W subiektywnej prasówce – na początek tygodnia – dostarczamy Państwu fragmenty artykułów związanych z terenem Powiatu Ząbkowickiego, jakie ukazały się w minionych kilku dniach w gazetach i portalach internetowych. Do lokalnej „prasówki” dodajemy interesujące artykuły z mediów ogólnopolskich.

Gazeta Ząbkowicka (nr 199/2017) zamieściła zapis rozmowy z twórcami „Kartofliska Ząbkowice” – budzącego skrajne oceny profilu społecznościowego na Facebook’u oraz opinie o tym medium wyrażane przez włodarzy gmin: Ząbkowice Śląskie i Stoszowice.

Dali się we znaki lokalnym samorządowcom, zwłaszcza burmistrzowi Marcinowi Orzeszkowi. Z twórcami Kartofliska o tym skąd wziął się pomysł na prowadzenie takiego profilu, dlaczego opisywani są na nim najbardziej znane osoby powiecie ząbkowickim rozmawia Karolina Golak. Skąd pomysł na stworzenie tego typu profilu? Zaczęło się spontanicznie, przy piwku, rozmowy w kilka osób o tym, że nie podoba nam się to co dzieje się w naszym mieście. Wniosek? I tak nic się nie da zrobić. Koleżanka upiera się, że zrobi kilka „memów” i tak powstają pierwsze treści: o basenie i misiewiczu. Następnie pytanie, gdzie to puścić? Może jakaś gazeta lub zainteresować, któryś z portali internetowych. A dlaczego by nie zrobić własnej stronki na FB? Spróbujmy! Jaka nazwa? Przecież ząbkowicka polityka dziś to jakieś kartoflisko. 15 grudnia, pół roku temu wychodzi pierwszy mem na Kartoflisko Ząbkowice. Początkowo jest nas czworo. Dziś jest nas już kilkanaście osób, dyskutujemy, robimy kolejne memy i mamy przy tym niezły ubaw. Wszyscy ustalamy co pójdzie w danym dniu. Oprócz tego mamy dużą sieć osób, które dostarczają nam informacji, nauczyciele i uczniowie, pracownicy samorządowi i pracujący w innych ważnych miejscach ludzie, a nawet jeden ksiądz. Dziś mamy tyle materiału, że wystarczy na dwie kadencje. Władza nie może spać spokojnie. Czy można powiedzieć, że jest to podwalina pod zbliżające się wybory samorządowe? Tylko w tym sensie, że uważamy, iż należy odsunąć od władzy w ząbkowickiej gminie i ząbkowickim powiecie patologiczny układ koleżeńsko polityczny, który nazywa się Platforma Obywatelska, a któremu przewodzi burmistrz Marcin Orzeszek. Czy opisujecie autentyczne sytuacje, które się wydarzyły? Opisujemy autentyczne sytuacje, dlatego w pewnym momencie zdobyliśmy liczną grupę odbiorców i można powiedzieć wiarygodność. Wiedzieliśmy, że Powiat i Gmina Ząbkowice to nie jest perfumeria, ale to co wiemy na dziś nawet trochę nas przeraża. Dlaczego według Was burmistrz Marcin Orzeszek i wójt Paweł Gancarz złożyli zawiadomienie do Prokuratury na Waszą działalność i czy mieli ku temu faktycznie powody? Obaj są lokalnym wykwitem krajowego układu byłej koalicji PO-PSL. Nie są gospodarzami tylko zwykłymi partyjnymi funkcjonariuszami, których łączy również niezdrowa ambicja. Widać, że nie mają kompletnie do siebie dystansu. Donosy do prokuratury mają na celu zastraszenie nas, a przede wszystkim poprzez organy ścigania ustalenie kto za tym wszystkim stoi. Nam zależy na anonimowości, bo nie chcemy mieć przez tych panów problemów, chociażby w naszych miejscach pracy. Burmistrz i wójt to wpływowi politycy i mogą starać się na nas wywierać presję na różne sposoby. Tylko problem w tym, że my wcale nie zamierzamy się bać. Notabene wiemy, że Gancarz i Orzeszek już się dogadali co do przyszłych wyborów samorządowych i podzielili między siebie powiatowe konfitury. Z którego materiału jesteście najbardziej dumni? Najbardziej jesteśmy zadowoleni, że jako jedyni napisaliśmy o jeździe pod wpływem alkoholu członka zarządu powiatu z Platformy Obywatelskiej. W tym przypadku, jak w kalejdoskopie widać jak patologiczny jest układ rządzący w Ząbkowicach. Wszystkie media milczą (nawet te, które nagłaśniają każdy przypadek pijanego rowerzysty), Platforma Obywatelska milczy, zainteresowany milczy. Ale zupełnie chory jest finał sprawy. Gdyby facet był politykiem rangi krajowej już dawno zniknąłby z polityki, tymczasem on dalej sprawuje swoją funkcję i co jest najgorsze nadal prowadzi samochód. Na dodatek jest on nauczycielem (i to dość lubianym). Tylko pytanie brzmi: jaki on daje przykład młodym ludziom? Czy jesteście związani z którąkolwiek z sił politycznych i czy przed wyborami zamierzacie kogoś poprzeć? Nikt z nas nie jest związany z żadną partią polityczną, choć zwolennicy burmistrza Orzeszka próbują zupełnie bezpodstawnie łączyć nas z Prawem i Sprawiedliwością. My chcemy odsunąć od władzy w Ząbkowicach obecnie panujący układ z Marcinem Orzeszkiem na czele, gdyż staje się on niebezpieczny dla nas wszystkich. Orzeszek wymyślił sobie, że wygra trzecią kadencję burmistrza Ząbkowic, a rok później zostanie posłem i „odetnie się od tego całego syfu” jaki sam narobił w finansach gminy. Przepustką do tego ma być budowa krytej pływalni za astronomiczną kwotę 17 000 000 zł (siedemnaście milionów). Dziś inwestycja jest kompletnie nieprzygotowana, nie ma zapewnionego dofinansowania zewnętrznego na poziomie co najmniej 50% kosztów. Jednak burmistrz realizuje swój plan za wszelką cenę. Krach w finansach samorządu jaki zostawi on po sobie dotknie nas wszystkich. Znowu będziemy mieli do czynienia z problemem zwolnień w szkołach, czy innych instytucjach samorządowych. Może nawet dojść do obniżki wynagrodzeń. Dodatkowo obniży to jakość usług świadczonych przez gminę. Ale wtedy będzie już za późno, a poseł Marcin Orzeszek będzie miał to głęboko w poważaniu.

