W subiektywnej prasówce – w każdy  poniedziałek – dostarczamy Państwu fragmenty artykułów związanych z terenem Powiatu Ząbkowickiego, jakie ukazały się w minionych kilku dniach w gazetach i portalach internetowych. Od niedawna na zakończenie „prasówki” dodajemy artykuły inspirujące do pozytywnych działań na naszym terenie.

Wiadomości Powiatowe (nr 9/2017) ujawniają okoliczności, w jakich renowacja Pałacu Marianny Orańskiej w Kamieńcu Ząbkowickim znalazła się w impasie. Wójt Marcin Czerniec w ekskluzywnym wywiadzie tłumaczy przyczyny trudności.

W końcu ubiegłego roku konserwator zabytków wstrzymał prace budowlane prowadzone na terenie kamienieckiego pałacu, ponieważ, jak stwierdził, roboty odbiegały od zakresu i warunków udzielonego pozwolenia. – Wszystkie prace wykonywane na terenie zespołu pałacowo-parkowego mają swoje oparcie w dokumentacji, która została zatwierdzona przez konserwatora zabytków – mówi wójt Marcin Czerniec. – Żadne prace nie mogą być rozpoczęte, jeśli nie ma zatwierdzonej dokumentacji. Prace, które były realizowane, odbywały się na podstawie prawomocnych pozwoleń. Skąd zatem decyzja o wstrzymaniu prac? Jednym z powodów miał być zły dobór roślin nasadzanych w pałacowych ogrodach. Przy odbiorach poszczególnych prac, w tym związanych z nasadzeniami, konserwator nie pofatygował się na odbiór, mimo że został prawidłowo powiadomiony o dacie. Później zakwestionował nasadzenia zamienne, które były konieczne, ponieważ trzy gatunki roślin zostały zamienione na podobne, ale nie trujące – tłumaczy wójt. – W obawie, że dziecko mogłoby zjeść taki owoc, zgodnie z zaleceniami osoby nadzorującej realizację projektu, sadzonki zostały wymienione na bezpieczne. Spore kontrowersje wzbudził również temat ścieżek dojazdowych i krawężników. – Konserwator zabytków doskonale wie, że część prac odtworzeniowych jest realizowana etapami, bo nie jest możliwe pozyskanie środków na odtworzenie wszystkiego jednocześnie. Proces inwestycyjny jest zaplanowany do 2030 roku i niektóre elementy dopiero w finalnym etapie mogą być zgłoszone do odbioru – mówi wójt. – Ścieżki szutrowe w dokumentacji są wskazane docelowo jako ścieżki brukowe z kamienia łamanego. Gmina na dzień dzisiejszy nie wykonuje tego przedsięwzięcia, bo nie ma na to odpowiednich środków finansowych. Wykonano jedynie zabezpieczenie częściowe, bo zniszczone elementy ścieżek mogły być przykryte przez grys kamienny, który ustabilizuje podłoże i pozwoli turystom przejść bezpiecznie po tym terenie. Kwestionowanie takich działań mija się z logicznym podejściem do odbudowy obiektu. Kolejnym problemem miał być brak odpowiednich uprawnień przez osoby kierujące pracami. – Konserwator zabytków próbował kwestionować uprawnienia osób pełniących nadzór, mimo, że minister kultury uznał uprawnienia – mówi wójt. – Dodatkowo gmina nie może ponosić odpowiedzialności za to, że konserwator, mimo informacji o zmianie określonego inspektora nadzoru nie wykonuje swoich obowiązków poprzez wykonanie analogicznej zmiany decyzji w swojej decyzji o pozwoleniu. Warto dodać, że gmina przy tak dużym przedsięwzięciu posiłkowała się kilkoma inspektorami nadzoru z różnych branż. Służby konserwatorskie mając na uwadze rangę i wielkość obiektu powinny dostosować liczbę osób, jeżeli chcą na bieżąco kontrolować prace. Gmina nie po to przygotowuje dokumentacje, które są opiniowane i zatwierdzane, żeby później konserwator nie chciał analizować informacji zawartych w tych dokumentach. Co dalej? – Konserwator nie próbował merytorycznie odnieść się do argumentów gminy. Obecnie nie zajmuje stanowiska w stosunku do dalszych prac prowadzonych w obiekcie. Natomiast tego typu decyzje konserwatora przy braku kolejnych rozstrzygnięć mają skutek tylko przez dwa miesiące. Okres zimowy i tak jest czasem wyczekiwania na kolejne prace. – Wstrzymanie prac spowodowało