W subiektywnej prasówce – na początek tygodnia – dostarczamy Państwu fragmenty artykułów związanych z terenem Powiatu Ząbkowickiego, jakie ukazały się w minionych kilku dniach w gazetach i portalach internetowych. Do lokalnej „prasówki” dodajemy interesujące artykuły o tematyce samorządowej z mediów ogólnopolskich.

Wiadomości Powiatowe (10.10.2017) udostępniają zapis rozmowy z wójtem gminy Kamieniec Ząbkowicki, w której Marcin Czerniec wypowiada się o braku współpracy ze strony ząbkowickiego starostwa.

Już trzeci rok gmina Kamieniec Ząbkowicki stara się namówić ząbkowickie starostwo na wspólną budowę chodnika przy drodze powiatowej przebiegającej przez teren miejscowości. Jak dotąd bezskutecznie. Jeszcze niedawno wydawało się, że planowana od lat inwestycja wreszcie dojdzie do skutku. Nic z tego. Na początku września do urzędu gminy w Kamieńcu wpłynęły ze starostwa dwa pisma, z których jasno wynika, że powiat nie ma pieniędzy, bo wszystkie środki, jakimi dysponuje, przeznaczone zostaną na remont drogi Przyłęk – Ożary. Zdaniem wójta, gdyby kamienieccy radni zmobilizowali się i zwołali sesję jeszcze w sierpniu, wtedy doszłoby do podpisania porozumienia i starostwa nie mógłby się wycofać. Ale opozycyjni radni nie mieli zamiaru obradować w sierpniu, bo przecież… były wakacje. – Jestem bardzo rozczarowany faktem, że pomimo tylu starań, mimo tego, że były zabezpieczone pieniądze w budżecie, budowa chodnika po raz kolejny nie dojdzie do skutku – ubolewa wójt Marcin Czerniec. Gminie Kamieniec bardzo zależało na budowie chodnika. Do tego stopnia, że zgodziła się nawet na warunki stawiane przez starostwo. Starostwo bowiem wycofało się z przyjętej dotąd formuły płacenia na pół z gminą za inwestycje wykonywane w ciągach dróg powiatowych i stwierdziło, że zapłaci jedynie 50 tysięcy złotych. Pozostałą część kosztów, niezależnie od tego, jak byłyby wysokie, miała pokryć gmina Kamieniec Ząbkowicki. Aby zmienić dotychczas przyjęte warunki niezbędne było jednak podjęcie uchwał przez gminnych radnych. Miało się to odbyć w sierpniu, czyli niemal w połowie upalnych wakacji. – Z uwagi na zaniechania przewodniczącego i wiceprzewodniczącej rady gminy przez cały miesiąc sierpień nie było możliwości uchwalenia dokumentu – mówi wójt Marcin Czerniec. – Sesja odbyła się dopiero 30 sierpnia, a na początku września przyszło pismo, w którym starostwo stwierdziło, że rezygnuje z zawarcia porozumienia o współfinansowaniu budowy chodnika. W piśmie czytamy, że „realizacja inwestycji okazała się niemożliwa ze względu na możliwości budżetowe. Dodatkowo w trakcie roku pojawiły się zadania, których powiat nie był w stanie zaplanować wcześniej i przewidzieć ich w planie finansowym”. Jednocześnie starosta zwrócił się do wójta z prośbą o „udział finansowy w innym zadaniu”. Mówiąc prościej o to, żeby pieniądze przeznaczone na budowę chodnika gmina wydała na modernizację drogi Przyłęk – Ożary. W drugim piśmie zarząd powiatu poinformował, że być może chodnik zostanie wybudowany w przyszłym roku. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że starostwo przymierza się do owej budowy już od trzech lat i nigdy nie ma wystarczającej ilości pieniędzy. – Po raz kolejny opozycyjna część rady gminy w Kamieńcu poczyniła się skuteczne kroki, żeby uniemożliwić zawarcie porozumienia i budowę chodnika – mówi wójt Marcin Czerniec. Zdaniem wójta, gdyby uchwały zostały podjęte wcześniej, starostwo podpisałoby porozumienie i niezależnie od braku pieniędzy nie mogłoby już zrezygnować z inwestycji. – Oczywiście remont drogi jest również potrzebny i jako gmina od kilku lat zgłaszaliśmy potrzebę realizacji takiego zadania, ale nie należy zapominać o tym, że powiat – jak każdy – ma swoje zadania własne – uważa wójt Marcin Czerniec – i warto przypomnieć, że na terenie innych gmin były wykonywane remonty nawierzchni, do których gminy nie dokładały ani złotówki. My, jako gmina od wielu lat współfinansowaliśmy remonty dróg powiatowych, odciążając powiat finansowo. W ślad za tym powinniśmy być traktowani w taki sam sposób, jak my traktowaliśmy starostwo. – W zasadzie można powiedzieć, że pełne dofinansowanie do przebudowy drogi Przyłęk – Ożary pochodzi z budżetu gminy Kamieniec, gdyż gmina w tym roku zapłaciła starostwu ponad 600 000 zł za budynki po byłym zespole szkół ponadgimnazjalnych oraz wykup działki – dodaje wójt. – Gdyby nie gmina Kamieniec, powiat musiałby zrezygnować z promesy na remont drogi.

