W subiektywnej prasówce – na początek tygodnia – dostarczamy Państwu fragmenty artykułów związanych z terenem Powiatu Ząbkowickiego, jakie ukazały się w minionych kilku dniach w gazetach i portalach internetowych. Do lokalnej „prasówki” dodajemy interesujące artykuły o tematyce samorządowej z mediów ogólnopolskich.

Express-miejski.pl (3.11.2017) informuje o podatkowym dorobku samorządów powiatu ząbkowickiego.

Ministerstwo Finansów opublikowało wskaźniki dochodów podatkowych w przeliczeniu na jednego mieszkańca dla poszczególnych gmin, powiatów i województw. Dane te, stanowią podstawę do wyliczenia rocznych kwot części wyrównawczej subwencji ogólnej i wpłat na 2018 rok odpowiednio dla gmin, powiatów i województw. Mówimy tu o tzw. janosikowym. Podstawą do wyliczenia tych wskaźników były dane o dochodach podatkowych za rok 2016 według stanu na 30 czerwca 2017 roku. Chodzi m.in. o dochody z tytułu podatku od nieruchomości i opłat (np. eksploatacyjnej), a także udziały we wpływach z CIT i PIT. W powiecie ząbkowickim z kwotą wpływów na poziomie 1562,74 zł najwyżej sklasyfikowana jest gmina Ciepłowody. Zajmuje ona także niezłe 549 miejsce w rankingu ogólnym wszystkich gmin. Wójt Łukasz Białkowski podkreśla jednak, że jest to bogactwo, które nie cieszy, a wręcz przeciwnie, przysparza sporo problemów. – Wskaźniki dotyczące dochodów „per capita” (na osobę) wcale nie świadczą o tym, że jesteśmy bogatsi od pozostałych samorządów w powiecie. Co więcej, są one dla nas krzywdzące i niekorzystne przede wszystkim przy ubieganiu się o środki zewnętrzne. Mają również istotne znaczenie, i także dla nas niekorzystne, przy przyznawaniu subwencji – mówi wójt Łukasz Białkowski. – Mimo dobrze przygotowanych wniosków pod kątem oceny merytorycznej, przez dość wysoki wskaźnik dochodów, regularnie tracimy szansę na pozyskanie dofinansowania. W taki sposób straciliśmy między innymi okazję na otrzymanie dodatkowych funduszy na przebudowę dróg gminnych m.in. w Ciepłowodach, budowę przydomowych oczyszczalni ścieków (w chwili obecnej dofinansowujemy tę inwestycję w odrębnym zakresie) czy remonty świetlic na terenie gminy – tłumaczy Białkowski. W przeszłości wójt zwracał się do marszałka województwa z prośbą, aby wskaźnik dochodów podatkowych w przeliczeniu na mieszkańca nie był brany pod uwagę podczas kwalifikowania poszczególnych wniosków do dofinansowania. Zasady oceny wniosków i przyznawania punktów nie uległy jednak zmianie. Niewiele niżej niż gmina Ciepłowody, sklasyfikowana jest gmina Bardo. W rankingu generalnym zajmuje ona 624 pozycję z dochodami na poziomie 1508,39 zł na osobę. Miejsce 672 przypadło gminie Ząbkowice Śląskie z wynikiem 1472,69 zł, a gmina Kamieniec Ząbkowicki osiągając dochody w wysokości 1428,07 zł na mieszkańca, znalazła się na 732 lokacie. W drugiej części zestawienia są: gmina Stoszowice (1441 pozycja z dochodami na poziomie 1085,93 zł „per capita”), gmina Ziębice (1596 lokata z wynikiem 1028,91 zł) i gmina Złoty Stok (1748 miejsce ze wskaźnikiem na poziomie 968,19 zł „per capita”. W zestawieniu ogólnym na pierwszym miejscu jest gmina Kleszczów z dochodami podatkowymi przeliczonymi na jednego mieszkańca na poziomie 31.962,75 zł. To właśnie tam znajduje się kopalnia i Elektrownia Bełchatów. Na drugiej lokacie, ale z wynikiem o wiele słabszym, jest Rząśnia (ponad 8,6 tys. zł „per capita”), a na trzeciej: gmina Kobierzyce z dochodem w wysokości ponad 5,8 tys. zł na jednego mieszkańca. W dziesięciu gminach w kraju dochód „per capita” nie przekroczył progu 500 zł. Najniższy wskaźnik zanotowała gmina Przytuły z kwotą 390,29 zł.  Średnia kraju (2478 gmin) wynosi 1.668,68 zł „per capita”. W rankingu powiatów, przy uwzględnieniu miast powiatowych, średnia przy 380 samorządach wynosi 232,60 zł. Pierwsze miejsca z kwotami powyżej 300 zł na osobę przypadły wielkim miastom, typu Warszawa, Sopot, Poznań oraz powiatom je „okalającym”, np. wrocławskiemu, który zajął 16 miejsce. Powiat ząbkowicki znalazł się na 229 pozycji z kwotą 154,04 zł w przeliczeniu na jednego mieszkańca. Powiat kłodzki jest o trzy miejsca wyżej z kwotą 155,99 zł „per capita”, a powiat dzierżoniowski z dochodem na poziomie 163,98 zł znalazł się w końcówce drugiej setki rankingu (196 miejsce).

