W subiektywnej prasówce – na początek tygodnia – dostarczamy Państwu fragmenty artykułów związanych z terenem powiatu ząbkowickiego, jakie ukazały się w minionych kilku dniach w gazetach i portalach internetowych. Do lokalnej „prasówki” dodajemy interesujące artykuły o tematyce samorządowej z mediów ogólnopolskich.

Express-miejski.pl (24.01.2018) informuje o wielkiej szansie na rozwój ruchu turystycznego w Srebrnej Górze.

Mnóstwo pomysłów i chęci odkrywania tajemnic srebrnogórskiej twierdzy mają nowi zarządcy, w rękach których znalazły się dwa forty – Ostróg i Wysoka Skała. Dzierżawcy posiadają ambitne plany na wzbogacenie atrakcji turystycznych osiemnastowiecznego obiektu, a dla twierdzy współpraca z nimi jest gwarancją dalszego rozwoju i przyciągnięciem rzeszy kolejnych turystów. Fort Ostróg od października pozostawał we władaniu spółki Twierdza Srebrna Góra. Wtedy za porozumieniem stron przedwcześnie rozwiązano umowę dzierżawy z prywatną osobą. – Nie potrafiła ona należycie wykorzystać walorów Ostrogu, nie zgłaszała spółce jako wydzierżawiającemu prowadzonych prac, a kontrole przeprowadzane na obiekcie także wykazywały nieprawidłowości – wymienia Emilia Pawnuk, prezes spółki. – Nam, jako osobom, które na pierwszym miejscu stawiają sobie rozwój twierdzy, zależało przede wszystkim na tym, aby gospodarz spełniał nasze wymagania i jednocześnie był odpowiednim partnerem do współpracy – opowiada szefowa. Strzałem w dziesiątkę okazała się organizacja wrześniowej konferencji na terenie twierdzy z okazji 15-lecia istnienia Fortecznego Parku Kulturowego w Srebrnej Górze. Była to możliwość do spotkania grona osób zarządzających obiektami fortecznymi w kraju. Wśród nich pojawił się Piotr Piwowarczyk z Muzeum Obrony Wybrzeża w Świnoujściu, który od ponad dziesięciu lat prowadzi działalność turystyczną i muzealną w północnej Polsce. – Jego prezentacja na temat zarządzania Fortem Gerharda w Świnoujściu świetnie wskazała, że podmiot prywatny potrafi doskonale zarządzać obiektem zabytkowym wykorzystując walory tego miejsca – dodaje Emilia Pawnuk. To właśnie podczas konferencji pojawił się pomysł na nawiązanie współpracy. Ustne porozumienie osiągnięto szybko, bo jeszcze w ubiegłym roku. W drugim tygodniu stycznia w nadmorskim Świnoujściu oficjalnie podpisano umowę dzierżawy. Nowy gospodarz ma szeroką gamę pomysłów na zagospodarowanie fortu. Jak podkreśla, obiekt posiada niesamowity potencjał turystyczny, jednak w pierwszej kolejności należy nadać mu nową świetność. – Fort ma być produktem turystycznym, który ma normalnie „żyć” i funkcjonować. Zanim jednak do tego dojdzie minie sporo czasu, gdyż wymaga on olbrzymich nakładów finansowych. Jest to efekt zaniedbania od okresu wojny. Po wojnie nie prowadzono tam prac konserwatorskich z prawdziwego zdarzenia. Wszystkie inwestycje, które były wykonywane w ostatnich kilkudziesięciu latach służyły tak naprawdę bieżącemu utrzymaniu – mówi nowy dzierżawca Ostrogu, który zdaje sobie sprawę, że stoi przed ogromnym wyzwaniem. – Zrobimy jednak wszystko by stworzyć z fortu produkt turystyczny z prawdziwego zdarzenia, wykorzystując przy tym jego walory przestrzenne, funkcjonalne oraz krajobrazowe – obiecuje Piwowarczyk. Jednym z tematów przewodnich dla zwiedzających będzie: historia oflagu VIIIB i polskich żołnierzy, którzy byli tam więzieni. – W tym roku obchodzimy setną rocznicę odzyskania niepodległości przez Polskę i przybliżenie historii oflagu to niejako nasz obowiązek, skoro staliśmy się dzierżawcami miejsca, które przed laty służyło jako niemiecki obóz jeniecki – opowiada pasjonat. Druga koncepcja, której realizacja