W subiektywnej prasówce – w każdy  poniedziałek – dostarczamy Państwu fragmenty artykułów związanych z terenem Powiatu Ząbkowickiego, jakie ukazały się w minionych kilku dniach w gazetach i portalach internetowych. Od niedawna na zakończenie „prasówki” dodajemy artykuły inspirujące do pozytywnych działań na naszym terenie.

Gazeta Ząbkowicka (nr 181/2017) publikuje obszerny wywiad, który z wójtem Gminy Stoszowice Pawłem Gancarzem przeprowadziła Karolina Makiej.

Jak oceni Pan miniony rok? To był pracowity i bardzo owocny okres. Czas trudnych, ale przemyślanych decyzji. Dzięki racjonalnej gospodarce finansowej sukcesywnie zmniejszamy zadłużenie. W tym roku udało się spłacić 1,4 mln zł długu. W 2015 roku wynosił około 6,2 mln zł natomiast w 2016 roku już tylko około 4,8 mln zł. Taka gospodarka budżetowa dała nam realne oszczędności, które w późniejszym czasie trafią bezpośrednio do mieszkańców w postaci kolejnych inwestycji. Doskonałym przykładem jest dofinansowanie budowy przydomowych oczyszczalni i sukcesywne remonty dróg w gminie. Które inwestycje zrealizowane w ubiegłym rok mógłby Pan wyróżnić? Patrząc na największe jednostkowe pozycje wydatków majątkowych w roku 2016 to z pewnością: samochód pożarniczy przekazany OSP Budzów, budowa dróg gminnych finansowana ze środków powodziowych, prace melioracyjne, finalizacja budowy przydomowych oczyszczalni ścieków, szereg dokumentacji niezbędnej do aplikowania o środki zewnętrzne. Myślę, że w dużym stopniu cieszy, że udało się rozwiązać szereg zaległych, niezałatwionych przez lata spraw związanych z codziennym funkcjonowaniem nas wszystkich. Nie są to spektakularne inwestycje, ale równie ważne i wreszcie załatwione. W ubiegłym roku w gminie Stoszowice odbywało się sporo zebrań wiejskich. Czy mieszkańcy chętnie dzielą się na nich tym, co w gminie według nich potrzebuje zmiany? To prawda zebrań było sporo i cieszą się one coraz większą frekwencją mieszkańców. Mieszkańcy utwierdzili mnie w przekonaniu, że warto im ufać i pozwolić gospodarować własnym funduszem sołeckim. Rada gminy wyodrębniła na ten cel w budżecie na ten rok 200 tys. zł na poszczególne zadania do zrealizowania we wszystkich sołectwach. Priorytety są różne. Od drogowych w Żdanowie, przez doposażenie świetlic wiejskich w Grodziszczu, Lutomierzu, remonty w świetlicach w Przedborowej, Stoszowicach do zagospodarowania terenów rekreacyjnych w Srebrnej Górze, Mikołajowie czy Różanej, natomiast w Budzowie mieszkańcy zdecydowali, że przekazują całą kwotę na sporządzenie dokumentacji projektowej nowej świetlicy wiejskiej. Mamy też przedsięwzięcie realizowane wspólnie przez dwie miejscowości Jemna i Rudnica. 