Każdy, kto uważa się za menedżera musi mieć ponadprzeciętną wyobraźnię. Ktokolwiek steruje nawą publiczną nawet w jej najmniejszym wymiarze musi sięgać umysłem w jak najdalszy horyzont. Jeśli jest się odpowiedzialnym za dobro wspólne, trzeba umieć podejmować decyzje polegające na odrzucaniu tego, co może przynosić poklask.

Zarządzanie organizmem komunalnym to nie to samo, co zarządzanie biznesem, chociaż w niektórych ogniwach procesów decyzyjnych pojawiają się podobieństwa. O ile działalność gospodarcza (niezależnie od skali) jest nastawiona na transakcję i profit, o tyle funkcjonowanie gminy oparte jest / powinno być doświadczalne i przewidywalne dobro ogółu. Jeśli firma przynosi dodatni wynik, jej właściciel może swobodnie rozporządzać uzyskanymi zyskami; jeśli przynosi stratę lub niedostateczne zyski, zmienia się schemat działania lub likwiduje się ją. Zawsze jednak zarządzający firmą i jej posiadacze zakładają przynajmniej dwa scenariusze, aby nie dać się zaskoczyć efektami aktywności gospodarczej. To oczywiście są duże uproszczenia, ale oddają tryb postępowania przedsiębiorcy. Gmina jest nastawiona na służebność wobec swoich członków (co zresztą jasno formułuje ustawa o samorządzie gminnym w art. 1, ust. 1 oraz art. 7, ust. 1, czyli w przepisach konstytuujących samorząd, a przede wszystkim Konstytucja RP w art. 163). Gmina funkcjonuje nie ze względu na opłacalność, choć każdy wydatek musi być oparty o transparentną ocenę racjonalności gospodarczej, a jego podejmowanie podlega drobiazgowym procedurom nadzoru wewnętrznego i zewnętrznego.

Można byłoby zatem zakładać, że te oczywiste mechanizmy odnoszące się tak do biznesu, tak do gminy, trudne do zakwestionowania, będą się przekładać na codzienną praktykę. Niestety tak nie jest, a w sektorze samorządowym oba obszary mieszają się na skutek niekompetencji, czasem nawet ignorancji, a przede wszystkim postępującej hegemonii popularności. Wspomniana na wstępie wyobraźnia zamienia się w jej karykaturę i przyjmuje postać populizmu. Kompletny odlot! Kompetencje intelektualne wypierane są przez coraz staranniej dopracowywane formuły socjotechniczne. Pełny odpływ! Cechy przywódcze schodzą na drugi plan ustępując walorom marketingowym. Istny odpad! Skutkiem tych procesów jest utrwalanie się tendencji deprecjonujących samorząd – to w wymiarze formalnym i trendów degradacyjnych – to w wymiarze materialnym. Fasada nie zniechęca, ale po wejściu do wnętrza, wychodzą na jaw wszelkie niedostatki.

Tuszowanie negatywnych procesów, o których mówią eksperci w oparciu o naukową metodologię zakrawa na odlot. Odpływem jest bagatelizowanie racjonalnych argumentów i rozmywanie pola publicznej debaty. Brak inicjatyw i działań wdrażających plan rozwoju spowodować może odpadnięcie od coraz bardziej stromej ściany wzrostu. Ząbkowice Śląskie nie potrzebują odlotu, nie zasługują na odpływ i nikt tu nie chce odpaść. Czas skończyć wakacje – jesteśmy na ostatniej prostej.

Krzysztof Kotowicz / kotowicz.pl