tylko i wyłącznie to, że gmina nie była w stanie wykonać ostatniego przedsięwzięcia, które było zaplanowane na rok 2016, czyli wykonania kolejnego etapu oświetlenia alei parkowej. Z powodu tej decyzji gmina straciła 30 tys. zł dofinansowania i będzie musiała ubiegać się ponownie o te same pieniądze. – Konserwator doskonale wie, że projekt był wykonany kompleksowo. Wstrzymanie całości prac przy rozpatrywaniu donosu, który dotyczy niewielkiego fragmentu wykonywanych prac jest nieporozumieniem, które doprowadziło do tego, że nie mogliśmy ukończyć prac w zupełnie innej części obiektu – stwierdza wójt. – Obecnie toczą się dwa postępowania odwoławcze od decyzji konserwatora zabytków. Komu zależało na wstrzymaniu prac? – Można zadać czy we wszystkich przypadkach rozpatrywania donosów konserwator wykazuje się aż tak dużą skutecznością. Na terenie naszego powiatu nie brakuje zabytków, które są w katastrofalnym stanie technicznym i nie ma tam żadnych działań, a jeżeli są, to z reguły pozorowane. Pałac w Stolcu jest tego dobitnym przykładem. Kolejny przykład: czy konserwatorowi nie przeszkadzała odbudowa wieży z pustaków w renesansowym zamku w Ząbkowicach? – pyta Marcin Czerniec – a warto podkreślić, że do remontu kompleksu pałacowo-parkowego w Kamieńcu Ząbkowickim konserwator nie dołożył ani złotówki. Wójt przypomina, że podobna sytuacja miała miejsce, gdy gmina rozpoczęła prace w celu zabezpieczenia ruin byłej lodowni znajdującej się na terenie kompleksu. – Początek prac był również zaczątkiem kolejnych anonimowych donosów. Obiekt ten wymagał pilnych prac naprawczych, ponieważ wandale zniszczyli część ściany tego obiektu. W chwili, gdy gmina, oczywiście na podstawie stosownej dokumentacji rozpoczęła prace zabezpieczające, pojawiły się działania niestandardowe przedstawicieli służb ochrony zabytków. Być może jest to powiązane z zainteresowaniem pewnej osoby, będącej członkiem rady, która chciała, by przekazać jej ten obiekt za przysłowiową złotówkę, co oczywiście ani możliwe, ani zgodne z prawem. W sytuacji, gdy gmina zainicjowała proces inwestycyjny i z roku na rok pozyskiwała coraz większe środki, było oczywiste, że na terenie gminy jest grono osób niezadowolonych z tego faktu, gdy sukces gminy nie jest zbieżny z ich interesami – mówi wójt. – Od roku 2014, kiedy w radzie zasiadła większość opozycyjnych radnych, temat prac wykonywanych na terenie pałacu stał się przedmiotem ich szczególnego zainteresowania. Ponadto z nieznanych przyczyn stroną postępowania stała się rada gminy a na rozprawy administracyjne pofatygowali się również poszczególni członkowie rady. Każdy taki „działacz społeczny” na pewno nie jest osobą, której leży na sercu dobro gminy. Warto podkreślić, że gmina pozyskała dotąd ok. 9 mln zł na odbudowę pałacu. Być może niektóre osoby chcą, żebyśmy powrócili do czasu, gdy obiekt był pozostawiony sam sobie, bo rewitalizacja kompleksu nie wpisuje się w katalog niszczenia gminy, który jest przez nie konsekwentnie realizowany. Chodziło tu o wywołanie szumu medialnego, że prace są prowadzone niezgodnie z przepisami. A warto przypomnieć, że pałac daje zatrudnienie dla wielu osób z terenu gminy. Szkoda tylko, że takie działania opozycyjnych radnych są przyczyną utraty dobrego wizerunku pałacu w ministerstwie, gdyż w ostatnich naborach nie przyznano gminie dofinansowania na trzeci etap odbudowy dachu oraz zagospodarowanie oficyny wozowni – mówi wójt. – Uważam, że nie tak powinna wyglądać działalność radnych. Osoby, które nie dokładają żadnych starań do pozyskiwania środków zewnętrznych, próbują za wszelką cenę doprowadzić do tego, by gmina tych środków nie otrzymała – kwituje wójt Marcin Czerniec.

Express-miejski.pl (27.02.2017) informuje o zawirowaniach na forum Rady Miejskiej Ząbkowic Śląskich wokół uchwalania zmian w planie zagospodarowania przestrzennego.

