W subiektywnej prasówce – na początek tygodnia – dostarczamy Państwu fragmenty artykułów związanych z terenem powiatu ząbkowickiego, jakie ukazały się w minionych kilku dniach w gazetach i portalach internetowych. Do lokalnej „prasówki” dodajemy interesujące artykuły o tematyce samorządowej z mediów ogólnopolskich.

Hodowca i Jeździec (24.01.2018) publikuje reportaż, w którym mowa jest o dwóch kobietach z Ząbkowic Śląskich i ich niezwykłej pasji. (fot-ikona: Facebook – Justyna Kubańska).

Dwie piękne dziewczyny powożące śląską klaczą Klarą zaprzężoną do petic-duc z 1890 r. w urzekających strojach z epoki – ten opis łapie za serce i na długo pozostaje w pamięci. Te damy jednak to przede wszystkim prawdziwe wizjonerki, tytany pracy i charyzmatyczne kobiety, które porwały powożeniowców amatorów, by w przyjaznej atmosferze zaczęli rywalizować ze sobą w ramach Dolnośląskiej Amatorskiej Ligi Zaprzęgowej. Cała rozmowa z Justyną i Karoliną Kubańskimi po kliknięciu TUTAJ.

Ziębice Info (9.02.2018) odnoszą się do braku dotacji na remont jednego z ziębickich zabytków.

Mieszczący salę gimnastyczną budynek kościoła poewangelickiego przy ul. Kościuszki w Ziębicach, potocznie nazywany przez mieszkańców „ewangelikiem”, nie otrzymał ponad milionowego dofinansowania, o które aplikowała Gmina Ziębice. 30 stycznia Urząd Marszałkowski Województwa Dolnośląskiego podał wyniki naboru wniosków o dofinansowanie rewitalizacji zdegradowanych obszarów, ogłoszonego 30 września 2016 r. dla Obszaru Ziemi Dzierżoniowsko-Kłodzko-Ząbkowickiej. Gmina Ziębice była w nim jednym z 13 wnioskodawców, a starała się o wsparcie w wysokości 1 246 222,40 zł na realizację projektu „Remont budynku byłego Kościoła Ewangelickiego w Ziębicach”. Całkowita wartość tego zadania została wyceniona na prawie półtora miliona zł. Ostatecznie Gmina w naborze zajęła przedostatnie miejsce… Do dofinansowania wybrane zostały projekty trzech gmin – Gminy Miejskiej Kłodzko, Gminy Bystrzyca Kłodzka oraz Gminy Bielawa – którym przyznano łącznie prawie 16 mln zł dofinansowania. Warto wiedzieć, że dzięki dofinansowaniu, o które aplikowała Gmina Ziębice, planowano nie tylko wyremontować budynek kościoła poewangelickiego, ale także utworzyć w nim… centrum kulturalno-oświatowe. Co ciekawe, pomysł na jego utworzenie jest kompletnie nowy, a o potrzebie jego utworzenia nie wspomina żaden z szeroko konsultowanych z mieszkańcami dokumentów strategiczno-planistycznych – Strategia Rozwoju Gminy Ziębice na lata 2016-2026 czy też Lokalny Program Rewitalizacji Gminy Ziębice na lata 2016-2026. Oba dokumenty zostały opracowane w kadencji Alicji Biry. Strategia rozwoju – strategią, program rewitalizacji – programem, wygląda jednak na to, że burmistrz ma własną ideę rozwoju gminy. Tylko jaką…?

Doba.pl (7.02.2018) relacjonuje ważne dla pasjonatów historii spotkanie, jakie odbyło się w Srebrnej Górze.