jest priorytetem, to odkrywanie tajemnic Dolnego Śląska z możliwością podziwiania wyjątkowych artefaktów umieszczonych na forcie, takich jak m.in. armata bezdotykowa PAW 600, która prawdopodobnie była produkowana we Wrocławiu czy silniki odrzutowe z okresu końca wojny, które były testowane pod Jelenią Górą. – Jesteśmy także w posiadaniu amunicji rakietowej, do której pociski produkowane były pod Wrocławiem, a zapalniki w okolicach Kamieńca Ząbkowickiego, co też fajnie wpisuje się w lokalną historię. Mamy głowę pełną pomysłów i historii, które na pewno zaciekawią odwiedzających – opowiada o planach Piwowarczyk. Dzierżawca dodaje, że ma także pomysł na przywrócenie inicjatywy związanej z organizacją rajdu przygodowego, który kiedyś organizowało lokalne stowarzyszenie PTTK. Pierwsza edycja miałaby odbyć się już w lipcu, choć istnieją obawy, że na profesjonalne przygotowanie może zabraknąć czasu. – Ma być to rajd będący nie tylko wizytówką regionu, ale całej Kotliny Kłodzkiej. Miałby odbywać się szlakiem ucieczki oficerów z oflagu. Chcemy, żeby to była sportowo-historyczna impreza z bardzo dużym zasięgiem, która przyczyni się do marketingu całej kotliny – kontynuuje pasjonat. W kwietniu fort Ostróg odwiedzą najsłynniejsi w Polsce poszukiwacze skarbów, m.in. pochodzący ze Srebrnej Góry Włodzimierz Antkowiak czy Leszek Adamczewski. Tam też po raz pierwszy szerszemu gronu zaprezentowane zostaną wyniki badań fortu sprzed 20 lat. – Wówczas, bardzo nowoczesnymi jak na tamte czasy urządzeniami, przebadano wzgórze, na którym mieści się fort. W kwietniu planujemy publikacje tych wyników – zdradza dzierżawca. W tegorocznych planach jest także odkopanie fosy i mostu, które według badań, zachowały się pod gruzem kamiennym. – We wrześniu planujemy przystąpić do nurkowania w najgłębszej 86-metrowej studni na twierdzy srebrnogórskiej. Po uzyskaniu niezbędnych pozwoleń będziemy chcieli odkryć tajemnice słynnego korytarza, który wiedzie z dziedzińca fortu na stok góry. Jest on znany z dwóch stron, jednak tajemniczy w środku. Tajemnic do odkrycia jest niesamowicie wiele – kończy pasjonat. Oficjalne otwarcie fortu Ostróg dzierżawca zaplanował na połowę czerwca. Obiekt będzie można już jednak zwiedzać od 30 kwietnia. Drugi z fortów – Wysoka Skała znalazł się m.in. w rękach Marcina Przybysza, który ze sporym powodzeniem od ponad dwóch lat na terenie Twierdzy Srebrna Góra prowadzi strzelnicę historyczną. Do podpisania umowy dzierżawy doszło jeszcze w listopadzie ubiegłego roku. – Współpraca z panem Marcinem pokazuje świetne orientowanie się w dbałości o obiekt, ciągłe rozwijanie działalności i prawidłowe zarządzanie. Stąd powstał pomysł, żeby zaopiekował się obiektem, razem ze swoimi wspólnikami Fortu Wysoka Skała Spółka Cywilna. Umowa dzierżawy fortu została zawarta 9 listopada na okres 10 lat – opowiada Emilia Pawnuk, prezes twierdzy. Długoletnia dzierżawa ma pozwolić na wykonanie prac remontowych, porządkowych, zabezpieczających, a także na utworzenie stałych ekspozycji: Wojska Polskiego XX wieku, wystawy nawiązującej do odważnej ucieczki jeńców wojennych, obrońców polskiego wybrzeża z 1939 roku czy też wystawy opowiadającej o powojennej odbudowie i historii opieki na fortem Wysoka Skała przez harcerzy z wałbrzyskiej chorągwi ZHP. W sezonie letnim planuje się otwarcie pola namiotowego i 100-metrowej, otwartej strzelnicy. Będą też organizowane inscenizacje militarne, już teraz cieszące się popularnością wśród zwiedzających. Fort Wysoka Skała ma być obiektem ogólnodostępnym dla zwiedzających w sezonie turystycznym. Oficjalne otwarcie zaplanowano na początek maja.

