie jest zapisane w planie remontowo-inwestycyjnym na lata 2018-2022 PWiK Delfin. W dniu 2 lutego 2018 r. wraz z Panem Burmistrzem uczestniczyłem na spotkaniu z Wójtem gm.  Ciepłowody w sprawie możliwości sprzedaży wody z gm. Ciepłowody, w celu zwodociągowania miejscowości Kolonia Bobolice (4 odbiorców). Decyzje w tym zakresie nie zostały jeszcze podjęte – mówi Piotr Szymański.

DKL24 (26.03.2018) przekazuje wiadomości o postępach prac termomodernizacyjnych w magistracie Złotego Stoku, co już wcześniej odnotowaliśmy w naszym portalu.

W złotostockim ratuszu trwają prace termomodernizacyjne. Wiekowy budynek przez lata tracił sporo ciepła w okresie jesienno-zimowym, natomiast w porze letniej nie chronił przed upałami. Ten fakt zdopingował władze miejskie do zlecenia takich robót. Są daleko zaawansowane. Szczególną uwagę wykonawca zadania poświęca pomieszczeniom strychowym wykorzystywanym m.in. na cele urzędowe. Są one ocieplane i odnawiane. Efekt robi wrażenie.

Ziębice Info (29.03.2018) zapowiadają udostępnienie dla ruchu turystycznego jednego z bardziej znanych zabytków w Ziębicach.

Być może już w najbliższe wakacje żądni przygód mieszkańcy gminy i turyści będą mogli skorzystać z nowej atrakcji turystycznej – escape roomu, czyli pokoju zagadek, który ma powstać w Bramie Paczkowskiej. Utworzenie go to jeden z pomysłów zgłoszonych w ubiegłorocznej edycji Budżetu Obywatelskiego Ziębic. Zasady korzystania z escape roomów są proste: niewielka grupa osób zostaje zamknięta pomieszczeniu, a jej zadaniem jest wydostanie się z niego w ograniczonym czasie. O tym, jak taka zabawa ma wyglądać w przypadku Bramy Paczkowskiej rozmawiano w minionym tygodniu w Urzędzie Miejskim. W spotkaniu wzięli udział przedstawiciele Urzędu – zastępca burmistrza Tomasz Bafia, Radomir Fijałkowski i Agnieszka Gawrońska-Sadłocha z Wydziału Budownictwa i Gospodarki Komunalnej oraz Wojciech Zioła z Wydziału Funduszy Zewnętrznych Rozwoju i Promocji, a także Agnieszka Rzepka, pomysłodawczyni projektu. Już dziś wiadomo, że fabuła pokoju będzie związana z historycznym Księstwem Ziębickim. Stworzone zostaną dwa scenariusze odpowiadające potrzebom młodszych i starszych grup wiekowych. Na potrzeby gry planowane jest udostępnienie dwóch z trzech poziomów Bramy Paczkowskiej, na których znajdą się rekwizyty nawiązujące do fabuły. Atrakcyjności zabawie dodawać będzie nowoczesna oprawa multimedialna z efektami świetlnymi i dźwiękowymi. W ramach prac planowane jest również przywrócenie estetyki dość zniszczonych przez wandali drewnianych schodów i ich zadaszenia, a także zamontowanie kamer monitorujących Bramę i jej otoczenie. W międzyczasie trwają prace nad innymi projektami Budżetu Obywatelskiego 2018. Wiadomo już, że w ziębickim parku, nieopodal kortu tenisowego, powstanie Ziębicki Park Sportów Miejskich. Problematyczna natomiast jest instalacja trybun z zadaszeniem na ziębickim Orliku oraz budowa miejsca spotkań przy Zamku Wodnym w Parku Miejskim. Na 5 kwietnia zaplanowano w Ziębicach wizytę konserwatora zabytków z władzami i pomysłodawcami projektów. Miejmy nadzieję, że spotkanie to będzie owocne, a po nim tempo prac nad projektami przyspieszy tak, abyśmy jeszcze w tym sezonie letnim mogli korzystać z nowych możliwości spędzania wolnego czasu…

Express-Miejski (4.04.2018) relacjonuje otwarcie nowej atrakcji turystycznej w stałej ekspozycji w Kamieńcu Ząbkowickim zrealizowanej w ramach współpracy międzynarodowej.

