W subiektywnej prasówce – w każdy  poniedziałek – dostarczamy Państwu fragmenty artykułów związanych z terenem Powiatu Ząbkowickiego, jakie ukazały się w minionych kilku dniach w gazetach i portalach internetowych. Od niedawna na zakończenie „prasówki” dodajemy artykuły inspirujące do pozytywnych działań na naszym terenie.

Express-miejski.pl (24.03.2017) opublikował bieżącą wiadomość związaną z problemami, z jakimi borykają się właściciele podziemnych tras turystycznych, w tym Kopalni Złota w Złotym Stoku.

Cały czas aktualny jest temat nadzoru nad podziemnymi trasami turystycznymi. 31 marca odbędzie się spotkanie ich właścicieli z przedstawicielami rządu. Od kilku lat trwa sprawa dotycząca objęcia nadzorem podziemnych tras turystycznych przez Wyższy Urząd Górniczy (WUG). Dotyczy ona bezpośrednio chociażby Kopalni Złota w Złotym Stoku czy Podziemnej Trasy Turystycznej w Kłodzku. Planowana nowelizacja ustawy miała nakładać na właścicieli kopalń obowiązek stosowania takich samych standardów bezpieczeństwa we wszystkich wyrobiskach górniczych, bez względu na rodzaj prowadzonej działalności. Oznacza to, że wyrobiska, obecnie wykorzystywane na cele turystyczne, miałyby funkcjonować na takich samych zasadach, jak kopalnie, w których prowadzona jest działalność wydobywcza. Nowe regulacje oznaczałyby nowe obowiązki związane z utrzymaniem bezpieczeństwa w podziemnych trasach turystycznych, zatrudnianie dodatkowych osób, a w efekcie zwiększenie kosztów. Rządowy projekt nowelizacji ustawy niósł też za sobą wiele obostrzeń i restrykcji, jak chociażby zgłaszanie do WUG każdej pracy związanej z rutynowym zabezpieczeniem podziemnych atrakcji. Właściciele podziemnych tras turystycznych nie zgadzali się z propozycją przygotowaną przez rząd, która miała wejść w życie od stycznia. Dzięki licznym spotkaniom i sprzeciwom udało się odbiec od tego pomysłu. Przynajmniej na razie. – Nie zgadzamy się z tym, aby podziemne trasy turystyczne były traktowane tak samo, jak zakłady górnicze, czyli inaczej mówiąc czynne kopalnie. W naszych  byłych kopalniach, aktualnie wykorzystywanych na cele turystyczne, nie prowadzi się eksploatacji górotworu, została ona zakończona już kilkadziesiąt lat temu. Powyższe okoliczności powodują, że stabilność górotworu jest na bardzo wysokim poziomie. Stopień zagrożenia w stosunku do innych eksploatowanych kopalń jest zatem znacznie niższy – tłumaczy Elżbieta Szumska, właścicielka Kopalni Złota w Złotym Stoku. Teraz właściciele podziemnych tras turystycznych mają dwa lata na prace nad wprowadzeniem „swojej” ustawy, która będzie dla nich korzystniejsza niż rządowa propozycja. Aktualnie w ministerstwie powołano już komisję górniczą, która utworzyła podkomisję zajmującą się sprawami podziemnych tras turystycznych. 31 marca we Wrocławiu przedstawiciele podkomisji spotkają się z właścicielami podziemnych atrakcji turystycznych. – Prawnik przygotował już projekt ustawy, który jest dla nas bezpieczny i zaproponujemy go ministrowi. Projekt zakłada nieco swobodniejsze działanie podczas prac zabezpieczających czy remontowych prowadzonych na terenach podziemnych tras turystycznych – mówi Elżbieta Szumska. Zaznacza też, że współpraca z WUG i Okręgowym Urzędem Górniczym (OUG) jest jak najbardziej wskazana, ale podczas bardziej obszernych działań – likwidacji kopalni czy tworzeniu nowych chodników metodą górniczą. Złotostocka kopalnia złota jest zdecydowanie największą atrakcją turystyczną Złotego Stoku. Rocznie podziemne zakamarki odwiedza ponad 200 tys. osób. Czy właściciele podziemnych tras turystycznych znajdą nić porozumienia z przedstawicielami rządu i proponowana przez rząd zmiana, niewątpliwie uderzająca w podziemne atrakcje turystyczne, zupełnie odejdzie w zapomnienie? Czas pokaże.

Gazeta Ząbkowicka (nr 182/2017) podtrzymuje temat omawiany już przez media lokalne, a związany z usuwaniem drzew w parku miejskim w Ząbkowicach Śląskich.