TVP Wrocław (27.10.2017) informuje o planach renowacji zrujnowanego pałacu w jednej z wsi gminy Ząbkowice Śląskie. KLIKNIJ TUTAJ LUB NA PONIŻSZY OBRAZEK, ABY OBEJRZEĆ REPORTAŻ.

Barokowy pałac w Sieroszowie zostanie uratowany. Budynek przez lata popadał w ruinę. Niewiele brakowało, żeby się zawalił. Na szczęście znalazł się pasjonat, który postanowił to zmienić. Właśnie trwają prace nad rekonstrukcją stropów, co pozwoli na zabezpieczenie pałacu i dalsze remonty.  Pałac w Sieroszowie powstał na początku XVIII w. jako letnia rezydencja opatów henrykowskich. Później zmienił właścicieli, a po 1945 r. znajdował się tu PGR.  – Szczególnie pamiętam piece, parkiety i stiuki – wszystkie wykończenia. To było coś przepięknego – wspomina Ryszard Raducki z Sieroszowa. – Wcześniej się tam jeszcze jakieś imprezy odbywały, potańcówki, coś takiego – dodaje Jerzy Adamczyk.  Wraz z likwidacją PGR-u sytuacja uległa diametralnej zmianie. – Jako dziecko pamiętam, że facet miał junaka – stary motor. I on tym junakiem po schodach jeździł. Ale później jak to się rozwaliło, łepki się tam bawiły, dzieci – opowiada Piotr Zieliński. – Fajnie było, zadbane wszystko było. A potem… no naprawdę, szkoda, że zrobiła się taka ruina – mówi Henryka Zielińska. „Pozyskaliśmy 100 tys. Kwota niewielka, ale pozwala zacząć poważniejsze prace” Jarosław Michalak, koordynator prac – Było mnóstwo niemieckich papierów. Całe segmenty, stało to worami. No i my jak byliśmy dziećmi, to wyrzucaliśmy to przez balkon – dodaje Zieliński.  Piotr Zbyl założył fundację i podjął się niemożliwego. Chce podnieść pałac z ruin. Do tej pory z własnych środków zbudował stropy, udało się też zrekonstruować mur, bramę i portal z herbem dawnych właścicieli. – Na modelu pałacu widzimy także budynek, który się zachował: wozownię. Reszty budynków na obecną chwilę nie ma, ponieważ popadły w totalną ruinę – opowiada prezes fundacji „Rezydencja Opatów Henrykowskich w Sieroszowie”. – Jest możliwość uratowania tego obiektu. Wielkimi staraniami będziemy chcieli ze środków własnych i zewnętrznych doprowadzić do odbudowy całego obiektu – dodaje po chwili. – Z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego pozyskaliśmy 100 tys. Kwota niewielka, ale pozwala zacząć poważniejsze prace. W tej chwili są robione sklepienia kolebkowe – mówi Jarosław Michalak, koordynator prac.  Remont całego założenia będzie kosztował miliony złotych. Nowy właściciel chce, żeby po odbudowie pałac był udostępniany mieszkańcom i turystom.

Gazeta Ząbkowicka (1.11.2017) podała wyjątkową wiadomość związaną z jednym z włodarzy w powiecie ząbkowickim.