Ząbkowiccy radni przyjęli wszystkie projekty uchwał zaplanowane na dzisiejsze obrady. W projekcie uchwały dotyczącej opieki nad zwierzętami doszło do śmiesznej wpadki. Radni większością głosów przyjęli zmiany w zakresie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Budynek po byłym liceum ogólnokształcącym na ul. Bohaterów Getta od dziś nie ma już statusu obiektu administracyjnego, a mieszkalno-usługowy. Nieoficjalnie mówi się, że prywatny przedsiębiorca planuje utworzenie tam Domu Pomocy Społecznej. Tą samą uchwałą radni zmienili też chociażby MPZP na ul. Kamienieckiej. Dotychczasowy zapis w planie uniemożliwiał jakiekolwiek inwestowanie na terenach, których dotyczyła zmiana. Właściciele nie mogli na swoich działkach dokonywać praktycznie żadnych większych inwestycji, gdyż w dotychczas obowiązującym MPZP ograniczała ich linia zabudowy przebiegająca przez środek tych terenów. Dzięki tej zmianie inwestowanie i rozwój będą łatwiejsze. Ogółem jedna uchwała dotyczyła ośmiu zmian w MPZP na terenie całego miasta. Przyjęciu uchwały w sprawie zmian w MPZP przeciwny był radny Franciszek Gawęda, od głosu wstrzymali się Wojciech Maj, Grażyna Sobór i Bogdan Rembisz. Reszta radnych podniosła rękę w momencie, gdy przewodniczący rady pytał o przyjęcie propozycji. – Na osiem projektów zmian w MPZP nie zgadzałem się tylko z jednym, o którym mówiłem wcześniej. Według mnie zmiana MPZP jeśli chodzi o działkę, na której znajduje się budynek po starym ogólniaku to zwyczajny układ przedsiębiorcy z władzami gminy i powiatu, a tego nie popieram, stąd też moja decyzja o wstrzymaniu się od głosu – tłumaczy radny Wojciech Maj. Podobnie swoją decyzję argumentuje radna Grażyna Sobór. Kobieta, choć reprezentuje wyborców z ulicy Kamienieckiej, a uchwała dotyczyła też zmiany MPZP na działkach przy tej ulicy, to jednak nie poparła proponowanego projektu uchwały. – Gdyby każdy projekt dotyczący zmian w MPZP była głosowany osobno to jeśli chodzi o zmianę na ul. Kamienieckiej oczywiście zagłosowałabym za jej przyjęciem. Niestety, jako radni otrzymaliśmy „w pakiecie” osiem zmian, wśród których była ta dotycząca działki po byłym ogólniaku. Niestety była ona nie do przyjęcia i w rezultacie zmuszona byłam wstrzymać się od głosu. Uważam, że każda zmiana w MPZP powinna być podejmowana poprzez osobną uchwałę, tak jak zrobiono to dziś podczas uchwały o zmianie MPZP na działce, gdzie ma powstać siedziba KRUS. Dlaczego nie można tak było zrobić w pozostałych przypadkach? – pyta radna. Zupełnie inny pogląd na całą sprawę ma przewodniczący rady Andrzej Dominik, który głosował za przyjęciem projektu uchwały. – Jako rada miejska reprezentujemy interesy mieszkańców i przede wszystkim powinniśmy ułatwiać im życie, aniżeli rzucać kłody pod nogi. Plan zagospodarowania przestrzennego co jakiś czas musi ulegać zmianom. Ludzie mają nowe pomysły, składają wnioski w sprawie zmian i wychodząc im naprzeciw staramy się rozpatrywać te prośby z korzyścią dla wnioskujących. Nie możemy zatrzymywać rozwoju gminy i podejmować decyzji na zasadzie „nie bo nie” – mówi długoletni radny gminy Ząbkowice Śląskie. Radny odniósł się także do rzekomego układu na linii prywatny przedsiębiorca – urząd miejski, o którym wspominał radny Maj. – Docierają do mnie głosy odnośnie rzekomej korupcji czy też układu. Mówienie takich rzeczy jest wręcz absurdalne. Prywatny przedsiębiorca, decydując się na kupno budynku, który starostwo chciało od dłuższego czasu sprzedać, a którym nikt nie przejawiał zainteresowania, jest posądzany teraz o układ. Niektórzy chyba woleliby, aby budynek dalej stał i niszczał, bo później łatwiej mówić, że na terenie ziemi ząbkowickiej jest stagnacja – nawiązywał Andrzej Dominik do tez wygłaszanych przez opozycyjnych radnych. – W przypadku, gdyby aktualny właściciel, bo i z takimi głosami się spotkałem, chciał sprzedać nieruchomość, a wartość działki po wprowadzonych zmianach w MPZP wzrosłaby, to jest zobowiązany do zapłaty tzw. renty planistycznej. O tym nikt jednak nie mówi, a uważam, że w tym przypadku jest to kluczowa informacja – uświadamia przewodniczący rady. Radni jednogłośnie przyjęli też program opieki nad zwierzętami na kolejny rok. Zanim jednak przyjęto uchwałę konieczne było dokonanie autokorekty. W dokumencie pojawił się błąd, z którego wynikało, iż sterylizacji i kastracji będą podlegać właściciele zwierzaków, a nie ich pupile. Szybko zrobiono jednak korektę, a uchwałę przyjęto bez głosów sprzeciwu. Wynika z niej m.in. że odławianiem zwierząt na terenie gminy będzie zajmował się Ośrodek Pomocy dla Zwierząt Niechcianych i Porzuconych w Gilowie (gm. Niemcza), a zapewnienie całodobowej opieki weterynaryjnej w przypadku zdarzeń drogowych z udziałem zwierząt będzie realizowane przez lek. wet. Dariusza Marcinków. W budżecie gminy na finansowanie programu opieki nad zwierzętami zabezpieczono 73 tys. zł.