2016 rok to także trudne decyzje, jak ta związana z likwidacją szkoły. Nie ukrywam, że bardzo chciałbym podejmować tylko łatwe decyzje. Niestety, rzeczywistość wymaga ode mnie działań, które nie znajdują uznania u wszystkich. Wdrażam je, bo jestem odpowiedzialnym wójtem. Taką decyzją była m.in. reforma oświaty. Już w perspektywie jednego roku obserwujemy pozytywne efekty zmian. Dzięki temu przyszły rok szkolny nie okaże się dla nas tak bolesny społecznie i finansowo, jak dla wielu innych gmin, które nie nadążyły za zmianami wymuszanymi przez Ministerstwo Edukacji i nie podjęły w porę stosownych działań. Mamy optymalną sieć placówek, które oferują szeroki wachlarz zajęć dodatkowych takich, których nie ma nigdzie indziej w okolicy, chociażby z języka rosyjskiego czy szachów. Obydwie szkoły dysponują salami gimnastycznymi, nowoczesnymi pracowniami komputerowymi. Oferta przedszkoli w gminie jest na wysokim poziomie i zaspokaja potrzeby mieszkańców. A co ze zwolnionymi nauczycielami, ilu ich było i czy znaleźli oni pracę? Skutki zeszłorocznych przekształceń dotknęły przede wszystkim nauczycieli zatrudnionych w Stowarzyszeniu, mieszkających poza terenem Gminy Stoszowice i Powiatu Ząbkowickiego dlatego ciężko jest wskazać liczbę i dalsze losy pedagogów, których bezpośrednio te zmiany dotknęły. Część pracuje w Szkole Podstawowej Budzowie z filią w Grodziszczu. Jakie plany ma Pan na ten rok? Jakie inwestycje zostaną zrealizowane w gminie? Przede wszystkim w III kwartale formalnie nastąpiło rozszerzenie Aglomeracji, co otwiera możliwości pozyskania środków na uporządkowanie gospodarki wodno-ściekowej i poprawę infrastruktury drogowej trzech największych wsi w gminie. Projekt, o którym mówi się od lat 90. został „odkurzony”. W połowie tego roku zamierzamy przystąpić do aplikacji o środki. W dalszym ciągu planujemy realizować inwestycje drogowe. Część naszych projektów uzyskała już pozytywną ocenę, na rozstrzygnięcie pozostałych niecierpliwie czekamy, kilka wniosków zamierzamy jeszcze złożyć. Realizujemy przede wszystkim te zadania, na które udaje nam się pozyskać pieniądze europejskie to ostatni taki czas w historii i trzeba jego wykorzystać. Już teraz martwimy się czy znajdziemy środki w budżecie na wkład własny do projektów dofinansowywanych w 60-85 proc. A co z włączeniem gminy Stoszowice do Wałbrzyskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej? Wniosek o włączenie do WSSE naszego obszaru inwestycyjnego czeka cierpliwie na weryfikację od jesieni 2015 r. w Ministerstwie Rozwoju. My równolegle, poprawiamy plan zagospodarowania przestrzennego. Po wielu trudach dysponujemy pozwoleniem na budowę sieci pozwalających uzbroić ten teren. Niezależnie, aktywnie poszukujemy inwestorów. Z nieudanych spraw jest jeszcze budowa farmy wiatrowej Różana/Przedborowa. Dlaczego pomysł jej powstania nie zostanie póki co zrealizowany? W myśl nowych przepisów niemożliwe stało się zakończenie prac planistycznych farmy wiatrowej, która mogła być dla naszej gminy dużym bodźcem rozwojowym. Brakowało niewiele, jednak są to sprawy od nas niezależne.