28 marca miało miejsce uroczyste otwarcie wystawy szat i paramentów liturgicznych w ramach polsko-czeskiego projektu pt. „Łączy nas wiara – Víra nás spojuje”. Ekspozycja jest częścią przygotowywanego Muzeum Kamienieckich Cystersów, którego otwarcie planowane jest w czerwcu bieżącego roku. Wystawa obejmuje szaty i paramenty liturgiczne, które funkcjonowały jako wyposażenie w kościele parafialnym pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny i św. Jakuba Starszego w Kamieńcu Ząbkowickim. Kolekcja została objęta projektem transgranicznym, realizowanym wspólnie z czeskim partnerem – Parafią Rzymskokatolicką w Neratovie. W ramach projektu przyszłe muzeum wyposażono już w kamery oraz czujniki antywłamaniowe i dymu oraz zamieniono dotychczasowe oświetlenie na nowe wykonane z mosiądzu w stylu barokowym. Przeprowadzono także renowację drzwi wejściowych oraz odrestaurowano barokowych filigrany w kaplicy, w której znajdować się będzie przyszłe Muzeum Cystersów. Ponadto zakupiono także szafy wystawowe. W gablotach ornaty prezentowane są plecami do góry, gdyż do reformy soboru watykańskiego II kapłani mszę świętą odprawiali tyłem do ludzi i była to najbardziej zdobna część szaty. Najstarszy strój pochodzi z 1735 roku. Projekt jest współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego z Programu Interreg V-A Republika Czeska – Polska 2014-2020 „Przekraczamy granice” oraz budżetu państwa, za pośrednictwem Euroregionu Glacensis. Koszt całego programu wynosi ok. 49 tysięcy euro, z czego 15 tys. euro zostało przyznane kamienieckiej parafii. Otwarcie symetrycznej wystawy po strony czeskiej miało miejsce 30 marca.

Małki w Europie (5.04.2016) zachęcają do zwiedzania Ząbkowic Śląskich. KLIKNIJ TUTAJ, ABY PRZECZYTAĆ CAŁY ARTYKUŁ.

Mniej więcej w połowie drogi między Krzywą Wieżą, a Zamkiem, na ulicy Krzywej znajduje się czerwony budynek w którym swoją siedzibę ulokowała Izba Pamiątek Regionalnych oraz nawiązujące do słynnej powieści Laboratorium doktora Frankensteina. W zbiorach muzeum znajduje się wiele ciekawych eksponatów pochodzących z okolic Ząbkowic Śląskich w tym chociażby przedmioty gospodarstwa domowego, meble czy zdobne skrzynie. Natomiast Laboratorium, mimo że samo jest troszkę kiczowate, lecz pozwala turyście zapoznać się z miejską historią o procesie grabarzy, który posłużył Mary Shelley za inspirację do napisania swojej słynnej powieści. Warto też zapoznać się z historią samego budynku mieszczącego w swoich podwojach Izbę. Przez miejscowych nazywany on jest Dworem Rycerza Kauffunga. Datuje się go na rok 1526 i jest on uważany za najstarszy dom mieszkalny w Ząbkowicach Śląskich. Mimo, że budynek był wielokrotnie przebudowywany, a nawet odbudowywany to kryje w swoich wnętrzach jedną ciekawostkę, która nas bardzo zaskoczyła – jest to głęboka na ponad 20 metrów studnia. Legenda głosi, że kiedyś między nią a Krzywą Wieżą był poprowadzony tunel, ale nigdy nikomu nie udało się tego sprawdzić. Po przerwie na obiad, który ze względu na mały wybór, jeżeli chodzi o gastronomię, zjedliśmy w pizzerii na rynku wyruszyliśmy na dalszą eksploracje miasta. Naszym celem był park im. Sybiraków oraz pozostałości murów miejskich. Alejki parkowe oraz cala znajdująca się w nim infrastruktura zostały w ostatnich latach wyremontowane i stanowią idealne miejsce na popołudniowy spacer z pociechami. Znajduje się tu dobrze wyposażony plac zabaw oraz spora liczba ławek, na których można przysiąść w cieniu drzew. Również teren w pobliżu murów miejskich jest zadbany a najciekawsze elementy, w tym Baszta Gołębia, zaopatrzone w odpowiednie tablice z opisem.