Ziębice.info (02.03.2017) obszernie relacjonują przebieg lutowej sesji Rady Miejskiej Ziębic, a szczególnie wiele miejsca poświęcają jednemu z projektów, jaki był na niej omawiany.

Siódma podejmowana na sesji uchwała dotyczyła zmian w budżecie gminy Ziębice na rok 2017. Jej projekt – jak powiedział przewodniczący Komisji Budżetowej Wacław Iskra – był szczegółowo omawiany podczas posiedzenia Komisji i tylko jeden punkt budził kontrowersje: przeniesienie środków zarezerwowanych na budowę ścieżki rowerowej prowadzącej z Ziębic do Henrykowa na realizację zadania utworzenia rekreacyjnych ciągów pieszo-rowerowych w Parku Miejskim w Ziębicach, o które wnioskował Wydział Budownictwa, Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej. Jako uzasadnienie dla przeniesienia tych środków podano konieczność przygotowania dokumentacji technicznej w związku z naborem wniosków o dofinansowanie w LGD Qwsi, który jest planowany na przełom maja i czerwca 2017 r. Radni już od samego początku dyskusji nad tym projektem zwrócili uwagę, że planowana w parku ścieżka – w przeciwieństwie do ścieżki Ziębice-Henryków – nie jest wpisana do Strategii Rozwoju Gminy Ziębice na lata 2016-2026, dokumentu opracowanego i uchwalonego już w obecnej kadencji. Radna Agata Sobków dopytywała więc jak ma się projekt ścieżek pieszo-rowerowych w parku do Strategii Rozwoju, którą Rada Miejska przyjęła jako dokument będący podstawą zaplanowanego działania. W odpowiedzi zastępcy burmistrza Tomasza Bafii usłyszała, że „nie ma to związku ze Strategią”. Radni dopytywali o to dlaczego nie można skupić się na budowie ścieżki rowerowej relacji Ziębice-Henryków, która jest zawarta w Strategii Rozwoju Gminy, i na którą zabezpieczone są środki w tegorocznym budżecie. Naczelnik Skołucki odpowiedział, że jest to zadanie bardzo duże i skomplikowane i że Gmina nie jest w stanie przystąpić do jego realizacji w tak krótkim czasie. Dodał też, że innym utrudnieniem jest to, że Gmina w wielu przypadkach nie jest właścicielem gruntów. Do tej wypowiedzi odniosła się przewodnicząca Rady Miejskiej Małgorzata Majewska-Stolarek, która zapytała naczelnika Skołuckiego, czy w ogóle zajął się tym, co w kwestii trasy Ziębice-Henryków zostało już zrobione jeszcze podczas urzędowania poprzedniej zastępcy burmistrza Janiny Lacel. Powołała się też na rozmowę z przedstawicielem Nadleśnictwa Henryków, który ją poinformował, że przywiózł do Gminy Ziębice dokumenty, na podstawie których Gmina miała wnioskować o użyczenie gruntów w spółce Lasy Państwowe – właśnie na potrzeby budowy ścieżki Ziębice-Henryków. Przygotowana już nawet była pozytywna opinia Nadleśnictwa Henryków odnośnie użyczenia gruntów – mimo że była wymagana na dalszym etapie załatwiania formalności. Co więcej, na potrzeby realizacji tego projektu Nadleśnictwo poniosło już własne koszty zlecając wykonanie wznowienia granic, aby możliwe było zlokalizowanie ścieżki na właściwym gruncie. Jacek Skołucki nazwał dotychczas wykonane prace dokumentacją przedprojektową, a do tematu odniósł się zastępca burmistrza, który mówił o istniejącej na projektowanej trasie Ziębice-Henryków rzekomej plątaninie dróg, labiryntach, zaoranych drogach, a także zbyt dużych przewyższeniach. Przewodnicząca Rady Miejskiej zwróciła uwagę na to, że trasa była wielokrotnie wizytowana. m.in. przez przedstawicieli Nadleśnictwa. Od tego czasu minęło już kilka miesięcy, a teraz Rada słyszy od naczelnika Wydziału Budownictwa że „nie ma czasu”, natomiast wiceburmistrz mówi, że „drogi nam się zakręciły”. Zastępca burmistrza powiedział, że trwają prace z Nadleśnictwem żeby wytyczyć ścieżki w sposób kompleksowy. Poinformował, że zaplanowane jest kolejne spotkanie i że być może do projektu włączy się gmina Strzelin. Głos zabrała Agata Sobków, mówiąc, że na przełomie grudnia i stycznia br. był nabór wniosków o dofinansowanie, w którym Gmina mogła złożyć projekt. Tomasz Bafia wtrącił, że nie było dokumentacji, na co radna odpowiedziała: – Koncepcja projektowa była i myślę, że te koncepcje i uzgodnienia były właśnie po to, żeby przygotować do RPO (Regionalny Program Operacyjny Województwa Dolnośląskiego, w którym uruchamiane są nabory wniosków o dofinansowanie – przyp. red.) wniosek i złożyć w naborze na przełomie roku 2016 i 2017. Co w tym czasie zrobiono? Nie zrobiono nic. Radna kontynuowała, pytając naczelnika Wydziału Budownictwa o ogólny zarys planowanych działań w parku: – Jaka jest koncepcja ścieżek pieszo-rowerowych w parku w Ziębicach? Poprzednia była opracowana, a czy teraz jakąkolwiek mamy? Z odpowiedzi naczelnika koncepcja nie wynikała, więc radna drążyła temat: – Skoro pan wnioskuje (o przeniesienie środków – przyp. red.), to znaczy, że pan ma co najmniej koncepcję projektową. Więc ja pana o tę koncepcje projektową pytam. Naczelnik odpowiedział, że „koncepcja dotyczy przebudowy i modernizacji istniejących ścieżek, które będą wytyczały ciągi pieszo-rowerowe”. Radna dopytywała dalej – o ogólny zarys, wizję tego projektu. W odpowiedzi usłyszała, że będą to „ładne, piękne ścieżki dostosowane