Przed kilkoma dniami z parku im. Sybiraków zniknęło kilka drzew. Mieszkańcy nie kryją swojego oburzenia, a urzędnicy tłumaczą, że drzewa zagrażały bezpieczeństwu ludzi i stąd decyzja o ich usunięciu. – Gmina Ząbkowice Śląskie usuwa drzewa w Parku Miejskim im. Sybiraków w oparciu o decyzje uzyskane od Dolnośląskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków we Wrocławiu Delegatura w Wałbrzychu, który w zezwoleniu na usunięcie drzew w parku ustalił, że wnioskowane drzewa do usunięcia posiadają „krytyczną konstrukcję, obszerne pęknięcia na pniu i u nasady korony, obszerne ubytki u podstawy pni, które znacznie obniża statykę jak i zakotwiczenie w gruncie. Z uwagi na krytyczny stan fitosanitarny, drzewa stanowią zagrożenie dla przechodniów i mienia” – wyjaśnia Stanisław Moderski z Urzędu Miasta w Ząbkowicach Śl. Urzędnicy tłumaczą też, że z parku usuwane są drzewa, które grożą wywrotem na ścieżki, ławki oraz te obumierające, z których obłamują się suche konary drzew. – Zarówno park im. Sybiraków, jak i większość terenów zieleni gminnej stanowią miejsce wypoczynku i spacerów mieszkańców gminy. Niezbędne jest stałe monitorowanie drzew pod kątem ich stanu zdrowotnego i dlatego należy planować zabiegi sanitarne w obrębie koron drzew a w ostateczności ich usunięcie – dodaje Moderski. Jednocześnie burmistrz Marcin Orzeszek na jednym z portali społecznościowych zapewnił, że 25 marca w Parku na miejsce chorych i niebezpiecznych drzew zostaną zasadzone nowe drzewa. – Łączą nas drzew – Zielona Gmina Ząbkowice Śląskie – będziemy prowadzili kolejny raz akcję zachęcającą do sadzenia drzew oraz krzewów. Zapraszam i liczę na obecność – napisał burmistrz.

Gość Niedzielny Świdnicki (23.03.2017) udostępnił zapis rozmowy z Kamilem Pawłowskim – badaczem przeszłości Ząbkowic Śląskich.