Polskie Radio Wrocław (26.03.2018) emitowało audycję muzyczną z udziałem znanego młodego ząbkowiczanina i jego kolegi. KLIKNIJ TUTAJ, ABY ZOBACZYĆ I ODSŁUCHAĆ CAŁĄ AUDYCJĘ.

Radek Tarach to 25 letni wokalista pochodzący z Ząbkowic Śląskich, miasta położonego na przedgórzu sudeckim. Wykonawca muzyki pop. W 2013 roku wydał swój debiutancki album pt. „Pierwszy krok”. Sfinansowali go fani poprzez portal MegaTotal.pl. W tym samym roku brał udział w castingu telewizyjnym do programu Must Be The Music – Tylko Muzyka, otrzymując trzy pozytywne opinie.Uczestnik Young Stars On Tour 2016, największej młodzieżowej trasy koncertowej (Łódź, Rzeszów, Katowice, Gdańsk, Szczecin).Jego teledyski wydawane są przez wytwórnię MyMusic, zrzeszającą najlepszych artystów z naszego kraju (zespół Ira, Dawid Kwiatkowski, Jula, Saszan, Red Lips itd.).

Jagielloński24 (14.03.2018) przeprowadził wywiad z posłem Marcinem Horałą miedzy innymi na temat zmian w ordynacji wyborczej do samorządów. KLIKNIJ TUTAJ, ABY PRZECZYTAĆ CAŁY ARTYKUŁ.