dla osób, które będą sobie mogły spacerować…”. Na pytanie o ich szerokość usłyszała: – Będziemy starali się iść po stanie istniejącym, ale jeżeli chodzi o jakiekolwiek rozwiązania będą one narzucone przez panią konserwator zabytków. Trudno jest powiedzieć tak naprawdę czy pani konserwator zabytków wyrazi zgodę np. na poszerzenie niektórych ścieżek czy zastosowanie takich, a nie innych materiałów. Po tej wypowiedzi radna odwołała się do standardów projektowych i wykonawczych dla infrastruktury rowerowej województwa dolnośląskiego, które zakładają, że jednokierunkowa droga rowerowa ma dwa metry bez krawężników i bez poboczy. Powołała się również na przeprowadzoną przed sesją rozmowę z przedstawicielem delegatury dolnośląskiego konserwatora zabytków, który powiedział jej „że takie trasy mogą otaczać park, a nie być prowadzone na terenie parku, który faktycznie jest w spisie zabytków”. Zdziwienie wywołała odpowiedź Jacka Skołuckiego, że Gmina ma już opinię konserwatora w tej sprawie i że jest ona pozytywna… Przewodnicząca Rady Miejskiej, korzystając z obecności na sali Agnieszki Rzepki, byłej naczelnik Wydziału Funduszy Zewnętrznych, Rozwoju i Promocji Urzędu Miejskiego w Ziębicach, poprosiła ją o przybliżenie koncepcji trasy rowerowej Ziębice-Henryków, nad którą pracowała do końca września 2016 r. Była naczelnik opowiedziała o przebiegu planowanej trasy i zadaniach, które zrealizowała. Potwierdziła też, że dokumenty Nadleśnictwa Henryków wpłynęły do Gminy, ale nie było już jej dane się tą sprawą zajmować, gdyż zakończyła pracę w Urzędzie. Powiedziała również, że w budżecie Gminy zabezpieczone były środki na przygotowanie dokumentacji technicznej, która miała powstać do końca 2016 r., po uporządkowaniu kwestii dotyczących gruntów. Obecność Agnieszki Rzepki na sesji wykorzystała także radna Sobków, która zapytała o inny powiązany z parkiem i rekreacją projekt – utworzenie ścieżki biegowej. Temat ten rozwiniemy w portalu ziebice.info niebawem. Po powrocie do tematu parkowych ścieżek pieszo-rowerowych, radny Krzysztof Lisowski zapytał o wartość planowanej w parku ścieżki: – Jakie pieniądze wchodziłyby w rachubę – mniej-więcej, oczywiście, bo jakaś orientacja chyba jest? W odpowiedzi usłyszał: – Wszystko zależy od zakresu realizacji dokumentacji. Są plany, aby dokumentacja była podzielona na kilka etapów i była rozbudowana o oświetlenie, monitoring, ścieżki, ławki. Jaki jest koszt – trudno mi powiedzieć – nie mamy jakiegokolwiek porównania do lat ubiegłych. Radny Wacław Iskra powiedział, że zorientował się, że taka dokumentacja może kosztować 15 tys. i zaproponował, aby będące przedmiotem dyskusji 45 tys. zł podzielić: 15 tys. przeznaczyć na dokumentację w parku, a 30 tys. na istniejące w budżecie i Strategii Rozwoju Gminy zadanie budowy trasy Ziębice-Henryków – żeby go nie wygasić. Naczelnik Skołucki poprosił o określenie zakresu dokumentacji, która za tę kwotę miałaby być wykonana. Po niemal godzinie dyskusja powróciła więc do początkowego punktu, przy czym teraz to naczelnik pytał radnych  o to, o co wcześniej oni jego. Radna Sobków nie ustawała w wysiłkach poznania koncepcji projektu w parku, mówiąc, że skoro naczelnik oszacował, że 45 tys. będzie mu potrzebne na dokumentację, to i zakres powinien być mu znany. Naczelnik wyjaśnił, że zakres prac dotyczy oświetlenia i infrastruktury. – Myśleliśmy o pierwszej części parku – obszar od ulicy Parkowej do Zamku Wodnego. Radna Sobków zawnioskowała, aby radni najpierw mogli się zapoznać się z koncepcją i wstępnym, szacunkowym kosztorysem: – Nie znam koncepcji, a mam dysponować kwotą, która – nie jestem pewna, nie znając koncepcji – czy zostanie właściwie wydana. Dodała także: – Pamiętamy z poprzedniego roku dokumentację na realizację zadania, które przewyższało możliwości budżetowe. Na świetlicę (w Starczówku – przyp. red.), której nie mieliśmy w budżecie. I za tę dokumentację zapłaciliśmy . Wydaliśmy pieniądze, wiedząc że nie będziemy w stanie takiego zadania sfinansować. Radni dopytywali, że być może 45 tys. zł na dokumentację jest uzasadnione, a zaproponowany przez nich podział nie jest trafiony. Ich wątpliwości jednak nie zostały rozwiane. Jacek Skołucki podkreślał tylko, że niewykorzystane na projekt w parku środki na jego wniosek zostaną przywrócone na wykonanie ścieżek rowerowych relacji Ziębice-Henryków. Radny Jerzy Koprowski przypomniał o tym, że przed podjęciem decyzji przez Radę naczelnik Wydziału Budownictwa miał się zastanowić i wyjaśnić, dlaczego potrzebna jest mu kwota akurat 45 tys. – Jakie składowe wchodzą w tę kwotę? – pytał – Każdy z nas jak cokolwiek planuje to robi ślepe kosztorysy. Nie wierzę, że jest to taki „strzał prosto z głowy, z kapelusza”: 45 tysięcy. A jeśli jest, to na pewno są jakieś przesłanki, które panu o tym mówią. Ostatecznie zgodnie z propozycją Wacława Iskry, pulę 45 tys. zł podzielono: 20 tys. przeznaczono na dokumentację w parku, a 25 tys. pozostawiono na trasę Ziębice-Henryków. Za takim rozwiązaniem opowiedziało się 10 radnych, 1 był przeciwko, a 1 wstrzymał się.