Express-miejski.pl (10.10.2017) podaje informacje dotyczące funkcjonowania szpitala w Ząbkowicach Śląskich.

Ząbkowicki szpital przeszedł kontrolę. To pokłosie sytuacji sprzed dwóch miesięcy. Wówczas lekarz SOR odmówił przyjęcia nieprzytomnego pacjenta ze względu na jego stan. Przypomnijmy. 3 sierpnia w godzinach wieczornych czterdziestokilkuletni pacjent spadł ze schodów na ul. Armii Krajowej w Ząbkowicach Śląskich i nieprzytomny został przetransportowany do miejscowego szpitala. Tam jednak lekarz pełniący dyżur stwierdził, że pacjent znajduje się w ciężkim stanie i wymaga transportu do placówki w Polanicy-Zdroju, na oddział neurochirurgii bądź intensywnej terapii i nie został przyjęty do ząbkowickiego szpitala. Tę informację przekazała dyrektor pogotowia Beata Gil i Anna Szewczuk-Łebska – rzecznik prasowa ząbkowickiego szpitala. By nie tracić cennego czasu mężczyznę karetką przewieziono do Janowca, skąd helikopter Lotniczego Pogotowia Ratunkowego przetransportował go do szpitala specjalistycznego w Polanicy-Zdroju. Wkrótce na jaw wyszły jednak nowe fakty. W mediach informowano, że pacjent na ząbkowickim SOR-ze spędził co najmniej kilkadziesiąt minut, lekarz koordynator ratownictwa medycznego zalecał, by pacjenta do szpitala przyjęto, a dyżurujący doktor nie zastosował się do tych poleceń. Ponadto w czasie słownych przepychanek stan pacjenta pogorszył się do tego stopnia, że trzeba było go zaintubować (umieścić rurkę w tchawicy pacjenta w celu zapewnienia drożności dróg oddechowych). Procedurę przeprowadzono na SOR-ze, a pacjenta mimo to nadal nie przyjęto do szpitala. Lekarze wykonali mu tylko badanie wstępne (bez badania tomografii komputerowej), na podstawie którego ocenili, że potrzebuje on interwencji neurochirurga. Po doniesieniach medialnych w szpitalu pojawiła się niezapowiedziana kontrola Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego we Wrocławiu. Kontrolujący bliżej przyjrzeli się sprawie. Kontrola wykazała, że lekarz SOR ze Szpitala św. Antoniego w Ząbkowicach Śląskich postąpił prawidłowo nie przyjmując mężczyzny do szpitala i decydując o konieczności transportu pacjenta z urazem głowy do szpitala w Polanicy-Zdroju. – Wszystkie świadczenia w szpitalu zostały wykonane zgodnie z prawem, a odmowa przyjęcia była uzasadniona i wynikała z braku dostępności świadczeń z zakresu neurochirurgii – mówi Anna Szewczuk-Łebska, rzecznik prasowa szpitala. – W protokole pokontrolnym oceniono, że czynności podjęte przez personel medyczny SOR przy pacjencie zostały wykonane w sposób właściwy. Po zaintubowaniu pacjenta, podjęte zostały wszelkie możliwe działania, mające na celu w jak najkrótszym czasie przetransportowanie chorego do szpitala w Polanicy Zdroju za pośrednictwem Zespołu Ratownictwa Medycznego oraz Lotniczego Pogotowia Ratowniczego – dodaje. Pacjent, przywieziony przez Zespół Ratownictwa Medycznego do SOR w Ząbkowicach Śląskich, trafił na salę resuscytacyjno-zabiegową, gdzie lekarz dyżurny przeprowadził wstępne badanie. Po uzyskaniu oceny stanu zdrowia zadecydował o konieczności szybkiego transportu do szpitala w Polanicy-Zdroju, który ma oddział neurologiczny oraz neurochirurgiczny. Decyzja ta wynikała z braku możliwości zapewnienia na miejscu opieki tego rodzaju. – Cały zespół był poruszony tamtymi wydarzeniami. Kierowaliśmy się wyłącznie dobrem pacjenta i cieszymy się, że kontrola to potwierdziła – powiedziała Alicja Kulawiec, dyrektor Szpitala św. Antoniego w Ząbkowicach Śląskich. W protokole przekazanym dyrektorowi ząbkowickiego szpitala stwierdzono, że po przeprowadzeniu oceny realizacji obowiązków lekarza SOR, zespół kontrolny nie dopatrzył się uchybień w tym zakresie i w związku z tym nie przedstawiono także żadnych zaleceń pokontrolnych.