Ząbkowice są niesamowicie ciekawym miastem i okazuje się, że historycznie zupełnie nieprzebadanym. Publikacje, które ukazały się po II wojnie światowej, zazwyczaj opierały się na tekstach przedwojennych. Mało kto sięgał do archiwów, choćby diecezjalnego we Wrocławiu czy państwowego w Kamieńcu Ząbkowickim. Przyczyną jest też bariera językowa, bo stare teksty są pisane po niemiecku, gotycką czcionką. Kamil Pawłowski sięgnął do dokumentów i przekazów, i dzięki temu posiadł niezwykłą wiedzę. Od roku w ząbkowickiej Izbie Pamiątek Regionalnych dzieli się nią podczas cyklicznych spotkań o historii miasta w różnych aspektach. Mówił już m.in. o dziejach gastronomii w mieście, zieleni, historii chleba, pierników, magii i czarach, przestępczości, a nawet o piwie. Przez ostatnie miesiące spotkania prowadzone były wokół cyklu „Ząbkowice Śląskie, miasto wielu wyznań”. Śledzono dzieje wspólnot, miejsca kultu i wzajemne relacje katolików, protestantów, żydów i prawosławnych. – Ludzie mają różne hobby, ja lubię pójść do archiwum, przejrzeć inwentarz i teczka po teczce fotografować dokumenty, a później w domu przy komputerze na spokojnie te dokumenty sobie opracowywać – mówi Kamil Pawłowski. – To rodzaj hobby, ale połączonego z pracą. Pierwsze studia skończyłem na kierunku dziedzictwo kultury materialnej, a teraz studiuję historię. Jest coś jeszcze. Ludzie często, idąc przez miasto, patrzą w dół, a trzeba nieraz patrzeć w górę. Na ścianach budynków, gzymsach, portalach jest wiele rzeczy, które świadczą o historii miasta. Jak wyjaśnia Kamil Pawłowski, czytanie starych archiwów może dostarczać wielu emocji. – Gdy tylko coś odkryję, dzielę się tym z przyjaciółmi i znajomymi. Dzwonię do nich i mówię „Słuchajcie, to nie było tak”. Ktoś nie doczytał, przekręcił datę albo był zbyt leniwy i nie przejrzał kilku kartek dalej, żeby dowiedzieć się, jak to było naprawdę. To doprawdy wielka frajda. Za swoje największe odkrycie Kamil Pawłowski uważa obalenie czarnej legendy ząbkowickich grabarzy z 1606 roku. To prawdopodobnie właśnie tamta historia przyczyniła się do stworzenia postaci Frankensteina, klasyki literatury horroru. Sam Frankenstein (tak brzmiała też przedwojenna nazwa Ząbkowic) stał się dziś marką miasta. – Po przestudiowaniu wszystkich dostępnych źródeł doszedłem do wniosku, że niekoniecznie było tak, jak wszyscy o tym mówią – tłumaczy historyk. – Wielka zaraza pojawiła się w Ząbkowicach nie w 1606 r., a już rok wcześniej. Ci biedni grabarze, których oskarżono, że tę zarazę wywołali, których męczono na torturach i w końcu spalono, tak naprawdę nie mieli z nią wiele wspólnego. Wszystko oparto na pomówieniach ich pijanych pomocników. W to, że ukradli jakiś zegar z kościoła idzie uwierzyć, ale że zjadali serca małych dzieci, wykopywali trupy i robili z nich proszek, który podawali innym ludziom, już nie bardzo – mówi Pawłowski. O historii można opowiadać ciekawie, dlatego spotkania historyczne w Ząbkowicach ściągają wielu mieszkańców. – Nie mamy prawa odcinać się od tego, co było, dlatego bardzo mnie boli, gdy ktoś mówi „to było za Niemca, więc kogo to obchodzi”. Na szczęście słychać to coraz rzadziej. Historia jest ciągłością. My dostaliśmy tę ziemię i całe jej dziedzictwo, o które teraz powinniśmy dbać. Dlatego bardzo się cieszę, kiedy na te nasze spotkania przychodzi coraz więcej ludzi, zadają pytania, interesują się. Jedynie szkoda, że tak mało młodych osób. Jedyne, co mogę doradzić, to odejść od komputera, telefonu, wsiąść na rower i pojechać w teren. Wtedy nagle człowiek znajdzie takie miejsce, które go zaciekawi. Może wtedy zacznie dociekać, co tam było, kto je stworzył. Moim zdaniem wielka jest rola rodziców w tym, by zachęcać dzieci do poznawania swojej historii. I oczywiście także szkoły. Dzieci uczą się o starożytnych Grekach, Egipcie, a nie wiedzą nic o miejscu, w którym mieszkają. Spotkałem się nawet z takimi przypadkami, że młodzi ludzie nie byli świadomi tego, że Śląsk przed 1945 r. nie należał do Polski. W kwietniu ma się odbyć konferencja, która ma uświetnić jubileusz 730-lecia Ząbkowic Śląskich. To właśnie w 1287 r. wystawiono dokument, w którym po raz pierwszy wymieniono miasto Ząbkowice Śląskie. Dziś dokument ten przechowywany jest w Archiwum Państwowym we Wrocławiu. Jak zapewniają organizatorzy, będzie to największa konferencja historyczna w powojennej historii miasta i potrwa dwa dni. W sobotę 22 kwietnia słuchacze poznają różne aspekty związane z historią miasta, jego życiem gospodarczym, politycznym i społecznym. W niedzielę 23 kwietnia uczestnicy będą rozmawiać o historii sztuki, architektury i muzyki. Organizatorami są Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy im. Księgi Henrykowskiej, Izba Pamiątek Regionalnych im. Józefa Glabiszewskiego oraz Kamil Pawłowski pełniący funkcję sekretarza.

Polskie Radio Wrocław (16.03.2017) odnotowało udział burmistrza Ząbkowic Śląskich w ogólnopolskim Kongresie Młodego Samorządu, który odbył się w Dusznikach Zdroju.

O szansach i możliwościach działania młodych ludzi na rzecz samorządu lokalnego rozmawiali uczestnicy III Kongresu Młodego Samorządu, który w czwartek rozpoczął się w Dusznikach-Zdroju. Samorządowcy, biznesmeni i przedstawiciele organizacji pozarządowych poruszają tematy dotyczące roli samorządu lokalnego oraz znalezienia sposobu na zagospodarowanie potencjału młodego pokolenia samorządowców. Jak powiedział Marcin Orzeszek, burmistrz Ząbkowic Śląskich, sposobem na aktywizacje młodych ludzi są młodzieżowe rady miasta czy gminy, których na Dolnym Śląsku jest coraz więcej. Podczas tegorocznej edycji kongresu poruszone są też tematy dotyczące samorządów, czyli oczekiwania wobec zmian legislacyjnych, organizacyjnych i prawnych.

Gość Niedzielny Świdnicki (18.03.2017) również relacjonował przebieg spotkania młodych samorządowców w Dusznikach Zdroju, akcentując inny ważny motyw debaty.