Tak zareagowali na umorzenie przez Prokuraturę śledztwa w sprawie Kartofliska wójt Paweł Gancarz i burmistrz Marcin Orzeszek

Wójt Paweł Gancarz: W nawiązaniu do Państwa pytania informuję, że niedopuszczalnym pozostaje publiczne komentowanie określonych działań organów ścigania i podejmowanie przez nie decyzji procesowych m.in. co dotyczy również spraw związanych z profilem kartoflisko. Odnośnie sposobu prowadzenia samego profilu kartoflisko, mogę jedynie wskazać, że prowadzenie portali społecznościowych, w tym o charakterze satyrycznym wymaga umiejętności, a zwłaszcza wyczucia ze strony autorów prezentowanych w nim treści, tak aby nie naruszać dobrego imienia oraz innych dóbr osobistych osób trzecich.

Burmistrz Marcin Orzeszek: Gmina Ząbkowice Śląskie zajmuje się realnymi i codziennymi sprawami mieszkańców gminy, w związku z czym nie będzie zajmowała żadnego stanowiska na ten temat.

Express-miejski.pl (21.07.2017) podał wiadomość dotyczącą planów budowy krytej pływalni w Ząbkowicach Śląskich.

Gmina Ząbkowice Śląskie wydłużyła termin składania ofert w przetargu na budowę krytego basenu o osiem dni. Przetarg został ogłoszony 29 czerwca. Firmy zainteresowane budową krytej pływalni w Ząbkowicach Śląskich pierwotnie swoje oferty mogły składać do 20 lipca w siedzibie ząbkowickiego urzędu miasta. – W czwartek, dzień przed zakończeniem terminu składania ofert, do urzędu wpłynęły pytania od firm zainteresowanych przetargiem. Potrzebujemy czasu, by udzielić merytorycznej odpowiedzi. Zainteresowani też powinni mieć czas na przygotowanie oferty, stąd zmiana – tłumaczy Marcin Orzeszek, burmistrz Ząbkowic Śląskich. Termin składania ofert uległ wydłużeniu do 28 lipca. Gmina na budowę basenu wyznaczyła maksymalnie 17 mln 150 tys. zł. W porównaniu do poprzednich przetargów zmieniono warunki oceny ofert, 60 proc. kryterium oceny stanowi cena, a pozostałe 40 proc. okres gwarancyjny. Wykonawca na realizację zadania ma 25 miesięcy od daty podpisania umowy.

Doba.PL (21.07.2017) informuje o zakończeniu robót drogowych prowadzonych na terenie Gminy Ziębice.

19 lipca br. dokonany został odbiór przebudowanego prawie 2-kilometrowego odcinka drogi powiatowej nr 3170D z Henrykowa w stronę Skalic. Powiat Ząbkowicki zrealizował tę inwestycję przy dofinansowaniu z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich oraz przy współudziale Gminy Ziębice. Prace polegały na wykonaniu nowej dwuwarstwowej nawierzchni, udrożnieniu rowów, wykonaniu przepustów i zjazdów do posesji i na pola. Wykonawcą tego etapu była firma Eurovia Polska S.A. z siedzibą w Bielanach Wrocławskich za kwotę 624 859,13 zł. Powiat Ząbkowicki uzyskał dofinansowanie z Urzędu Marszałkowskiego w wysokości blisko 400 tys. zł. Wkład własny w tej części zadania został