Wiadomości Powiatowe (23.01.2018) poruszają problem deficytu mieszkań w gminie Ząbkowice Śląskie.

Obecnie ząbkowicka gmina posiada jeszcze 476 mieszkań komunalnych. W ubiegłym roku „odzyskała” 15 lokali, a 9 mieszkań zostało sprzedanych na rzecz najemców. 4 mieszkania przydzielono oczekującym, a 25 mieszkań czeka na remont. Na koniec 2017 roku gmina dysponowała 33 wolnymi lokalami. Niestety w tej liczbie mieści się szereg pomieszczeń, które nie są mieszkaniami, takie jak w budynku świetlicy w Sadlnie, które prawdopodobnie zostanie udostępnione księdzu z parafii pw. Św. Jadwigi do prowadzenia zajęć sportowych. Na przydział mieszkania w ząbkowickiej gminie czeka obecnie 191 rodzin. Nawet gdyby, podobnie jak w ubiegłym roku, udało się zwolnić 15 mieszkań rocznie, co jest mało realne, to i tak ostatnie osoby z listy oczekujących mogłyby się spodziewać przydziału mieszkania dopiero za około 13 lat. Toteż ząbkowicka gmina przystąpi do programu „Mieszkanie Plus”. Jak się jednak okazało, warunki udziału w programie, oferowane przez bank, nie są do końca korzystne. Mieszkania mają zostać wybudowane z kredytu udzielonego przez Bank Gospodarstwa Krajowego, który prowadzi program. Oprocentowanie kredytu wynosi 2,5%, a gmina musiałaby jednorazowo wybudować co najmniej 100 mieszkań. Tymczasem zaciągnięty przez gminę w ubiegłym roku kredyt inwestycyjny był oprocentowany w wysokości 0,75%. Przy budowie 100 mieszkań inwestycja kosztowałaby ok. 18 milionów złotych, a spłata kredytu trwałaby ok. 25 lat. Ponadto nie wiadomo czy znajdą się najemcy na taką ilość lokali, a czynsze, podobnie jak w TBS, również nie będą najniższe. Ząbkowicka gmina zamierza negocjować z bankiem wysokość oprocentowania oraz ilość wybudowanych mieszkań. Zamierza zwrócić się do banku z propozycją budowy nie 100, ale 24 mieszkań. Co będzie, jeśli bank się nie zgodzi? Rozważane są różne opcje. Prawdopodobnie gmina sama zaciągnie kredyt znacznie niżej oprocentowany niż program rządowy i budynek zostanie wybudowany poza programem.

Gazeta Ząbkowicka (25.01.2018) opublikowała wywiad z wybranym w wyborach uzupełniających nowym radnym gminnym w Ząbkowicach Śląskich.