Kolejna odsłona historii Twierdzy Srebrnogórskiej, usytuowany w niej w czasie II wojny światowej oflag VIII B,  intryguje i przyciąga. W ciekawym  i przystępnym wykładzie znawca dziejów Srebrnej Góry, profesor Tomasz Przerwa, przybliżył  to zagadnienie gronu słuchaczy. W piątkowy wieczór na Twierdzy Srebrna Góra profesor Tomasz Przerwa wygłosił wykład na temat niemieckiego obozu jenieckiego, który znajdował się w Srebrnej Górze: „Karny, specjalny, zwyczajny? Oflag VIII B nowe źródła, nowe ustalenia, nowe pytania”. Gościem specjalnym był Felicjan Kaczmarek, siostrzeniec majora Felicjana Pawlaka (był jednym z trzech więźniów, którzy nie zostali złapani po ucieczce  z obozu),  który po prelekcji przekazał pamiątki po wujku. Będą one wyeksponowane na wystawie w forcie Wysoka Skała. Jak mówił Tomasz Przerwa, w sprawie oflagu VIII B z jednej strony przez lata narosło wiele mitów, z drugiej wiele informacji ujrzało światło dzienne dopiero niedawno. Jak to zwykle bywa, nowe ustalenia i nowe materiały źródłowe, choć poszerzyły stan wiedzy na temat tego obozu, zrodziły także nowe pytania, które czekają na odpowiedzi. Głównym źródłem informacji nadal pozostają wspomnienia samych osadzonych w Srebrnej Górze. – To nie jest tak, że relacje Niemców nie pokrywają się z relacjami więźniów, problem polega na tym, że brakuje nam orientacji, które relacje polskich więźniów są bardziej wiarygodne, a które mniej. Oflag funkcjonuje w latach 1940-1941, a ci ludzie często wracają do tamtych wydarzeń srebrnogórskich około 1970 roku, czyli po prawie 30 latach, dlatego niektóre wspomnienia mogą się od siebie różnić. Wszystko zależy od prywatnej osobistej perspektywy, pamięci czy też doświadczenia. Profesor w swoim wystąpieniu udowadniał, że oflag VIII B nie był obozem karnym o zaostrzonym rygorze, czy specjalnym nadzorze. Nie były tu prowadzone żadne działania prowadzące do szczególnego uprzykrzenia życia więźniom. Co prawda narzekali oni na warunki, które były uciążliwe, wszechobecną wilgoć, zimno, brak miejsca, ale nie ma relacji o znęcaniu się nad więźniami, czy innych formach okrucieństwa. Oflag Srebrna Góra był jednak w pewnym sensie specjalny, gdyż przetrzymywano tu m.in. jeńców, którzy mieli być odizolowani od innych więźniów. Jak wspominali osadzeni, sami Niemcy mówili im, że to miejsce osobne, przygotowane, by oddzielić ich od reszty. Byli to złapani uciekinierzy z innych obozów lub wyjątkowo niesubordynowani, na przykład głoszący patriotyczne odezwy, a więc mogący podburzać współosadzonych. To co jest pewne, to to, że oflag VIII B był jedną z pierwszych tego typu placówek na terenie Rzeszy. – Tu w Srebrnej Górze Niemcy w pewnym sensie eksperymentowali, tworzą jeden z pierwszych oflagów, wcześniej mamy jedynie cele w obozach – mówił Tomasz Przerwa –  Oflag został otworzony 15 grudnia 1939 roku, polscy jeńcy pojawiają się w nim w styczniu 1940 r.  i wtedy de facto oflag zaczyna funkcjonować. Załogę stanowili żołnierze zapasowego batalionu piechoty 461 z Jawora. Co oznacza Oflag VIIIB? Oflag to obóz dla oficerów, VIII to liczba oznaczająca okręg śląski, a B oznacza, że był to drugi oflag na Śląsku. Pierwszy powstał w Kluczborku 14 grudnia 1939, czyli dzień wcześniej niż ten w Srebrnej Górze. – Oflag Silberberg VIII B dzielił się na trzy lagry, czyli jakby podobozy. Lager Spitzberg (Ostróg), lager Hohenstein (Wysoka Skała) oraz lager Fabrik, znajdujący się w fabrycznych zabudowaniach koło dworca srebrnogórskiego. W karcie obozu możemy znaleźć informację, że lager Spitzberg i lager Hohenstein powstały w tym samym momencie. Lager Fabrik powstał w kwietniu 1940 roku, a powiększony był w grudniu 1940 roku. Później przekształcony w stalag 367.  