Jeden z najbardziej klasycznych czarno-białych obrazów kina niemego połączony z graną na żywo bardzo nowoczesną linią melodyczną. Mieliśmy wczoraj w Srebrnej Górze jeden z najbardziej niezwykłych wieczorów fascynujących splotem filmu i muzyki. Pomysłodawcom, organizatorom i muzykom należą się gratulacje. Tylko twórcom filmu nie da się podziękować.  

Nakręcony na przełomie 1919 i 1920 roku sześcioaktowy film „Brzdąc” z Charlie Chaplinem w roli głównej (bynajmniej nie tytułowej) nie tylko zdobył olbrzymią popularność wśród widzów, ale okazał się ważnym punktem w artystycznym rozwoju aktora. Fabuła jest nieskomplikowana, jak w każdym z filmów Chaplina. Zdesperowana, niezamożna i osamotniona kobieta podrzuca niemowlę z nadzieją, że znajdzie się w bogatej rodzinie, ale seria zbiegów okoliczności sprawia, że chłopczyk trafia w środowisko biedoty. Tam spotyka go Charlie, który początkowo nie bardzo chce się podjąć roli opiekuna. Odkrywa jednak liścik z prośbą o troskę nad maleństwem i to go przekonuje. Przystosowuje się do nowej roli. Najbardziej emocjonujące zdarzenia mają miejsce, gdy mały John ma już 5 lat. Chłopczyk i przybrany tata są ze sobą bardzo związani. We dwóch, w wymyślny i nie całkiem zgodny z prawem sposób, zarabiają na życie. Kolejne wydarzenia, w tym choroba dziecka, sprowadzają na nich serię poważnych kłopotów. Pojawi się nawet zagrożenie, że dziecko trafi do ochronki. Ten etap historyjki jest niesamowicie dynamiczny, a finał – nawet jeśli widz spodziewa się go – jest niespodzianką. „Brzdąc” ma cechy autobiografii Charliego Chaplina. Życie obu bohaterów toczy się w maleńkim lokum przypominającym warunki, w jakich aktor spędził dzieciństwo. Także scena siłowego odebrania chłopczyka jego „tacie” przez urzędników miejskich jest nawiązaniem do nagłej rozłąki Charliego z matką, gdy wpadła w depresję i jako dziecko trafił wówczas do przytułku. Chaplina widzimy w charakterystycznym ubraniu, zbyt dużym obuwiu, w meloniku i z laseczką. Absolutną innowacją kinową był i zarazem aktorskim mistrzostwem wykazał się 6-letni Jackie Coogan w tytułowej roli „Brzdąca”. Rewelacyjnie powielał tricki Charliego nadając im swój styl. Według krytyków wykreował jedną z najlepszych kreacji dziecięcych w dziejach kina. Cały tok zdarzeń chwilami bawi, chwilami wzrusza, momentami jest śmiesznie, momentami jest tragicznie – jak w życiu. Kino nieme i minimalizm napisów, obraz czarno-biały i bez digitalnej ostrości. Oglądanie „Brzdąca” – filmu sprzed prawie stu lat było dla widzów fantastycznym doświadczeniem.

Z ekranu emanowała aura klasycznego kina, a ze sceny wibrowała grana „na żywo” muzyka zespołu „Czerwie”. Grupa zawiązała się w 2000 r. podczas pikniku w sołectwie Roczyny koło Andrychowa (powiat wadowicki). Zespół uchodzi za najbardziej profesjonalną polską formację ubierającą w muzykę filmy nieme. Na co dzień tworzą muzykę do spektakli teatralnych i filmów utrzymanych w klimacie „starego kina” lub z narracją „tamtych czasów”. Rok temu zespół wystąpił na prestiżowym festiwalu Kina Niemego Hippodrome 2016 w Szkocji. Zespół „Czerwie” tworzą: Wojtek Zaborowski, Maciek Kudłacik, Paweł Zawarus, Piotrek Bogunia. Ich instrumentarium to: perkusja, ksylofon, instrumenty perkusyjne, instrumenty etniczne, bas, gitara, mandolina, akordeon, syntezatory. Styl: sami określają jako psychofolk, prezentują alternatywne dźwięki z pogranicza folku, etno, sceny absurdu, teatru i filmu. Grając muzykę do „Brzdąca” zademonstrowali nadzwyczajną umiejętność wpisania się dźwiękiem w obraz. To jasne, że występ nie był spontaniczny, ale nie można było odnieść wrażenia, że ubarwiając czarno-białą (dosłownie i w przenośni) fabułę autorskimi multiinstrumentalnymi wibracjami, wpadają w schematyzm. Tempo, energia i aura muzyki „Czerwie” wyostrzające filmowe dzieło, tworzyły wrażenie, jakoby muzycy oglądali film po raz pierwszy. Zaryzykować można tezę, że wpisywali się muzyką charakterystyczną dla nowoczesnej stylistki kina w powstałą wiek temu narrację filmową.

Zapowiadany przez nasz portal wczorajszy seans filmu Charliego Chaplina „Brzdąc” złączony z koncertem zespołu „Czerwie” należy zapisać jako pierwsze w tym roku znaczące wydarzenie kulturalne na Ziemi Ząbkowickiej, co odnotowaliśmy wczoraj w naszym serwisie #dzieje_się_teraz . Centrum kultury w Srebrnej Górze zainaugurowało tym samym artystyczne przeżycia roku 2017. Jak widać instytucja utrzymuje tempo, bo przecież zaledwie w listopadzie 2016 r. mieliśmy w tym samym miejscu możliwość obejrzenia monodramu „Moskwa – Pietuszki” na podstawie poematu Wieniedikta Jerofiejewa w wykonaniu Jacka Zawadzkiego. To relacjonowane przez nasz portal spotkanie, podobnie jak wczorajsze, zostało przyjęte przez widzów z aplauzem.