Wójt gminy Kamieniec Ząbkowicki nie jest już kawalerem. W sobotę, 21 października ożenił się. Swoim szczęściem postanowił podzielić się z mieszkańcami już w niedzielę, 22 października na swoim profilu na Facebooku. – Nasze życie zawodowe, społeczne, a nawet polityczne, upływa równolegle do zmieniających się okoliczności osobistych, czy rodzinnych. Patrząc z perspektywy prawie 11 lat pełnienia zaszczytnego stanowiska wójta gminy Kamieniec Ząbkowicki, widzę, że każdy kolejny rok pracy utwierdzał mnie w przekonaniu o wielkiej wartości tego, co udało mi się wspólnie z radnymi, sołtysami, urzędnikami i wieloma innymi osobami zbudować. Mam świadomość, że radni opozycyjni skupieni na tym, by mi zaszkodzić przy każdej okazji, tak naprawdę niszczą gminę. Chciałbym wierzyć, że nie zdają sobie z tego sprawy. Przez kolejne lata pracy samorządowej wspierało mnie bardzo wielu ludzi, z którymi uczyniliśmy dużo dobrego. W sferze prywatnej zawsze najbliższym oparciem dla mnie byli Rodzice, a od prawie 21 lat już tylko moja Mama. Z dniem 21 października 2017 roku do tego grona najbliższych dołączyła również moja Żona, Karolina Czerniec. Wszystkich, którym leży na sercu dobro wspólne zapewniam, że nie ustanę w dążeniu do dalszego budowania Naszej Gminy – napisał wójt. Panu Wójtowi na nowej drodze życia życzymy wszelkiej pomyślności!

Ziębice Info (2.11.2017) relacjonują edukacyjny wyjazd zagraniczny uczniów jednej z ziębickich szkół.

Od 23 do 27 października uczniowie Szkoły Podstawowej nr 2 im. Henryka Sienkiewicza w Ziębicach: Mariola Nenkin, Oliwia Chwedeczko, Paweł Jacyszyn, Martyna Smętkiewicz, Aleksandra Dybaś, Katarzyna Nicieja i Hania Czubala przebywali w Hiszpanii w ramach mobilności edukacyjnej międzynarodowego Programu Erasmus+, w której uczniowie szkoły, wcześniej Gimnazjum Publicznego, uczestniczą od roku szkolnego 2015/2016. Opiekunami wycieczki były: Ewa Nenekin – nauczycielka języka angielskiego, a zarazem koordynator projektu, oraz Aurelia Przybył – nauczycielka matematyki. Projekt ten rozpoczął się w roku 2015, a jego pełna nazwa to „Matematyka wokół nas”. Łącznie uczestniczyło w nim 22 uczniów z krajów takich, jak Polska, Włochy, Bułgaria i Turcja, oraz 10 nauczycieli. Przez tydzień pobytu w Villaueva de la Cañada (30 km od Madrytu), uczniowie mieszkali w rodzinach hiszpańskich. Dzięki temu poznawali kulturę Hiszpanii, obserwowali codzienne życie rodzin hiszpańskich, kuchnię tego kraju. Spędzając czas na licznych wycieczkach, poznawali historię Hiszpanii. Przez cały okres pobytu nawiązywali kontakty z rówieśnikami z innych państw wykorzystując komunikację w języku angielskim. Szkoła, z którą współpracujemy to Centrum Edukacyjne Zola w Villaueva de la Cañada. Jej nauczyciele przygotowali dla swoich gości ciekawy program, na który składały się gry edukacyjne, sportowe, wspólne wycieczki i spotkania.

A o to wspomnienia uczniów naszej szkoły z każdego dnia ich pobytu w Hiszpanii:

Ola Dybaś: 23 października o godz. 9.00 wszyscy uczniowie z wymiany oraz przyjmujący, spotkali się przed szkołą. Aby lepiej się zapoznać graliśmy w różne gry. Potem przeszliśmy do sali gdzie Hiszpanki zaprezentowały nam ich narodowe tańce. Około godz. 13.00 zjedliśmy pyszny lunch. Po obiedzie kontynuowaliśmy gry i zabawy, tym razem drużynowe. O godz. 17.00 wszyscy wrócili do swoich hiszpańskich rodzin. Ten dzień był wspaniały. Narodowe tańce wykonane były przez szkolny zespół tancerek ubranych w piękne charakterystyczne dla tańców flamenco sukienki. Tańcom towarzyszył akompaniament gitary i stuk kastanietów. W tym dniu byliśmy również gośćmi burmistrza Villaueva de la Cañada, Luisa ManuelaPartida. Uczniowie siedzieli w Sali Rady Miasta. Burmistrz przywitał ich bardzo serdecznie, mówiąc, jak wielką wagę przywiązuje do edukacji i jak ważne są dla niego edukacyjne programy międzynarodowe.