Do Dusznik Zdroju zjechało prawie 100 prezydentów, burmistrzów i wójtów młodego pokolenia na Kongres Młodych Samorządowców. Poruszono tematy m.in. oświaty, biznesu, energetyki, sportu i repatriacji. Od 16 do 18 marca Dworek Chopina w dusznickim uzdrowisku był miejscem paneli i dyskusji samorządowców poniżej 35. roku życia z całej Polski. To już 3. edycja wydarzenia, które integruje, tworzy płaszczyznę do wymiany doświadczeń, poglądów i opinii oraz staje się źródłem wielu cennych informacji. W sobotę przed południem poruszono temat repatriantów oraz ich miejsca w gospodarce i społecznościach. Jak repatriantów zatrudniać, osiedlać, asymilować? Panel poprowadził Dariusz Mącarz, wiceprezes fundacji „Młoda Rzeczpospolita”. W rozmowie wzięli udział: Ilona Gosiewska, prezes stowarzyszenie „Odra-Niemen”, Michał Dworczyk, sekretarz stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej, Tomasz Jani, naczelnik Wydziału ds. Repatriacji Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. – Poprzednia ustawa o repatriacji działała niedobrze. Najlepszym tego przykładem jest fakt, że przed jej wejściem w życie w 2001 r. do Polski repatriowało się zaledwie 500 naszych rodaków. Ustawa zamiast usprawnić działanie, utrudniała je – stwierdził Michał Dworczyk. Pokreślił, że fundamentem obecnych zmian jest moralne zobowiązanie państwa polskiego wobec naszych rodaków na Wschodzie, aby mogli tutaj przyjechać i się osiedlić. Ale nie chodzi o Polaków mieszkających na Kresach I i II Rzeczpospolitej, tylko o tych żyjących w azjatyckiej części byłego Związku Sowieckiego, którzy w konsekwencji represji i zsyłek trafili na tamte odległe tereny. – Ta obecnie działają ustawa repatriacyjna zmienia jeden z zasadniczych mankamentów poprzedniej wersji ustaw – mianowicie zabiera ciężar obowiązku w sprawie repatriantów samorządom. Teraz państwo polskie bierze na siebie część tej odpowiedzialności – tłumaczył sekretarz stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej. Nowelizacja przewiduje także dla każdej rodziny osiedlającej się w Polsce specjalnego opiekuna, który zostanie zatrudniony, by pomagać w asymilacji, w procesie wrastania w społeczeństwo. – Trzeba sobie jasno powiedzieć: repatriacja nie ma nic wspólnego z demografią czy rynkiem pracy. Mniej więcej w ciągu najbliższych 10 lat pojawi się ok. 10 tysięcy naszych rodaków z azjatyckiej części ZSRR. Z punktu widzenia demografii to żadna liczba. Rozpatrujmy to więc w kategoriach realizacji ważnego zobowiązania – mówił M. Dworczyk. Oświadczył przy tym, że wszystkie formacje polityczne powinny się wstydzić, że tak dużo czasu zajmuje państwu polskiemu rozwiązywanie tego problemu. – Dla porównania podam przykład Niemców, którzy w latach 90. ściągnęli z terenu Kazachstanu i wschodniej części byłego ZSRR ok. 1 milion swoich rodaków. Zrobili to w ciągu 5 lat, czyli rocznie sprowadzali średnio 200 tysięcy osób. My, mając do repatriacji kilkadziesiąt tysięcy naszych rodaków, temat całkowicie zawaliliśmy – skwitował wiceminister obrony narodowej. Dlaczego tak długo to trwało? Jak stwierdził panelista, nie było na scenie politycznej żadnej poważnej siły, której poza deklaracjami naprawdę zależało, by pomóc Polakom na Wschodzie. Dodał jeszcze, że największą pracę w tym temacie, która sprowadza się do koniecznej pomocy Polakom za wschodnią granicą, wykonują organizacje pozarządowe, jak np. stowarzyszenie „Odra-Niemen”. – W ostatnim czasie widać większe zainteresowanie i osiedlanie się w Polsce osób z Białorusi i z Ukrainy. My, pomagając Polakom w tych krajach, dostajemy coraz więcej zapytań związanych z Kartą Polaka i repatriacją – stwierdziła Ilona Gosiewska. Prezes stowarzyszenia „Odra-Niemen” zaznaczyła, że jeżeli Polacy chcą przyjechać do naszej ojczyzny, to w zdecydowanej większości nie dzwonią do urzędów, tylko zasięgają języka w organizacjach pozarządowych z trzeciego sektora, które znają z różnych projektów i spotkań. – My też nie do końca mamy pełen obraz tych wszystkich zmian. Więc głównym problemem staje się bardzo mocna kampania informacja, również w środowisku pozarządowym działającym w Polsce. Zarówno Polacy za wschodnią granicą, jak i środowiska samorządowe pytają nas o proces repatriacji. Zainteresowanie tematem jest naprawdę bardzo duże, zainteresowane strony mają chęci, ale często brakuje wiedzy i dobrych środków komunikacji – podsumowała Ilona Gosiewska.

