W subiektywnej prasówce – na początek tygodnia – dostarczamy Państwu fragmenty artykułów związanych z terenem Powiatu Ząbkowickiego, jakie ukazały się w minionych kilku dniach w gazetach i portalach internetowych. Do lokalnej „prasówki” dodajemy interesujące artykuły z mediów ogólnopolskich.

Gazeta Ząbkowicka (nr 200/2017) relacjonuje prowadzony w Ząbkowicach Śląskich proces sądowy, w którym osobą oskarżoną jest sędzia.

Czy sędziowie z Ząbkowic Śląskich ukarzą swojego kolegę po fachu, bo „przystawiał” się do kobiety, której sprawę miał osądzić? – Granice zostały przekroczone – mówi wzburzony sędzia Mariusz Górski. – Sędzia chciał przejść na „ty”, przytulać się z osobą, wobec której orzekał. Są granice solidarności zawodowej. Gdybyśmy dziś (czwartek, 13 lipca) mogli wydać wyrok, podpisałbym się bez zastanowienia pod wyrokiem skazującym. Tę deklarację wygłosił podczas posiedzenia w Sądzie Okręgowym w Świdnicy, który uchylił dziś umarzający wyrok ząbkowickiego sądu pierwszej instancji w sprawie nyskiego sędziego oskarżonego o przekroczenie uprawnień. Zaczęło się zwyczajnie. 30-letnia Monika K. wystąpiła do Sądu Rodzinnego w Nysie o zasądzenie alimentów na rzecz córki Leny. Sprawę miał prowadzić 60-letni dziś Roman B. W sposób wyjątkowy podszedł do swoich obowiązków. Zaczął umawiać się z kobietą na prywatne spotkania, podpowiadał jej, co ma mówić, by dostać jak najwyższe świadczenia, kazał jej zrezygnować z pełnomocnika. Kobieta szybko zrozumiała, że zachowanie sędziego jest nieodpowiednie i dzieje się coś niewłaściwego. Dlatego skontaktowała się z dziennikarzami, którzy pomogli jej spotkania nagrać. Sposób postępowania sędziego został udokumentowany, a nim samym zajął się prokurator. W ubiegłym roku skierował on akt oskarżenia do sądu, celowo innego terytorialnie niż miejsce zamieszkania Romana B. Sprawa trafiła do Ząbkowic Śląskich na Dolnym Śląsku. 26 stycznia tego roku sąd ten uznał, że sędzia, który w tym czasie poszedł na emeryturę, jest winny zarzucanego czynu, ale ze względu na jego małą szkodliwość, umorzył postępowanie na okres próby dwóch lat. Romanowi B. nakazano też zapłacenie 7 tys. zł na Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym. Z tym nie zgodziła się Prokuratura Krajowa i odwołała się od wyroku. Sprawa trafiła do świdnickiego sądu. 12 lipca uchylił on wyrok, który zapadł w Ząbkowicach i odesłał sprawę z powrotem do rozpatrzenia przez sąd I instancji. – Nie ma wątpliwości, że sąd pierwszej instancji niewłaściwie ocenił stopień szkodliwości czynu, którego dopuścił się sędzia – mówił przed sądem prokurator Tomasz Kozioł i żądał powtórnego przeprowadzenia przewodu.– Roman B. padł ofiarą prowokacji – ripostował z kolei obrońca Tomasz Sak. – Sędzia był wyczulony na krzywdę ludzką, chciał pomóc osobie pokrzywdzonej. Ale to nie jego stanowisko podzielił świdnicki sąd. – Ustalenia faktyczne – muszę to powiedzieć – są niestety prawidłowe – mówiła sędzia Agnieszka Połyniak, przewodząca składowi sędziowskiemu. – Nie można tu nic dodać, nic ująć. Wszystko zostało nagrane. Natomiast sąd pierwszej instancji nie odpowiedział w swoim wywodzie na podstawowe pytanie o stopień szkodliwości tego czynu. Sędzia przypomniała też, że Roman B., który przez 36 lat orzekania mówił ludziom, iż przed sądem należy mówić prawdę, tym razem namawiał do kłamstwa. – Instruował stronę, co ma mówić – podkreślała sędzia Połyniak.  Każdy sędzia sądu rodzinnego ma zawsze w swoich decyzjach kierować się dobrem dziecka. A tego w tym przypadku zabrakło. Wszystkie dowody świadczą też o tym, że sędzia nie zachował bezstronności. Agnieszka Połyniak nie zgodziła się też z tym, że sędzia padł ofiarą dziennikarskiej prowokacji. – On sam był inicjatorem spotkań i rozmów z Moniką K. – mówiła. – Sam wyznaczał miejsca. Gdy jednak sędzia powiedziała, że sąd swoją decyzją nie rozstrzyga o kolejnym wyroku sądu I instancji i być może będzie on podobny jak ten ze stycznia, głos zabrał sędzia Mariusz Górski. Bardzo dobitnie stwierdził, że on nie ma wątpliwości, co do tego, jaki wyrok powinien zapaść i gdyby tylko sąd odwoławczy mógł taki wyrok wydać, zapadł by dziś w nim wyrok skazujący dla Romana B. Podkreślił też, że sprawa ma ewidentnie drugie dno. Trudno bowiem zignorować fakt, że zachowanie sędziego wobec Moniki K. miało dwuznaczny podtekst.