Wiadomości Powiatowe (nr 11/2017) omawiają budzące skrajne opinie działania w obrębie Parku Miejskiego im. Sybiraków w Ząbkowicach Śląskich.

Od tygodnia w ząbkowickim parku imienia Sybiraków słychać dźwięk pił spalinowych. Trwa wycinka drzew, która oburzyła sporą grupę mieszkańców miasta. Drzewa zostały również wycięte na terenie osiedla XX-lecia. Jedna z mieszkanek przysłała do naszej redakcji zdjęcia z wycinki zrobione z okna jej mieszkania. Na portalu społecznościowym rozgorzała dyskusja na temat tego, czy usunięcie kilkusetletniego drzewa w pobliżu dawnej fontanny rzeczywiście było konieczne. Od tygodnia w ząbkowickim parku imienia Sybiraków słychać dźwięk pił spalinowych. Trwa wycinka drzew, która oburzyła sporą grupę mieszkańców miasta. Drzewa zostały również wycięte na terenie osiedla XX-lecia. Jedna z mieszkanek przysłała do naszej redakcji zdjęcia z wycinki zrobione z okna jej mieszkania. Na portalu społecznościowym rozgorzała dyskusja na temat tego, czy usunięcie kilkusetletniego drzewa w pobliżu dawnej fontanny rzeczywiście było konieczne. – Decyzję w sprawie wycinki drzew wydał Dolnośląski Konserwator Zabytków i Starostwo Powiatowe w Ząbkowicach Śląskich. NIKT NIE WYCINA na terenie gminy drzew, jeżeli nie ma zagrożenia dla ludzi lub drzewa nie są chore – tłumaczy burmistrz Marcin Orzeszek –  Konserwator Zabytków wydał decyzję na usuniecie drzew z uwagi na między innymi „krytyczną konstrukcję, obszerne pęknięcia na pniu i u nasady korony, obszerne ubytki u podstawy pni, które znacznie obniża statykę jak i zakotwiczenie w gruncie. Z uwagi na krytyczny stan fitosanitarny, drzewa stanowią zagrożenie dla przechodniów i mienia.” Równocześnie informuję że gmina Ząbkowice Śląskie rozpoczyna na przełomie marca i kwietnia projekt „Łączą nas drzewa – Zielona Gmina Ząbkowice Śląskie”, którego szczegóły ukażą się w najbliższym czasie. Już dzisiaj zachęcam do udziału w nim. 25 marca w parku na miejsce chorych i niebezpiecznych drzew zostaną zasadzone nowe drzewa. Będziemy prowadzili kolejny raz akcję zachęcającą do sadzenia drzew oraz krzewów. Zapraszam w sobotę do parku i liczę na obecność – mówi szef ząbkowickiej gminy. Łącznie w ramach akcji na terenie gminy zostanie posadzonych 300 młodych drzew, w tym 10 sadzonek w samym parku. Drzewa będą rosły w miejscach wskazanych przez sołectwa i wspólnoty mieszkaniowe, będą również rozdawane indywidualnym osobom. Kolejną sprawą, na którą zwrócili uwagę mieszkańcy jest fakt, że 1 marca oficjalnie rozpoczyna się okres lęgowy ptaków. Po tej dacie nie powinno się już prowadzić wycinki, która w Ząbkowicach trwa w najlepsze. – Z informacji, jakie otrzymałem od leśniczych drzewa można wycinać do 15 marca, oczywiście po wcześniejszym sprawdzeniu, czy nie znajduje się na nim jakieś gniazdo – mówi burmistrz. Burmistrz zapewnia, że po 15 marca piły w Ząbkowicach zamilkną. Drzewa, podobnie jak ludzie, starzeją się i chorują. Dlatego drzewostan należy pielęgnować i wymieniać. Ale młode sadzonki drzew bardzo często są łamane i niszczone przez wandali. Jeżeli więc kochamy przyrodę, to nie bądźmy obojętni, gdy ktoś obrywa gałęzie lub łamie sadzonkę. Im więcej zieleni wokół nas, tym przyjemniej będzie się mieszkało w naszym mieście.

Polskie Radio Wrocław (18.03.2017) wróciło do wymienionej przez nasz portal informacji dotyczącej stanu powietrze w Gminie Bardo.

W dniach 8-15 marca 2017 na zaproszenie urzędu miasta i gminy Bardo postawiliśmy pyłomierz na balkonie ratusza. Pomiary wykonywane były w zakresie stężenia pyłu zawieszonego PM10. To kolejna odsłona akcji „Dolny Śląsk bez smogu” którą organizują wspólnie Radio Wrocław, Dolnośląski Alarm Smogowy oraz Instytutu Rozwoju Terytorialnego. W Polsce normy dobowe dla pyłów drobnych PM10 są ustalone na trzech poziomach:

⦁ poziom dopuszczalny 50 µg/m3 (dobowy)

⦁ poziom informowania 200 µg/m3 (dobowy)

⦁ poziom alarmowy 300 µg/m3 (dobowy)