Oliwia Chwedeczko: 24 października, czyli drugi dzień naszego pobytu, spędziliśmy w Madrycie, stolicy Hiszpanii. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od spaceru wokół jednego z największych muzeów na świecie – Muzeum Narodowego Prado. Pod pomnikiem F.Goya – słynnego hiszpańskiego malarza, zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie. Widzieliśmy kościół św. Hieronima, w którym koronowano obecnego króla Hiszpanii Juana Carlosa I. Następnie wsiedliśmy do dwupiętrowego autobusu i rozpoczęliśmy dwugodzinną wycieczkę objazdową ulicami Madrytu. Jadąc, mogliśmy podziwiać piękne budynki, uliczki, fontanny i parki. Po dwóch świetnie spędzonych godzinach udaliśmy się na obiad w jednej z miejscowych restauracji. Następnie poszliśmy w jeszcze jedno miejsce, jakim był dokładnie wyznaczony środek geograficzny państwa – „kilometr zero”. Potem wróciliśmy do szkoły i resztę popołudnia spędziliśmy z naszymi rodzinami.

Martyna Smętkiewicz: 25 października odbyła się wycieczka do Segowii. Najpierw zobaczyliśmy akwedukt, który ma około 2000 lat. Potem weszliśmy na akwedukt po 128 schodach i oglądaliśmy przepiękne widoki. Następnie zobaczyliśmy alkazar – zamek obronny. Stamtąd zeszliśmy innymi schodami po paczki z jedzeniem i mieliśmy piknik w parku. Po posiłku udaliśmy się do autobusu i wróciliśmy do szkoły. Resztę dnia spędziliśmy ze swoimi rodzinami. Segowia to jedno z najpiękniejszych miast Kastylii. Jest wpisana na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, głównie z powodu rzymskiego akweduktu zbudowanego z 25 tysięcy granitowych bloków bez użycia zaprawy. Dostarczano nim wodę z odległości około 15 km. W Segowii uczniowie spacerowali po przepięknych placach oraz zobaczyli gotycką katedrę – ostatnia gotycką budowlę w Hiszpanii.

Mariola Nenkin: 26 października odwiedziliśmy Toledo – stolicę kulinarną Hiszpanii, oraz stolicę trzech kultur – katolickiej, muzułmańskiej i żydowskiej. W tym dniu spotkaliśmy się jak zwykle o godz. 9.00 na terenie szkoły. Następnie wsiedliśmy do autobusu i po około godzinie dojechaliśmy na miejsce. Już od samego początku urzekły nas widoki i urok, jakim bije to miasto. W trakcie zwiedzania, zobaczyliśmy katedrę, a następnie dotarliśmy na mały placyk. Tam w małych przepięknych sklepikach kupowaliśmy pamiątki. Po posiłku przyjechaliśmy autobusem z powrotem do szkoły i wróciliśmy do naszych hiszpańskich domów i rodzin. Starówka Toledo jest wpisana na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Wąskie uliczki tego średniowiecznego miasta nie zmieniły swojego układu do dziś.

Hania Czubala: 27 października, tak jak przez ostatnie 4 dni, przyjechaliśmy do szkoły o godz. 9.00. Na miejscu okazało się, że spędzimy 3 pierwsze godziny na lekcjach. Bardzo zdziwiliśmy się, bo lekcje w tej szkole trwały 50 minut i nie było typowych przerw. Uczniowie mieli 5 minut, przez które musieli siedzieć w klasie i czekać na nauczyciela. Kiedy nasze lekcje dobiegły końca mieliśmy chwilę na rozmowę i zaczęliśmy grać w tradycyjne hiszpańskie gry. Po zakończeniu rozgrywek mogliśmy pójść do domów na obiad. Gdy wróciliśmy do szkoły rozpoczęła się uroczystość pożegnalna. Gdy rozdanie certyfikatów dobiegło końca mogliśmy wysłuchać kilku piosenek w wykonaniu szkolnego zespołu. Dzień ten był pełen atrakcji i uważam go za w pełni udany. W tym dniu na muzycznym koncercie również uczennice z Polski: Mariola Nenkin, Kasia Nicieja i Ola Dybaś zaśpiewały piosenki, które otrzymały duży aplauz widowni.