Ziębice Info (26.07.2017) podają wiadomość o poważnej możliwości włączenia Ziębic w regionalną sieć połączeń kolejowych. Kliknij TUTAJ, jeśli chcesz poznać więcej szczegółów.

Pod koniec maja 22 samorządy (m.in. Miasto i Gmina Strzelin oraz Gmina Żórawina), podpisując listy intencyjne z Urzędem Marszałkowskim Województwa Dolnośląskiego, zadeklarowały chęć przystąpienia do projektu Wrocławskiej Kolei Aglomeracyjnej (WKA) oraz współfinansowania go. Oznacza to, że Kolej Aglomeracyjna będzie mocno rozwijana w regionie, również w kierunku Ziębic, i będzie ułatwiała dojazd do Wrocławia, a także innych miejscowości znajdujących się w obrębie tej sieci. W Polsce podobne rozwiązania dla transportu zbiorowego sprawdziły się już m.in. w aglomeracji warszawskiej oraz trójmiejskiej. Gmina Ziębice również otrzymała propozycję dołączenia do Wrocławskiej Kolei Aglomeracyjnej. Podczas czerwcowej sesji Rady Miejskiej w Ziębicach o projekcie opowiedział Artur Gulczyński, dyrektor Departamentu Transportu w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Dolnośląskiego. Mówił także o szybkim rozwoju kolei w województwie dolnośląskim, przywołując m.in. ubiegłoroczne statystyki pokazujące 57-procentowy wzrost przejazdów kolejowych na obszarze aglomeracji wrocławskiej, przy zaledwie 11-procentowym w innych województwach. Przystąpienie Gminy Ziębice do Wrocławskiej Kolei Aglomeracyjnej wiązałoby się z wkładem finansowym Gminy w wysokości ok. 57,4 tys. zł rocznie. Wkład w tej samej wysokości do projektu wniósłby również Urząd Marszałkowski. Gulczyński zadeklarował, że jeśli Gmina wyrazi chęć przystąpienia do WKA, jego Wydział to ułatwi, pomagając przygotować odpowiednie uchwały. Ruch więc należy teraz do burmistrza i radnych, którzy – jeśli będą zainteresowani – powinni podjąć stosowne uchwały i zabezpieczyć środki w budżecie. Decyzję należy podjąć dość szybko, bo już niebawem rozpocznie się planowanie połączeń kolejowych na następne miesiące. Jeśli Gmina Ziębice do projektu dołączy, zostanie w nich odpowiednio ujęta.

Doba.PL (27.07.2017) komunikuje o nowych szansach na realizację ciekawego przedsięwzięcia na styku powiatów ząbkowickiego i kłodzkiego.