Warto tu zauważyć, że polskie poziomy są wyjątkowo liberalne w kwestiach informowania i alarmowania społeczeństwa o smogu, który w takich dawkach poważnie zagraża naszemu życiu i zdrowiu. We Francji na przykład poziom alarmowy wynosi 80 µg/m3, w Czechach 100 µg/m3, w Wielkiej Brytanii: 101 µg/m3. Na apel Polskiego Alarmu Smogowego o obniżenie progów alarmowania, resort środowiska odpowiedział, że “w związku z nagminnym występowaniem w Polsce, w okresie jesienno-zimowym przekroczeń poziomów dopuszczalnych dla pyłu PM10, wprowadzenie poziomu alarmowego dla tego zanieczyszczenia na poziomie poniżej 300, a nawet 100 µg/m3, byłoby działaniem nieskutecznym. Powodowałoby bowiem  konieczność częstego ogłaszania stanu alarmowego.” Ponieważ pomiary w dniach 8 i 15 marca nie obejmowały pełnej doby, nie wykonano wyliczeń stężenia średniodobowego PM10 dla tych dni. Dla pozostałych dni średnie dobowe wyglądają następująco:

⦁ 9 marca – 57 µg/m3

⦁ 10 marca – 54 µg/m3

⦁ 11 marca – 48 µg/m3

⦁ 12 marca – 66 µg/m3

⦁ 13 marca – 70 µg/m3

⦁ 14 marca – 83 µg/m3

Przeprowadzone badania wskazują, że przez 5 z 6 dni wystąpiły przekroczenia normy średniodobowej dla PM10, z tendencją zwyżkową po 11 marca, co koreluje z wynikami stacji WIOŚ w Ząbkowicach Śląskich. Spoglądając na wykres, widać też, iż wzrosty stężeń notowane są przede wszystkim w godzinach wieczornych – wiąże się to z faktem rozpalania węgla (i nie tylko) w piecach po powrocie ludzi z pracy do domu. Należy jednocześnie pamiętać, że uzyskane wyniki:

⦁ są próbką tylko dla tego przedziału czasowego (6 z 365 dni) i tylko dla tego miejsca, gdzie stał pyłomierz;

⦁ są uzależnione od panującej wówczas pogody (wiatr, deszcz, śnieg oczyszcza oczyszczają powietrze z pyłów);

⦁ nie zastępują oficjalnych badań i nie stanowią podstaw do określenia stanu powierza przez cały rok. W tym celu najlepiej zainstalować odpowiedni sprzęt na stałe;

⦁ nie sprawią, że poprawi się jakość powietrza. Zazwyczaj jest wręcz odwrotnie – modelowania często okazują się niedoszacowane, pomiary zaś wskazują faktyczny, gorszy stan jakości powietrza.(…) Dolny Śląsk to jeden z 3 najbardziej zanieczyszczonych województw w Polsce. Jak pokazują coroczne raporty Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska, praktycznie wszystkie gminy w regionie mają problem z zanieczyszczeniami powietrza ze spalania paliw stałych (węgla, drewna i śmieci). Każdy sezon grzewczy to czas morowy dla Dolnoślązaków. Choć ciągle brakuje krajowych norm na paliwa stałe i urządzenia do ich spalania, to za pomocą uchwał antysmogowych sejmiki wojewódzkie już dziś mogą wprowadzać takie regulacje na swoim terenie.  Bardo, podobnie jak wszystkie dolnośląskie gminy, potrzebuje uchwały antysmogowej – dziś jest to jedyny realny oręż w walce ze smogiem. Małopolska i Śląsk już mają przygotowane uchwały antysmogowe – najwyższy czas na nasz region.

Doba.pl (14.03.2017) ujawnia plany dotyczące zmian w organizacji ruchu na jednym z najbardziej ruchliwych i niebezpiecznych skrzyżowań w Ząbkowicach Śląskich.