28 stycznia miały odbyć się wybory uzupełniające do rady miasta i gminy Ząbkowice Śl. Zgłosiła się jednak tylko jedna osoba, która automatycznie obejmie tę funkcję. To Krzysztof Cupiał reprezentujący okręg nr 1: Rynek, ul. Kościuszki i ul. Krótką. 25-latek miał wystartować z komitetu wyborczego Marcina Orzeszka. O swoich pomysłach opowiada w rozmowie z Karoliną Golak. Skąd pomysł na zostanie radnym? W Ząbkowicach Śląskich mieszkam od urodzenia i zawsze interesowałem się tym, co dzieje się w naszym mieście. W swojej pracy zawsze staram się promować miasto, zarówno na wyjazdach w całej Polsce, jak i na miejscu podczas imprez kulturalnych i sportowych, więc kiedy padła propozycja ze strony komitetu p. Marcina Orzeszka, abym kandydował do Rady Miejskiej, pomyślałem, że warto spróbować. Tak oto i jestem. Czy to, że popiera Pana burmistrz Marcin Orzeszek oznacza, że również Panu podoba się polityka przez Niego prowadzona. Czy będzie głosował Pan pod Jego dyktando? Burmistrz naszego miasta jest zaangażowany w to, co robi. Miasto rozwija się na wielu płaszczyznach, widać pozytywny nacisk w stawianiu na młodzież. Jednakże nigdy nie robię niczego wbrew sobie i swojemu zdaniu. Mówię co myślę, staram się nie zmieniać swoich poglądów na określone tematy. Wiadomą sprawą jest oczywiście rozmowa, wysłuchanie każdej z osób i dyskusja. Chcę jako mieszkaniec jak najlepiej dla miejsca, w którym żyjemy. Do czego konkretnie chce wykorzystać swoją funkcję przez najbliższe 10 miesięcy radny Cupiał? Mieszkam w Rynku i widzę, z jakimi problemami mogą borykać się mieszkańcy. Sam chciałbym, żeby ta okolica była bezpieczna i schludna, patrząc głównie przez pryzmat starszych osób. Mam na to kilka pomysłów. Oczywiście moim docelowym punktem będzie sport i rozwój dzieci oraz młodzieży. Będę również otwarty na propozycje ze strony mieszkańców. To taki paradoks, że rozmawiamy z Panem jako radnym jeszcze przed tym zanim ludzie poszli do urn. Czy nie uważa Pan za porażkę, że tylko pan zgłosił chęć bycia radnym i dostawania diety w wysokości 1 tys. zł? Możliwość wystawienia kandydatów miał każdy. Fakt, że komitet zgłosił tylko burmistrz Marcin Orzeszek i została zaproponowana moja osoba, to chyba nie mój problem, ani wina. Prywatnie mówiąc szkoda, że nie było rywalizacji. Wtedy, w przypadku największego poparcia ze strony wyborców mógłbym dowiedzieć się, czy wszystko idzie w dobrym kierunku. Dieta jest tu tematem pobocznym.

Ziębice Info (23.01.2018) nagłaśnia problem, z jakim borykają się mieszkańcy domów przy jednej z ziębickich ulic.