W 2016 roku miała ruszyć budowa wieży widokowej na Kłodzkiej Górze w Górach Bardzkich.  Do tej pory nie ma jednak żadnych oznak realizacji inwestycji. Nasi Czytelnicy dopytują, czy pomysł został zarzucony? Przypomnijmy, że porozumienie w sprawie budowy ścieżki edukacyjno-przyrodniczej wraz z wieżą widokową na Kłodzkiej Górze podpisane zostało w 2014 r. W realizacji projektu miały wziąć trzy podmioty: powiat kłodzki, ząbkowicki oraz Nadleśnictwo Bardo Śląskie. Jak informowano w 2015 roku, powiat kłodzki zabezpieczył środki na ten cel, jednak partnerzy projektu chcieli sięgnąć po środki zewnętrzne m.in. z projektu obejmującego budowę (lub odbudowę) wież na pograniczu polsko-czeskim realizowanym w ramach programu Interreg Polska-Czechy, którego liderem będzie strona czeska Euroregionu Glacensis. Prace miały się rozpocząć w 2016 roku, ale do tego nie doszło. Starostwo w Kłodzku zapewnia jednak, że projekt nie został porzucony i trwają prace nad zdobyciem dofinansowania dla inwestycji. – W projekcie było bardzo dużo partnerów z Polski i Czech i poprzedni wniosek nie przeszedł ze względu na uwagi do kilku gmin. Wniosek będzie składany ponownie we wrześniu. Jesteśmy na etapie aktualizacji dokumentacji i niedługo podpisujemy na nową umowę partnerską – mówi Doba.pl Michał Cisakowski ze Starostwa Powiatowego w Kłodzku. Budowa ścieżki edukacyjno-przyrodniczej wraz z 30 metrową wieżą widokową według założeń ma nie tylko uatrakcyjnić wędrówki po górach, ale także upłynnić ruch turystyczny pomiędzy powiatami kłodzkim i ząbkowickim. Do wieży będą prowadziły dwa szlaki: żółty z Kłodzka i niebieski z Barda. Wybór nie był przypadkowy. Leżąca w paśmie Gór Bardzkich, Kłodzka Góra jest szczytem koronnym, który wpisany jest w Koronę Gór Polskich. Jest jednym z 28 najwyższych szczytów, jeśli chodzi o dane pasmo górskie.

Wiadomości Powiatowe (nr 29/2017) informują o nowym wyposażeniu szpitala Świętego Antoniego w Ząbkowicach Śląskich.

Szpital Św. Antoniego zyskał dwa nowoczesne aparaty do USG. Oba urządzenia są już wykorzystywane do diagnozowania pacjentów. Koszt zakupu przekroczył 200 tys. zł i w całości został pokryty przez EMC Instytut Medyczny, do którego należy ząbkowicki szpital. Ultrasonograf Voluson P6 firmy GE ma szeroki zakres zastosowań w diagnostyce medycznej w radiologii, ginekologii, urologii, kardiologii i diagnostyce naczyniowej. Jest wyposażony we wbudowane archiwum i nagrywarkę umożliwiającą zapisywanie obrazu na płycie. Obrazy wyświetlane na płaskim ekranie są w wysokiej rozdzielczości. Nowy sprzęt jest przeznaczony do pracowni USG z możliwością wykorzystania go we wszystkich oddziałach ząbkowickiego szpitala: chirurgii, pediatrii, internie, na oddziale położniczo-ginekologicznym i noworodkowym, a w szczególności na potrzeby szpitalnego oddziału ratowniczego oraz poradni ginekologiczno-położniczej. Drugi z ultrasonografów – Vivid T8 Pro GE – posiada specjalistyczną głowicę kardiologiczną, dzięki czemu ma szerokie zastosowanie  w diagnostyce chorób układu krążenia, a przede wszystkim serca. W systemie zastosowanym w tym urządzeniu połączono sprawdzone możliwości ultrasonografii kardiologicznej systemów GE Vivid z wyjątkowej jakości obrazami ultrasonograficznymi systemu LOGIQ. W rezultacie lekarze otrzymali do dyspozycji jeden hybrydowy system do ultrasonografii kardiologicznej – precyzyjny, wytrzymały i wyposażony w wiele funkcjonalności. Podczas badania lekarze mogą korzystać z całego wachlarza zaawansowanych narzędzi, zwiększających jego zdolności diagnostyczne w zakresie ultrasonografii kardiologicznej. Są to przede wszystkim: – doppler tkankowy, który pobiera dynamiczne informacje z ruchomej tkanki serca i pozwala na uzyskanie wymiernych pomiarów pracy lewej komory, – smart stressoautomatycznie dostosowujący ustawienia w celu optymalizacji przebiegu badania, dzięki czemu zwiększa się jakość i pewność diagnostyczna samego badania; – zautomatyzowane obrazowanie funkcji (AFI), które umożliwia ocenę i pomiar kurczliwości ściany lewej komory serca w stanie spoczynku oraz obliczanie parametrów opisujących jej funkcjonowanie. Z uwagi na dużą zachorowalność i systematyczny coroczny wzrost chorób układu krążenia wśród mieszkańców naszego powiatu, urządzenie będzie wspomagać diagnostykę pacjentów z chorobami sercowo-naczyniowymi, którzy są hospitalizowani na oddziale wewnętrznym.