W związku z wprowadzanym przez gminę Ząbkowice Śląskie ograniczeniem wjazdu w obręb miasta samochodów ciężarowych, w organizacji ruchu w mieście wprowadzonych zostanie kilka zmian. Jedną z nich jest zmiana pierwszeństwa przejazdu na skrzyżowaniu ul. Ziębickiej i Staszica. Obecnie droga główna w tym miejscu biegnie tak jak dotychczasowa droga wojewódzka 385, czyli od strony wjazdu do Ząbkowic Śląskich główną jest ulica Ziębicka, aż do skrzyżowania z ul. Staszica, która to następnie staje się ulicą główną. Natomiast ul. Ziębicka od strony przejazdu kolejowego jest podporządkowana. Przez to dochodzi tu do wielu niebezpiecznych sytuacji. Wystarczy, że samochody, jadące jeden za drugim, zatrzymają się nagle z powodu ustąpienia pierwszeństwa przejazdu pojazdom z  drogi głównej, a nieuważni kierowcy zostają unieruchomieni na środku przejazdu kolejowego lub na wysokości podniesionych rogatek (które w każdej chwili mogą zacząć się zamykać). Czasem taki „zator” może trwać kilka dobrych minut. Teraz ma się to zmienić. Ząbkowicki urząd prowadzi już procedurę zmiany organizacji ruchu w tym miejscu, tak by ulica Ziębicka była główną na całej długości. Wcześniej nie było to możliwe, gdyż droga wojewódzka (ul. Staszica) nie mogła być podporządkowaną drodze gminnej (ul. Ziębicka od skrzyżowania w kierunku przejazdu), dopiero przejęcie przez gminę 1 stycznia tego roku ciągu ulic: Legnickiej, części Wrocławskiej, Żeromskiego, Kusocińskiego, Staszica i części Ziębickiej  dało taką możliwość. Nie wiadomo od kiedy konkretnie będzie obowiązywała zmiana pierwszeństwa przejazdu, ale najprawdopodobniej będzie to w okolicach kwietnia 2017 roku.

Express-miejski.pl (17.03.2017) odnotowuje zrealizowaną już modernizację w budynku Liceum Ogólnokształcącego w Ząbkowicach Śląskich.

W ząbkowickim ogólniaku poprawiono akustykę w auli i zakupiono profesjonalny system nagłośnienia. Koszty inwestycji wyniosły 120 tys. zł. Dzięki 85-procentowemu dofinansowaniu jakie pozyskało Starostwo Powiatowe na realizację projektu „Poprawa infrastruktury dydaktycznej i dostępności dla osób niepełnosprawnych liceów ogólnokształcących Powiatu Ząbkowickiego” w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Dolnośląskiego 2014-2020 do szkoły zakupiono profesjonalny system nagłośnienia, wykonano instalację z okablowaniem, a także wytłumiono pogłos w bardzo dużej sali. W tym momencie w auli można już przeprowadzać egzaminy maturalne z języków obcych, podczas których niezbędne jest odtwarzanie nagrań dialogów obcojęzycznych. Z sukcesem będzie też można organizować wykłady i zajęcia dla większych grup młodzieży. Cały projekt oszacowany została na ok. 436 tys. zł – większość to pieniądze unijne, a środki pochodzące z budżetu powiatu to ok. 70 tys. zł. W kolejnym etapie zostaną wyposażone sale do przedmiotów przyrodniczych.  Jednym z zadań było też wykonanie toalety dla osób niepełnosprawnych w LO działającym w Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych w Ziębicach, dzięki czemu szkoła ta jest już w pełni przystosowana do przyjęcia uczniów niepełnosprawnych.

Ziębice.info (17.03.2017) relacjonują społeczną akcję, jaka poruszyła wielkie emocje wśród mieszkańców Ziębic.