W czasie ulewnych deszczów na ul. Chrobrego w Ziębicach, tuż przy przejeździe kolejowym pojawia się duży problem. W ciągu kilku-kilkunastu minut powstaje tam ogromna „kałuża” – zajmująca całą szerokość jezdni i głęboka nawet na pół metra. Zarówno piesi, jak i zmotoryzowani mieszkańcy pobliskich domów, internatu Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych oraz okolicznych wsi (m.in. Lipy, Krzelkowa i Czerńczyc) nie mają jak się przez nią przedostać, a wzywani do pomocy strażacy nie mogą zbyt wiele zdziałać, ponieważ wody nie ma gdzie odpompować… Mieszkańcy podejrzewają, jaka jest przyczyna tego stanu rzeczy. Sugerują, że problem leży w braku uporządkowania spływu wód opadowych m.in. z terenu firm prowadzących działalność na powierzchni, która jest w znacznej części wybrukowana lub wybetonowana, oraz z położonych na wzniesieniu pól, na których prowadzone są uprawy wielkoobszarowe i które – według nich – są pozbawione rowów melioracyjnych, miedz i dróg polnych. Spływająca z pól woda niesie wierzchnią warstwę ziemi, a ta zamula nie tylko chodniki i jezdnię, ale przede wszystkim istniejącą instalację burzową. Problem według mieszkańców leży też w tym, że aktualny stan kanalizacji burzowej uniemożliwia odbiór pojawiających się wód opadowych, które w konsekwencji zalewają okoliczne nieruchomości i tworzą realne zagrożenie. W sprawie ulicy Chrobrego mieszkańcy tej części miasta interweniowali już zarówno w Gminie, jak i Powiecie (ul. Chrobrego jest drogą powiatową). W obliczu braku konkretnych działań w listopadzie ubiegłego roku wystąpili do burmistrz Ziębic z petycją. Do sprawy powrócono w miniony piątek, 19 stycznia, podczas spotkania w Urzędzie Miejskim w Ziębicach. Jego uczestnicy reprezentowali różne środowiska i instytucje, a ich zadaniem było określenie tego, jak obecnie wygląda sytuacja, jakie działania należy podjąć, aby problem został rozwiązany, oraz jakie potencjalne przeszkody mogą się pojawić po drodze. Jako pierwszy głos zabrał Dyrektor Zarządu Dróg Powiatowych Antoni Drożdż, który potwierdził, że potężna zlewnia z całego obszaru – zarówno rolniczego, jak i przemysłowego oraz samej drogi – powoduje spiętrzenie się wód w obrębie przejazdu kolejowego. Dodał też, że przebudowa drogi została zgłoszona do programu tzw. powodziówek, którego celem jest likwidacja uszkodzeń związanych z intensywnymi opadami deszczu i została zakwalifikowana do dofinansowania. Strata Powiatu została oszacowana na ok. 2 mln zł, a w zakres robót wchodziłoby odnowienie całej kanalizacji deszczowej w obrębie ul. Chrobrego, a także przebudowanie chodników i wykonanie nowej nawierzchni. Zwrócił jednak uwagę na to, że przebudowanie kanalizacji deszczowej, nawet o zwiększonych przekrojach, nie rozwiąże problemu, ponieważ jej dalszy ciąg znajduje się pod przejazdem kolejowym i prowadzi do ul. Łąkowej, czyli znajduje się na terenach Gminy Ziębice i Kolei. W tym zakresie wymagane jest więc zaangażowanie tych instytucji. Jeśli te odcinki nie zostaną równolegle przebudowane, mimo 2-milionowej inwestycji woda przy przejeździe kolejowym nadal będzie się gromadzić. Dyskutowano także na temat kanalizacji deszczowej w okolicy ul. Gazowej. Mieszkańcy twierdzili, że przy rozbudowie sieci gazowej, gdy powstał konflikt rurociągów, w sieci kanalizacji deszczowej założono rurę o mniejszym przekroju po to, żeby się minąć z nitką gazu i dlatego wody spływające ulicą Chrobrego nie są wyłapywane i odprowadzane. – Należałoby ten fragment kanalizacji rozpoznać, przeczyścić i zadecydować czy się nadaje do odbudowy – mówił Zbigniew Jajor z Zakładu Wodociągów i Kanalizacji. – Dla nas (Zarządu Dróg Powiatowych – przyp. red.) nie ulega najmniejszej wątpliwości, że w tym roku powinno się urodzić porozumienie między Gminą i Powiatem. I że muszą się znaleźć pieniądze, aby problem rozwiązał zawodowiec – podsumowywał piątkową rozmowę Antoni Drożdż. Z Urzędu Miejskiego uczestnicy spotkania udali się na ul. Chrobrego, gdzie mieszkańcy wskazywali miejsca, w których może występować problem z kanalizacją deszczową i które należy rozpoznać i udrożnić w pierwszej kolejności. Miejmy nadzieję, że Gmina Ziębice wejdzie we współpracę ze Starostwem Powiatowym i wniesie wkład finansowy w stworzenie dokumentacji technicznej, która będzie punktem wyjścia do skorzystania z pozyskanych przez Powiat środków w ramach „powodziówek” i rozwiązania problemu zalewania ul. Chrobrego.

