W subiektywnej prasówce – na początek tygodnia – dostarczamy Państwu fragmenty artykułów związanych z terenem Powiatu Ząbkowickiego, jakie ukazały się w minionych kilku dniach w gazetach i portalach internetowych. Do lokalnej „prasówki” dodajemy interesujące artykuły z mediów ogólnopolskich.

Doba.PL (14.07.2017) ujawnia informacje związane z kapitalnym remontem mostu na Nysie Kłodzkiej pomiędzy Kamieńcem Ząbkowickim a Złotym Stokiem.

Na miejscu przebudowy mostu ponownie pojawiła się ekipa firmy budowlanej, która zadeklarowała, że most będzie przejezdny do końca tego roku. Dodatkowe prace podniosły koszt kompleksowej modernizacji obiektu o kilka milionów złotych! Kompleksowa przebudowa obiektu, miała kosztować około 5 milionów złotych i rozpoczęła się na początku grudnia 2016 roku, wtedy zamknięto most dla ruchu, a następnie rozebrano płytę pomostową. Remont miał zakończyć się do końca czerwca 2017 roku. Już w lutym okazało się, że niezbędne będą dodatkowe prace, na całej powierzchni fundamentów wystąpiło podmycie podpór  oraz korozja  biologiczna pali drewnianych, na których obiekt był posadowiony. Przystąpiono do wykonywania ekspertyz, o ile należy zwiększyć zakres robót. Wiadomo już było, że most będzie zamknięty dla ruchu przynajmniej pół roku dłużej. Samorządowcy zintensyfikowali działania, by postawiono przeprawę tymczasową. W sprawę zaangażował się wiceminister obrony Michał Dworczyk, który na prośbę burmistrz Złotego Stoku i wójta Kamieńca podjął działania zarówno w MON jak i Agencji Rezerw Materiałowych, która  dysponuje odpowiednim mostem. – Pismem z dnia 28 kwietnia 2017 r. Minister Energii wyraził zgodę na użyczenie mostu tymczasowego z zasobów rezerw strategicznych Ministerstwa Energii. Wiceminister Obrony Narodowej Michał Dworczyk był osobą, która zajmowała się dokonywaniem uzgodnień z Ministrem Energii w sprawie użyczenia przeprawy. Natomiast pracownicy biura poselskiego zajmowali się koordynacją prac związanych z dokonywaniem ustaleń na poziomie samorządów. Wiceminister Michał Dworczyk czynił także starania, aby montażem i ustawieniem przeprawy tymczasowej zajęli się żołnierze z 1. Brzeskiego Puku Saperów w Brzegu – informował Tomasz Krzeszowiec, asystent Michała Dworczyka. Jednak Dolnośląska Służba Dróg i Kolei nie widziała potrzeby, aby most tymczasowy miał powstać, wyznaczone objazdy spełniają swoją rolę, ponadto zapewniono, że most będzie przejezdny do końca 2017 roku. Dyrektor DSDiK we Wrocławiu, Leszek Loch, w wypowiedzi dla Doba.pl, podtrzymuje te deklaracje. –  Wykonawcą nadal jest firma BANIMEX SA z Będzina. Termin udostępnienia do ruchu obiektu w 2017 roku był jednym z kluczowych tematów prowadzonych negocjacji. Firma BANIMEX SA deklaruje zachowanie tego terminu – mówi. Informuje także, że prace wznowiono, a obecnie prowadzone są roboty rozbiórkowe starych podpór. W ramach zadania zostaną wykonane nowe podpory mostu. – Dodatkowe prace zwiększyły koszt całej realizacji o około 6,6 mln zł – dodaje rzeczniczka DSDIK, Natalia Kita.

Express-miejski.pl (13.07.2017) informuje o zamiarach samorządu powiatowego dotyczących jednej z dużych imprez, jakie były realizowane w Ząbkowicach Śląskich od dziesięciu lat.