Wiadomości Powiatowe (nr 12/2017) zamieściły zapis rozmowy z Ireną Szewczyk – prezesem Ząbkowickiego Stowarzyszenia na Rzecz Dzieci i Osób Niepełnosprawnych.

Zgodnie ze statutem dokonaliśmy wyboru nowych władz stowarzyszenia – mówi wieloletnia szefowa stowarzyszenia Irena Szewczyk – skład zarządu został zmieniony, ponieważ taka była potrzeba. Pan Stanisław Partyka zmarł, a moja zastępczyni ze względów rodzinnych wyjechała na Śląsk. Bardzo się cieszę, że w nowym zarządzie są mamy, które faktycznie mają czas i chcą działać w naszym stowarzyszeniu. Na prezesa stowarzyszenia rodzice jednogłośnie i po raz kolejny wybrali Irenę Szewczyk. Wiceprezesem została Renata Zięba, sekretarzem Agata Ankowska, skarbnikiem Grażyna Malinowska, a członkiem zarządu Teresa Plewa. – Ten rok dla stowarzyszenia jest wyjątkowy, ponieważ w piątek 26 maja odbędzie się dwudziesta, jubileuszowa Olimpiada Integracyjna – mówi prezes Irena Szewczyk. – Jako główny organizator olimpiady Stowarzyszenie Integracja występuje dopiero od 2006 r. Do tego czasu olimpiady odbywały się na stadionie i były organizowane przez ówczesnego dyrektora OSiR Zdzisława Organiściaka. Potem nasze role odwróciły się i olimpiady są organizowane przez stowarzyszenie, oczywiście przy wsparciu OSiR-u, ZOK-u oraz wolontariuszy, bez których trudno sobie wyobrazić tak dużą imprezę. Z okazji jubileuszu Stowarzyszenie zamierza wydać płytę ze zdjęciami z wszystkich dotychczasowych olimpiad pod nazwą „Szlakiem dwudziestu dotychczasowych ząbkowickich Olimpiad Integracyjnych”. – Mamy dużo materiału, aczkolwiek problem stanowią zdjęcia z lat 1999, 2000 i 2001. Dlatego, jeżeli ktoś będzie czytał ten artykuł i posiada jakiekolwiek zdjęcia z tamtych czasów, to byłabym bardzo wdzięczna za ich udostępnienie – mówi Irena Szewczyk. Program imprezy będzie podobny do tych, jakie odbywały się dotychczas, choć będzie bardziej uroczysty. Mniej będzie konkurencji, abyśmy mieli czas opowiedzieć o historii i cieszyć się tym, iż spotykamy się już po raz dwudziesty. Fundusze na organizację imprezy pochodzą z częściowo realizowanego po raz czwarty projektu pod nazwą „Ja też potrafię” oraz ze środków własnych. – Liczę na to, że znajdą się ludzie dobrej woli, czyli sponsorzy, którzy pomogą finansowo w organizacji olimpiady. Oprócz płyty ze zdjęciami marzy mi się również przygotowanie koszulek z okolicznościowym napisem oraz wspólne grillowanie z kiełbaską, bigosem, kawą i herbatą. Podczas tegorocznej jubileuszowej olimpiady pojawi się też nowy punkt, czyli zajęcia z dogoterapii. – Czy uda się nam przygotować jeszcze coś ciekawego, tego jeszcze nie wiem.

Doba.pl (23.03.2017) relacjonuje spotkanie literackie z Joanną Bator, które odbyło się w Ząbkowicach Śląskich.