Polskie Radio Wrocław (24.01.2018) odnosi się do skandalicznych okoliczności związanych z pochówkiem ofiar tragicznego wypadku w złotostockiej fabryce sprzed kilku miesięcy. KLIKNIJ, ABY USŁYSZEĆ CAŁĄ AUDYCJĘ.

Pochowałam obcego człowieka, nie mogę tego tak zostawić – opowiada nam wdowa po tragicznie zmarłym 48-latku, który zginął w wybuchu w Fabryce Tworzyw i Farb w Mąkolnie koło Złotego Stoku. 8 miesięcy po tragedii Anna Musiewicz dowiedziała się, że Zakład Technik Molekularnych we Wrocławiu pomylił ciała i po identyfikacji wydał jej szczątki innego mężczyzny, który zginął w tej samej katastrofie. Kobieta jest zrozpaczona, bo jak mówi wszystko wraca od nowa. Konieczna będzie ekshumacja i kolejny pogrzeb. – Każdy z nich musi mieć swoje miejsce, muszą mieć święty spokój. Rodzina Piotra twierdzi, że Piotr ciągle im się śni. Ja z kolei, chodząc na cmentarz, nie czuję nic, tak jakby był pusty grób. Dopiero pod zakładem, w którym mąż zginął, wszystko we mnie krzyczy, widzę go, słyszę – mówi zrozpaczona kobieta. I dodaje: – To jakby mąż zginął drugi raz. Cały koszmar wrócił na nowo. Osiem miesięcy po śmierci dowiaduję się, że przez ten cały czas chodzę na grób obcego człowieka i opłakuję obcego człowieka. Po wybuchu czekaliśmy 6 tygodni na ciało męża – dopiero 23 czerwca, w dzień taty, córka dostała zwłoki taty. Tłumaczyli, że tak długo to trwa, bo muszą być dokładni i precyzyjni – że ręka tego pana należy do tego, a nie drugiego. Mówili, że muszą być wiarygodni. Teraz pytam – gdzie ta wiarygodność? Sprawa pewnie nigdy nie ujrzałaby światła dziennego, gdyby nie ponowne badania DNA robione na zlecenie drugiej z poszkodowanych rodzin. Zakład o pomyłce sam powiadomił świdnicką prokuraturę, która nadal prowadzi śledztwo ws. przyczyn wybuchu. W maju 2017 roku potężna eksplozja doszczętnie zniszczyła budynek, zginęło dwóch mężczyzn, 6 osób zostało rannych. Niezależnie od ustaleń śledczych, wdowa będzie domagała się odszkodowania od pracodawcy zmarłego męża. – Zakład nie ubezpieczył ani budynku, w którym mąż pracował, ani ludzi – oni nawet oni o tym nie wiedzieli. Po śmierci nikt nawet ze mną nie rozmawiał – mówi Anna Musiewicz.  

Doba.pl (26.01.2018) opublikowała reportaż ukazujący unikalny aspekt wizerunkowy Złotego Stoku. KLIKNIJ TUTAJ, ABY PRZECZYTAĆ ARTYKUŁ.