Kasia Nicieja opowiada o tym, co ją najbardziej zdziwiło w Hiszpanii: Pierwszą rzeczą było jedzenie. W niedziele na śniadanie zjadłam ciastka i mleko. W Polsce jemy bardziej słone niż słodkie rzeczy. Je się tu dużo i ciężko. Hiszpanie kolację przygotowują około godz. 21-22. W większości domów, w których mieszkałyśmy były baseny na dworze, gdzie w Polsce to raczej rzadkość. Lekcje wyglądają trochę inaczej niż w Polsce. Trwają 50 minut. Na pierwszej lekcji przez 15 minut uczniowie słuchali uspokajającej muzyki i mieli się zrelaksować Hiszpanie są w większości bardzo uśmiechniętymi i życzliwymi ludźmi. Hiszpania jest bardzo czystym krajem. Samochody zatrzymują się zawsze przed przejściami dla pieszych, choćby dla jednego. Dużo ludzi ma psy. Niebo w Hiszpanii pod koniec października jest błękitne. Ludzie spędzają dużo czasu w małych bardzo licznych kawiarenkach i restauracjach. Czas wyjazdu był również okazją do spotkań nauczycieli uczestniczących w projekcie, którzy mieli okazję do wymiany doświadczeń, omówienia dotychczasowej współpracy i zaplanowania dalszych działań. Nauczyciele mogli obserwować przebieg hiszpańskich lekcji matematyki oraz języka angielskiego, co było dla nich bardzo ważnym doświadczeniem.

Doba.PL (1.11.2017) zamieściła interesujący materiał dotyczący miejsca pochówków społeczności żydowskiej w Ząbkowicach Śląskich. KLIKNIJ TUTAJ, ABY PRZECZYTAĆ CAŁY TEKST.

W tym roku tytuł artykułu o kolejnej nekropolii w powiecie ząbkowickim ma wydźwięk gorzki i przewrotny, gdyż po Cmentarzu Żydowskim przy ul. Wrocławskiej w Ząbkowicach Śląskich nie pozostał nawet ślad. Można o nim znaleźć wzmiankę w kilku artykułach historycznych i nielicznych wspomnieniach, szczególnie Leszka A. Nowaka.  Być może ten tekst sprawi, że przechodząc obok skwerku na ul. Wrocławskiej, przemknie nam przez myśl, że tu spoczywają ludzie, którzy także tworzyli historię tego miasta. (…) – Pierwszy znany cmentarz żydowski w Ząbkowicach Śląskich powstał na mocy edyktu króla Fryderyka Wilhelma III w 1814 r. Znajdował się on na Przedmieściu Wrocławskim przy dzisiejszej ulicy 1 Maja. Jego fragment został potem wywłaszczony, a za wypłacone z tego tytułu odszkodowanie gmina żydowska w 1880 r. dokonała zakupu synagogi i urządziła nowy cmentarz, który znalazł miejsce przy Szosie Niemczańskiej u zbiegu dzisiejszych ulic Wrocławskiej (Seminarstasse)  24 i Głowackiego. Inne źródła mówią, że stało się to 25 października 1878 r. – wyjaśnia Leszek A. Nowak.  Cmentarze żydowskie zazwyczaj położone były poza gminą żydowską, a za pochówek były odpowiedzialne, tzw. święte bractwa, których członkowie dbali o godny pogrzeb. Kirkuty były podzielone na część męską, żeńską i dziecięcą. W pobliżu wejścia chowano często osoby zasłużone i ważne w lokalnej społeczności. Pomniki zazwyczaj były skromne – to pionowa płyta „macewa”, usytuowana w nogach zmarłego, z odpowiednią inskrypcją w języku hebrajskim i symboliką nawiązująca do zawodu zmarłego lub jego pochodzenia. (…) Dla Żydów cmentarz jest miejscem nieczystym, dlatego przy wyjściu znajdowała się studnia, zbiornik na wodę lub pompa, by można było symbolicznie obmyć ręce. Tak pewnie też było na cmentarzu żydowskim w Ząbkowicach, gdzie chowane były także ważne dla całej miejskiej społeczności osoby wyznania mojżeszowego. Byli wśród nich właściciele hurtowni zbóż, fabryki szczotek, artykułów skórzanych, sklepów z konfekcją, z obuwiem, z artykułami gospodarstwa domowego,  lekarze i dentyści. Dojście do władzy hitlerowców nie tylko spowodowało drastyczne zmniejszenie liczby ząbkowickich Żydów, ale też likwidowanie własności żydowskiej. (…)