Ziębickie Przedszkole na Orlej Polanie już po raz trzeci włączyło się do akcji UNICEF-u „Wszystkie Kolory Świata”. Wczoraj przedszkolaki wystąpiły podczas gali wieńczącej ten projekt. Dziś otrzymały wiadomość, że niebawem odwiedzi je… Majka Jeżowska. Podczas wczorajszej gali przedszkolaki zaprezentowały występy wokalne i taneczne. Zgromadzeni w Ziębickim Centrum Kultury widzowie – głównie rodzice i dziadkowie przedszkolaków – podziwiali tańce afrykańskie, chińskie, japońskie, czeskie, była też brazylijska samba, taniec bollywood i polski krakowiaczek. Nie zabrakło też ciekawej scenografii, a przede wszystkim barwnych strojów. W przerwach pomiędzy występami odbywały się licytacje ręcznie wykonanych lalek, które przedszkolaki wykonywały pod okiem i z pomocą rodziców czy też dziadków. Lalki „pochodziły” z całego świata, m.in. z: Rosji, Holandii, Afryki, USA (Alaski, Arizony), Czech, Japonii, Skandynawii i oczywiście również z Polski. Każda z nich miała imię oraz historię związaną z kulturą, którą reprezentowała, i oczywiście była ubrana w regionalny strój. Szyjąc i ozdabiając lalki przedszkolaki mogły poszerzyć horyzonty, wzbogacając swoją wiedzę na temat różnych kultur. Była to nie tylko niezwykle praktyczna lekcja kulturoznawstwa i geografii, ale przede wszystkim empatii i tolerancji, bowiem dzieci przy okazji poznawały problemy życia codziennego, jakie zaprzątają główki ich rówieśników z innych krajów. Licytacja podczas gali przyniosła dochód w wysokości 4260 zł, który Przedszkole przekaże na konto UNICEF-u. Zgromadzone podczas akcji środki zostaną wykorzystane na szczepienia dzieci w Angoli. Zanim lalki trafiły na licytację, spośród nich wybrano najbardziej oryginalną. Została nią, uszyta przez Zuzię Bazylak i jej babcię, Pipi z Holandii. To właśnie ona reprezentowała Przedszkole w internetowym głosowaniu, w którym można było wygrać koncert Majki Jeżowskiej. Głosowanie trwało do dziś, do godz. 11 i… zakończyło się zwycięstwem. Na Pipi zagłosowało prawie 3000 osób (druga w kolejności była lalka w Wyszkowa – 2600 głosów). Niebawem zatem przedszkolaki będą mogły usłyszeć piosenkę „Wszystkie dzieci nasze są” na żywo i w oryginalnym wykonaniu. Obserwując wspaniałe zaangażowanie przedszkolaków i ich rodziców oraz przedszkolnych opiekunów szkoda tylko, że UNICEF nie wybrał innego celu, na który w tym roku zostaną przeznaczone zebrane środki. W obliczu coraz częściej kwestionowanego bezpieczeństwa szczepień i tzw. niepożądanych odczynów poszczepiennych (NOP), z pewnością bezdyskusyjnie pożytecznym celem akcji byłoby np. dożywianie dzieci lub ich edukowanie.

Historykon.pl (19.03.2017) zamieścił notkę nawiązującą do jednej z legend związanych z Ząbkowicami Śląskimi.