Express-miejski.pl (27.07.2017) wraca do sprawy, która w ubiegłym roku wzbudzała kontrowersje wśród mieszkańców wsi Stoszowice. O tej sprawie pisaliśmy wtedy w naszym portalu.

Próba odwołania sołtysa Stoszowic odbyła się z naruszeniem przepisów? Takie wnioski pokontrolne przedstawiła komisja rewizyjna i upomniała wójta. We wrześniu ubiegłego roku wójt Paweł Gancarz zwołał zebranie wiejskie, na którym mieszkańcy podejmowali decyzję odnośnie odwołania Elżbiety Szopian z funkcji sołtysa wsi. Sołtysce zarzucano m.in. brak współpracy, niewywiązywanie się z zaleceń komisji rewizyjnej dotyczącej finansów oraz gospodarowania środkami finansowymi rady sołeckiej wynikającej z wynajmu świetlicy wiejskiej. Elżbieta Szopian odpowiadała na zarzuty, a przy pomocy swojego radcy prawnego wskazywała, że zebranie zostało zwołane niezgodnie z prawem. Wnioskowała o jego przedwczesne zakończenie ze względu na szereg nieprawidłowości. Nie spotkało się to jednak z aprobatą mieszkańców wsi i władz gminy. W głosowaniu dotyczącym odwołania sołtys wzięło udział 111 mieszkańców. 59 z nich było za tym, aby Elżbieta Szopian pozostała na swoim stanowisku, 52 osoby chciały jej odwołania. O zebraniu więcej pisaliśmy w artykule pt. W Stoszowicach nie będzie zmiany sołtysa. Zebranie wiejskie z nutką kontrowersji. Choć od tamtego czasu minął prawie rok to o sprawie nie wszyscy zapomnieli. Elżbieta Szopian tuż po zebraniu zwróciła się do rady gminy z prośbą o przeprowadzenie wnikliwej kontroli związanej z całym procesem próby jej odwołania. Zadanie zostało zlecone komisji rewizyjnej, która dopatrzyła się uchybień ze strony wójta. We wnioskach pokontrolnych czytamy m.in., iż postulat o odwołanie sołtys został podpisany przez jedną osobę i nie znalazły się w nim informacje o załączniku z podpisami co najmniej 10 proc. mieszkańców uprawnionych do głosowania. Podpisy zostały zebrane na innym dokumencie, co już wskazuje na pewną nieprawidłowość. Ponadto przedstawiona komisji lista została podpisana przez 80 osób (uprawnionych do głosowania w tamtym momencie było 750 mieszkańców wsi Stoszowice – przyp. red.), z czego: trzy osoby podały błędny numer PESEL (przy jednoczesnym braku serii i nr dowodu osobistego), w jednym przypadku podano błędne imię, w trzech przypadkach podpisały się osoby zameldowane w Ząbkowicach Śląskich (brak wpisu na listę wyborców w miejscowości Stoszowice) oraz jedna osoba, która nie posiadała żadnego meldunku (brak wpisu na listę wyborców w miejscowości Stoszowice). Wynika z tego, że prawidłowych podpisów było 72, a więc mniej niż 10 proc. wszystkich osób uprawnionych do głosowania. Wynika z tego, że rozpoczęcie procedury odwoławczej nie powinno mieć miejsca. Z takim stanowiskiem nie zgadza się wójt gminy Paweł Gancarz. – Wniosek został złożony przez grupę mieszkańców, a do wniosku została dołączona została lista z podpisami 80 osób, która nie wymagała wskazywania numeru PESEL, wynikała raczej z inicjatywy osób sporządzających wniosek (brak zapisów regulujących te kwestie w obowiązującym statucie sołectwa). Po złożeniu wniosku nastąpiła weryfikacja jego prawidłowości oraz załączonych list z podpisami w zakresie zamieszkania uprawnionych osób. Uznano, że na 80 pozycji 76 z nich jest prawidłowych, spełnia wymóg minimalnej ilości podpisów wnioskodawcy złożonych pod wnioskiem o odwołanie sołtysa i pozwala na uruchomienie procedury odwoławczej. W tym zakresie, moim zdaniem, nie doszło do nadużyć – informuje wójt. Komisja rewizyjna w pokontrolnych wnioskach podważała też procedurę zwołania zebrania wiejskiego, wskazując, iż to sołtys powinna zwołać takie zebranie najpóźniej do miesiąca czasu od dnia złożenia wniosku o odwołanie. W tym przypadku organizatorem zebrania był wójt. Szef stoszowickiej gminy swoją decyzję tłumaczył długotrwałym niepodejmowaniem korespondencji pocztowej przez sołtys. Dodatkowe nieprawidłowości dotyczyły też prowadzenia zebrania przez wójta, bowiem zgodnie z uchwałą z 2006 roku, zebraniom wiejskim powinien przewodniczyć sołtys lub przewodniczący rady sołeckiej. Komisja zauważyła też nieścisłości przy samej procedurze głosowania. Otóż przed głosowaniem nie dokonano formalnego powołania komisji skrutacyjnej, a zrobiono to już w trakcie. Wójt otrzymał zalecenia, aby stosować się do zapisów prawa miejscowego, a także by przygotował projekty uchwał aktualizujących statuty wszystkich sołectw gminy Stoszowice, ze szczególnym uwzględnieniem procedury odwołania sołtysa. – Zgodnie z zaleceniem komisji rewizyjnej podjęliśmy kroki zmierzające do przygotowania odpowiednich zmian w statutach jednostek pomocniczych jakimi są sołectwa w zakresie trybu powołania i odwołania sołtysa. Pozwoli to uniknąć w przyszłości jakichkolwiek wątpliwości w tej kwestii – podsumowuje wójt Paweł Gancarz.