Po II wojnie światowej w Ząbkowicach Śląskich osiedliło się kilkuset Żydów. Gmina żydowska miała swoją siedzibę na ul. Proletariatczyków i ul. Kamienieckiej, a skupiała między innymi rzemieślników, kupców, czy lekarzy. Zmarłych nadal chowano na cmentarzu przy ul. Wrocławskiej. – Było tam niewysokie ogrodzenie, za którym rosły wysokie drzewa osłaniające, nieco odsunięty od ulicy Wrocławskiej budynek cmentarny. To za nim w głąb rozpościerał się właściwy kirkut. Od ulicy Głowackiego i z dwóch stron od otaczających ogrodów oddzielał go wysoki mur tworzący izolowaną i zamkniętą przestrzeń – opowiada Leszek A. Nowak. Przy ul. Wrocławskiej przy cmentarzu był dom, w którym kiedyś mieszkał stróż i pomocnik w synagodze. W 1951 roku dyrekcja Zasadniczej Szkoły Zawodowej znajdującej się naprzeciwko, zwróciła się do ząbkowickiego oddziału Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów w Polsce o przekazanie budynku na rzecz szkoły: – Po głębszym przeanalizowaniu sprawy budynku na cmentarzu żydowskim w Ząbkowicach Śląskich znajdującym się naprzeciw naszej szkoły budynek, który też częściowo był zamieszkały i ogrodzony od cmentarza, a obecnie jest pusty i ulega dewastacji z powodu nienależytej opieki. Dyrekcja Szkoły zwraca się z prośbą o przydzielenie tego budynku na warsztaty przy tut. Szkole. Młodzież całej szkoły zobowiązała się, że gdy budynek zostanie nam przydzielony, doprowadzi wszystkie groby do należytego porządku. (…) Dyrekcja szkoły po przydzieleniu tego budynku odgrodzi parkanem murowanym cmentarz od obiektu z wstawieniem bramy wejściowej oraz sporządzi nową drogę wejściową, której do tej pory nie było i nie ma – czytamy w oficjalnym piśmie w tej sprawie, zachowanym w zbiorach Archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie. (…) Cmentarz został zlikwidowany na początku lat 60. w związku z budową osiedla XX-lecia. To niezwykły przypadek na Dolnym Śląsku, gdzie nie likwidowano kirkutów, pewnie też z tego względu, że dla Żydów niezwykle istotna jest zasada nienaruszalności grobu i nie istnieje pojęcie „likwidacji” cmentarza. Dziś w miejscu dawnego żydowskiego cmentarza nie ma śladu jego istnienia, żadnej tablicy pamiątkowej lub chociaż informacyjnej. Zielony skwerek stał się miejscem, gdzie młodzież spotyka się na papieroska, najprawdopodobniej nawet nieświadoma, w jakim miejscu się znajduje.  Czy to się kiedyś zmieni? – Obecni mieszkańcy nawet nie zdają sobie sprawy, jak wyglądało i o ile bogatsze było życie naszego miasta, gdy było w miarę wielokulturowe. Gdy byli jeszcze wśród nas Żydzi, Grecy, przedstawiciele Polonii francuskiej i Niemcy. Czynione były starania, by na miejscu byłego Cmentarza Żydowskiego powstał pomnik upamiętniający byłą żydowską społeczność naszego miasta. Czas by w jakiś sposób upamiętnić to miejsce i byłych żydowskich mieszkańców Ząbkowic Śląskich, często naszych przyjaciół i znajomych, którzy żyli z nami i obok nas – kończy swoją opowieść o ząbkowickim kirkucie Leszek A. Nowak.

Niesamowity Dolny Śląsk (1.11.2017) udostępnił kolejne wydanie poradnika dla osób zwiedzających nasze województwo, w którym znalazły się trzy miejsca z naszego powiatu: Pałac Marianny Orańskiej w Kamieńcu Ząbkowickim, Opactwo Cysterskie w Henrykowie oraz Kopalnia Złota w Złotym Stoku. KLIKNIJ TUTAJ LUBA NA PONIŻSZY OBRAZEK, ABY POBRAĆ PORADNIK.

