W subiektywnej prasówce – na początek tygodnia – dostarczamy Państwu fragmenty artykułów związanych z terenem Powiatu Ząbkowickiego, jakie ukazały się w minionych kilku dniach w gazetach i portalach internetowych. Do lokalnej „prasówki” dodajemy interesujące artykuły z mediów ogólnopolskich.

Wiadomości Powiatowe (19.09.2017) podjęły – poruszany także w naszym portalu – temat związany z tzw. „przystankiem” przy jednej z ząbkowickich ulic.

Podczas minionej sesji rady powiatu starosta poinformował o rozwiązaniu kontrowersyjnej kwestii związanej z istniejącym przy ul. Wrocławskiej przystankiem. Już niebawem powstanie nowy przystanek! Gdzie? Po drugiej stronie ulicy… Przypomnijmy, że od czasu, gdy na dworcu przy al. Niepodległości nie zatrzymują się budy wielu przewoźników, mieszkańcy wsiadają na prowizorycznym przystanku przy ul. Wrocławskiej. A wszystko przez opłaty, jakie ustalił właściciel dworca za zatrzymywanie się busów na terenie dworca, a na które nie zgodzili się przewoźnicy… Wielokrotnie pisaliśmy o tym, że zatrzymujące się na ruchliwej ulicy budy mogą stanowić zagrożenie dla pieszych i kierowców. Do gminy trafiały skargi i prośby podróżnych, którzy zwłaszcza w zimie marzli i mokli oczekując na busy mające ich zawieść do zakładów pracy. Pisaliśmy też, że ustawienie wiaty byłoby swego rodzaju usankcjonowaniem dzikiego przystanku, z którego odjeżdżają autobusy do Wrocławia. Władze gminy już kilkakrotnie zwracały się z pismem do władz powiatu z wnioskiem o załatwienie sprawy. Oczywiście gdyby autobusy korzystały z ząbkowickiego dworca problem byłby o wiele mniejszy. Przecież dworzec wyposażony jest we wiaty, poczekalnię, toalety i bar, czyli wszystko, czego potrzebują podróżni, by w cywilizowanych warunkach poczekać na odjazd autobusu lub przesiadkę. Na minionej sesji rady powiatu starosta ząbkowicki poinformował, iż zlikwidowany zostanie przystanek przy ul. Wrocławskiej – ten od strony osiedla XX-lecia, a wykonany będzie jednostronny, dłuższy przystanek po drugiej stronie ulicy, nieopodal szkoły. Tam będzie ustawiona wiata przystankowa – mówi Roman Fester. Szef powiatu kwestię tę miał uzgodnić również z ząbkowickim samorządem. Istniejący przystanek znajdujący się po prawej stronie ulicy (od strony wiaduktu kolejowego) zostanie zlikwidowany. Uchwała w tej sprawie zostanie przygotowana na najbliższą sesję rady powiatu.

Gazeta Ząbkowicka (13.09.2017) informuje o postępach prac renowacyjnych w obrębie Twierdzy Srebrna Góra.

Na srebrnogórskiej twierdzy trwają prace przy kolejnym etapie zabezpieczania przy Kawalierze. Dzięki dofinansowaniu Sejmiku i Zarządu Województwa Dolnośląskiego kwotą 40 tys. zł oraz wkładowi własnemu ok. 20 tys. zł, udało się odgruzować część dolnej kondygnacji Kawaliera. Poza rozbiórką wtórnej ściany działowej z XX w., odciążono zagrażające zawaleniem sklepienie dolnej kazamaty z gruzu oraz odsłonięto wejścia do sąsiednich kazamat, co w niedalekiej przyszłości pozwoli na udostępnienie nowych części do zwiedzania.

Express-miejski.pl (20.09.2017) informuje o kolejnym sukcesie mistrza ekstremalnej jazdy motocyklowej wywodzącego się z Ząbkowic Śląskich.