Doba.pl (01.03.2017) komunikuje perturbacje związane z funkcjonowaniem samorządu Gminy Stoszowice.

Dwoje radnych gminy Stoszowice zrezygnowało z pełnienia tej funkcji na ostatniej sesji, w poniedziałek 27 lutego. Wojewoda ustali termin wyboru nowych radnych. Podczas sesji  mandatu radnego zrzekli się Anna Wronkowska i Józef Kordas. Nie są znane oficjalne przyczyny rezygnacji dwójki radnych. Anna Wronkowska startowała z komitetu obecnego wójta w okręgu nr 1: Sołectwo Budzów: od nr domu 1 do nr domu 69 (numery parzyste i nieparzyste). Natomiast Józef Kordas z KWW Wspólna Gmina z okręgu nr 10: Sołectwo Srebrna Góra: ul. Plac Wypoczynkowy ul. Kolejowa ul. Jasna ul. Kąpielowa ul. Dworcowa ul. Zakładowa. Mieszkańcy tych okręgów wkrótce udadzą się ponownie do urn, by wybrać swoich przedstawicieli, chyba, że zgłosi się tylko jeden kandydat. Termin wyborów ustali wojewoda. To kolejne zmiany w składzie Rady Gminy Stoszowice w tej kadencji samorządowej. Wcześniej z mandatu zrezygnował Janusz Cendrowicz (zastąpił go Marcin Józefiak), a radny Ferdynand Nosal zmarł (zastąpił go Tadeusz Semczuk).