sfinansowany po 50 proc. przez Powiat Ząbkowicki i Gminę Ziębice w ramach podpisanego porozumienia o dofinansowanie. Odbioru prac dokonali starosta Roman Fester, wicestarosta Mariusz Szpilarewicz, burmistrz Ziębic Alicja Bira i dyrektor Zarządu Dróg Powiatowych Antoni Drożdż. Pierwszy fragment został wyremontowany w 2015 roku, wówczas kilometrowy odcinek został sfinansowany w równych kwotach przez powiat i gminę przy współudziale Nadleśnictwa Henryków. Łącznie w dwóch etapach przebudowano prawie 3-kilometrowy odcinek drogi powiatowej.

Ziębice Info (21.07.2017) relacjonują perturbacje związane z funkcjonowaniem popularnego klubu piłkarskiego w Ziębicach.

Fani piłki nożnej w wydaniu Sparty Ziębice mogą odetchnąć z ulgą… MKS Sparta Ziębice przystąpi do najbliższej rundy rozgrywek piłki nożnej w ramach A klasy – Wałbrzych mimo trudności finansowych, na jakie klub niedawno został narażony. Do wczoraj udział MKS Sparta Ziębice w rozgrywkach ligowych stał pod dużym znakiem zapytania. Klub, który miesiąc temu zakończył sezon na drugim miejscu w tabeli, dotychczas nie zgłosił udziału w najbliższym sezonie, ponieważ doszło do sytuacji, w której został pozbawiony jednego z najważniejszych źródeł swojego utrzymania. MKS Sparta Ziębice – na mocy porozumienia z Gminą Ziębice – swoją działalność finansuje m.in. z opłat pobieranych za korzystanie z targowiska miejskiego w Ziębicach. Miesiąc temu, w przededniu zgłoszenia klubu do nowego sezonu, Gmina Ziębice zorientowała się, że opłaty targowe pobierała bezpodstawnie, ponieważ półtora roku temu zmieniły się przepisy w tym zakresie. Gmina zaprzestała więc pobierana opłaty, a tym samym Sparta straciła główne źródło utrzymania i szanse na start w kolejnym sezonie rozgrywek ligowych. Rozpoczęło się więc nerwowe poszukiwanie wyjścia z tej trudnej sytuacji, m.in. poszukiwanie dla klubu sponsora. Niestety próby te spełzły na niczym. Poproszeni o interwencję radni wystosowali więc do burmistrz Alicji Biry wniosek o udzielenie klubowi pomocy w postaci sponsoringu w zamian za promowanie Gminy przez klub. Dyskusja o losach Sparty Ziębice była głównym powodem zwołania nadzwyczajnego posiedzenia Rady Miejskiej, która zwykle w lipcu ma wakacyjną przerwę w obradach. Na sesję zaproszeni zostali m.in. prezes MKS Sparta Ziębice Radosław Korchan oraz dyrektor klubu Kazimierz Emerling, który podkreślał, że w ciągu 22 lat, przez które działa w klubie, nigdy nie było tak, „żeby do tego czasu nie zgłosił klubu”. – Do 5 lipca miałem wszystko załatwione – tłumaczył. Historia ta ma na szczęście swój happy end, ponieważ burmistrz zapewniła, że zgodnie z wolą Rady wyda zarządzenie, na mocy którego możliwe będzie wsparcie klubu kwotą 35 tys. zł. Sprawa ma zostać sfinalizowana w przyszłym tygodniu…