Pod znakiem zapytania stoi jedenasta edycja Prezentacji Gospodarczych Ziemi Ząbkowickiej, które od dziesięciu lat odbywały się w Ząbkowicach Śląskich. Od trzech lat podczas prezentacji były organizowane także targi rolno-spożywcze, a współorganizatorem całego przedsięwzięcia była gmina Ząbkowice Śląskie. Nic nie wskazywało na to, że ubiegłoroczna edycja może być ostatnią. Zdaniem starosty Romana Festera impreza z roku na rok nie cieszyła się jednak takim zainteresowaniem jak podczas pierwszych edycji, ze strony zarówno wystawców jak i osób odwiedzających. Starosta mówił o „wyczerpaniu się formuły” tego wydarzenia. – Doszliśmy do wniosku, że ucieka nam główna koncepcja wydarzenia. Wśród wystawców nie było firm stricte zewnętrznych, a lokalni przedsiębiorcy także nie byli chętni do przygotowania stoisk i prezentacji firm. Myślimy nad zmianą formuły, aby była ona atrakcyjniejsza zarówno dla wystawców jak i odwiedzających. Temat będzie poruszany jeszcze na posiedzeniu zarządu powiatu i dyskutowany z władzami miasta. Dopiero wtedy podejmiemy ostateczną decyzję co z tegorocznymi prezentacjami – czy się odbędą i w jakiej formule – tłumaczy starosta. Dwudniowe prezentacje odbywały się rokrocznie we wrześniu w hali Słonecznej. Brało w nich udział kilkudziesięciu wystawców. Atrakcjami towarzyszącymi były m.in. koncerty i występy lokalnych artystów, losowanie nagród, konferencje dla przedsiębiorców, a odwiedzający mogli wziąć udział w degustacji potraw i napojów. Organizatorzy przygotowywali również konkursy z nagrodami, a w ubiegłym roku była też nagroda finansowa na najbardziej atrakcyjnego stoiska. Można było wygrać trzy tysiące złotych

Ziębice Info (12.07.2017) opisują problemy mieszkańców domów położonych przy jednej z ziębickich ulic.

