Okoliczności dynamicznie ewoluują, a wszystko zdaje się wskazywać na przyspieszenie tempa zdarzeń. Tak, jakby jesienne wybory samorządowe miały sprawić, że dopełni się historia lub też nastanie nowa epoka. Zwolennicy obu teorii są jak wróżbici zapatrzeni w dna swoich filiżanek po kawie. A rzeczywistość nie jest serią spektakularnych błysków, lecz bardziej falą przypływu i odpływu. W ekonomii mówi się o sinusoidalności procesów społecznych i gospodarczych, a linia wzrostów i spadków kreślona jest na osi czasu. #Miasto2_0 to idee, które wymagają przynajmniej refleksji, jeśli nie wcielenia w życie.

Ząbkowice Śląskie nie są miastem wzrostu demograficznego. Nie inaczej jest zresztą z całym powiatem, ale też w skali regionu czy całego kraju, liczba rodzących się dzieci jest mniejsza od ilości zgonów. Bilans tylko za miniony 2017 rok jest katastrofalny! 170 zarejestrowanych narodzin i 269 odnotowanych zgonów. Jeśli wziąć pod uwagę sporą liczbę urodzeń zagranicznych oraz więcej, niż w latach poprzednich orzeczonych rozwodów, mamy obraz co najmniej niepokojący, jeśli nie będący alarmem dla wszystkich, którzy autentycznie przejmują się sprawami naszej gminy. Zasłanianie się argumentem, że podobnie jest wokół, nie jest niczym innym, jak chowaniem głowy w piasek. Obok polityki państwa, które od dwóch lat wdraża szereg mechanizmów tzw. polityki prorodzinnej, nie może być inercji samorządu wobec zjawisk warunkujących przyszłość lokalnej społeczności.

Poza poruszanymi przeze mnie wcześniej sprawami dotyczącymi mieszkalnictwa i rynku pracy, więcej, zdecydowanie więcej wagi przyłożyć trzeba – i to pilnie – do tworzenia warunków sprzyjających życiu rodzinnemu. Mecenat gminy nad sferą kultury i sportu to jedna z niw, na której zarówno instytucje i obiekty, ale przede wszystkim ich plany działania należy układać „pod rodziny”. Bieganie i śpiewanie, mecze i spektakle, widowiska i rozgrywki, konkursy i rywalizacje należy ustawiać z opcją „dla rodzin”. Dwa albo trzy razy przeszły przez Ząbkowice Śląskie Marsze dla Rodzin. Inicjatywa jednak nie utrzymała się, co wcale nie świadczy o braku dobrej woli organizatorów, ale można odnieść wrażenie, że rodzina jako wartość jest w naszym mikroświatku raczej chowana w domach albo tą wartością nie jest na szerszą skalę. Pielęgnujemy ciepło domostw albo funkcjonujemy z rodziną w tle. Atomizacja społeczeństwa zaczyna się w rodzinach, ale też do nich wraca.

Ani państwo, ani samorząd nie mogą ingerować w życie rodzin i tak powinno być. Natomiast administracja i jej agendy mogą i powinny rodziny wspierać. Szczególnie rodziny wielodzietne, których status materialny zbyt często jest „karą” za odwagę rodzicielstwa. Uważam, że lepiej byłoby przeznaczyć środki budżetu gminy na przykład na sfinansowanie bonu rodzinnego, niż szastać tymi pieniędzmi na masowe imprezy rozrywkowe, które powinny być traktowane komercyjnie. Instytucje kultury, sportu, pomocy społecznej i edukacji powinny być przez samorząd systematycznie oceniane za realne działania prorodzinne, a nie tylko pod względem wskaźników budżetowych czy statystyk czynności statutowo im przypisanych.

Demografia, od której zacząłem, to obiektywny probierz kondycji danej społeczności. Nie można wyników tej próbki z dnia na dzień zmienić. To wymaga wieloletniego planu. Jakąś jego częścią mogą być swego rodzaju bypassy.

  • Po pierwsze: zachęta do powrotu w rodzinne strony adresowana do osób, które wyjechały czy nawet wyemigrowały z Ząbkowic Śląskich, z regionu czy nawet z kraju. To jasne, że nie wystarczą tu okrągłe słówka i miła gestykulacja. Po raz ostatni w dyskursie publicznym sprawa ta była poruszana w 2010 r. Od tego czasu nie słyszałem z ust prominentnych lokalnych polityków, aby chcieli o tym rozmawiać czy choćby mówić. Potencjał wiedzy, umiejętności zawodowych, bywa, że i zasobność materialna, to wartości jakie mogą zainwestować u nas i tym samym pomnożyć dobro nas wszystkich.

  • Po drugie: promocja rodzin zastępczych wychodząca poza schemat urzędniczych procedur (kompetencyjnie zadanie jest po stronie samorządu powiatowego), aby ten rodzaj więzi, której budowanie wymaga specyficznego wysiłku, stawał się dla dzieci szansą zakorzenienia we wspólnocie domowej i lokalnej.

  • Po trzecie: przyjmowanie repatriantów – naszych rodaków chcących wrócić do Polski z miejsc, gdzie ich potomkowie lub oni sami trafili w wyniku sowieckich wywózek. Wciąż tysiące polskich rodzin mieszka poza ojczyzną, ale przeniesienie się do kraju w jego obecnych granicach to tak naprawdę rozpoczynanie od nowa. Zapraszając do naszej gminy, dajemy tym rodzinom nie tylko nadzieję, lecz także nowe miejsce życia, pracy i planowania przyszłości.

Jeśli będzie nas ubywać, jeśli będziemy się starzeć jako społeczność lokalna, perspektywa rozwoju miasta będzie ułudą. Nawet jeśli burmistrz i radni razem wzięci będą przygarniać seniorów i wspólnie z nimi spędzać czas, nawet jeśli będzie w szkołach i przedszkolach, o żłobkach nie zapominając, profesjonalna kadra opiekuńcza, wychowawcza i dydaktyczna, nawet jeśli będzie można pospacerować po pięknym parku czy zagrać w piłkę na nowoczesnym boisku, a wieczorem popluskać się na krytym basenie, to Ząbkowice Śląskie nie będą miastem z przyszłością.

Krzysztof Kotowicz / www.kotowicz.pl (22.02.2018)