Laureatka nagrody literackiej NIKE, autorka książki, której akcja dzieje się w mieście Frankenstein, Joanna Bator odwiedziła Ząbkowice Śląskie w poniedziałek 20 marca. Spotkanie Joanny Bator z czytelnikami w „Dolnośląskiej” zorganizowało ząbkowickie koło Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich przy wsparciu gminy Ząbkowice Śląskie. Przyczynkiem do ponownego spotkania z tą uznaną pisarką była jej najnowsza powieść „Rok Królika”, której akcja toczy się w Ząbkowicach Śląskich, Frankensteinie – to echo jej poprzedniej wizyty w mieście. Prowadząca spotkanie, Elżbieta Horowska, na początek przybliżyła twórczość Joanny Bator. Autorka, która sama  siebie nazwała „pisarką pogranicza”, bardzo zakotwiczoną w dolnośląską poniemieckość, jest bardzo popularna także w Niemczech. To osoba niezwykle skupiona na swojej pracy, dla której pisanie jest także wyzwaniem na poziomie leksykalnym, językowym (np. w „Roku Królika” to język tabloidowy). – Lubię mówić o książkach, które właśnie piszę. Wszystko inne jest za mną, jak zamknięty rozdział. Książki już wydane są wasze. Nie zamierzałam tak szybko pisać nowej powieści, gdyż poprzednia, „Rok Królika”, bardzo mnie zmęczyła, ale jest już ona prawie gotowa – mówiła Joanna Bator. Jak twierdzi autorka, będzie to pozycja nietypowa i dosyć krótka, gdyż liczyć będzie góra 150 stron.  Główną metafora będzie kintsugi, czyli japońska sztuka naprawiania potłuczonej ceramiki złotą laką. – Chodzi o to, żeby naprawić przedmiot tak, aby była widoczna jego historia, a więc to co złe, nieszczęście, zbicie, uszkodzenie ceramiki, zostaje włączone w historię przedmiotu – zdradziła Joanna Bator. Pozycja ma mieć w sobie ducha tak uwielbianej przez pisarkę Japonii, a styl książki nawiązywać do haiku.   Joanna Bator przeczytała kilka fragmentów „Roku królika” opatrzonych ciekawymi dygresjami. Okazuje się, że poprzednia wizyta w naszym mieście zainspirowała ją do osadzenia akcji w Ząbkowicach. – To jest książka o potworności w różnych przejawach, ten pomysł zbiegł się z tym, że istnieją takie Ząbkowice i z moim uwielbieniem Mary Shelley. Jak to w życiu bywa trafiłam w swej pracy nie tam, gdzie chciałam. Zamierzałam pisać o historycznych Ząbkowicach, myślałam o badaniu historycznych źródeł, ale w trakcie pisania zobaczyłam Frankenstein z mojej wyobraźni i taki ostatecznie obraz miasta stworzyłam – wyjaśnia pisarka. Szczególnie dwa wspomnienia utkwiły w pamięci Joanny Bator z odwiedzin w Ząbkowicach w 2012 roku. To świecące wręcz w ciemności anemony (zawilce) na starym cmentarzu, które widziała podczas spaceru po Ząbkowicach oraz przeraźliwie krzyki o poranku w gospodarstwie agroturystycznym w Brzeźnicy, gdzie nocowała. Okazało się, że to perliczki spacerującą po podwórku. Później już sam sielski obraz poranka na wsi, kobiet wnoszących kosze na śniadanie. Joanna Bator pochodząca z Wałbrzycha pisarka uznanie zyskała za dylogię „Piaskowa Góra” i „Chmurdalia”, książki tematycznie związane z rodzinnym miastem. W 2013 r. otrzymała literacką nagrodę „Nike” za trzecią powieść osadzoną w Wałbrzychu „Ciemno, prawie noc”. Aktualnie trwa proces adaptacji książki na język filmu. W 2015 r. napisała „Wyspę łzę”, rodzaj reportażu literackiego o bardzo osobistych akcentach. Popularnością cieszą się jej trzy książki będące rezultatem długich pobytów w kraju kwitnącej wiśni („Japoński wachlarz” 2004 i 2011; „Rekin z parku Yoyogi”). Zadebiutowała literacko w 2002 r. powieścią zaliczaną do nurtu chick lit „Kobieta”. Studiowała kulturoznawstwo. Ma doktorat z filozofii. Praca doktorska została wydana w 2001 pt. „Feminizm, postmodernizm, psychoanaliza”. Ostatnią książką pisarki jest „Rok królika”, powieść z fabułą osadzoną w 2011 r. w mieście, które przed wojną nazywało się Frankenstein.

Ziębice.info (21.03.2017) opublikowały reportaż o edukacyjnej inicjatywie realizowanej w Gminie Ziębice.