Listopadowe wydanie poradnika „Niesamowity” staje się faktem. Pokażcie znajomym, tu jest mnóstwo wiedzy i sprawdzonych informacji o Dolnym Śląsku.

Wszystko co Najważniejsze (4.11.2017) publikuje esej ukazujący postrzeganie jednego z wielkich polskich miast przez osoby przybywające do Polski. KLIKNIJ TUTAJ, ABY PRZECZYTAĆ CAŁY ARTYKUŁ.

Polska dała mi możliwości, o których mogłabym tylko pomarzyć we Francji. Postrzegam Polskę jako kraj, w którym każdy może odnieść sukces, jeśli tylko jest gotowy ciężko pracować, by osiągnąć swój cel, i jako kraj, gdzie pochodzenie nie jest obciążeniem dla tych, którzy z całego serca pragną awansu społecznego – pisze Sandra PÉLISSIER. Nic w moim życiu nie wskazywało na to, że kiedykolwiek zamieszkam w Polsce. Nic szczególnego mnie z tym krajem nie łączyło. Dzieciństwo spędziłam niedaleko Lyonu, w rodzinie, w której mówi się, je i myśli po francusku. Nic, prócz być może prapradziadka Polaka, którego moja matka nie zdołała niestety lepiej poznać. To jej wspomnienia o tym człowieku, z zawodu księgowym, który zakochał się w pewnej Francuzce spotkanej w Warszawie i postanowił pojechać za nią aż pod Paryż, były tym czynnikiem, który wywołał to moje instynktowne, ukryte gdzieś głęboko zainteresowanie Polską. Nie opuści mnie ono już nigdy. (…) Niektórzy Polacy są przeświadczeni, że są „mniej” europejscy od swoich sąsiadów. Marzą o Londynie, Berlinie, Paryżu, postrzegając swój kraj jako małą, zimną i nieciekawą prowincję. Oczywiście nie wszyscy tak myślą, ale takie jest moje osobiste doświadczenie z rozmów z Polakami. Jednakże znakomita większość spośród nich daje wyraz ogromnemu patriotyzmowi, umiłowaniu ojczystej kultury i poszanowaniu historii. Nie spotkałam się z takimi postawami w żadnym innym kraju. Sprowadza się to do silnej obecności Kościoła w codziennym życiu. Niech każdy sam oceni czy jest ona pozytywna czy negatywna, nie zapominając o aktualnej otoczce politycznej i o rządzie, który nie ukrywa przywiązania do wartości katolickich. Nie da się jednak zaprzeczyć, że religia stanowi integralną część życia Polaków. Żywe jest u nich wspomnienie o papieżu Janie Pawle II, pochodzącym z niewielkiego miasta pod Krakowem, który odegrał kluczową rolę w buncie Polaków przeciwko sowieckiemu, zapiekle antyklerykalnemu systemowi. (…) Żaden z Francuzów, których spotykałam w Polsce, i którzy znali jej prawdziwe oblicze, nie był zawiedziony. Wszyscy zgadzali się z tym, że po prostu dobrze im się tutaj żyje. Miasta, w porównaniu z zachodnimi metropoliami, są stosunkowo spokojne. Jakość życia w Warszawie jest dużo lepsza niż w Paryżu. Pełno w polskich miastach wielkich korporacji oraz start-upów, które widzą potencjał Polaków i ich dążenie do innowacji, do wymyślania siebie na nowo, do tworzenia czegoś nowego. W moim przypadku, kraj ten dał mi możliwości, o których mogłabym tylko pomarzyć we Francji. Może jestem naiwna, ale postrzegam Polskę jako kraj, w którym każdy może odnieść sukces, jeśli tylko jest gotowy ciężko pracować, by osiągnąć swój cel, i jako kraj, gdzie pochodzenie nie jest obciążeniem dla tych, którzy z całego serca pragną awansu społecznego. (…)