Doba.PL (9.10.2017) relacjonuje ogólnopolską akcję „Różaniec do Granic”, która odbyła się m.in. w Złotym Stoku.

W sobotę 7 października wzdłuż granicy Polski odbyła się akcja modlitewna „Różaniec do granic”, w powiecie ząbkowickim rozpoczęła się ona w kościele w Złotym Stoku. Stamtąd udano się na granicę kraju, by odmówić różaniec. – Różaniec jest potężną bronią w walce ze złem, tak silną, że nie raz potrafił zmienić bieg historii, a tysiące świadectw i udokumentowanych cudów dowodzi, jego niezwykłej skuteczności. Maryja jest Królową Polski, przez całe pokolenia opiekuje się nami, w krytycznych momentach historii zawsze była przy nas, a my przy Niej. Jako ratunek dla świata, Matka Boża wskazuje na modlitwę różańcową. Dlatego wierzymy, że jeśli różaniec zostanie odmówiony przez około milion Polaków na granicach kraju, to może nie tylko zmienić bieg zdarzeń, ale otworzyć serca naszych rodaków na działanie Łaski Bożej – zachęcali do udziału w wydarzeniu organizatorzy. W odpowiedzi na ten apel ludzie z całej Polski spotkali się o godz. 10.30 w wyznaczonych 322 kościołach stacyjnych. Z nich uczestnicy „Różańca Do Granic” po mszy św. udali się do „stref modlitwy”, zlokalizowanych co kilkaset metrów wzdłuż liczącej 3,5 tys. km granicy Polski. O godz. 14.00 wzdłuż całej granicy rozpoczęła się modlitwa różańcowa. –  Przez tę bezprecedensową modlitwę różańcową, chcemy okazać wierność i posłuszeństwo Maryi, która niestrudzenie wzywa nas do odmawiania różańca. Chcemy też przepraszać i wynagradzać, za wszelkie bluźnierstwa, zniewagi przeciw Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Panny. Pragniemy błagać przez wstawiennictwo Matki Bożej o ratunek dla Polski i świata – mówili organizatorzy. W Złotym Stoku na liturgię zgromadzono się w kościele pw. Niepokalanego Poczęcia NMP, po czym wyruszono w trzech kierunkach: do pustelni na Krzyżowej Górze, w okolice tzw. Wiśniowego Sadu oraz na przejście graniczne w Bilej Vodzie, gdzie z polskimi uczestnikami połączyli się czescy wierni ze swoim kapłanem, by wspólnie odmówić różaniec.

Ziębice Info (3.10.2017) zamieszczają reportaż z nietypowej imprezy, jaka odbyła się we wsi Lubnów.