Kolekcjonowanie znaczków turystycznych zyskuje coraz większą rzeszę wielbicieli w całej Polsce oraz w naszym regionie. Są to niewielkie drewniane krążki z wypalonym wizerunkiem atrakcji turystycznej. O tej szczególnej pasji i sposobie na zwiedzanie Polski rozmawiamy z prezesem „Znaczków Turystycznych Polska” Zbigniewem Romankiewiczem. Spółka swoją siedzibę ma w Złotym Stoku i tutaj znajduje się również największy znaczek w Polsce z wizerunkiem „Miasta Złotej Przygody”. Ojczyzną Znaczków Turystycznych są Czechy. Jak zrodziła się ich idea? Zbigniew Romankiewicz: To prawda. Idea zrodziła się w Czechach, a dokładnie 20 lat temu w miejscowości Rýmařov, leżącej w Jesenikach. W tym roku w miesiącach letnich będą takie małe uroczystości 20-lecia istnienia tejże idei. W Rýmařovie powstało również Muzeum Znaczków Turystycznych, gdzie prezentowane są znaczki z 20 państw w tym z Rosji, Kanady i Stanów Zjednoczonych. Pomysł na znaczki powstał z jednego prostego powodu. Ludzie, którzy mieszkają tak blisko gór nigdy nie byli na ich szczytach. Niektórzy mieszkańcy Rýmařova u stóp szczytu Pradziad nigdy tam nie byli. Instruktorzy skautingu zapytali swoich podopiecznych, czy byli na Pradziadzie. Okazało się, że nikt nie był. Żeby ich zmobilizować, skauci pocięli gałąź, zrobili z niej krążki i lutownicą wypalili w nich podobiznę, na przykład szczytu. Krążki rozmieścili w poszczególnych schroniskach na szczytach Jeseników i powiedzieli podopiecznym, że w ciągu miesiąca mają je przynieść z powrotem. Skauci krążków nie przynieśli, chociaż poszli w góry, ponieważ okazało się, że ludziom tak się one spodobały, że je wykupili. Wtedy powstał pomysł, żeby innych również mobilizować w ten sposób do aktywności turystycznej. Na początku była to zabawa. Miało powstać 10 takich drewienek, a z tych 10 zrobiło się w tej chwili  5,5 tysiąca na całym świecie!  (…) Jest niezwykle trudno policzyć kolekcjonerów, ponieważ znaczki mamy w całej Polsce i w chwili, kiedy rozmawiamy jakiś turysta w Kołobrzegu kupuje znaczek i już jest w to wplątany, więc może kupować następne, ale ja o nim nie wiem. Dowiadujemy się o nim dopiero w chwili, kiedy nawiąże z nami kontakt. Według naszych ustaleń może ich być 3 – 4 tysiące, ale rejestrujemy ich dopiero wtedy, kiedyś przyślą nam pierwsze 10 kuponów z gry kolekcjonerskiej dołączonych do każdego znaczka, za co zbieracz otrzymuje od nas darmowy znaczek kolekcjonerski. Co roku liczba kolekcjonerów rośnie i rozmnażają się oni przez pączkowanie – po prostu przez to, że widzą znaczki u kogoś. Przekrój sympatyków jest ogromny – mamy księży, lekarzy, górników, robotników, ponieważ znaczki nie są czymś elitarnym. Generalnie często są to ludzie, którzy mają dużo czasu i są zabezpieczeni finansowo. Na dzień dzisiejszy w Polsce mamy 642 miejsca znaczkowe. Kiedy w 2012 roku obejmowałem pieczę nad tym przedsięwzięciem było ich 155. A ile jest takich miejsc na terenie powiatów ząbkowickiego i kłodzkiego? Takie miejsca można zobaczyć na naszej mapce. W powiecie ząbkowickim znaczków jest 15 – w Ząbkowicach, Złotym Stoku, Kamieńcu Ząbkowickim, Srebrnej Górze i Ziębicach, a w powiecie kłodzkim 30 – m.in. w Kłodzku, Dusznikach Zdroju, Lądku Zdroju, Kudowie Zdroju, Bystrzycy Kłodzkiej, Międzylesiu, Międzygórzu i in. W całym województwie dolnośląskim jest ich aż 133, a jest to związane z bliskością Czech. W Czechach odbywa się również cała produkcja. Najpopularniejszym miejscem znaczkowym na Ziemi Kłodzkiej jest Muzeum Papiernictwa. (…) Perspektywy rozwoju idei są ciągle niewyczerpane? Tak. Znaczki są jak woda, która wsiąka w gąbkę i nasz region jest już nimi nasycony, jednak są tzw. „białe plamy” – głównie północ Polski i te miejsca mnie interesują. Spełniły się moje marzenia, gdyż pierwszym znaczkiem na terenie powiatu ząbkowickiego był znaczek przedstawiający Krzywą Wieżę w Ząbkowicach Śląskich i mam nadzieję, że uda się jeszcze wykonać znaczek z Izby.