Polskie Szlaki (28.05.2017) zachęcają do zwiedzania Pałacu Marianny Orańskiej w Kamieńcu Ząbkowickim.

Pałac w Kamieńcu Ząbkowickim to prawdziwa perła architektoniczna nie tylko Kotliny Kłodzkiej, ale całej Polski! To przepiękna budowla, która cieszy oko, tym bardziej, że po wielu latach zaniedbań i opuszczenia, wróciła do łask i odzyskuje dawny blask. Zarządza nią, ale i opiekuje się oraz remontuje Gmina Kamieniec Ząbkowicki. Czyni to z wielkim sukcesem, a efekty można podziwiać podczas zwiedzania pałacu, gdyż jest on udostępniony dla turystów. Jeszcze sporo prac pozostało do wykonania, ale to, co można zobaczyć już dziś, zachwyca! Budowa unikatowego pałacu w Kamieńcu Ząbkowickim rozpoczęła się w 1838 roku. Wtedy to po raz pierwszy odwiedziła te ziemie Marianna Orańska – królewna niderlandzka, fundatorka pałacu i dobra Pani całej Kotliny Kłodzkiej. Odziedziczyła Kamieniec po swej matce i postanowiła tutaj wybudować swą letnią rezydencję, która do dziś zapiera dech w piersi. Budowniczymi pałacu zostali Karl Schinkel oraz młodziutki Ferdynand Martius. Budowa nie przebiegała bez przeszkód, bowiem prace zostały wstrzymane z powodu rozwodu Marianny z Albrechtem, która to w efekcie nieszczęśliwego małżeństwa wdała się w romans z masztalerzem Johannem von Rossumem. Uznano to za skandal i zabroniono Mariannie przebywać na terenie Prus dłużej niż przez 24 godziny. Marianna obeszła ten zakaz i zamieszkała w pobliskiej Bilej Vodzie, skąd nadzorowała prace nad Pałacem, którego budowę wznowiono w 1853 roku. Pałac w Kamieńcu przekazała zaś swemu synowi Fryderykowi Wilhelmowi Albrechtowi. W 1872 roku w parku otaczającym Pałac stanęła figura bogini zwycięstwa – Nike, co stało się oficjalnym zakończeniem budowy pałacu. Wysoka na 14 metrów figura była widoczna w szerokiej okolicy, dziś niestety już nie istnieje, ale starsi mieszkańcy Kamieńca pamiętają górującego nad kompleksem anioła, bowiem Nike miała skrzydła. Budowa pałacu wyniosła równowartość trzech ton złota. Marianna umarła w 1883 roku, a jej potomkowie rezydowali w pałacu do 1945 roku, kiedy musieli w pośpiechu uciekać z powodu nadciągającej Armii Czerwonej, pozostawiając wszystkie dobra. Dzieła sztuki i wyposażenie wywieziono oraz rozgrabiono. Rok później obiekt spłonął i tak cudny pałac stał się ruiną. Marmurowe podłogi oraz kolumny zostały wywiezione do Warszawy podczas odbudowy Warszawy po wojnie i teraz zdobią m.in. Pałac Kultury i Nauki. W 1986 roku obiekt został wydzierżawiony na 40 lat, jednak nie był to dobry czas dla pałacu. Zarośnięty, zaśmiecony, pilnowany przez groźne psy tkwił przez lata i niszczał. W 2013 roku wrócił w ręce zarządcy czyli Gminy Kamieniec Ząbkowicki i obecnie jest rewitalizowany. Z każdym rokiem pięknieje nie tylko sam pałac, ale i jego otoczenie. Uruchomiono kilka z kilkudziesięciu fontann, które tu niegdyś działały. Aż chce się tu przyjechać za kilka lat, aby sprawdzić efekty dalszych prac i planów! Pałac można zwiedzać co godzinę od 10.00 do 17.00. Bilety kupuje się w tzw. Czerwonym Kościółku, stojącym u stóp pałacu.  Warty zobaczenia jest też sam Kamieniec Ząbkowicki, z zabytkowym, dawnym klasztorem Cystersów i kościołem pocysterskim Wniebowzięcia NMP.