Gazeta Ząbkowicka (nr 179/2017) zamieściła interesujący artykuł poświęcony wsi Stoszowice.

Aby poczuć się jak w bajce, nie trzeba jechać do Disneylandu. Jego namiastkę można poczuć w położonych nieopodal Ząbkowic Śląskich Stoszowicach. Już z oddali dostrzec można czerwone hełmy wież tamtejszego pałacu. O pałacu i jego dziejach opowiada Kamil Pawłowski W rękach Reichenbachów Od XIV do początków XVII w. majątek w Stoszowicach należał do członków rodu von Reichenbach. Przedstawicielowi tej rodziny, Fabianowi von Reichenbach, przypisuje się wzniesienie w Stoszowicach budynku renesansowego dworu. Piastował on w latach 1581-1605 funkcję starosty Księstwa Ziębickiego. Wzniesiony przez niego dwór składał się z dzisiejszego skrzydła frontowego obiektu, wraz z narożnymi alkierzami oraz skrzydła północnego i części skrzydła południowego. Fabian von Reichenbach sprzedał Stoszowice w 1614 r. Nikolausowi von Burghaus, na co zgodę wyraził cesarz w 1615 r., zmieniając status dóbr z lenna na dobra dziedziczne. W latach 30. XVII w. przy dworze prowadzono prace budowlane. Wzniesiono wówczas południową część skrzydła wschodniego oraz szczyty elewacji obydwu skrzydeł. Na przełomie XVII i XVIII wieku dobra w Stoszowicach zakupił Franz Johann von Schweerts, właściciel Kozińca i Szklar, który zmarł w 1700 r. Kolejno dobra przejął jego syn Leopold Ignatz, który zginął w 1710 r. w wyniku przypadkowego postrzelenia. Wdowa po nim Elisabeth z domu baronowa von Sternberg gospodarowała majątkiem aż do czasu osiągnięcia pełnoletności przez ich syna Ernsta Maximiliana von Schweets. Przejął on Stoszowice w 1747 r.. W 1785 r. majątek był już w posiadaniu Karla Ignatza Saliza. Ówczesny wygląd pałacu możemy odtworzyć dzięki rysunkowi F.B. Wernera. Rysownik przedstawił obiekt z dość rozczłonkowaną bryłą z wyraźnie zaznaczonymi szczytami elewacji i alkierzami. Obiekt otacza system umocnień z narożnymi bastejami oraz fosą.  26 czerwca 1820 r. Ludwig Wilhelm von Wittenburg sprzedał Stoszowice Karlowi Hansowi hr. von Strachwitz za cenę 105 000 talarów Rzeszy. Od tego czasy, aż do 1945 r. pałac w Stoszowicach należał do członków rodu von Strachwitz. Tu młodość spędził syn Karla Hansa – Moritz hr. von Strachiwtz – wybitny poeta epoki romantyzmu. Przyszedł on na świat 13 marca 1822 r. w dworze swej babki baronowej Antonie Theresie von Saurma w Ząbkowicach Śląskich. Malowniczo położony pałac musiał wpłynąć na umysł młodego artysty. Ponieważ Moritz zmarł bezpotomnie, dobra w Stoszowicach przeszły w posiadanie jego brata Ludwiga hr. von Strachwitz, właściciela Boblic. Po nim majątek przejął Ludwig Maria Johann hr. Von Strachwitz (1858-1928). Ten był poślubiony Karolinie Marie hr. Blücher von Wahlstatt. Ich synowie Ludwig Karl mieszkający w Berlinie i jego brat Robert rezydujący w Stoszowicach byli ostatnimi właścicielami majątku do 1945 r. Liczył on w 1937 r. 3 206,5 ha. Pałac w Stoszowicach to obiekt na planie czworoboku, trzyskrzydłowy z dziedzińcem wewnętrznym, na który prowadzi od zachodu brama wjazdowa. Skrzydła pałacu nakrywają dachy dwuspadowe. Na elewacjach zachowały się kartusze herbowe właścicieli pałacu, m.in. rodu von Strachwitz.

