Rozwój miasta polega na tym, że ludzie chcą w nim mieszkać, a nie muszą, a już tym bardziej, gdy nie chcą się z niego wyprowadzić przy każdej możliwej okazji. Ludzie chcą mieszkać w mieście, jeśli czują się tu tak dobrze, iż są skłonni namawiać innych, by lokowali się tu, a sami widzą realną przyszłość swoich dzieci w tym mieście. Aby miejsce swoje i innych widzieć naprawdę, chcą wyrażać opinie w kwestiach związanych z miastem oraz współuczestniczyć w podejmowaniu decyzji dotyczących planów na przyszłość.
Ząbkowice Śląskie są miastem z ponad 730-letnią historią, w toku której mieszkańcy byli uczestnikami lub świadkami niepoliczonej liczby zmian. Jedne wymuszone okolicznościami politycznymi, inne będące skutkiem zdarzeń losowych, ale też działo się u nas wiele dzięki inwencji i konsekwencji ludzi, jakich współcześnie określilibyśmy „kreatywnymi”. Nie przyjmowali stanu zastanego jako nietykalnego czy wymagającego doraźnego odkurzania. Mieli wizje i zdolność ich konkretyzowania w takim stopniu, że wcielali to, co nowe, samodzielnie lub przekonywali do tego inne osoby czy nawet całe środowiska. Zapewne badacze historii mogliby wskazać nie jeden przykład sytuacji czy rozstrzygnięć degradujących rolę miasta i jego kapitał. I chyba nie tylko pasjonaci przeszłości, jako że i nasze czasy nie były i nie są wolne od zdarzeń i decyzji, o których nie da się zapomnieć, bo ich efekty odczuwamy lub widzimy nadal. Przykłady pierwsze z brzegu, które można zobaczyć niemal obok siebie: ząbkowicki ratusz wybudowany w XIX w. na fundamentach pierwszego z XIV w. oraz tzw. „pierzeja” wybudowana w latach 70. XX wieku po wyburzeniu zabytkowych kamienic. Z ratusza możemy być dumni (choć kondycja budowli pozostawia wiele do życzenia), z pierzei co najwyżej możemy być zadowoleni, bo ludzie mają tam mieszkania i sklepy.
Będąc radnym, sekretarzem gminy, a przede wszystkim burmistrzem mam swój udział, za który byłem i jestem oceniany – co naturalne, ale znacznie rzadziej spotykam się z racjonalnym dialogiem, z argumentami wzmacniającymi lub kwestionującymi zrealizowane i niezrealizowane projekty. Niekorzystny dla mnie wynik wyborów w 2010 r. był w dużym stopniu dowodem na brak rzeczowej debaty i zastąpienia jej socjotechniczną grą. Moi ówcześni i dzisiejsi (ci sami) adwersarze nie przestali przesłaniać swojej ideowej i merytorycznej nijakości spektakularnymi gestami. To pozwala im utrzymywać popularność i być może pozwala im zachowywać dobre samopoczucie zasilane rozsiewanym ciepełkiem stabilizacji zapewnianej swoim sympatykom. Wątek ten nadaje się na osobny wywód i przyjdzie nań czas…
Miasto, jakim są Ząbkowice Śląskie, nie może się zatrzymać w rozwoju, jeśli mamy – jako mieszkańcy – czuć się tutaj jak we własnym domu. A propos „we własnym domu” – problemu braku dostępnych mieszkań dla rodzin nie rozwiąże się wytyczając kolejne niezaplanowane i nieprzygotowane areały do sprzedaży działek pod budownictwo jednorodzinne. Kilka dni temu przeczytałem w jednej z lokalnych gazet, opinię burmistrza Marcina Orzeszka o rządowym programie Mieszkanie Plus, z którego chętnie korzysta już szereg samorządów (np. Wałbrzych). „Rozważamy też nasze rozwiązania, ponieważ model, który nam zaproponowano jest dyskusyjny” – hamletyzuje włodarz po wizycie w Warszawie, gdzie miał rozmawiać o mieszkalnictwie w Ząbkowicach Śląskich.
Rozwój miasta nie polega na prostowaniu dróg, bo to jest oczywiste zadanie każdego, kto administruje miastem i należy je podejmować w miarę środków, jakimi dysponuje gminna kasa. Przemianowane „buraczanki” na ul. Diamentową to widowisko, ale jakościowo nie zmienia niczego, a może nawet – paradoksalnie – wzmaga dyskomfort mieszkańców. Jeśli dodać do tego brak ulic pomiędzy budującymi się czy już postawionymi domostwami, o ich infrastrukturze podziemnej, oświetleniu czy chodnikach oraz boksach na odpady komunalne nie wspomnę. Gdzie jest drugi etap południowo-wschodniej obwodnicy miasta? Pierwszy odcinek zainicjowany w 2007 r. i oddany do użytku siedem lat później pozwala omijać ulice Kłodzką i Kamieniecką. Ciężkie pojazdy wbijają się w ulice Kamieniecką (na szczęście poza zabudowanym sektorem miasta), dalej Cukrowniczą i Ziębicką, bo palcem nikt od siedmiu lat nie kiwnął, aby kontynuować projekt obwodnicy miasta. O braku S8 i deficycie połączeń kolejowych z regionem, czyli generalnie o komunikacyjnym wykluczeniu Ząbkowic Śląskich można mówić i pisać bez końca. Jak to wpływa na atrakcyjność inwestycyjną, turystyczną, na rozwiązanie problemu mobilności zawodowej i edukacyjnej ząbkowiczan? Pytanie retoryczne…
Skoro mowa o budownictwie i ruchu samochodowym, to może warto wysilić wyobraźnię i napiąć szare komórki, zanim dym z kominów i spaliny z rur wydechowych zdegraduje nasze zdrowie i zdewastuje stare i nowe budynki. Antysmogowe inicjatywy w gminach ościennych (Bardo) i dalej położonych (Głuszyca) nie ograniczają się do happeningów, briefingów i rozdawania pożyczonych pieniędzy na wymianę starych pieców. Za pozyskane dotacje inwestuje się w indywidualne lub publiczne obiekty, aby ich wydajność energetyczna była wyższa, a emisja niepożądanych pyłów radykalnie zmniejszyła się. Jeśli w tym kompleksie rozwiązań znajdzie się jeszcze synergia samorządów obejmująca więcej sąsiadujących ze sobą gmin i samorządy powiatowe i wojewódzki, wówczas można nie tylko marzyć, ale organizować publiczną komunikację zbiorową. Może jeszcze pierwiastek współdzielenia pojazdów osobowych i będziemy bliżej rozwiązania problemu zakorkowanego centrum miasta, związanego z tym hałasu, a przede wszystkim ryzyk wypadków komunikacyjnych.
Krzysztof Kotowicz / kotowicz.pl (15.01.2018)