Podróże z Mamą i Tatą  (01.07.2017) namawiają do zwiedzania atrakcji turystycznych Ząbkowic Śląskich.

Oj, jest co odkrywać, co więcej część tajemnic przyprawia o gęsią skórkę. Nie twierdzę, że jest strasznie, no może trochę, ale chyba najlepszym wyrazem podsumowującym całą sytuację jest – obrzydliwie! No to Was zachęciłam! Zacznijmy od początku. Nazwę Ząbkowice Śląskie wymyślił członek komisji, która po drugiej wojnie światowej nadawała polskie nazwy niemieckim miejscowościom Ziemi Odzyskanych. Autentycznie, ludzie jeździli i wymyślali nazwy! Jak dało się przetłumaczyć oryginalną na polski, albo istniała słowiańska nazwa jak w przypadku sąsiedniej Niemczy, to sprawa była prosta. Więcej twórczej aktywności komisja uprawiała, gdy nazwa była nieoczywista. Myślę, że Ząbkowice, to nie jest jeszcze najgorsza nazwa. W sąsiedztwie jest miejscowość o malowniczej nazwie – Stolec! Zatem co to za nazwę nosiły przez ponad 700 lat swojego istnienia Ząbkowice Śląskie? Nazywały się Frankenstein! Tak, tak wasze skojarzenie z monstrum stworzonym z ludzkich zwłok i powołanym do życia przez szalonego lekarza nie jest przypadkowe. Miasteczko Frankenstein zostało założone w XIII wieku. Są różne spekulacje skąd ta nazwa, jedna z najbardziej prawdopodobnych mówi o założycielach pochodzących z Frankonii. Byłby to zatem Frankoński Kamień. Lokalizacja dla miasta bardzo dobra – na wzniesieniu przy szlaku bursztynowym. Dobre położenie pozwoliło mu na rozwój przerywany różnymi wojnami, zarazami i rozlicznymi pożarami. I tak oto w 1605 roku wybucha zaraza. Sprawa na owe czasy spotykana, jednak skala śmiertelności, pomimo zamknięcia bram miasta, jest oszałamiająca. Umiera około 2 tysiące z 6 tysięcy mieszkańców. Wyobraźcie sobie, że pośród waszej rodziny, sąsiadów i przyjaciół choruje i umiera co trzecia osoba! Paniczny strach padł na ludzi tym bardziej, że choroba bardzo szybko postępowała. Tego samego dnia można było obudzić się zdrowym, a na wieczór już leżeć konającym. Nic zatem dziwnego, że szybko rozprzestrzeniła się plotka, iż to grabarz i jego rodzina są winni zagłady miasta. W końcu zajmują się grzebaniem zmarłych, zależy im aby było dużo pracy. Grabarza i jego bliskich pojmano i zamknięto w lochu, gdzie miejski kat wyciągnął z nich straszne zeznania. Przyznali się nie tylko do robienia magicznych maści z ciał zmarłych ludzi, ale też do jedzenia noworodków i wyrywania płodów z brzuchów matek. Człowiek się do wszystkiego przyzna, gdy łamią go kołem i przypalają. Skazańcy zostali publicznie obwiezieni po mieście, publicznie okaleczeni i spaleni na stosie. Mieszczanie liczyli na to, że zaraza ustanie. Niestety ucichła dopiero po pół roku. Czy te makabryczne wydarzenia mają coś wspólnego z Mary Shelley, która ponad 200 lat później pisze swoją powieść „Frankenstein, czyli współczesny