Sobotnio-niedzielna Aroniada w Lubnowie zakończyła sezon trwających od wiosny dni otwartych w Wagnerówce. Motywem przewodnim była aronia, której sezon zbiorów właśnie się kończy. Był to jednak tylko pretekst do kolejnego spotkania się w gronie osób zainteresowanych zdrowym stylem życia. Uczestnicy spotkania przyjechali głownie z Dolnego Śląska i Opolszczyzny, ale także z Kalisza i Kielc, a nawet z Gdańska i Szczecina. W ciągu dwóch dni przez gospodarstwo Krystyny i Roberta Wagnerów przewinęło się łącznie ok. 150 osób. Do lubnowskiej Wagnerówki zapraszani są uznani eksperci z zakresu medycyny niekonwencjonalnej. – Ci sławni ludzie, którzy do nas przyjeżdżają, po zakończeniu swoich wystąpień, zawsze mają jeszcze chwilę i zainteresowani czy chorzy mogą do nich podejść i skonsultować swoje indywidualne przypadki. I to jest za darmo – mówi gospodarz Wagnerówki Robert Wagner. Aroniada rozpoczęła się w sobotnie popołudnie spotkaniem z przewodniczącym sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi Jarosławem Sachajko. Tego dnia wystąpił także Robert Kwiatek, który wytwarza srebro i złoto koloidalne mające właściwości bakteriobójcze. Muzycznym akcentem był recital poezji śpiewanej Michela Rachela – kompozytora, akordeonisty, pianisty i wokalisty. Wieczorne ognisko zgromadziło na „pogaduchach” wiele osób chętnych wspólnie muzykować i tańczyć… na boso. Na tańce boso było jednak zbyt zimno, ale w butach – jak najbardziej się odbyły. Do końca tego wydarzenia, czyli do późnych godzin nocnych wytrwało około 30 osób. Drugi dzień rozpoczął się już o godz. 10.00. Jako pierwsza wystąpiła Marta Dul – dietetyczka i zielarka. Mimo że był to pierwszy tego dnia wykład, zainteresowanie było bardzo duże. Tego dnia można było jeszcze posłuchać m.in. Urszuli Chorzępy, specjalistki od terapii naturalnych oraz Andrzeja Kaczorowskiego, hipnotyzera i energoterapeuty, a także spotkać się z bioterapeutą i radiestetą. Był też częsty gość Wagnerówki – lekarz Hubert Czerniak, znany antyszczepionkowiec. W międzyczasie goście mogli posłuchać recitalu skrzypcowego Marii Zuchantke oraz występu poezji śpiewanej w wykonaniu zespołu Póki co ze Srebrnej Góry. Na popołudnie natomiast zaplanowano koncert… Elvisa Presleya, w którego wcielił się Krzysztof „Chris” Bielecki. Spotkanie zakończyło się chodzeniem po rozżarzonych węglach.

Gazeta Ząbkowicka (11.10.2017) poświęca uwagę postaci Alojzego Tauxa – wybitnego muzyka pochodzącego z Braszowic.