Przy drodze stoi okrągły znak z liczbą 30. Jednak kierowcy, którzy obok niego przejeżdżają, prawdopodobnie go nawet nie zauważyli, zostawiając za sobą kłęby kurzu. I tak przez „objazd” będą „tracić” przynajmniej kilka drogocennych minut… Tak prezentowała się sytuacja na ulicach Krótkiej i Oławskiej na początku lipca – tuż przed rozpoczęciem przebudowy mostu na Oławie, w ciągu ulicy Przemysłowej. Już wtedy kierowcy wszelkich możliwych pojazdów robili rozeznanie i testowali nieformalny „objazd”. Mieszkańcy tej części miasta mieli więc przedsmak tego, co się miało wydarzyć kilka dni później. Jednak po faktycznym zamknięciu mostu, rzeczywistość przeszła ich najśmielsze wyobrażenia. Ulicę Oławską i Krótką zamieszkuje 48 osób. Do Oławskiej można dotrzeć z dwóch stron – od ul. Otmuchowskiej oraz – przez ul. Krótką – od ul. Paczkowskiej. Drogi są wąskie, więc minięcie się na nich dwóch pojazdów jest trudne, a miejscami wręcz niemożliwe. Nie ma też asfaltowej nawierzchni, mimo że od wielu lat walczą o nią mieszkańcy, którzy zmęczeni już są dziurami w drodze, błotem w deszczowe dni oraz kurzem – w słoneczne, czy też koniecznością chodzenia „do miasta” w kaloszach i z butami na zmianę pod pachą… Jak tylko rozpoczęły się przymiarki do przebudowy mostu przy ul. Przemysłowej, mieszkańcy obu ulic zaczęli obawiać się o to, czy pod ich oknami nie zostanie przeprowadzony objazd. Nie został – przynajmniej oficjalnie. W rzeczywistości jednak ta spokojna, gminna droga – zapomniana przez władze i znana w zasadzie tylko okolicznym mieszkańcom – w ciągu zaledwie kilku dni stała się ruchliwa niczym autostrada. Jeżdżą nią „na skróty” m.in. mieszkańcy Służejowa, Rososznicy czy Niedźwiednika, a także mieszkańcy położonej za mostem części Ziębic. Akurat w tym przypadku nie ma się co dziwić, bo objazd oficjalną trasą, to dla nich dodatkowe kilkanaście kilometrów dalej i kilkanaście minut dłużej, jednak tiry – to już przesada! Na szczęście po tygodniu od zamknięcia mostu władze poszły po rozum do głowy i obniżyły dopuszczalną prędkość do 20 km/h oraz postawiły znaki zakazu wjazdu dla pojazdów o masie powyżej 3,5 t. Mieszkańcy ulic Oławskiej i Krótkiej o drogę na miarę 21. wieku zabiegają od wielu lat. Jak się okazuje, w 2008 r., czyli w kadencji Antoniego Herbowskiego, Gmina Ziębice posiadała projekt na wykonanie nawierzchni ul. Krótkiej i Oławskiej, jednak… stracił on ważność w 2010 r., a wydane na jego opracowanie pieniądze z gminnej kasy przepadły bezpowrotnie. Mieszkańcy nie ustają jednak w wysiłkach i upominają się o „swoją” drogę również od początku kadencji Alicji Biry. 10 marca 2017 r. do Gminy wpłynęło kolejne już pismo z prośbą o położenie nawierzchni asfaltowej na ulicy Oławskiej i Krótkiej. Nadawcy nie mogli doczekać się na nie odpowiedzi. W czerwcu zwrócili się więc do Redakcji ziebice.info z prośbą o interwencję w ich sprawie. Po wystosowaniu przez nas pytań do burmistrz Alicji Biry, mieszkańcy ulic Krótkiej i Oławskiej na swoje pismo otrzymali odpowiedź w ciągu… dwóch dni. Cóż jednak z tego, skoro wynika z niej, że prawie 50 osób, które mieszka w tej problematycznej okolicy, nadal będzie tkwić w dotychczasowej sytuacji. Z pisma podpisanego przez naczelnika Wydziału Budownictwa i Gospodarki Komunalnej Jacka Skołuckiego, dowiadujemy się bowiem, że do końca listopada ma powstać dokumentacja techniczna budowy drogi i kanalizacji deszczowej… ale tylko przy ul. Krótkiej. Opracowanie dokumentacji na budowę drogi i kanalizacji deszczowej przy ul. Oławskiej planowane jest dopiero na przyszły rok – oczywiście o ile znajdą się w gminnym budżecie środki na ten cel. Droga jest więc nadal w kategoriach planów, bez gwarancji na ich realizację… W odpowiedzi na pismo mieszkańców naczelnik Skołucki poinformował również, że: „W celu polepszenia stanu nawierzchni ul. Krótkiej i Oławskiej, Gmina Ziębice w miesiącu czerwcu wykonała naprawę nawierzchni poprzez jej utwardzenie i wyrównanie materiałem kamiennym.”. – Materiałem kamiennym? – pyta jedna z mieszkanek. – My tu takiego nie widzimy. Trochę kamieni, a reszta to piach! – mówi. Kiedy osobiście interweniowała u burmistrz Alicji Biry w sprawie tej „utwardzonej” nawierzchni, usłyszała: – Czemu się pani denerwuje? Przecież ma pani drogę zrobioną… Mieszkańcy twierdzą również, że „już lepiej było wcześniej, bo przynajmniej się tak nie kurzyło”. Droga – owszem – jest równiejsza, ale to tylko przyciąga kierowców pojazdów objeżdżających most. Są również obawy o to, czy wytrzyma leżący na trasie „objazdu” urokliwy kamienny mostek. Mieszkańcy wspominają, że nie tak dawno zauważono na nim pęknięcie, które ktoś profilaktycznie podstemplował. Jednak po większych deszczach, kiedy Oława wezbrała, podpórki popłynęły razem z wodą… Wszystko wskazuje na to, że koszmar z ulicy Oławskiej potrwa do końca roku, bo tyle czasu na wykonanie przebudowy mostu będzie prawdopodobnie potrzebował wykonawca prac. Apelujemy więc do wszystkich osób poruszających się ulicami Krótką i Oławską o możliwie częste korzystanie z objazdu na trasie Ziębice-Ząbkowice Śl., który został poprowadzony przez Krzelków i Sieroszów. Jeśli już jednak konieczny jest przejazd przez te ulice, pamiętajmy, że mieszka tam prawie 50 osób, które zwłaszcza o tej porze roku – tak jak i my – chciałyby móc otworzyć okno, wysuszyć pranie na dworze czy pobawić się z dziećmi w przydomowym ogrodzie. W ich imieniu prosimy przynajmniej o zdjęcie nogi z gazu…

Wiadomości Powiatowe (28/2017) opublikowały archiwalny wywiad (ukazał się pierwotnie w 2015 r.) z pasjonatem historii i poszukiwaczem tajemnic Ząbkowic Śląskich.