Jan Duerschlag (28.02.2017) na swoim profilu You Tube udostępnił zapis video z lotu nad Srebrną Górą.

Lot samolotem w rejon Srebrnej Góry. Filmik z kamery umieszczonej pod samolotem. Start odbył się z lotniska w Rybniku Gotartowicach EPRG.

wPolityce.pl (04.03.2017) omawia wdrażanie rządowego programu „Mieszkanie Plus”.

Do tej pory podpisano już 69 listów intencyjnych w tym z 64 gminami, pozyskując w ten sposób już 450 hektarów gruntów, na których jak szacuje BGKN może powstać około 60 tysięcy lokali mieszkalnych. Ba, późną jesienią poprzedniego roku BGKN podpisał także dwie umowy inwestycyjne z gminami Biała Podlaska i Jarocin w ramach, których rozpoczęły się już realizacje inwestycji odpowiednio 186 i 258 mieszkań. Podpisano także umowę ramową pomiędzy BGKN, a PKP S.A i ich spółką deweloperską Xcity o przekazaniu aż 250 hektarów gruntów w 17 lokalizacjach, na których może powstać około 40 tysięcy mieszkań. W trakcie weryfikacji są kolejne 622 lokalizacje pod realizację inwestycji mieszkaniowych oferowanych zarówno przez samorządy jak i spółki skarbu państwa i dotyczy to zarówno dużych miast takich jak Warszawa, Wrocław, Poznań, Gdańsk czy Kraków, ale także tych mniejszych takich jak Kobyłka, Pelplin, Trzebinia, Konin czy Ciechanów. Przypomnijmy tylko, że zasadniczą częścią programu Mieszkanie plus, będzie budowanie mieszkań na wynajem, ale także mieszkań z opcją wejścia wynajmującego w jego własność po około 20-30 latach użytkowania. Mieszkania w tym systemie budowane będą przez podmioty rynkowe (niewykluczone, że także przez specjalną celową spółkę Skarbu Państwa) w oparciu o specjalną linię kredytową w Banku Gospodarstwa Krajowego, ale na uzbrojonych gruntach nieodpłatnie (albo za symboliczną odpłatnością) udostępnionych przez państwo (chodzi między innymi o grunty będące w dyspozycji PKP i innych spółek państwowych, Agencji Mienia Wojskowego, czy Agencji Nieruchomości Rolnych), albo samorządy przekazywane do Narodowego Funduszu Mieszkaniowego. W związku z tym cena metra kwadratowego takiego mieszkania nie powinna być wyższa niż 3 tys. zł, a w konsekwencji wysokość czynszu dla wynajmującego byłaby około 40-50% niższa niż obecne czynsze rynkowe (nawet z opcją wejścia we własność po ok. 30 latach). Jak podał resort infrastruktury i budownictwa czynsz w mieszkaniach na wynajem będzie wynosił pomiędzy 10, a 20 zł za metr kwadratowy, natomiast z opcją wykupu na własność od 12 do 24 zł za metr kwadratowy. Program budowy mieszkań czynszowych jest skierowany do rodzin o średnich dochodach, które nie mają szans na uzyskanie własnego mieszkania, przy czym będzie zawierał preferencje dla rodzin wychowujących dzieci o średnim poziomie dochodów. Program Mieszkanie plus, będzie wreszcie kompleksowym rozwiązaniem zaadresowanym do rodzin o średnim i niskim poziomie dochodów, zorientowanym nie na wspieranie „własności mieszkaniowej”, ale na wynajem, co zapobiegnie wpadaniu w pułapki zadłużeniowe, tak charakterystyczne obecnie dla wielu młodych rodzin (szczególnie tzw. frankowiczów). Poprzedniej koalicji przez 8 lat udało się tylko zlikwidować dobry program mieszkaniowy „Rodzina na swoim”, po 6 latach od objęcia rządów wprowadziła wprawdzie swój program MdM, ale okazał się on wspierać głównie developerów, a nie młode rodziny (dopiero po miażdżącej kontroli NIK na jesieni 2015 roku rzutem na taśmę otwarto go także na rynek wtórny mieszkań). Listy intencyjne BGKN z samorządami i spółkami skarbu państwa zaowocują inwestycjami mieszkaniowymi idącymi w tysiące mieszkań na wynajem i w tym sensie stanowią przełom, jeżeli chodzi o realizację programu Mieszkanie plus.

Gdyby w lokalnych mediach został pominięty jakiś ważny temat – prosimy o kontakt  z nami – poprzez formularz TWOJA INFORMACJA. Zajmiemy się sprawą, o której do nas napiszesz.