To opowieść o chłopcu z chłopskiej rodziny z Braszowic, który przyjaźnił się z dziećmi W.A. Mozarta i został pierwszym dyrektorem Instytutu Mozarta w Salzburgu. Zmarł młodo, ale pozostawił po sobie wielki dorobek artystyczny. O muzyku z Braszowic pisze Kamil Pawłowski… Chłopiec z Braszowic Alois Taux przyszedł na świat 5 października 1817 r. w Braszowicach, czyli dokładnie 200 lat temu! Był synem ubogich rodziców, którzy trudnili się rolnictwem. Jego ojciec pracował dla hrabiów von Chamare, którzy byli właścicielami majątku w Stolcu oraz posiadali prawo patronatu nad kościołem w Braszowicach. Był woźnicą ich bryczki. Amand Taux – gdyż tak miał na imię ojciec przyszłego muzyka – trudnił się jeszcze jednym fachem. Był mianowicie golibrodą. Często więc przycinał brody panów von Chamare. Oprócz tych zajęć, Amand Taux był również wiejskim muzykantem, który dbał m.in. o oprawę muzyczną Mszy Świętej, podczas której śpiewał dyrygowany przez niego chór. Nic więc dziwnego, że jego syn Alois, wychowywany „w towarzystwie muzyki”, skierował swoje życiowe kroki właśnie ku tej dziedzinie sztuki. Mały Alois swoje pierwsze muzyczne kroki czynił w towarzystwie organów, na których to pobierał nauki gry. Szybko jednak dostrzeżono, że talent chłopca jest za duży, aby zmarnować go zamykając w małych Braszowicach. W związku z tym, w 1834 r. Alois rozpoczął naukę w konserwatorium muzycznym w Pradze. W 1837 r. został członkiem orkiestry teatralnej w Granz na terenie dzisiejszej Austrii. Niedługo po tym został drugim kapelmistrzem w teatrze w Linzu, zaś później kapelmistrzem teatru w Salzburgu. Droga kariery stawała więc przed nim otworem, a miał przecież wówczas jedynie 20 lat!  W 1841 r. w Salzburgu powstało Przykatedralne Towarzystwo Muzyki Sakralnej i Mozarteum, zwane później Uniwersytetem Mozarteum. Instytucja ta miała na zadanie przechowywanie cennych dokumentów pozostawionych przez genialnego W.A. Mozarta, jak również kształcenie młodych muzyków. Jej pierwszym dyrektorem nie został jednak nikt z żyjącej przecież wówczas rodziny Mozarta, ale młody Alois Taux. Funkcję dyrektora Mozarteum Taux objął w 1847 r. Rok wcześniej objął stanowisko kapelmistrza katedralnego. Alois był odpowiedzialny za oprawę muzyczną towarzyszącą odsłonięciu pomnika Mozarta w Salzburgu w 1841 r. Z czasem stał się kierownikiem muzycznym wszystkich uroczystości organizowanych w mieście. Kiedy 8 marca 1842 r. odbywał się pogrzeb wdowy po Mozarcie Konstancji, uroczystość żałobna została uświetniona utworami skomponowanymi przez Tauxa.  W 1847 r. Alois Taux założył w Salzburgu słynny Liederfatel, czyli rodzaj chóru męskiego. W 1850 roku muzyk poślubił śpiewaczkę Annę baronową Dubsky von Wittenau, bliską krewną Konstancji Mozart. Taux w czasie swojej pracy zawodowej skomponował blisko 70 dzieł, w tym utworów na orkiestrę, dla chóru mieszanego czy chóru męskiego. Komponował dla potrzeb teatrów, jak również kultu religijnego. Muzyk przez całe życie utrzymywał listowny kontakt ze swoimi krewnymi, którzy pozostali na Śląsku. Odwiedzał także Ząbkowice oraz swoją rodzinną miejscowość Braszowice. Tam też, pewnego lata wykonał z tamtejszym chórem kościelnym oratorium Josepha Haydna „Stworzenie Świata” (Die Schöpfung).

Polskie Radio Wrocław (9.10.2017) informuje o nowatorskim rozwiązaniu, którego celem jest poprawa bezpieczeństwa pieszych w terenie zabudowanym.

Są biało-czerwone i reagują na widok przechodniów. Pierwsze dwa bezkolizyjne przejścia uliczne zostaną zamontowane w Legnicy jeszcze w tym miesiącu. W miejscach gdzie są montowane, liczba wypadków z udziałem pieszych spada do zera. Inteligentne przejścia na drugą stronę ulicy kierowcy widzą z daleka, bo pasy zaczynają świecić, gdy przechodzień zbliża się do krawędzi jezdni. Do tej pory z powodzeniem były testowane w Warszawie i Poznaniu. Jeszcze w tym miesiącu pojawią się w Legnicy. – Wybraliśmy już lokalizację – wyjaśnia Andrzej Szymkowiak, dyrektor Zarządu Dróg Miejskich, dodając: – Jedno będzie przy głównej bramie cmentarza przy ul. Wrocławskiej,  drugie – na Złotoryjskiej koło ul. Asnyka. Nie są to zadania za przysłowiowe pięć złotych. Trochę to kosztuje, ale bezpieczeństwo nie ma ceny. Do końca roku świecące zebry będą w Legnicy eksperymentem. Jeśli zakończy się on sukcesem, to strony zasiądą do negocjacji cenowych. Podobne rozwiązania znane są już za granicą.

Gdyby w lokalnych mediach został pominięty jakiś ważny temat – prosimy o kontakt  z nami – poprzez formularz TWOJA INFORMACJA. Zajmiemy się sprawą, o której do nas napiszesz.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułKocha, lubi, szanuje
Następny artykułInwestycje 2017
Zabkowice4YOU.PL to mobilny portal, na którym znajdziesz praktyczne informacje dotyczące tego, co dzieje się na terenie Powiatu Ząbkowickiego. Podajemy to, co ważne w życiu publicznym i gospodarczym, istotne w sferze aktywności społecznej, interesujące w dziedzinie kultury i sportu.