Drzewo jest jego pasją. Dla niego nawet najmniejszy detal ma znaczenie, a całokształt jest tylko dodatkiem do zakończonej pracy. O swoich zainteresowaniach, spotkaniem z przyszłym prezydentem i niemożności tworzenia rzeczy „wielkich” opowiada Michał Rudnicki. Przez wiele lat był szefem ząbkowickiego harcerstwa. W wolnych chwilach rzeźbi, majsterkuje, jego wielką pasją jest heraldyka. Spod jego ręki wyszły makiety wież miejskich oraz między innymi herby gmin zdobiące salę obrad ząbkowickiego starostwa. Wykonał herby Ząbkowic Śląskich oraz książąt, którzy przed wiekami rządzili miastem. Jest też twórcą scenografii do spektakli Stowarzyszenia Animatorów Kultury oraz świątecznych dekoracji kościołów. Skąd u Pana zainteresowanie pracą w drewnie? Po prostu lubię to, realizuję swoje dziecięce marzenia. Kiedyś, owszem, dłubałem w patykach albo pniakach, jednak to było wyłącznie na własne potrzeby. To się nie zmieniło do tej pory. Nie sprzedaję swoich rzeźb, do każdej jestem przywiązany sentymentalnie. Robię to od 15 lat. Co przedstawiają Pana rzeźby? Kiedyś moje dzieła tworzyły historie harcerskie. W czasach, gdy bardzo intensywnie współpracowałem ze Związkiem Harcerstwa Polskiego, robiłem elementy do gier terenowych, zabaw, różnego rodzaju ozdoby. Największym moim osiągnięciem było stworzenie scenografii do dolnośląskiego gniazda na Ogólnopolskim Zlocie Harcerstwa Polskiego w Gnieźnie. Na lotnisko Bednary pod Gnieznem przybyło wtedy ponad 10 tysięcy osób. Na tym właśnie zlocie poznałem osobiście i miałem przyjemność poduczyć tworzenia w drewnie prezydenta Bronisława Komorowskiego. A dlaczego podszedł akurat do Pana? Z tego, co opowiadał, przy pracach domowych złamał mu się brzeszczot. Nie chciał się więcej trudzić żmudnym machaniem ręką tam i z powrotem, więc chciał się nauczyć obsługi wyrzynarki do drewna. Gdy zobaczył moje rzeźby wiedział, że będę się choć trochę znać na obróbce drewna i przyszedł bezpośrednio do mnie. Czy tworzył Pan jeszcze rzeźby na potrzeby inne, niż harcerskie? Współpracowałem i dalej współpracuję z teatrem w Ząbkowicach. Byłem autorem scenografii do „Baśni o Krzywej Wieży” oraz niedawnej gry terenowej „W poszukiwaniu zaginionej księgi znaczenia”. Niestety, jestem już trochę starszy i mam problemy z rękami, więc wolę tworzyć rzeczy mniejsze, bardziej szczegółowe, aniżeli rzeźby duże. Ostatnie duże przedsięwzięcie przypłaciłem uszczerbkiem na zdrowiu. W jakim drzewie lubi Pan najbardziej tworzyć? Lipa i buk, ponieważ są to drzewa bardzo wdzięczne. Zostawiają bardzo charakterystyczne i wyraziste elementy, tworzę w skali mikro, więc zależy mi, żeby drewno było zbite i dało się dobrze rzeźbić. Czym się Pan aktualnie zajmuje? Moim największym marzeniem było stworzenie makiety miasta Frankensteina. Jednak pierwszą i największą przeszkodą był brak miejsca na ustawienie takiej makiety. Niestety, taka praca nie należy do małych, więc musi mieć sporo przestrzeni do zaistnienia. Porzuciłem więc pomysł makiety i zająłem się herbami związanymi z miastem i rodami, które przysłużyły się dla grodu. Wszystkie potrzebne tarcze herbowe znajdują się w ratuszu, więc wystarczyło tylko przestudiować heraldykę i historię miasta, żeby wziąć się do roboty. Skąd pozyskuje Pan surowiec? Najczęściej kupuję, jednak gdy podczas spaceru widzę jakieś złamane czy wycięte drzewo, to w porozumieniu z Urzędem Miejskim udaje mi się kawałek zabrać do pracowni. Właśnie dzięki wyciętym drzewom z Parku im. Sybiraków powstała scenografia do gry terenowej, o której wspomniałem wcześniej. Z jakiej rzeźby jest Pan najbardziej dumny? Z tej, której jeszcze nie stworzyłem. Każda praca, jaką zaczynam, tworzę i kończę, wydaje mi się bardziej interesująca i dopracowana. Ostatnią pracą, jaką zająłem się po długich przygotowaniach, był herb Bolka II Ziębickiego i Henryka Probusa. Teraz przymierzam się do pieczęci Henryka Brodatego i herbu Wrocławia z ząbkowickiego ratusza. Ciekawe co mi z tego wyjdzie.  