CNN Travel (04.07.2017) zachęca swoich czytelników do zwiedzania najciekawszych miejsc Dolnego Śląska, wśród których wymienia Ząbkowice Śląskie. Kliknij TUTAJ, jeśli chcesz poznać więcej szczegółów.

Polska nazwa miasta może nie zwracać uwagi wielu osobom, ale prawie wszyscy słyszeli o Frankensteinie. Niektórzy badacze przypuszczają, że słynna powieść „Frankenstein” Mary Shelley mogła być zainspirowana wydarzeniami, które miały miejsce w tym mieście około 1606 roku. Plaga spadła na teren, a miasto Frankenstein straciło około jednej trzeciej populacji. W archiwum miasta znajdują się opowieści o czynie szajki tamtejszych grabarzy, który podobno spreparowali trujący proszek z zarażonych trupów, aby rozprzestrzeniać śmiertelną chorobę w całym mieście. Legenda może być niewiarygodna, ale można w nią uwierzyć, poznając mroczną historię miasta i spacerując na przykład po romantycznych ruinach XIV-wiecznego zamku lub krętych ulicach prowadzących raz w górę, raz w dół. Nazwa została zmieniona w 1946 r. po tym, jak cały region stał się częścią Polski. Jednym z najciekawszych zabytków w Ząbkowicach Śląskich jest unikalna średniowieczna Krzywa Wieża określana jako „śląska Piza”. Przyczyna jej przechylenia pozostaje niewyjaśniona, ale niektórzy przypisują to skutkom trzęsienia ziemi w XVI w., Wszyscy są zgodni co do tego, że w ten sposób miasto stało się wyjątkowym. Pobliskie Góry Sowie oferują energetyczną wycieczkę, dzięki licznym szlakom turystycznym i wspaniałym panoramom krajobrazowym widocznym z wieży widokowej na Wielkiej Sowie.

Wszystko Co Najważniejsze (22.07.2017) zamieszcza interesujące wystąpienie francuskiego urbanisty prof. Francoisa Nordemanna wygłoszone podczas prezentacji kandydatury Łodzi do organizacji Expo 2022. Kliknij TUTAJ, jeśli chcesz przeczytać cały tekst.