DKL24.pl (22.01.2018) relacjonuje regionalny przegląd kolędniczy, jaki odbył się w Złotym Stoku.

Centrum Kultury i Promocji ma za sobą maraton kolędowo-pastorałkowy. W minioną sobotę w kościele oraz w ośrodku kultury ponad 600 uczestników kilkudziesięciu grup śpiewaczych, występujących w różnych formach, zaprezentowało się podczas drugiego przeglądu utworów nawiązujących do Świąt Bożego Narodzenia. Przybyły one z Dolnego Śląska, Górnego Śląska i Śląska Opolskiego, a były oceniane przez jury tworzone przez Romana Matechę, Jana Ostapowicza, Tadeusza Piotrowskiego i Radosława Stępińskiego. Wśród zespołów ludowych i folklorystycznych pierwsze miejsce wyśpiewały bardzkie „Wiolinki”, drugie – Bielawska Kapela Podwórkowa z Bielawy, zaś trzecie – „Jarzębina” z Kobierzyc. W grupie chórów senioralnych laur przyznano nyskiemu „Relaksowi”, drugie miejsce – „Sonoro” z Boguszowa-Gorców, a trzecie – „Laurusowi” z Ziębic. W kategorii chórów triumfowała „Canzona” z Olesznej przed kłodzką „Lutnią” i „Makrotumią” z Dusznik-Zdroju.

Inżynieria.com (25.01.2018) promuje niestereotypowe rozwiązanie, przy pomocy którego samorządy mogą walczyć z problemem smogu.

Katowice, Gliwice oraz Instytut Chemicznej Przeróbki Węgla i firma Flytronic wspólnie testują drona, pomagającego m.in. dokonać analizy składu chemicznego dymu wydobywającego się z domów jedno- i wielorodzinnych. Efekty już są: w pierwszej godzinie pracy urządzenia straż miejska wystawiła mandat w wysokości 500 zł. Dron umożliwia zdalny pomiar zanieczyszczeń pod kątem spalania np. plastikowych butelek. Urządzenie wyposażone jest w czujniki pozwalające na analizę zawartości: etanolu amoniaku, chlorku wodoru, formaldehydu oraz PM10, PM2,5, PM1 – z wykorzystaniem laserowego licznika rozsianych cząstek stałych. Docelowo dron będzie skanował znaczne obszary miasta, informując operatora o prawdopodobnym wykorzystaniu niedozwolonego paliwa. Następnie dyspozytor będzie podejmował decyzję o wysłaniu funkcjonariuszy pod wskazany adres w celu potwierdzenia podejrzenia i wystawienia mandatu – mówi, cytowany w komunikacie, Dawid Bielecki z firmy Flytronic.

Gdyby w lokalnych mediach został pominięty jakiś ważny temat – prosimy o kontakt  z nami – poprzez formularz TWOJA INFORMACJA. Zajmiemy się sprawą, o której do nas napiszesz.