Do procesu liczenia, zbierania głosów i organizacji całego procesu wyborczego można podejść w sposób romantyczny albo realistyczny. Model idealistyczny zakłada, że istnieją jacyś ludzie, którzy nie mają poglądów i są idealnie obiektywni. Wystarczy ich odszukać i powierzyć im organizację wyborów, tworząc z nich Państwową Komisję Wyborczą. Taka była idea „sędziowskiego” modelu PKW. Ustawodawca zakładał, że sędziowie ze swej natury niezdolni są do stronniczości. To jest oczywista nieprawda! Zmieniając prawo wyborcze, zrealizowaliśmy rekomendacje, świętej zdaniem opozycji, Komisji Weneckiej – mówi w wywiadzie dla jagiellonski24.pl Marcin Horała, poseł Prawa i Sprawiedliwości, który pilotował zmiany w prawie dotyczącym wyborów samorządowych. Dlaczego przed wyborami zdecydowaliście się wprowadzić zmiany w Kodeksie Wyborczym i przepisach dotyczących samorządów? Pierwszy powód to kontrowersje związane z ostatnimi wyborami samorządowymi: duża liczba nieważnych głosów, oskarżenia o ewentualne fałszerstwa i nieprawidłowości. Niepokój budziły anomalie, z którymi wówczas mieliśmy do czynienia, zwłaszcza dziwnie wysoka liczba głosów nieważnych, czasem zdecydowanie różniąca się w sąsiadujących ze sobą gminach czy nawet obwodowych komisjach. W jednym miejscu kilkadziesiąt głosów nieważnych, a w sąsiednim – kilka. To spowodowało brak zaufania do wyniku wyborczego i wyborów samorządowych jako takich. Druga przyczyna zmiany w ustawach samorządowych to diagnoza sytuacji w samorządach. Przede wszystkim chodzi o pewnego rodzaju oligarchizację i „nadwładzę” władzy wykonawczej. Wójt, burmistrz i prezydent jest często udzielnym księciem i ma w skali swojej jednostki władzę nieporównywalną z jakimkolwiek stanowiskiem na szczeblu kraju: jakby był prezydentem, premierem i wszystkimi ministrami naraz. Do tego jeszcze dochodzi pewna specyfika tych lokalnych „systemów politycznych”. W skali kraju opozycja jest taka czy inna, lepsza lub gorsza, ale jest. Jej rolą jest wskazywanie nieprawidłowości. Na poziomie samorządów opozycji często w ogóle nie ma. Konieczny jest także jakiś pluralizm medialny. Zdarzają się takie miejsca, w których nie działa żadne lokalne medium niezależne od władz. Jakie jest uzasadnienie dla dwukadencyjności? Chodzi o to, żeby ta bardzo silna władza włodarza nie stawała się nienaruszalna. Wójt, burmistrz czy prezydent ma ogromne możliwości zapewnienia sobie reelekcji z innego powodu niż tylko pozytywna ocena jego rządów. Zazwyczaj jest on największym pracodawcą: pośrednio lub bezpośrednio… Co to znaczy, że jest „pośrednio” pracodawcą? Dotyczy to branż, które muszą żyć dobrze z władzą lokalną. Deweloper, który ma „na pieńku” z lokalnym urzędem, może zwijać biznes. Jest mnóstwo spraw, za pomocą których władza lokalna może w sposób absolutnie zgodny z prawem tak uprzykrzyć mu działalność, że jej kontynuowanie zacznie tracić sens. Dobre relacje z władzą to jego „być albo nie być”. Tak samo bywa przy realizacji inwestycji drogowych itd. Wróćmy więc do pytania o dwukadencyjność Burmistrz czy wójt, wraz z zaprzyjaźnionymi branżami zapewnia ludziom pracę. Może jej też pozbawiać. W takiej mniejszej gminie, gdzie nadal jeszcze panuje bezrobocie strukturalne, posada na przykład sprzątaczki szkolnej jest bardzo pożądana i atrakcyjna. Jest stała, ze składkami, na umowę o pracę, ale poniekąd uzależniona od władzy. Po drugie, podobnie ten burmistrz czy wójt wraz z zaprzyjaźnionymi przedsiębiorstwami wpływa na lokalne media. Bywa, że ogłoszenia samorządowe to 80%, a nawet 100% rynku reklamowego! Fundusz promocji gminy, spółki komunalne i zaprzyjaźnione branże jako jedyne mogą sobie pozwolić na duże, kolorowe reklamy. Po trzecie, mieszkania. Wójt, burmistrz, prezydent przyznaje lokale komunalne. Czwarta sprawa to lokale komercyjne. W wielu miastach rynek lokali komercyjnych na drobne działalności gospodarcze jest ograniczony. Znacząca część z nich znajduje się w budynkach komunalnych, więc