W minionym tygodniu, w ramach święta królowej nauk – matematyki, w Szkole Podstawowej nr 2 w Ziębicach odbył się Tydzień z Matematyką. Celem zajęć i zabaw było zainteresowanie uczniów matematyką oraz zareklamowanie i pokazanie jej na wesoło poprzez rozrywki i rozmaitości matematyczne. Na początku tygodnia odbyła się akcja informacyjna o planowanych zadaniach. Przez kolejne dni uczniowie z kół matematycznych klas II- VI przygotowywali zagadki, rebusy i zabawy matematyczne dla swoich kolegów. Długie przerwy zamieniły się w „laboratoria zagadek”. We wtorek, 14 marca, nauczyciele matematyki i edukacji wczesnoszkolnej zorganizowali Dzień Matematyki. Uczniowie mieli okazję rozwiązywać zadania z prezentacji multimedialnej pod hasłem „Pieniądze to nie wszystko”. Pod koniec tygodnia do matematycznej zabawy włączyły się uczennice Gimnazjum Publicznego w Ziębicach, które w ramach programu Erasmus przygotowały zadania matematyczne w języku angielskim. Było wesoło! Zmagania matematyczne zakończyły się udziałem uczniów w Międzynarodowym Konkursie „Kangur Matematyczny 2017”. Inicjatorem i organizatorem Dnia Matematyki w Polsce jest Stowarzyszenie Doskonalenia i Rozwoju 4improve.

DKL24.pl (17.03.2017) odnotował imprezę promującą utalentowane dzieci w Gminie Złoty Stok.

Po miasteczku jeszcze roznoszą się dźwięki dopiero co zakończonego X Przeglądu Piosenki Przedszkolnej. Przebiegał pod hasłem „Zaczarowane dźwięki – Szanujmy wspomnienia”, a jego organizatorem  była Placówka Opieki Przedszkolnej „Bajka” przy współpracy Centrum Kultury i Promocji. Z zaproszenia do uczestnictwa w konkursie skorzystało 14 przedszkoli z powiatów: kłodzkiego, ząbkowickiego i dzierżoniowskiego. Na scenie wystąpiło niemal 80 dzieci, których prezentacje oceniało jury pod przewodnictwem Grażyny Orczyk – burmistrzyni Złotego Stoku. W kategorii „solistów” I miejsce wyśpiewała Milena Gajek z „Bajki” w Złotym Stoku, II – Róża Jabłońska od „Kubusia Puchatka” w Kudowie-Zdroju, zaś trzecie – Michał Dzimira od „Wesołych Krasnoludków” z Bielawy. Wśród „duetów” I miejsce przypadło Amelii Kowalskiej i Szymonowi Moczce z Publicznego Przedszkola w Przedborowej, II – Dominice Markowskiej i Paris Młodzieniak z „Bajki” w Złotym Stoku, III – Hannie Budnik i Klaudii Orzeł z „Baśniowej Krainy” w Kamieńcu Ząbkowickim. W kategorii „zespołów” najwyżej oceniono „Kajtka i spółkę” z Niepublicznego Przedszkola „Kajtek” w Srebrnej Górze, następnie „Pory roku” z Samorządowego Przedszkola w Domaszkowie i „Chłopców i dziewczyny z Zielonej Doliny” z Publicznego Przedszkola „Zielona Dolina” z Mąkolna.

Polskie Radio Wrocław (22.03.2017) po niedawnej antysmogowej wizycie w Bardzie, tym razem dokonało rekonesansu w Złotym Stoku.

Podsumowaliśmy akcję Dolny Śląsk bez smogu (KLIKNIJ I POSŁUCHAJ WIĘCEJ). Nasz wóz pojechał do Złotego Stoku, gdzie tydzień temu pozostawiliśmy pyłomierz. Jakie pomysły na poprawę jakości powietrza mają mieszkańcy? Największe przekroczenia substancji szkodliwych – podobnie jak w innych miastach, które odwiedziliśmy w ramach akcji – pojawiały się w godzinach wieczornych. Złoty Stok jest w szczególnym położeniu. W mieście nie ma gazociągu, a  mieszkańcy zwracają uwagę, że nie wszystkich stać na utrzymanie nowoczesnych urządzeń grzewczych. Dlaczego wszyscy powinniśmy walczyć o poprawę powietrza? – To nie jest tylko kwestia pieczenia w nosie, pieczenia w gardle – przy każdym oddechu groźne substancje rozprowadzane są po całym organizmie i mogą powodować odległe dolegliwości – na przykład zawał może być wynikiem niedostatecznego dostarczania tlenu do krwi i serca. Bardzo ciekawe badania przedstawili ostatnio Kanadyjczycy – pokazują one, że takie choroby jak Alzheimer, Parkinson czy stwardnienie rozsiane występują wcześniej u osób, które mieszkają blisko autostrad. Okazało się, że w ich mózgach odkładają się ziarenka metalu dostające się prawdopodobnie razem z powietrzem przez nos. Zanieczyszczone powietrze wywołuje więcej szkód, niż nam się wydaje – wyjaśnia dr Tomasz Zatoński. „Dolny Śląsk bez smogu” to wspólna akcja Radia Wrocław, Dolnośląskiego Alarmu Smogowego oraz Instytutu Rozwoju Terytorialnego. Partnerem akcji jest Samorząd Województwa Dolnośląskiego

Twój Sącz (22.03.2017) nawiązując do głośnego ostatnio problemu ze zjawiskiem smogu, informuje o inicjatywie legislacyjnej Gminy Nowy Sącz.