Według ustaleń historyka Kamila Pawłowskiego jeden z najsłynniejszych procesów o czary okazał się mitem. Sprawę oskarżonych o wywołanie epidemii dżumy grabarzy z Ząbkowic Śląskich rozdmuchała niemiecka bulwarówka z XVII w. Proces grabarzy to jedna z najsłynniejszych legend Ząbkowic Śląskich, które w czasie tych wydarzeń nosiło dumną nazwę Frankenstein. Wedle powszechnie obowiązujących informacji w styczniu 1606 roku wybuchła tam zaraza morowego powietrza. Śmierć poniosła wówczas ponad jedna trzecia ludności miasta. Jej powodem miała być działalność szajki grabarzy, których aresztowano i osądzono. W wyniku procesu życie straciło 17 osób, także rodziny oskarżonych. W trakcie procesu zarzucano im czary, bezczeszczenie zwłok, mieszanie trucizn itp. Pojawiały się wręcz sensacyjne relacje o zjadaniu serc małych dzieci czy zabijaniu ciężarnych kobiet. W takim klimacie ciężko o sprawiedliwy proces. „Grabarz w ówczesnym czasie był personom nie do zaakceptowania. Był osobą nie lubianą w mieście, sam ich wygląd, sam ich zapach był odstraszający” – tłumaczy autor monografii o Ząbkowicach Śląskich Kamil Pawłowski. Grabarze nie zostali jednak skazani za uprawianie czarów, ale za… pijaństwo. „Po pierwsze zaraza nie wybuchła w 1606 roku, ponieważ pierwsze przypadki odnotowano już rok wcześniej. Notabene zaraza trwała nawet wtedy, gdy aresztowano już rzekomych sprawców. Po drugie grabarzy zatrzymano nie za czary, tylko po prostu za pijaństwo. Gdy ich szef nie chciał się za nimi wstawić zaczęli opowiadać różne niestworzone rzeczy i cała sprawa ruszyła. Trzeba pamiętać, że nie była to kasta zawodowa specjalnie lubiana w społeczeństwie, miała sporo na sumieniu, a klimat był taki, ze bardzo potrzebowano winnego. Wreszcie po trzecie, warto pamiętać, że procesy grabarzy na terenie ówczesnego Śląska nie były niczym nadzwyczajnym. Podobne odbywały się chociażby we Wrocławiu” – wyjaśnia historyk. Sprawę dodatkowo rozdmuchał niemiecki tygodnik bulwarowy, „Newe Zeyttung”, który na bieżąco relacjonował proces grabarzy z Ząbkowic Śląskich.

Business Insider Polska (07.02.2017) udostępnia materiał dotyczący polskiego rynku pracy.