Ponadto w zabudowie miasteczka znajdowała się posesja, w której mieściła się komendantura obozu – wyjaśniał profesor. Tomasz Przerwa przybliżył historię obiektów wchodzących w skład Oflagu VIII B, ich wygląd oraz przeznaczenie.  Spitzberg to obiekt, który w 1913 roku został przekształcony w schronisko młodzieżowe, w tamtym czasie największe schronisko tego typu w Niemczech. Mogło pomieścić wg różnych opinii od 120 do 250 osób. Funkcjonowało nieprzerwanie do II wojny światowej. Warunki nie były więc tam katastrofalne. Hohenstein był znacznie później zagospodarowany przez Niemców, bo dopiero w latach 20. XX wieku. Przygotowano w nim ośrodek szkoleniowy, sportowy dla szkoły policyjnej w Ząbkowicach. Był to obiekt bardziej prymitywny niż Ostróg (Spitzberg), nie było w nim wody, był problem z kanalizacją. To bardziej noclegownia niż obiekt przygotowany do dłuższego pobytu. Proste surowe pomieszczenia. 27 kwietnia 1940 roku przybywa tu najsłynniejsza grupa 20 jeńców, z której 10 zbiegło już 5 maja. Jeńcy polscy  przebywają w Hohensteinie do 1 listopada 1940 roku, kiedy zostaną sprowadzeni do Srebrnej Góry i wywiezieni. Wcześniej  przebywali tu oficerowie policji i żandarmerii, ale nie wiadomo, kto był jeszcze przed nimi? To pytanie pozostaje nadal otwarte. Fabrik to najmniej znany obóz oflagu VIII B. 15 grudnia 1940 roku przywieziono tutaj grupę około 220 rekonwalescentów – polskich żołnierzy rannych we wrześniu 1939 roku. Zostali oni umieszczeni w zabudowaniach fabrycznych,  na początku w dosyć trudnych warunkach, spali na betonowej podłodze. Około 40 z nich trafia szybko na Spitzberg.  Lager mieścił się najprawdopodobniej w miejscu, gdzie po wojnie funkcjonowała fabryka „Społem”, obecnie Kordas. Lager ten, jak wynika z dokumentacji niemieckiej, funkcjonuje jednak już od marca 1940 roku. Co dokładnie działo się tam od marca do grudnia,  nie wiadomo. Są przesłanki by przypuszczać, że był zajęty przez ok. 120 polskich szeregowców tzw. ordynansów, którzy obsługiwali oficerów.  Z 5 na 6 maja 1940 roku miała miejsce słynna ucieczka 10 polskich oficerów, którzy opuścili fort w trzech grupach: trzyosobowej  (Michał Niczko, Jędrzej Giertych, Zdzisław Ficek) czteroosobowej (Jan Niestrzęba, Zygmunt Mikusiński,  Jerzy Klukowski i Zdzisław Dębowski) i znowu trzyosobowej (Felicjan Pawlak, Jan Gerstel, Tadeusz Wesołowski). Już po wyjściu z fortu Niestrzęba i Mikusiński dołączyli do Giertycha i jego kolegów z grupy i dalej szli z nimi. Obrali kierunek na południe, szli w stronę Kłodzka, by dostać się do Czech i potem na Węgry. Ucieczka powiodła się jedynie Felicjanowi Pawlakowi, Janowi Gerstelowi i Tadeuszowi Wesołowskiemu, pozostali zostali złapani po kilku dniach. 27 czerwca 1941 roku wszyscy jeńcy polscy zostali odtransportowani ze Srebrnej Góry do innych obozów. Historia obozu się kończy.