DKL24.PL (16.11.2017) sygnalizuje polityczną aktywność mieszkańców Złotego Stoku.

Prawo i Sprawiedliwość stopniowo przygotowuje się do przyszłorocznych wyborów samorządowych. Stąd m.in. spotkania liderów tej partii z członkami i sympatykami w terenie. Niedawno senator Aleksader Szwed z okręgu dzierżoniowsko-kłodzko-ząbkowickiego uczestniczył w spotkaniu w Złotym Stoku. W jego trakcie poinformował o pracy izby wyższej parlamentu, omówił aktualne problemy w tym subregionie oraz odniósł się do nachodzących wyborów samorządowych w roku 2018. Warto zauważyć, że pogórnicze miasteczko wraz z gminą aktualnie są postrzegane jako obszar zwolenników partii opozycyjnej.

Gazeta Ząbkowicka (nr 198/2017) opublikowała tekst dotyczący jednego z wybitnych twórców sztuki związanego z historią Ziemi Ząbkowickiej.

Nie można chyba spotkać monografii miasta, wsi, regionu na terenie Śląska, która nie byłaby ilustrowana rysunkami Fryderyka Bernarda Wernera. Jego rysunki stanowią dziś jeden z najważniejszych źródeł ikonograficznych XVIII wieku. Gdzie przyszedł na świat, jak wyglądało jego życie opowiada Kamil Pawłowski. Urodzony w Topoli Fryderyk Bernard Werner przyszedł na świat 28 stycznia 1690 r. w Topoli koło Kamieńca Ząbkowickiego. Jego rodzicami byli chłop Melchior Werner i jego żona Barbara Morawitz. Pomimo niskiego stanu społecznego jego rodziców, młody Fryderyk Bernard podjął naukę w gimnazjum jezuickim w Nysie. Co ciekawe w latach nauki poznać miał późniejszego opata klasztorów cystersów w Kamieńcu Ząbkowickim i Lubiążu Tobiasza Stusche. Później zaciągnął się do wojska. Jednak szybko porzucił idee życia w regimencie i udał się w podróż po Europie, tak bardzo charakterystyczną dla młodzieży kształcącej się w ówczesnych czasach. Każdy przecież, kto miał mianować się osobą wykształconą i obytą musiał poznać świat, jego kultury, zabytki i ludzi. Tak też uczynił młody Fryderyk Bernard. W czasie swojej podróży poznał augsburgskie wydawnictwo, z którym później współpracował. W 1718 r. Werner powrócił na ziemię ząbkowicką. 18 października 1718 r. poślubił w Bardzie wywodzącą się z ząbkowickiego mieszczaństwa Marię Eleonorę Teresę Kirchpitter. Świadkami ślubu byli Augustin Kalker i piekarz David Lachmann z Ząbkowic Śląskich. Jego żona zmarła w 1744 r. Współpracując z wydawcami z Augsburga udał się on w podróż po Europie, aby wykonać rysunki najbardziej interesujących obiektów. Po zakończeniu tej misji zaczął rysować Śląsk. 6 listopada 1737 r. narysował klasztor w Henrykowie. Kolejno rozpoczął współpracę z wydawcą z Norymbergii, na zlecenie którego wykonał ponad 80 rysunków przedstawiających śląskie miasta. Po 1742 r. Werner zajął się rysowaniem poszczególnych miast, wsi i ich najbardziej charakterystycznych obiektów. Owocem tej pracy było stworzenie 5-tomowego dzieła „Topographia Silesiae”.  Fryderyk Bernard Werner zmarł bezdzietnie, po tym jak ożenił się drugi raz, 20 kwietnia 1776 r. we Wrocławiu. Dziś naprawdę trudno przecenić wartość jego pracy dla współczesnego naukowca. Jego rysunki w wielu przypadkach są najstarszymi przedstawieniami śląskich miast. Obrazują nie tylko zmiany w ich układach przestrzennych, ale również często nieistniejące już obiekty lub miejsca. Niestety, część tomów Topografii Wernera zaginęła podczas II wojny światowej (np. Topografia Hrabstwa Kłodzkiego). Dziś poszczególne tomy znajdują się w zbiorach Oddziału Rękopisów Biblioteki Uniwersyteckiej we Wrocławiu czy w zasobie Archiwum Państwowego we Wrocławiu. Jeden z tomów przechowywany jest w zbiorach Archiwum Pruskiego Dziedzictwa Kultury w Berlinie.