Najlepiej znam znajdującą się w centralnej Polsce Łódź, gdyż mieszkałam tam dwa lata. Jest to miasto mocno naznaczone postindustrialnym dziedzictwem. Pełno tam jeszcze wciąż starych szwalni z czerwonej cegły. Jedne stały się nowoczesnymi centrami handlowymi lub centrami rozrywki (Manufaktura, Galeria Łódzka) albo zostały przekształcone na ultranowoczesne lofty, których ceny osiągają niebotyczne wartości. Inne zaś wciąż są pozostawione same sobie, i to nawet w centrum miasta. To sprawia, że Łódź ma reputację miasta mało przyjemnego… A przecież tyle ma do zaoferowania! Łódź idzie do przodu, krok za krokiem, jest świadoma swojej siły i swoich słabości, stara się o organizację Expo 2022, zamienia stare fabryki w centra handlowe i pasaże pełne undergroundowych pubów oraz butików młodych projektantów. Jeśli wsiądziesz do taksówki i porozmawiasz chwilę z kierowcą, to często okazuje się on byłym pracownikiem jednej z tych fabryk, który po jej zamknięciu musiał zmienić zawód. Fabryki nie wytrzymywały silnej konkurencji chińskiej i plajtowały jedna po drugiej, na przestrzeni całego XX wieku. Łódź się zmienia, bo zmienia się kontekst ekonomiczny. Dziś jest to miasto ożywione gospodarczo, przyciągające przedsiębiorstwa tak polskie jak i zagraniczne, kuszone niższymi cenami za wynajem powierzchni niż w znajdującej się zaledwie 100 kilometrów na wschód Warszawie. Kuszą ją również świetnie wykształceni i znający wiele języków absolwenci tutejszych uczelni wyższych. Ze względów zawodowych mieszkam obecnie w Warszawie i do Łodzi przyjeżdżam na weekendy. Te powroty tchną niesamowitą nostalgią, czuję się tak, jakbym wracała do mojego rodzinnego miasta po kilku tygodniach spędzonych na pracy w stolicy. Łódź jest miastem małym, z większością sklepów, kawiarni i kin usytuowanych na lub w pobliżu ulicy Piotrkowskiej, najdłuższej bo ponad 4 kilometrowej ulicy handlowej w Europie, nocą zawsze tętniącej życiem, a jednocześnie miastem ogromnym, z przedmieściami sięgającymi po okoliczne wsie. Łódź słynie również swoimi muralami, które można odkrywać spacerując po mieście. Nieraz pokrywają one całe fasady. Wygląda to tak, jakby Łódź tymi wyjątkowymi dziełami sztuki chciała przeprosić za zły stan tych budynków. Łódź stawia czoła ogromowi wyzwań, jakimi są odnowa i rozwój. Łódź idzie do przodu, krok za krokiem, jest świadoma swojej siły i swoich słabości, stara się o organizację Expo 2022, zamienia stare fabryki w centra handlowe i pasaże pełne undergroundowych pubów oraz butików młodych projektantów (jak choćby dzielnica OFF Piotrkowska), dawne elektrownie w centrum naukowe i planetarium (centrum nauki i techniki EC1 przy ulicy Targowej). Nigdzie indziej nie spotkałam tak szczególnej atmosfery, jak ta, która panuje w Łodzi. Łączą się tu ze sobą nowoczesność, pozostałości po komunizmie oraz postindustrialny design. Łódź nie jest pierwszym kierunkiem wypraw dla Polaków. Chętniej odwiedzany jest Wrocław ze swoimi przepięknymi nadodrzańskimi widokami, Złota Brama w Gdańsku, czy też poznański Rynek. O Łodzi mówi się, że jest miastem szarym. Ale dla wszystkich, którzy zapragną do Łodzi przyjechać, otworzyć się na nią, otworzyć siebie samych, miasto staje się niewyczerpanym źródłem inspiracji. Ciekawi mnie bardzo, jak to miasto będzie wyglądało za 10 lat. To miasto, które dziś tak szybko się rozwija, i do którego zawsze będę wracać z niekłamaną przyjemnością.

Gdyby w lokalnych mediach został pominięty jakiś ważny temat – prosimy o kontakt  z nami – poprzez formularz TWOJA INFORMACJA. Zajmiemy się sprawą, o której do nas napiszesz.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułInaije
Następny artykułII Turniej KKN Miedź Legnica CUP 2017
Zabkowice4YOU.PL to mobilny portal, na którym znajdziesz praktyczne informacje dotyczące tego, co dzieje się na terenie Powiatu Ząbkowickiego. Podajemy to, co ważne w życiu publicznym i gospodarczym, istotne w sferze aktywności społecznej, interesujące w dziedzinie kultury i sportu.