Prometeusz”? Zdania na ten temat są podzielone. Zbieżność nazw i wydarzeń jest jednak zastanawiająca. Jeżeli zaparkujecie na Rynku to pierwszy budynek, który rzuca się w oczy to piękny neorenesansowy Ratusz. Zbudowano go w połowie  XIX wieku, po wielkim pożarze miasta, który zaprószyły bawiące się dzieci. Po tej wielkiej tragedii nastąpiła gwałtowna odbudowa, na którą pieniądze dały większe miasta tj. Wrocław i okoliczni bogacze min. Marianna Orańska. Następnie swojej kroki koniecznie skierujcie do Krzywej Wieży. Nie była ona krzywa od początku. Nadbudowa spowodowała osunięcie gruntu i wykrzywienie wieży od pionu o 2,14m. No i mamy naszą śląską Pizę! Jeszcze jeden powód by zwiedzać Dolny Śląsk. Na wieżę można wejść. Na szczyt wiedzie 139 schodów. Bilety są do zakupienia w pobliskiej Izbie Pamiątek. Izba Pamiątek Regionalnych znajduje się w najstarszym zachowanym budynku mieszkalnym w mieście. Na dwóch piętrach znajdziecie tutaj zbiory, które na rzecz swojego muzeum oddali mieszkańcy. Jest zatem bogaty zbiór lamp naftowych, żelazek, ubiorów, zdjęć, dokumentów, mebli z XIX i XX wieku. Zbiory zostały podzielone tematycznie i okresem, z którego pochodzą. Dlatego znajdziecie oddzielne sale dotyczące PRL-u. Nas najbardziej urzekły dwa niesamowite rowery oraz piękne cylindry, które zapewne kiedyś nosił jakiś elegancki mieszkaniec Frankenstein. Poznacie tutaj też mroczną historię zarazy i tragiczną śmierć grabarzy. Znajduje się tutaj również laboratorium dr Frankensteina. W piwnicach budynku kilka słabo oświetlanych pomieszczeń jest pełnych menzurek, szkieletów, preparatów zanurzonych w naftalinie. Tajemnicze dźwięki potęgują klimat grozy. Myśmy się jakoś strasznie nie przeraziły, ale wizyta zapada w pamięci. W Izbie Pamiątek Regionalnych warto też zakupić bilety na zwiedzanie z przewodnikiem ruin zamku. Ten zamek, który obecnie można obejrzeć powstał na ruinach poprzedniego warownego zamku z XIII wieku. Książę Karol I Podiebradzki, wnuk króla Czech tak zakochał się w tej krainie, że postanowił wybudować tutaj renesansowy zamek. Rezydencja miała nadawać się do mieszkania, ale też móc bronić się w sytuacji oblężenia. Książę trochę przeliczył się z kosztami i zamek nigdy nie został ukończony. Samym zamkiem też nie cieszył się zbyt długo, gdyż zmarł cztery lata po tym jak się do niego wprowadził. Książę był zadłużony od urodzenia, zatem budowla stała się obiektem rozliczeń i przechodziła z rąk do rąk. W swojej historii była również oblegana, zdobywana i niszczona. Obecnie jest trwałą ruiną, którą można zwiedzać. Podczas zwiedzania zwróćcie uwagę na zadania dla dzieci, które są rozwieszone w różnych miejscach i sygnowane symbolem Frankensteina. Zaraz koło zamku jest ładny plac zabaw oraz trasa spacerowa. Polecamy na przykład jako przerwę w podróży z Wrocławia.