Industrialna.com (26.11.2016) zamieściła interesujący reportaż na temat jednej z fabryk, jaka działała w Ziębicach.

Cukrownia zlokalizowana jest w miejscowości Ziębice (niem. Münsterberg, cz. Minstrberk) należącej do województwa dolnośląskiego, powiatu Ząbkowickiego. Miasto to zmieniło swój charakter w wieku XIX, kiedy to dzięki dobremu połączeniu kolejowemu z Wrocławiem stał się istotnym ośrodkiem przemysłowym – na terenie Ziębic działała fabryka konserw, zakłady ceramiczne, browar czy też przedstawiona w dzisiejszym wpisie – cukrownia. Cukrownię Ziębice (niem. Zuckerfabrik Münsterberg in Schlesien) wzniesiono z inicjatywy dyrektora Fabryki Rur Glinianych – Karla A. Brandta. Budowę kompleksu produkcyjnego rozpoczęto w 1882 roku według projektu firmy Vernicke-Hall. Pierwszy wyrób cukru nastąpił rok później w 1883 roku. Zakład działał do 2001 roku i należał do jednych z największych tego typu na Dolnym Śląsku. W 2005 roku wydano decyzję o wpisanie obiektów dawnej cukrowni Ziębice do rejestru zabytków z numerem rejestrowym 544/A/05/1-7. Kryterium dokonania wpisu była wartość zabytkowa zakładu. Ochronie poddano budynki usytuowane w południowo-wschodniej części założenia, należą do nich: pakownia cukru, produktownia, surownia, budynek filtracji, biura technicznego, krajalnicy, płuczki buraków oraz suszarnia cukru. Wszystkie obiekty oprócz budynku krajalnicy wzniesiono w 1883 roku. Budynek krajalnicy stanął w roku 1950 – jednak jego forma architektoniczna nawiązująca do budynku produktowni oraz dopełnienie wschodniej ściany założenia był powodem objęcia go także ochroną konserwatorską. Wszystkie budynki są dwu- lub pięcio-kondygnacyjne, murowane z cegły, nieotynkowane, przekryta dachami dwuspadowymi. Elewacje wykonano z licowej cegły klinkierowej, udekorowano lizenami, gzymsami schodkowo-kostkowymi i fryzami kostkowymi, które podkreślają rytmiczny układ fasad. Obramienia okien i drzwi domykają zaś łuki pełne.

Jagielloński24.pl (12.07.2017) opublikował materiał nawiązujący do gorącego ostatnio temu samorządowego funduszu drogowego.