Wiadomości Powiatowe (6.02.2018) przekazują relację z działalności jednej z ząbkowickich szkół po reformie systemu oświaty (fot: NaszeMiasto.pl).

Podsumowując pierwsze półrocze w Branżowej Szkole Cechu Rzemiosł Różnych i Małej Przedsiębiorczości możemy się pochwalić wieloma sukcesami, na przykład wprowadzeniem nowego zawodu elektromechanika, czy też nawiązaniem ścisłej współpracy z „Kuźnią Talentów”. Szczycimy się również wykwalifikowanym gronem pedagogicznym, nowoczesnym wyposażeniem sal edukacyjnych oraz wyjątkową rodzinną atmosferą w szkole. W pierwszym półroczu odbyły się cykle konkursów: ortograficznego, wiedzy o HIV/AIDS oraz z zakresu cukiernictwa. Jako szkoła branżowa I stopnia oferujemy kształcenie dualne. Praktyczną naukę zawodu młodzież realizuje w zakładach pracy takich jak: salony fryzjerskie, warsztaty samochodowe, cukiernie, piekarnie. Kończąc naszą szkołę zdobywają to, co najcenniejsze na rynku pracy: doświadczenie zawodowe oraz znajomość rynku i branży. Dla osób, które chcą mieć zawód czy założyć własną firmę, już po 3 latach nauki Szkoła Branżowa I stopnia Cechu Rzemiosł Różnych jest idealnym rozwiązaniem. Oferujemy naukę w zawodach: fryzjer, kucharz, sprzedawca, kamieniarz, krawiec, monter sieci i instalacji oraz urządzeń sanitarnych, lakiernik, blacharz samochodowy, cukiernik, stolarz, murarz – tynkarz, mechanik pojazdów samochodowych, elektromechanik pojazdów samochodowych, rolnik, elektromechanik, piekarz, elektryk. Należy pamiętać, że każdy, kto chce pracować i zdobyć wyższe wykształcenie ma taką możliwość. Na Targach Edukacyjnych organizowanych przez Szkołę CRRiMP oraz Młodzieżowe Centrum Kariery w dniu 26 lutego 2018 r. szerzej będzie poruszony temat naszej szkoły. Niebawem rozpoczną się egzaminy czeladnicze, tak więc  Szkoła Cechu Rzemiosł Różnych i Małej Przedsiębiorczości odda na rynek pracy szereg nowych wykwalifikowanych pracowników. Biorąc pod uwagę fakt, iż niemal 100% absolwentów jest aktywnych zawodowo po ukończeniu naszej szkoły, można śmiało wysunąć założenie, że pracodawcy z zapartym tchem oczekują na naszych uczniów.

Express-miejski (8.02.2018) informuje o przebiegu zdarzeń związanych z polowaniem, które odbyło się na terenie gminy Złoty Stok.