Rada Miasta podjęła uchwałę o zwolnieniu z podatku od nieruchomości budynków mieszkalnych, w których zastosowano niskoemisyjne źródła ogrzewania. Chodzi o montowane po 1 stycznia br. kotły na paliwo gazowe lub lejowe, pompy ciepła, ogrzewanie prądem czy nowoczesne urządzenia na paliwo stałe, które spełniają rygorystyczne normy pod względem emisji zanieczyszczeń (o których mowa w „uchwale antysmogowej” Sejmiku Województwa Małopolskiego). Zwolnienie dotyczy budynków objętych podatkiem od nieruchomości przed połową 2017 roku, także tych, w których części prowadzona jest działalność gospodarcza. Uchwała będzie obowiązywać do końca 2020 roku i do tego czasu najpóźniej będzie można skorzystać z ulgi na wymianę źródła ogrzewania. Nie wiadomo, ile mniej pieniędzy trafi do miejskiej kasy z tytułu wprowadzonej ulgi. Wstępne wyliczenia (w oparciu m.in. o ankiety wśród mieszkańców Nowego Sącza) mówią o kwocie przewyższającej 1 mln zł w ciągu 5 lat. Ale zdaniem władz miasta pieniądze nie są najważniejsze w tym przypadku. – Podjęta uchwała ma zachęcić mieszkańców Nowego Sącza do wcześniejszej wymiany kotłów niespełniających norm i, co za tym idzie, poprawy jakości powietrza w naszym mieście. Preferencje dla podatników wymieniających źródła ciepła na nowocześniejsze, bardziej wydajne i ekologiczne będą oczywiście skutkować zmniejszonymi wpływami do budżetu miasta, ale per saldo Nowy Sącz zyska, zarówno poprawiając jakość życia mieszkańców, jak i lepszy wizerunek u potencjalnych inwestorów – przekonuje komunikat Biura Prasowego Urzędu Miasta Nowego Sącza. A ile konkretnie można zyskać na wymianie źródła ogrzewania? Przykładowo właściciel domu płaci obecnie podatek od nieruchomości w wysokości 62 grosze za metr kwadratowy. Przy założeniu, że dom ma 100 m kw., pięcioletnia ulga za wymianę pieca może sięgnąć zaledwie 300 złotych. Korzystniej wyliczenie wypada w przypadku, gdy w części domu prowadzona jest działalność gospodarcza, bowiem wtedy stawka podatku za m kw. wynosi 20,5 zł. Jeśli jedna trzecia stumetrowego budynku podlega wyższemu podatkowi, ulga w okresie pięciu lat może przekroczyć 3 tysiące złotych. Aby starać się o zwolnienie z podatku od nieruchomości, trzeba będzie złożyć w urzędzie, na specjalnym formularzu, szereg dokumentów. Uchwała wymienia:

  • informację zawiadamiającą o zastosowaniu niskoemisyjnego źródła ogrzewania i spełnieniu warunków uprawniających do zwolnienia od podatku od nieruchomości,

  • informację w sprawie podatku od nieruchomości oraz danych o zwolnieniach podatkowych w podatku od nieruchomości, których ma dotyczyć zwolnienie,

  • kopie faktur lub rachunków potwierdzających wydatki poniesione w związku z zastosowaniem w budynku mieszkalnym niskoemisyjnego źródła ogrzewania,

  • dokumentację fotograficzną stanu przed i po zastosowaniu niskoemisyjnego źródła ogrzewania,

  • w przypadku zastosowania kotłów na paliwo stałe – certyfikat lub inny dokument potwierdzający spełnianie wymogów (…),

  • protokół odbioru prac związanych z zastosowaniem niskoemisyjnego źródła ogrzewania, wystawionego przez wykonawcę tych prac lub oświadczenie wykonawcy o wykonaniu prac zgodnie z zasadami sztuki budowlanej i przepisami obowiązującymi w tym zakresie,

  • dokument potwierdzający zezłomowanie zlikwidowanego źródła ogrzewania.

W przypadku podatników prowadzących działalność gospodarczą oprócz powyższych dokumentów trzeba będzie przedstawić informacje niezbędne do udzielenia pomocy „de minimis”, bo tak traktowane jest zwolnienie z podatku przedsiębiorców.

Gdyby w lokalnych mediach został pominięty jakiś ważny temat – prosimy o kontakt  z nami – poprzez formularz TWOJA INFORMACJA. Zajmiemy się sprawą, o której do nas napiszesz.