Poselski projekt ustawy o Funduszu Dróg Samorządowych, który w ubiegłym tygodniu został złożony w Sejmie przez posłów partii rządzącej, zdążył już na dobre rozpalić debatę publiczną. Niestety, obecna dyskusja oparta na emocjach nie ma większego sensu. Lepiej bowiem dyskutować o faktach dotyczących infrastruktury drogowej niż przerzucać się hasłami o „łupieniu kierowców” czy „patriotyzmie sprzedanym za 20 groszy”. A fakty są takie, że samorządy pilnie potrzebują pieniędzy na drogi. Problem w tym, że podwyżka opłaty paliwowej nie jest rozwiązaniem optymalnym. Jakie są zatem fakty? Po pierwsze, większość kosztów budowy i utrzymania infrastruktury drogowej w Polsce ponoszą samorządy. Drogi w ich zarządzie to ponad 93% wszystkich utwardzonych dróg w kraju. Co więcej, w latach 2006‒2015 samorządy wybudowały łącznie 37,7 tys. km nowych dróg, zarządzając siecią długości ponad 271 tys. km. Dla porównania, sieć znajdująca się w gestii Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) to zaledwie 19,2 tys. km. Warto podkreślić, że wraz z długością dróg, wzrastały również wydatki samorządów na ten cel – województw aż o 81%, powiatów i miast na prawach powiatu o 50%, a gmin o 47%. Tym samym wydatki na infrastrukturę drogową stały się jedną z głównych pozycji w budżetach samorządów. Po drugie, w przeciwieństwie np. do edukacji, drugiej istotnej pozycji budżetowej jednostek samorządu terytorialnego (JST), samorządy nie otrzymują dotacji celowej z budżetu państwa na budowę i zarządzanie infrastrukturą. JST nie posiadały i nie posiadają bowiem żadnego udziału w podatkach i opłatach związanych (choćby pośrednio) z eksploatacją infrastruktury ‒ przychody z ich tytułu trafiają bezpośrednio do budżetu państwa oraz Krajowego Funduszu Drogowego (KFD), do których samorządy nie mają dostępu (nie licząc realizowanego w latach 2008‒2015 Programu Przebudowy Dróg Lokalnych). Również opłaty pobierane za korzystanie z dróg krajowych i autostrad w całości zasilają KFD, choć trzeba pamiętać, że ich wysokość do 2015 roku włącznie nie wystarczała nawet na pokrycie płatności wobec koncesjonariuszy autostrad. Po trzecie, system prawny wciąż nie pozwala samorządom na pobieranie myta za przejazd swoimi drogami, a na wprowadzenie poboru opłat za korzystanie z mostów żaden z samorządów się jeszcze nie zdecydował. W efekcie samorządy pokrywają całość kosztów utrzymania dróg znajdujących się pod ich zarządem, nie będąc w stanie czerpać przychodów z odbywającego się na nich ruchu. W świetle przedstawionych wyżej danych, pomysł opodatkowania paliw daniną na rzecz samorządów wydaje się czymś oczywistym, a wręcz mocno spóźnionym. Oczywiście, nie należy zapominać, że JST w ostatnich latach mogły korzystać ze środków unijnych oraz krajowych, m.in. w ramach Programu Przebudowy Dróg Lokalnych, który opiewał na 6,2 mld zł (przez 8 lat). Pieniądze te były jednak zaledwie kroplą w morzu potrzeb – samorządy wojewódzkie rocznie wydają na drogi 7 mld zł, powiatowe – 10,6 mld zł, a gminne 7 mld zł. W przeciwieństwie jednak do dróg zarządzanych przez GDDKiA, użytkownicy dróg samorządowych w żaden sposób nie partycypują w kosztach ich eksploatacji. A użytkowników tych z roku na rok jest coraz więcej – w latach 2005‒2015 ruch wyłącznie na drogach wojewódzkich zwiększył się ogółem o 28%, przy czym sam ruch samochodów ciężarowych z przyczepą zwiększył się aż o 58%. Tym samym władze lokalne dotują sektor przewozów ciężarowych, który bardzo chętnie korzysta z dróg samorządowych, omijając płatne odcinki dróg krajowych i autostrad. Przygotowana przez posłów PiS odpowiedź na ten problem nie jest innowacyjna, bowiem stanowi kompilację istniejących przepisów – ustawy o zmianie ustawy o autostradach płatnych oraz o zmianie niektórych ustaw (Dz.U. 2003 nr 217 poz. 2124) oraz uchwały Rady Ministrów