Ładny Dom (03.07.2017) opublikował reportaż ukazujący walory wypoczynkowe Złotego Stoku.

Jest to historia o ludziach pełnych energii, których nie da się „upchnąć” za biurkiem w pracy od dziewiątej do siedemnastej. Energii, która jak u alchemików z XVI wieku, w końcu zamieniła się w złoto. Poznajcie Małgosię i Maćka ze Złotego Jaru. Obydwoje pochodzą z Dolnego Śląska i potrzebę mocnych doświadczeń mają  zapisaną w DNA. Zanim stworzyli jedno z najciekawszych miejsc noclegowych Kotliny Kłodzkiej, zdążyli poprowadzić kilka ciekawych projektów. Maciek gra na gitarze w duecie Dumny Jeleń i przeprowadza chętnych przez swoje escape roomy (pokoje zagadek) w kopalni Złoty Stok. Gosia najpierw podążyła śladami swoich dziadków na Syberię, a później przez osiem miesięcy pracowała jako wolontariuszka na Filipinach po przejściu w tamtym regionie tajfunu. Dzięki tym doświadczeniom powstały dwie książki: „Zielona sukienka” i „Twarze tajfunu”. Wspólnie z Maćkiem organizują we Wrocławiu alternatywne targi ślubne Concept Weddings. Ich przygoda z własnym pensjonatem zaczęła się kilkanaście lat po tym, jak mama Małgosi postanowiła zastawić wszystko, co miała i kupić kopalnię złota w Złotym Stoku, aktualnie jedną z najciekawszych atrakcji turystycznych regionu. Niedaleko kopalni, w dolinie, stała stuletnia willa z fascynującą historią leśnej gospody z epoki dyliżansów, jakby wyjęta żywcem z bajki Disneya. To był budynek w rodzaju tych z marzeń sennych. Decyzja o zakupie zapadła szybciej, niż gdyby kupowali zimowe buty w sklepie. Wizja przyjaznego pensjonatu z dobrą kuchnią spełniła się w 2015 roku. Wtedy Złoty Jar otworzył swoje podwoje dla wędrowców. Pensjonat jest przygotowany na przyjazd singli, wielopokoleniowych rodzin i grup motocyklistów z psami. Na każdego gościa czekają znakomite śniadania i prawdziwa wytwórnia domowych pierogów. Estetów zachwyci widok lasów, dzieci – potężny wybieg w dolinie, psy – połowa Złotych Gór. Na poszukiwaczy przygody spod znaku Indiany Jonesa czeka kopalnia złota, a w niej podziemny wodospad i spływy zalanymi korytarzami oraz escape room w starym, industrialnym budynku pokopalnianym.

Business Insider Polska (22.05.2017) udostępnił pasjonujący materiał o nowoczesnych formułach działalności muzealnej. Kliknij TUTAJ, aby zobaczyć całą publikację.