W głębi ducha mogę powiedzieć, że jestem spełnionym sportowcem – mówił Marcin Głowacki po końcowym triumfie w XDL Sportsbike Freestyle Championship Series w stuntcie. 28-latek z Ząbkowic Śląskich wygrał klasyfikację generalną najbardziej prestiżowych zawodów motocyklowych (tricki i akrobacje na motocyklach), które odbywały się w Stanach Zjednoczonych. Do zestawienia końcowego brane były wyniki osiągane podczas czterech rund. Każda z nich odbywała się w innych miastach: Braselton (stan: Georgia), Sonoma (stan: California), Pittsburgh (stan: Pensylwania) oraz Birmingham (stan: Alabama). Dwie z tych rund popularny „Korzeń” wygrał, raz zajął drugie miejsce, a w ostatniej rundzie, rozgrywanej w miniony weekend, stanął na najniższym stopniu podium. W miniony weekend zwycięstwo powędrowało do debiutanta w tych zawodach Mike Jensena z Danii. Na drugim miejscu uplasował się Bill Dixon – czterokrotny mistrz XDL National Championship Series. Jego dominację w tym roku przerwał jednak Marcin Głowacki, który już po trzech rundach miał zwycięstwo na wyciągnięcie ręki. W Birmingham na obiektach Barber Motorsports Park 28-letni ząbkowiczanin tylko przyklepał swój sukces, zajmując trzecie miejsce. Dominator – tak Marcina Głowackiego nazwali organizatorzy zawodów, podsumowując cały cykl imprezy. – […] Kyle Sliger i Bill Dixon z zaciekawieniem oczekiwali na przyjazd rywali zza granicy. Wśród międzynarodowych konkurentów pojawił się również Marcin Głowacki z Polski, który całkowicie zdominował tegoroczne zawody, czterokrotnie stając na podium, z czego dwukrotnie na pierwszym miejscu. […] Warto zaznaczyć, że 28-latek podczas drugiej rundy w Sonomie doznał pechowego upadku, jednak zdołał się pozbierać, naprawić swój motocykl i podczas trzeciej rundy rozgrywanej w Pittsburghu znów nie miał sobie równych. Marcin gratulujemy i pamiętaj, w przyszłym roku wszyscy będą chcieli Cię pokonać. Już nie możemy się doczekać jak będziesz odpierał ataki rywali podczas kolejnej edycji. Bill i Kyle – dzięki za walkę do samego końca. To były naprawdę wielkie emocje – informuje o sukcesie polskiego stuntera oficjalna strona zawodów. Głowacki: W głębi ducha powiedzieć, że jestem spełnionym sportowcem – Puchar XDL Sportbike Freestyle Championship Series 2017 jest w moich rękach. Na tę chwilę czekałem 10 lat. Spełnienie marzeń i zwieńczenie wieloletniej pracy. W tym momencie mogę w głębi ducha powiedzieć, że jestem spełnionym sportowcem. Dziękuję rodzinie, znajomym, sponsorom za wsparcie oraz wszystkim którzy wierzyli we mnie i trzymali mocno kciuki – mówi o swoim sukcesie 28-letni ząbkowiczanin, który pozostawił za swoimi plecami dwóch zawodników gospodarzy Dixona i Sligera, głównych faworytów do zgarnięcia pierwszego miejsca.

Ziębice Info (18.09.2017) zamieściły wiadomość o odnowieniu jednego z miejsc kultu w gminie Ziębice.

W sobotę, 16 września, w Pomianowie Dolnym na nowo została otwarta kaplica pw. Matki Boskiej Bolesnej. W ciągu ostatnich kilku lat kościółek był wyłączony z użytkowania. Wyremontowanie kaplicy z roku na rok wydawało się coraz bardziej odległe. Starania i zapał ludzi napotykały na swojej drodze mnóstwo przeszkód – i tych formalnych, biurokratycznych, i finansowych. Jednak po wielkim wysiłku kościół udało się wyremontować i na nowo otworzyć. Duża w tym zasługa księdza proboszcza Radosława Stali oraz wszystkich, którzy zaangażowali się i wspierali dzieło remontu. Dzień ponownego otwarcia kaplicy był wyjątkowy. Wziął w nim udział biskup diecezji świdnickiej Ignacy Dec. Do Jesiennej (część Pomianowa Dolnego) zjechali się mieszkańcy całej wioski oraz pobliskich miejscowości. Mieszkańcy przez cały tydzień przygotowywali się do tego wydarzenia – w domach piekli ciasta, a w kaplicy sprzątali, dekorowali, odbywały się próby śpiewu. Po uroczystej mszy św. i poświęceniu kaplicy wszyscy zostali zaproszeni na dalsze wspólne świętowanie do świetlicy wiejskiej.