znów funkcjonować może jakiś mechanizm „uprzykrzania życia”. Można zatem domniemać, że nawet jak powstanie jakaś lokalna gazeta, która jest krytyczna wobec władzy i ileś spraw „wyciągnie” na światło dzienne, to łatwo będzie poddawać ją naciskom… Mówiąc krótko, wszystko to buduje ogromną przewagę, niemal wszechwładzę. Oczywiście, ograniczeniem do dwóch kadencji się jej nie usunie całkowicie, ale przynajmniej wprowadza to jakieś granice i powoduje ferment. Można sobie wyobrazić scenariusz „namaszczenia” następcy, ale to nie musi zawsze wyglądać jak w tandemie Putin-Miedwiediew. Następca jest w stanie spróbować wybić się na niepodległość. Być może skuteczniejszą metodą ograniczenia tej jednoosobowej władzy wójta czy burmistrza byłby powrót do pośrednich wyborów, bo to zrównoważyłoby jego pozycję z radą gminy, ale na to nie ma zgody społecznej. Takiej zmiany nie chcieliśmy, bo ludzie chwalą i cenią sobie bezpośrednie wybory. Pojawiają się głosy, że dwukadencyjność to jednak zmiana niekonstytucyjna. W art. 60 Konstytucja RP zapewnia obywatelom polskim korzystającym z pełni praw publicznych prawo dostępu do służby publicznej na jednakowych zasadach. Przepis ten dotyczy również dostępu do stanowisk z wyboru w samorządzie terytorialnym, zapewniając tym samym równe bierne prawo wyborcze. Uważam to za nadinterpretację. Jest w konstytucji artykuł, który wyraźnie zaznacza, że powszechnym prawem każdego obywatela Polski jest czynne prawo wyborcze, prawo głosowania. Ono może być ograniczone tylko w ściśle wyliczonych przypadkach. Konstytucja w następnym artykule nie wspomina nic na temat biernego prawa wyborczego. Gdyby ustawodawca uważał, że z przepisu ogólnego o zakazie dyskryminacji wynika pełna konstytucyjna ochrona praw wyborczych czynnych i biernych, to nie wprowadzałby tego artykułu expilicte gwarantującego prawo czynne! Skoro wprowadził, to znaczy, że ochrona konstytucyjna biernego prawa wyborczego jest słabsza. Jeżeli spojrzymy na Kodeks Wyborczy, którego konstytucyjności w tym aspekcie nikt nie podważał, to zauważymy, że jest jednym wielkim ograniczeniem biernego prawa wyborczego. Czymże innym jest wymóg zebrania określonej liczby podpisów, żeby się zarejestrować? To od razu pozbawia biernego prawa wyborczego wszystkich, którzy takich podpisów nie zebrali. Zresztą też próbowaliśmy zmienić, z czego ostatecznie niestety się wycofaliśmy, na przykład wymóg domicylu na terenie gminy czy jednostki na terenie której się kandyduje. W wyborach do rady gminy X, w której mieszka 10 tys. osób, mogą kandydować tylko mieszkańcy. W tych wyborach biernego prawa wyborczego jest pozbawione 38 milionów innych mieszkańców Polski posiadających pełnię praw obywatelskich! Wymóg rejestracji komitetów i inne wymogi związane ze startowaniem w wyborach też de facto pozbawiają biernego prawa wyborczego tych, którzy tych wymogów nie spełnili. Konstytucyjności tych rozważań nikt nigdy nie kwestionował, są powszechnie uważane za zgodne z ustawą zasadniczą. Wprowadziliście dwukadencyjność, ale też wydłużyliście czas trwania kadencji do pięciu lat. Jaki jest powód tego? Okres ośmioletni wydaje się jednak dość krótki. Być może zbyt krótki, żeby zrealizować plan, który wyborcy zaakceptowali. Postulat wydłużenia kadencji od zawsze w dyskursie samorządowym krążył. Jak spojrzeliśmy na rozwiązania europejskie, to faktycznie zazwyczaj tam, gdzie obowiązuje ograniczenie kadencji, mamy albo trzy kadencje po cztery lata, albo dwie kadencje po pięć lub sześć lat. Czteroletnia kadencja przy stosowaniu regulacji unijnych dotyczących przetargów czy ochrony środowiska mogłaby się okazać zbyt krótka, żeby w całości przeprowadzić poważne inwestycje. Od momentu decyzji, przez wszystkie formalności, wykupy gruntów, odwołania – to często trwa dłużej.

Gdyby w lokalnych mediach został pominięty jakiś ważny temat – prosimy o kontakt  z nami – poprzez formularz TWOJA INFORMACJA. Zajmiemy się sprawą, o której do nas napiszesz.