Najniższe od ćwierć wieku bezrobocie i ogromne problemy z dostępem do pracowników. Te dwie informacje przewijają się od kilku miesięcy w przestrzeni publicznej. Równocześnie coraz więcej polskich firm deklaruje zamiar zatrudnienia cudzoziemców, a najbardziej pożądani są pracownicy z Ukrainy. Tymczasem, jak się okazuje, pomimo poprawiającej się sytuacji na rynku pracy i rosnących niedoborów kadrowych nadal niemal 5,5 miliona Polaków w wieku produkcyjnym jest biernych zawodowo. Z raportu Instytutu Ekonomicznego NBP wynika, że od 2006 r. systematycznie rośnie liczba osób starszych. A starzenie się społeczeństwa zaczęło trwale i negatywnie oddziaływać na podaż pracy. Dane GUS wyraźnie wskazują, że w ubiegłym roku na każde 100 osób w wieku produkcyjnym przypadało 29 osób w wieku przedprodukcyjnym i 33 osoby w wieku poprodukcyjnym. To oznacza, że potencjalne zasoby kadrowe, które wejdą na rynek pracy, już dziś są mniejsze niż pula osób, które z niego wychodzą, a więc wkraczają w wiek emerytalny. I jak wskazują eksperci w raporcie Instytutu Ekonomicznego NBP nawet przy realistycznych scenariuszach imigracji do Polski, nie jest możliwe, by pozytywny wpływ imigracji zniwelował ubytek w podaży pracy wywołany starzeniem się społeczeństwa. Nadzieją na przywrócenie równowagi jest aktywizacja biernych zawodowo Polaków. Z analiz ekspertów Work Service wynika, że w kraju istnieje rezerwa kadrowa w postaci 2 mln osób, które przebywają poza rynkiem pracy z innych powodów niż zdrowie, czy wejście w wiek emerytalny. – Wobec rekordowo niskich poziomów bezrobocia uwidocznił się w Polsce narastający problem z dostępnością rąk do pracy. Obecnie główną receptą na wypełnianie powstałych wakatów jest imigracja, ale należy pamiętać, że w naszym kraju mamy milionowe rezerwy kadrowe. Poziom aktywności zawodowej Polaków jest stosunkowo niski i wyraźnie odbiega od średnich europejskich – mówi Maciej Witucki, Prezes Zarządu Work Service S.A. Aktywność zawodowa w Polsce jest o ponad 4 pp. niższa niż średnia unijna, co daje nam 7 miejsce od końca w zjednoczonej Europie. Jak wyliczyli eksperci z Instytutu Ekonomicznego NBP, aktywizacja osób biernych zawodowo mogłaby zwiększyć podaż pracy prawie o 9 proc. Specjaliści zaznaczają przy tym, że szacunki te nie uwzględniają potencjalnej aktywizacji osób w wieku 65 lat i więcej. Ale „przebudzenie” osób biernych zawodowo wymaga najpierw zdiagnozowania powodów ich bierności. Work Service podaje, że statystyczna osoba bierna zawodowo w Polsce jest kobietą, z podstawowym wykształceniem, która mieszka w mieście. Z danych NBP wynika też, że 75 proc. kobiet w wieku 25-44 lat nie pracuje ze względu na opiekę nad dziećmi. Co więcej, prawie co trzecia Polka nieaktywna na rynku pracy z powodu opieki nad dziećmi lub innymi osobami wskazywała jako przyczynę tej sytuacji brak odpowiednich instytucji w miejscu zamieszkania, barierę finansową w dostępie do tego typu usług lub ich jakość (łącznie ponad 250 tys. kobiet). Sporo potencjalnych rąk do pracy uśpione jest w grupie najmłodszych Polaków. Aktywność zawodowa i wskaźnik zatrudnienia wśród osób w wieku 15–24 lata są o 25 proc. niższe od średnich w UE. I jak podają eksperci NBP, bierność najmłodszych osób najczęściej wiąże się z kształceniem. Bo w Polsce model łączenia nauki z pracą zawodową nie jest zbyt popularny. – Młodzi najczęściej wchodzą na rynek pracy dopiero po zakończeniu edukacji formalnej, podczas gdy w wielu krajach UE studenci pracują ponad dwukrotnie częściej niż w Polsce – czytamy w raporcie Instytutu Ekonomicznego NBP. Wśród osób biernych, niemal połowę stanowią potencjalni pracownicy powyżej 55 roku życia. Powody odejść to przeważnie kłopoty ze zdrowiem i uzyskiwanie uprawnień rentowych oraz likwidacja miejsca pracy lub zwolnienie. Z wiekiem rośnie znaczenie emerytury, która dla osób osiągających wiek emerytalny, staje się dominującym powodem zaprzestania pracy. Maciej Witucki przekonuje: Nasza gospodarka nie może pozwolić sobie na marnowanie tak dużych i cennych zasobów kapitału ludzkiego. Polska ma nadal ujemne saldo migracyjne i postępujący kryzys demograficzny, którego odwrócenie zajmie kolejne dekady.  Dlatego jednym z kluczowych działań na kolejne lata powinno być wzmożenie działań aktywizacyjnych skierowanych do osób nie tylko bezrobotnych, ale również biernych zawodowo. Ekspert z Work Service uważa, że aby aktywować biernych zawodowo, należałoby rozważyć wprowadzenie odpowiednich zachęt dla firm do częstszego zatrudniania pracowników 50+, a także postawić na kursy zawodowe, dające uprawnienia do podjęcia pracy w deficytowych dziś zawodach.

Gdyby w lokalnych mediach został pominięty jakiś ważny temat – prosimy o kontakt  z nami – poprzez formularz TWOJA INFORMACJA. Zajmiemy się sprawą, o której do nas napiszesz.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułPieśń o szczęściu
Następny artykułDzień Liczby Pi
Zabkowice4YOU.PL to mobilny portal, na którym znajdziesz praktyczne informacje dotyczące tego, co dzieje się na terenie Powiatu Ząbkowickiego. Podajemy to, co ważne w życiu publicznym i gospodarczym, istotne w sferze aktywności społecznej, interesujące w dziedzinie kultury i sportu.