Doba.PL (21.09.2017) zamieściła reportaż o kresowych rodowodach mieszkańców Budzowa. CAŁY TEKST PRZECZYTASZ KLIKAJĄC TUTAJ.

(…) w ramach naszego cyklu „Byliśmy tu pierwsi” przedstawiamy wspomnienia pana Antoniego Moryla, który wraz z rodziną przybył po wojnie do Budzowa, a obecnie mieszka w Ząbkowicach Śląskich. Był uczniem „Wrocławskiej”, większość życia przepracował  FAELU, śpiewa w chórze Gloria. Zapraszamy do lektury! Urodziłem się 30 lipca 1931 roku w miejscowości Święty Józef w powiecie kołomyjskim, w województwie stanisławowskim, obecnie iwanofrankowskie. Wieś Święty Józef została założona w 1883 roku, był tam dwór, las, tartaki, właścicielem gruntów był Brosmann. To z nim ks. Karol Przyborowski nawiązał kontakt i zorganizował komitet wykupu ziemi i osiedlenia tam ludności polskiej z Galicji, m.in. z powiatu tarnowskiego, jarosławskiego, rzeszowskiego, bocheńskiego, czy brzeskiego. Tak do wsi przybył mój ojciec, Jan Moryl. Moja mama, Marianna z domu Durachta,  urodziła się już w Świętym Józefie, gdyż jej rodzice osiedlili się tam wcześniej. W domu było nas sześcioro dzieci, miałem trzy siostry i dwóch braci, ja byłem najmłodszy. Rodzice, jak większość we wsi, byli rolnikami. W czasie wojny najpierw byliśmy pod okupacją ruskich, później przyszli Niemcy i potem znowu Ruscy. W końcu front powstał trzy kilometry od nas, a w Świętym Józefie pojawiły się wojska węgierskie. Węgrzy byli do nas bardzo przyjaźnie nastawieni, było jednak kilka przypadków, gdy ktoś zginął od ich kuli. Była taka historia, że jak fronty się przesuwały, to Madziarzy uciekali i wzięli od pewniej rodziny cywilne ubranie, a potem jak żołnierze węgierscy znaleźli jeden z ich mundurów to uznali, że zabito tu Węgra i rozstrzelano dorosłych z tej rodziny. U nas w domu mieszkali węgierscy dowódcy, za nami jakieś 500-800 metrów w lesie stacjonowała artyleria. Przed domem był zawsze wartownik. Na wsi nie było za wiele drobiu, czy drobnej zwierzyny wszystko wojsko zabrało, a myśmy byli w pewien sposób nietykalni właśnie przez tych oficerów – mieliśmy i kury, i gęsi, i nawet króliki angory. W czerwcu 1944 roku Niemcy przymusowo ewakuowali naszą wieś, w tym moją rodzinę, miałem wtedy 13 lat. Miałem dwie siostry, wtedy już panienki, żołnierze, najczęściej Słowacy, lubili z nimi zagadywać, jeden z nich szczególnie upatrzył sobie jedną z moich sióstr. Ona nie lubiła go, a on jej zawsze powtarzał, że jeszcze kiedyś będzie żałować, że Joska nie zobaczy (śmiech). Rano, gdzieś o godzinie 4.00 ktoś zaczął się dobijać do okna. Był to ten Josek, który miał wartę na punkcie obserwacyjnym na drzewie, ale jak się dowidział, że będziemy ewakuowani, załatwił sobie zastępstwo i przybiegł nas uprzedzić. Zaczęliśmy się pakować. Jak się widno zrobiło, już furmanki z wioski zaczęły jechać pod nadzorem wojskowym, wtedy dopiero oficjalnie nam powiedzieli, że mamy opuścić wieś. Mogliśmy załadować wszystko, co chcieliśmy na furmankę, kto nie miał konia dostawał wóz od wojska. My mieliśmy konika, mój brat zimą drzewo nim woził, ale wkrótce zdechł. Jak „wyzwolili” nas Ruscy, kiedy front był w Karpatach, to ojciec kupił od nich za owies i samogon takiego syberyjskiego konika. Konika odkarmiliśmy i dobrze nam służył, ale był malutki, jak zaprzęgliśmy go do rozłożonego wozu nie dał rady go pociągnąć. Moja mama miała jakieś przeczucie, może podpowiedziało jej to doświadczenie poprzedniej wojny, kiedy tamte tereny także były kilkukrotnie odbijane, a to przez Austriaków, a to przez Rosjan, w każdym razie kazała mi zrobić takie skrzynki na kury i gęsi, bo od najmłodszych lat lubiłem majsterkować, miałem do tego smykałkę. Pozbijałem