Polują w miejscach, gdzie spacerują ludzie, nikogo o tym nie informując i zabijają niewinne zwierzęta – oburzają się członkowie grupy „Wrocławianie Przeciw Myśliwym”. – Nie ma miejsc, w których ludzie nie mogą przebywać, a zabijamy zwierzęta, bo konieczna jest redukcja populacji danego gatunku – odpowiadają myśliwi, podkreślając, że działają zgodnie z prawem. Chodzi o teren leśny przy działce koła przy budynku po byłej cegielni w Złotym Stoku. W niedzielny poranek zbiorowe polowanie, ostatnie w tym sezonie, zorganizowało tam miejscowe koło łowickie „Jawornik”. Polowano na lisa i bażanta. Na zbiórce myśliwych pojawili się również członkowie grupy „Wrocławianie Przeciw Myśliwym”, którzy próbowali blokować polowanie. – Z taką sytuacją spotkaliśmy się po raz pierwszy, choć z racji zainteresowania tematem łowiectwa wiemy, że podobne grupy działają na terenie całego kraju. Dla większości, ich obecność u nas nie była wielkim zaskoczeniem – tłumaczy Paweł Mamoń, prezes koła. W informacji, którą otrzymaliśmy od grupy „Wrocławianie Przeciw Myśliwym” znalazł się krótki wywiad z mieszkańcami Złotego Stoku, którzy w okolicach miejsca polowania spacerowali z psem. Małżeństwo ze Złotego Stoku przyznało, że wybierając się na spacer nie miało informacji o polowaniu. Winili za to gminę. Nie stwierdzili też jednak, mimo sugestii pytającego, by obawiali się o własne życie, znajdując się w pobliżu polowania. Okazuje się jednak, że harmonogram polowań jest ogólnodostępny. Można zapoznać się z nim zarówno na tablicy ogłoszeń znajdującej się przed złotostockim magistratem jak i na stronie internetowej koła. Gmina i myśliwi o nie mają jednak obowiązku wcześniejszego informowania społeczeństwa o polowaniach. – Naszym obowiązkiem jest zgłoszenie kalendarza polowań na cały sezon, czyli w tym przypadku od października 2017 roku do lutego 2018 roku. Został on zgłoszony i zatwierdzony już w sierpniu, a wgląd do niego ma każdy zainteresowany – tłumaczy myśliwy. Członkowie grupy „Wrocławianie Przeciw Myśliwym” stwierdzili, że ich wizyta zakończyła się sukcesem, gdyż przeszkodzili oni w przeprowadzeniu zbiorowego polowania i wprowadzili dezorientację wśród członków koła. – Nic z tych rzeczy. Polowanie odbyło się zgodnie z planem. O godz. 9 rozpoczął się tzw. pierwszy miot – polowanie na bażanta. Notabene to polowanie nie stwarza żadnego zagrożenia dla osób postronnych, gdyż strzały oddaje się pod kątem 60 stopni w powietrze z broni śrutowej. Podczas polowania nie oddaliśmy jednak żadnego strzału i około godz. 9.20 polowanie zbiorowe zostało zakończone – tłumaczy członek koła. Następnie myśliwi rozeszli się i do godz. 14 polowali w mniejszych grupach. – To nasi „goście” byli zdezorientowani myśląc, że ktoś przed nimi ucieka. Mamy swój model polowania, który realizujemy od lat i właśnie tak on wygląda – dodał prezes. Podkreślał też, że spacerowicze, którzy wypowiadają się na filmiku nie znaleźli się w centrum polowania, gdyż rozmowa z nimi została nagrana już po zakończeniu „zbiorówki”. Myśliwy nie ukrywa, że zdarzają się sytuacje, iż przypadkowi przechodnie znajdują się w centrum polowania. Wówczas wśród myśliwych bardzo szybko rozchodzi się informacja, że na terenie polowania znajdują się spacerowicze. – Wówczas nie oddajemy strzałów lub robimy to ze zwiększoną ostrożnością. Zazwyczaj jednak myśliwi znajdujący się na skraju wyznaczonego terenu polowania informują przechodniów o odbywającym się polowaniu i proszą o wybranie innej trasy lub odczekanie tych 15-20 minut. Nigdy nie spotkaliśmy się z oburzeniem czy też pretensjami, zawsze spacerowicze okazywali zrozumienie – dopowiada szef koła. Koło Łowieckie „Jawornik” istnieje od sierpnia 1990 roku. Przez ponad 27 lat podczas polowań nigdy nie doszło do sytuacji, w której myśliwy postrzeliłby innego polującego czy przechodnia. – Myśliwi odpowiadają tak jak każdy inny człowiek – za nieumyślne spowodowanie śmierci czy uszczerbku na zdrowiu. Co więcej, odpowiedzialność jest też w przypadku oddania strzału do nierozpoznanego celu, czyli w momencie, gdy myśliwy pomyli np. dzika z jeleniem – tłumaczy Mamoń i przyznaje, że oskarżenia rzucane przez część społeczeństwa, jakoby myśliwi zabijali zwierzynę, bo taką mają pasję, są bezpodstawne. Myśliwy podkreśla, że głównym celem statutowym Polskiego Związku Łowiectwa jest ochrona środowiska. – Naszym zadaniem jest dbanie o to by stan i ilość danego gatunku zwierzyny była znośna dla gospodarki kraju, tzn. tak redukujemy populację danego gatunku zwierzęcia, aby żaden gatunek nie był zagrożony wyginięciem, ale też by nie sprawiał zagrożeń np. komunikacyjnych czy nie wyrządzał szkód rolnikom. Działamy zgodnie z prawem i ustaleniami, a także w zgodzie z modelem Polskiego Związku Łowieckiego – wyjaśnia szef złotostockiego koła „Jawornik”. Od połowy stycznia za blokowanie polowań grozi kara grzywny do 5 tys. zł. – Nasi „goście” na pewno mieli tego świadomość. Nie utrudniali nam jednak polowania, nie byli agresywni, nawet rozmawialiśmy z nimi. Nie było więc sensu robić niepotrzebnej afery i wzywać policji – informuje Mamoń. Gdyby jednak patrol policji się pojawił grupa wrocławian musiałaby liczyć się z karą finansową.