Wszyscy razem zamieszkujemy tę samą planetę. Wszyscy razem zapewnialiśmy jej wzrost, wspierali jej rozwój, przyczyniali się do jej urbanizacji, uczestniczyli w jej metropolizacji, zachęcali do zdobywania nowych jej terenów i osiedlania się na nich. Wszyscy dzieliliśmy również występujące na niej zagrożenia, akceptowali jej przyrodzoną złość oraz jej reakcje na naszą agresję. Pozwolę sobie przywołać słowa Antoine’a de Saint-Exupéry’ego: «Nie dziedziczymy Ziemi po naszych rodzicach, ale pożyczamy ją od naszych dzieci.» Dzisiaj połowa ludzkości żyje w miastach. Niektóre z nich dochodzą do kresu swoich możliwości. Wiele zasobów naturalnych wyczerpuje się, gdyż muszą zaspokajać coraz większe potrzeby ludzi. (…) Nadmierna konsumpcja, towarzysząca pogoni za postępem i poszukiwaniu komfortu jest już za nami. Teraz pracujemy nad polepszeniem jakości życia przy większym poszanowaniu dla Ziemi, która nas gości. Procesy rewitalizacyjne w miastach, związane z regeneracją środowiska naturalnego, dotyczą nas wszystkich, niezależnie od tego, czy mieszkamy w Azji, Afryce, Ameryce, Europie czy Australii. Dziś bowiem już rozumiemy, że nadużyliśmy zasobów naszej planety. Kryzysy ekologiczne pojawiają w różnych miejscach i na różne sposoby. (…) Rozwiązywanie problemów na miejscu, tam, gdzie one występują, przynosi oszczędności zasobów i pozwala na trwały i zrównoważony rozwój. Doświadczeń w tej mierze nie brakuje, a dzielenie się nimi jest źródłem postępu ludzkości. Są miejsca, gdzie galopująca urbanizacja zabiera terytoria, i oddala biedniejące populacje od życia ekonomicznego i kulturalnego. W konsekwencji, slumsy i mieszkania socjalne znajdują się w miejscach coraz trudniej dostępnych. By przywrócić równowagę pomiędzy różnymi przestrzeniami zurbanizowanymi należy uczynić centra miast bardziej atrakcyjnymi, dzięki na nowo przemyślanemu, bardziej oszczędnemu transportowi publicznemu, a także doprowadzić wodę, prąd i sieci teleinformatyczne wszędzie tam, gdzie ludzie osiedlają się w sposób spontaniczny. (…) Miasto wkroczyło na teren Natury; najwyższy czas, aby zaakceptować proces odwrotny. Wiele miast już to robi, na przykład odsłaniając koryto rzeki dotąd ukryte pod ziemią i służące za kanalizację, obsadzając gruzowiska, i czyniąc je na nowo żyznymi, czyniąc miasta bardziej gęstymi, aby lepiej zmieścić w nim coraz liczniejszych mieszkańców i zapewnić usługi miejskie oraz publiczne tereny zielone: jednym słowem, sprawić, by miasto tętniło życiem… (…) Wszędzie, nieużytki poprzemysłowe, inne niezagospodarowane obszary miejskie, przestrzenie ze śladami dawnego użytkowania zmieniają się w nowe miejsca niosące nowe obietnice, nowe szczęście mieszkańcom. Rozwój urbanistyczny znajduje na miejscu, w mieście, uzasadnienie i materię dla swojego projektu. Uwypukla jego dziedzictwo, pokazując, że nowe już tam jest. Zamiast więc rozszerzać miasta w nieskończoność i zużywać nowe terytoria, pracujmy nad intensywnością zabudowy: twórzmy miasta na miejscu miast. Jasno widać, że miasta są swoją własną przyszłością, zarazem swoim wczoraj i swoim jutro. Najwyższy czas pokazać naszej planecie, że szanujemy ją tak, jak na to zasługuje, właśnie poprzez regenerację urbanistyczną osiedli ludzkich. To po części już się dzieje, pod różnymi postaciami. Różnorodność tych działań stanowi o ich bogactwie. Wszyscy musimy odpowiedzieć na wyzwania ekologii przemyślanej na nowo. Rewitalizacja miast jest naszym wspólnym problemem, definiowanym adekwatnie do potrzeb danego miejsca. Bo każdy ekosystem miejski ma właściwe sobie uwarunkowania. Na jeden wspólny problem nie ma jednej wspólnej odpowiedzi. Wspólna natomiast ma być taka postawa, która z wielości różnych odpowiedzi na poziomie lokalnym stworzy odpowiedź globalną. Odpowiedzi i strategie tworzą się na podstawie swoich własnych zasobów. Problem rewitalizacji ma charakter globalny, dotyczy nas wszystkich, każdego na swój sposób. Szacunek do naszej planety będzie atutem w jego rozwiązaniu. Stawiajmy na odpowiedzialny rozwój, taki, który umożliwia każdemu z osobna uświadomienie sobie problemu, z którym przychodzi mu się zmierzyć i znalezienie sposobu jego rozwiązania. Tak, aby wszyscy mogli mieć swój udział w ratowaniu naszej planety.

Gdyby w lokalnych mediach został pominięty jakiś ważny temat – prosimy o kontakt  z nami – poprzez formularz TWOJA INFORMACJA. Zajmiemy się sprawą, o której do nas napiszesz.