deszczułki, powbijałem pale, a ponieważ od ukraińskiego parobka nauczyłem się wyplatać koszyki, więc naciąłem takiej wikliny, wierzby i zrobiłem kojce dla drobnych zwierząt. Wszystko załadowaliśmy na wóz. Drogi były wtedy w fatalnym stanie rozjeżdżone wiosną przez czołgi. Nasz syberyjski konik nie mógł ujechać. U naszego sąsiada kwaterował węgierski woźnica, który woził kancelarię, te wszystkie dokumenty, a za młodu był organistą, i jemu właśnie zawsze się ten nasz konik podobał. Zaprzągł swojego konia do naszego wozu i wyciągnął nas z kolein i nas odprowadzał. A węgierscy oficerowie żegnali się z nami jak z rodziną. Mój brat zwrócił uwagę mamie, żeby kancelista nie miał problemów, że nam tego konia dał bez rozkazu, więc ona poprosiła jednego z oficerów, żeby mu pozwolił nas odprowadzić. Wszystkie dworce bliżej naszej wsi były nieczynne, jechaliśmy 36 kilometrów do stacji Łojowa. Ponieważ jechaliśmy cały czas pod górę, musieliśmy co jakiś czas zostawiać część inwentarza po drodze, bo nie dalibyśmy rady wyjechać. Jedną krowę udało nam się doprowadzić na stację, ale zabrano nam ją, dano tylko pokwitowanie, gdyż jedynie rodziny z małymi dziećmi mogły wziąć krowę ze sobą, jak na przykład mój stryjek, który miał dwoje małych dzieci. Na stacji załadowali nas do wagonów i wywieźli do Tarnowa.  Po drodze nikt z nas nie wiedział, gdzie jedziemy, niektórzy podejrzewali, że na roboty do Niemiec. W Tarnowie mieli nas przesegregować i wysłać dalej do różnych miast, zebrali nas więc na ogrodzonym placu niedaleko stacji, gdzie wcześniej spędzano Żydów. Ponieważ mój ojciec pochodził z tamtych stron, to myśmy z obiema siostrami, bratem i mamą tylko w Tarnowie przenocowali, ojciec zaś pojechał do rodzinnej miejscowości Demblin, niedaleko styku Dunajca i Wisły, gdzie załatwił nam furmankę i pismo od jakiegoś tam wójta, że będziemy mieli lokum. Tam przeżyliśmy do 1945 roku. W styczniu 45 roku, kiedy wyzwolono ten region, rodzice zaczęli się zastanawiać co dalej, bo na  wschód nie można było wracać, a coraz więcej rodzin ze Świętego Józefa wyjeżdżała na „zachód”.  Najpierw wyjechaliśmy do Pawłowiczek koło Koźla. Miasteczko, w którym był sąd i teatr, było bardzo zniszczone, na polach pełno było rozbitych czołgów radzieckich i niemieckich, w lesie leżały jeszcze trupy, mnóstwo było broni i amunicji. W Pawłowiczkach było jeszcze wielu autochtonów. Muszę jednak wrócić w opowieści do Świętego Józefa, gdyż nie wszyscy przedwojenni mieszkańcy zostali wysiedleni ze wsi. Niektórzy uciekli w czasie jazdy do stacji i zamieszkali w ukraińskich wioskach, a niektórzy jeszcze wcześniej w trakcie walk i przesuwania się frontu stracili swoje domy, które zostały zniszczone lub spalone, lub uciekali po prostu przed niebezpieczeństwem i osiedlili się w sąsiednich wioskach, mieszanych polsko-ukraińskich, które nie były wysiedlane. Ludzi tych na nowo zebrał niezastąpiony ksiądz Byś, który wyjechał ze wsi razem z nami i osiadł w Krakowie. Mówiło się, że to między innymi dzięki jego staraniom nasz transport nie pojechał do Niemiec, tylko zostawiono nas w rejonie krakowskim. Ksiądz Byś wrócił do Świętego Józefa i tam zorganizował najpierw samoobronę przed nacjonalistami ukraińskimi, a potem transport ludności do Ząbkowic Śląskich i Olbrachcic (które wtedy nazywały się Albertów Wielki). Wieści o tym, że nasi krajanie właśnie tam się osiedlają, szybko do nas dotarły i mój brat z siostrą przyjechali na Dolny Śląsk zobaczyć, jak to tu wygląda. Ponieważ w Olbrachcicach wszystkie gospodarstwa były już zajęte, upatrzyli jakąś gospodarkę w Stoszowicach i zajęli. Ja przyjechałem do Stoszowic w lutym 1946 roku. (…)