Muzeum, według słownikowej definicji to: „instytucja gromadząca, przechowująca i konserwująca zbiory z różnych dziedzin kultury, sztuki, nauki lub techniki i udostępniająca je publiczności w formie wystaw”. Przyzwyczajeni jesteśmy do tego, że zbiory dotyczą czasów przeszłych: stare narzędzia, obrazy, eksponaty przedstawiające wydarzenia historyczne lub prezentujące np. rozwój techniki. W Dubaju powstaje tymczasem Muzeum… Przyszłości. Muzeum Przyszłości wydaje się oczkiem w głowie szejka Mohammeda Bin Rashida Al Maktouma, emira Dubaju, premiera i wiceprezydenta Zjednoczonych Emiratów Arabskich. – Muzeum Przyszłości ma pełnić funkcję globalnej platformy, za pomocą której eksperci mogą zidentyfikować i rozwijać najbardziej obiecujące trendy naukowe i technologiczne. To katalizator badań naukowych i prognoz dotyczących tego, jaką przyszłość chcemy współtworzyć. Ma być ważnym elementem w kształtowaniu współczesnego otoczenia prawnego i strategii, które pozwolą światowym rządom czerpać korzyści z rozwoju technologii – mówił w tym roku. Otwarcie muzeum planowane jest na 2018 rok, a odpowiada za nie Dubai Future Foundation. Dubai Future Foundation to przykład zorientowanego na przyszłość podejścia reprezentowanego przez władze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Zespół ponad 20 międzynarodowych ekspertów z obszaru designu, technologii, innowacji oraz przedsiębiorczości, odpowiedzialny jest za uruchomienie programów dotyczących realizacji nowej strategii rozwoju państwa. Muzeum Przyszłości jest sztandarowym projektem Fundacji. Zlokalizowane w nim rządowe centrum innowacji łączyć będzie w sobie funkcje ośrodka badawczo-rozwojowego, przestrzeni wystawowej oraz instytucji edukacyjnej dla administracji rządowej, przedsiębiorców i obywateli. Na stronie fundacji czytamy: „Weź udział w wycieczce do roku 2035, podczas której pokażemy ci, jak technologie będą zmieniać świat. Zobacz, jaką rolę mogłyby pełnić w naszym życiu społecznym, duchowym i rodzinnym. Zostań uczestnikiem dyskusji o nowej generacji usług publicznych”. Od lat Dubai Future Foundation organizuje czasowe wystawy związane z innowacjami i rozwojem pod szyldem Muzeum Przyszłości podczas World Government Summit.

Z potrzeby nowego podejścia do tematu muzeów zdają sobie również sprawę projektanci z Polski. – Jesteśmy w trakcie fascynującej globalnej dyskusji i rewolucji o nowej roli dla muzeów. To już nie tylko świątynie celebrujące fragmenty niedostępnych światów, ale światy same w sobie, które posługują się językiem technologii, sztuki i architektury, by wyjaśnić skomplikowaną rzeczywistość, pomóc się w niej odnaleźć i określić, ucząc, bawiąc, poruszając. Partycypacja to zaledwie pierwszy krok w stronę jeszcze intensywniejszego zanurzania zwiedzających w opowieść muzealną oraz wywoływania odruchów społecznego zaangażowania. Z kolei coraz ciekawsze rozwiązania technologiczne konfrontowane są z coraz większym głodem ludzi na kontakt z autentycznymi obiektami – mówi Krzysztof Noworyta dyrektor kreatywny Fish Ladder, studia projektów specjalnych Platige Image, który odpowiada za projekty ekspozycyjne studia i jest współautorem koncepcji wystaw stałych Muzeum Historii Polski i Muzeum Józefa Piłsudskiego i dodaje: Stawką w tej rewolucji jest już nie tyle jeszcze ciekawsze opowiedzenie przeszłości, ale przygotowanie ludzi na przyszłość. Z całą jej złożonością obejmującą obszar kultury, ducha, sztuki, gospodarki. Dlatego muzea stają się coraz atrakcyjniejszym obszarem inwestycji. – Równie ważną rolę co same instytucje, odgrywają budowane wokół nich społeczności i programy aktywizujące działanie. Nieprzypadkowo takie inicjatywy jak Muzeum Przyszłości w Dubaju czy Muzeum Jutra w Rio de Janeiro, angażują w ten proces kompetencje kreatywne i przedsiębiorczość. Są one świetnym medium do eksperymentowania z nowymi formami współtworzenia i opowiadania o przyszłości, a jednocześnie stają się platformą do rozwoju nowych, interdyscyplinarnych kompetencji – uzupełnia Łukasz Alwast z Fish Ladder, współautor raportu „Otwarte Innowacje”.

Gdyby w lokalnych mediach został pominięty jakiś ważny temat – prosimy o kontakt  z nami – poprzez formularz TWOJA INFORMACJA. Zajmiemy się sprawą, o której do nas napiszesz.

1 KOMENTARZ

  1. Na jakiej podstawie kopiujecie tak długie fragmenty tekstów z innych stron/gazet? Samo podanie źródła niewiele znaczy. Prawo autorskie jasno wskazuje, że można wykorzystać kilka procent cudzego tekstu, a nie “kopiuj-wklej” po całości.

Comments are closed.