w sprawie ustanowienia „Narodowego Programu Przebudowy Dróg Lokalnych”. Z pierwszego z wymienionych aktów prawnych zaczerpnięto konstrukcję nowego podatku, opierającą się na nominalnym opodatkowaniu paliw, oraz konstrukcję nowego funduszu celowego, jak również sposób kierowania na jego rachunek przychodów z tytułu nowej daniny (i sposób jej waloryzacji). Z drugiego natomiast powielono konkursowy tryb przydzielania środków. Wizję legislatora uzupełnia zaczerpnięty z unijnych programów operacyjnych obowiązek informowania o kwocie zrealizowanej inwestycji i źródle jej finansowania. Nowością jest jedynie skala jednorazowego wzrostu opodatkowania, gdyż nawet w latach 2010 i 2012, gdy skokowo zwiększano wysokość najpierw opłaty paliwowej, a następnie akcyzy na olej napędowy, jednorazowa skala podwyżki (choć zdeterminowana przez regulacje unijne) była niższa niż obecnie proponowana. Warto podkreślić, że choć największy sprzeciw opinii publicznej budzi skokowy wzrost opodatkowania paliwa (szacowany w detalu na 0,25 zł brutto za litr), to jednak znacznie poważniejsze skutki dla polskiej gospodarki mogą przynieść inne aspekty omawianej regulacji. Pierwszym zagrożeniem jest krótki okres vacatio legis ‒ wprowadzenie w życie nowej ustawy będzie bowiem wymagać aneksowania dziesiątek umów o realizację usług budowlanych (w szczególności dot. budowy dróg) ze względu na zmianę prawną, o której wykonawca nie mógł wiedzieć w momencie zawierania umowy. Będzie to konieczne, gdyż zaniechanie takiego działania, czy wręcz odmowa zwiększenia wynagrodzenia dla wykonawców robót spowoduje serię pozwów wobec Skarbu Państwa o zapłatę, podobną do tej, z jaką mieliśmy do czynienia w roku 2012. Wtedy wykonawcy dróg krajowych i autostrad masowo pozywali Skarb Państwa m.in. ze względu incydentalny wzrost opodatkowania oleju napędowego. Drugim zagrożeniem jest możliwy spadek sprzedaży paliw płynnych w kraju na rzecz dokonywania zakupów w krajach sąsiednich. Wreszcie, w debacie publicznej nie zwraca się uwagi na zapis znajdujący się w art. 40 projektu zmiany ustawy o finansowaniu infrastruktury transportu lądowego, który zwiększa dolny limit wydatków budżetowych na infrastrukturę transportową (jego wysokość, zależna od wpływów z akcyzy, ma zostać podniesiona z 18% do 25% wpływów z tego podatku). Podsumowując, choć sam cel nowej ustawy jest zasadny, to sposób jego osiągnięcia budzi wątpliwości. Warto podkreślić, że skala spodziewanych wpływów z tytułu nowego podatku (4 mld zł rocznie) zbieżna jest z prognozą, jaką w lipcu ubiegłego roku przedstawiliśmy w raporcie Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego „Odkorkować Polskę”. Postulowaliśmy w nim upowszechnienie poboru opłat na całość sieci dróg krajowych, co w stosunkowo krótkim czasie mogłoby przynieść porównywalny wzrost przychodów, ale bez konieczności wprowadzania nowych podatków lub podnoszenia istniejących. Wskazywaliśmy również na korzyści wynikające z objęcia opłatami dróg samorządowych w postaci likwidacji zjawiska „objeżdżania” odcinków płatnych dróg przez kierowców samochodów ciężarowych i zapewnienia wpływów do budżetów samorządów z tytułu eksploatacji dróg. Takie rozwiązanie pozwoliłoby uniknąć opisanych wyżej roszczeń wykonawców inwestycji infrastrukturalnych i nie przełożyło się na bezpośredni wzrost kosztów eksploatacji samochodów osobowych (odpłatność dotknęłaby wyłącznie pojazdów powyżej 3,5 tony). Pozostaje mieć nadzieję, że skala protestów przeciw propozycji posłów PiS skłoni Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa do zainteresowania się przedstawioną przez nas propozycją upowszechnienia poboru opłat.

Gdyby w lokalnych mediach został pominięty jakiś ważny temat – prosimy o kontakt  z nami – poprzez formularz TWOJA INFORMACJA. Zajmiemy się sprawą, o której do nas napiszesz.