Właściciele „Kubusia Puchatka” zderzają się z biurokratyczną machiną już piąty rok. Tym razem zdecydowali się zaskarżyć podjętą pod koniec 2016 r. uchwałę Rady Miejskiej, która według nich jest niezgodna z prawem, a przede wszystkim utrudni działalność opiekuńczą i wychowawczą placówki. Pod skargą podpisał się także właściciel drugiego prywatnego przedszkola „Skaczące Nutki” z Olbrachcic Wielkich.

Miesiąc temu pisaliśmy w naszym portalu o kolejnej odsłonie sporu (może nawet konfliktu?) pomiędzy urzędnikami ząbkowickiego magistratu a prowadzącymi niepubliczne przedszkole w Gminie Ząbkowice Śląskie. Sprawa jest „rozwojowa”, gdyż jeszcze przed świętami wielkanocnymi, za pośrednictwem Rady Miejskiej złożona została skarga do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego na uchwałę z dnia 29 grudnia 2016 r. w sprawie trybu udzielania i rozliczania dotacji z budżetu Gminy Ząbkowice Śląskie dla niepublicznych szkół podstawowych, gimnazjów, przedszkoli i innych form wychowania przedszkolnego oraz trybu i zakresu kontroli prawidłowości ich pobrania i wykorzystywania. Lucyna Krajewska – właścicielka przedszkola „Kubuś Puchatek” oraz Marek Machnik – właściciel przedszkola „Skaczące Nutki” zarzucają ząbkowickim rajcom dziewięć naruszeń prawa. Zdaniem obojga rzeczona uchwała jest złamaniem przepisów Konstytucji RP, ustawy o systemie oświaty, ustawy o ochronie danych osobowych oraz ustawy o ogłaszaniu aktów normatywnych i niektórych innych aktów prawnych. W konsekwencji domagają się stwierdzenie nieważności błędnych ich zdaniem zapisów uchwały oraz zasądzenie od Gminy kosztów postępowania.

Prowadzący oba przedszkola uważają m.in., że przyjęta w uchwale definicja ucznia „może stanowić podstawę do odmowy wypłaty dotacji na uczniów, których frekwencja wynosi 0, podczas gdy taki uczeń faktycznie jest na stanie danej szkoły czy też przedszkola, natomiast z powodu choroby nie może uczęszczać na zajęcia”. Twierdzą także, iż radni przyjmując uchwałę „w odniesieniu do dotacji przysługującej na ucznia niepełnosprawnego wskazali jedynie dolną granicę wysokości dotacji przysługującej na niepełnosprawnego ucznia w niepublicznych przedszkolach i innych formach wychowania przedszkolnego”. Mają też zastrzeżenia wobec uchwały, na podstawie której „pracownicy jednostki samorządu terytorialnego mają prawo wglądu do listy konkretnych uczniów podczas kontroli, a nie w momencie składania sprawozdania miesięcznego. Użyty w uchwale zapis jest więc niezgodny z prawem, stanowi zarazem modyfikację zapisu ustawowego. „Gmina nie może zbierać i gromadzić danych dzieci uczęszczających do placówek edukacyjnych co miesiąc” (…) Ustawa o systemie oświaty jasno wskazuje jakie informacje winny być zawarte we wniosku o udzielenie dotacji, w miesięcznej informacji o liczbie uczniów, czy też rozliczeniu otrzymanej dotacji. Organ dotujący otrzymuje więc jasną i konkretną informację od osoby prowadzącej szkołę. Nie wymaga zatem to składania dodatkowych informacji i wyjaśniania oczywistych faktów. Ten zapis służy jedynie ferowaniu władczej roli burmistrza i jego pracowników wobec dotowanych podmiotów, o czym świadczą trwające już 4 rok kontrole prawidłowości wykorzystania dotacji i wydane decyzje administracyjne, które za każdym razem zostały uchylone przez Samorządowe Kolegium Odwoławcze w Wałbrzychu”.

Wśród szeroko opisanych zastrzeżeń wobec uchwały, prowadzący przedszkola niepubliczne opisują wątpliwości związane z narzuconymi w niej drobiazgowymi zasadami prowadzenia dokumentacji księgowej i trybu prowadzenia czynności kontrolnych. Twierdzą, iż rygory w tych kwestiach wykraczają poza normy opisane w ustawach. Konsekwencją takich unormowań jest faktyczne utrudnianie prowadzenia przedszkoli niepublicznych. Czy zarzuty okażą się uzasadnione, rozstrzygnie Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu. W opisywanej przez nasz portal trwającej już pięć lat batalii prowadzonej przez urzędników gminnych, zdarzało się już kilka razy, iż decyzje przez nich wydawane po prowadzonych kontrolach, były podważane przez Samorządowe Kolegium Odwoławcze w Wałbrzychu. Tym razem prowadzący przedszkola sięgnęli po rozstrzygnięcie sądowe. Wynik poznamy najwcześniej przed wakacjami letnimi.