Voice of Poland (23.09.2017) udostępnia udany występ młodziutkiej i utalentowanej mieszkanki gminy Złoty Stok i uczennicy Liceum Ogólnokształcącego w Ząbkowicach Śląskich w regionalnych eliminacjach talent-show TVP2. 

– Jesteś bardzo miłym prezentem energetycznym. Można by zasilić twoją energią pół stolicy – powiedział Andrzej Piaseczny po występie Agnieszki Seweryn. Czy to właśnie do jego drużyny trafiła wokalistka?

Prosty Productions (18.09.2017) udostępnił na kanale You Tube klip z piosenką, w której tłem fabuły wizualnej jest Bardo. To pierwsze tego rodzaju przedsięwzięcie wokalne z „udziałem” miejscowości z terenu powiatu ząbkowickiego.

Ponad 1200 wyświetleń w tydzień to dobry wynik. Piosenkę skomponował, słowa napisał i wykonuje ją Paweł Prostko.

Dz-ów.pl (20.09.2017) informuje o planach jednego z pobliskich dla naszego powiatu samorządów, który zamierza uporządkować przestrzeń publiczną na swoim terenie.

Miasto Dzierżoniów pracuje nad propozycją przepisów regulujących kwestię reklam w przestrzeni publicznej. Umożliwia to ustawa krajobrazowa, pozwalająca samorządom na tworzenie lokalnego prawa regulującego te kwestie. Chodzi o wprowadzenie takich regulacji, które rzeczywiście w widoczny sposób wpłyną na wygląd Dzierżoniowa, a z drugiej strony nie pozbawią firm możliwości reklamowania swoich ofert mieszkańcom. Reklamy, banery, szyldy, billboardy wciąż będą częścią naszego krajobrazu, nie muszą się jednak pojawiać na płotach, słupach czy elewacjach budynków. Pracujący nad projekt uchwały zespół odpowiada także za przeprowadzenie wśród mieszkańców konsultacji społecznych. O postrzeganie reklam w przestrzeni publicznej miasto chce zapytać wszystkich mieszkańców. Zamieszczona na stronie internetowej miasta ankieta ma być punktem wyjścia do opracowywania konkretnych zapisów nowego prawa lokalnego. Ankieta w formie elektronicznej dostępna jest na stronie dzierzoniow.pl. Zostanie także opublikowana w październikowym Gońcu Dzierżoniowskim. To jeden z pierwszych etapów konsultacji. Przed złożeniem ostatecznej wersji projekt uchwały zawierający propozycje szczegółowych rozwiązań również zostanie poddany opinii mieszkańców.

Gdyby w lokalnych mediach został pominięty jakiś ważny temat – prosimy o kontakt  z nami – poprzez formularz TWOJA INFORMACJA. Zajmiemy się sprawą, o której do nas napiszesz.