DKL24.pl (7.02.2018) informuje o aktywności sportowej seniorów z Barda.

Za sprawą Fundacji Oświatowej „Salamandra” grupa mieszkańców z miasta i gminy uczestniczyła w zajęciach prozdrowotnych. Zorganizowano je w ramach projektu pn. „Aktywni i zdrowi – upowszechnianie zdrowego stylu życia”. Przedsięwzięcie zostało dofinansowane przez Lokalną Grupę Działania Qwsi w Ziębicach. Bardzcy seniorzy m.in. wyjeżdżali na krytą pływalnię w Kłodzku, gdzie albo się relaksowali, albo poznawali nowe style pływania. W ten sposób aktywna i zdrowa grupa przygotowywała się do innych form rekreacji.

Miasto2077 (14.01.2018) zamieściło notkę ukazującą zasadność utrzymywania terenów zielonych w obrębie miast.

Myli się ten, kto myśli, że obsadzanie miast drzewami i zakładanie parków to trudna do skwantyfikowania przyjemność dostarczana mieszkańcom. Okazuje się, że można policzyć ile realnie zyskuje miasto na rozwoju terenów zielonych. Udało się to zrobić w Nowym Jorku. Tamtejszy roczny budżet przeznaczony na pielęgnację oraz rozwój parków wynosi 22 mln dolarów. Niby dużo, ale Departament terenów zielonych oszacował, że roślinność przyczynia się m.in. do oszczędności energii na poziomie 28 mln dolarów rocznie, a w jeszcze większym stopniu do uniknięcia kosztów związanych z likwidacją szkód powodziowych. Nowojorskie drzewa przechwytują rocznie 5,5 hektolitra wody, co powoduje, że straty są o 36 mln dolarów mniejsze. Amerykanie policzyli nawet, że dzięki drzewom powietrze w mieście jest czystsze o 5 mln dolarów. Składając razem wszelkie tego typu korzyści z drzew w Nowym Jorku wyliczono, że tereny zielone rocznie przynoszą miastu około 120 mln dolarów. To niemal sześć razy więcej niż koszty inwestycji. Takie zwroty w ostatnich latach dostarczały np. ryzykowne inwestycje w Bitcoiny.

Gdyby w lokalnych mediach został pominięty jakiś ważny temat – prosimy o kontakt  z nami – poprzez formularz TWOJA INFORMACJA. Zajmiemy się sprawą, o której do nas napiszesz.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here