W subiektywnej prasówce – w każdy  poniedziałek – dostarczamy Państwu fragmenty artykułów związanych z terenem Powiatu Ząbkowickiego, jakie ukazały się w minionych kilku dniach w gazetach i portalach internetowych. Od niedawna na zakończenie „prasówki” dodajemy artykuły inspirujące do pozytywnych działań na naszym terenie.

Doba.pl (pod datą 18.01.2017) relacjonują wiadomość o ministerialnym rankingu podatkowych dochodów samorządów na przykładzie Gminy Ciepłowody.

Ministerstwo Finansów co roku publikuje wskaźniki dochodów podatkowych w przeliczeniu na jednego mieszkańca dla poszczególnych gmin (wskaźnik G). Stanowi to podstawę do obliczenia tzw. „janosikowego”, zarówno dla jego beneficjentów, jak i płatników. Podstawą wyliczeń resortu finansów na 2017 r. były dane o finansach gmin za 2015 r. Wskaźnik gminny, który odzwierciedla dochód podatkowy na jednego mieszkańca dla wszystkich gmin w kraju, oszacowano w tym roku na 1 596,67 zł – to średnia krajowa. W naszym powiecie, udało się ją przekroczyć jedynie gminie Ciepłowody. Według rankingu jest to także najbogatsza gmina w powiecie ząbkowickim. Samej gminie Ciepłowody, choć to na pewno sukces wizerunkowy, ten ranking bardziej szkodzi niż pomaga. Jak tłumaczy wójt Ciepłowód, Łukasz Białkowski, gmina wcale nie jest bogata i ten wskaźnik nie odzwierciedla tego, jak żyje się ludziom.  Papierowe bogactwo nijak się ma do rzeczywistości. Dodatkowo rankingowa „zamożność” przeszkadza w zdobywaniu dotacji i środków zewnętrznych. – Wskaźnik G jest dla nas bardzo niesprawiedliwym wskaźnikiem. Powoduje to  uzyskiwanie mniejszej ilości punktów, które „zbieramy” przy każdym wniosku złożonym o dofinansowanie w Urzędzie Marszałkowskim, a to prawie 95% wszystkich dotacji. Wysłaliśmy już pismo do Urzędu Marszałkowskiego, opisując jak ten wskaźnik „zamożności” ma się do rzeczywistej sytuacji. Prosiliśmy marszałka, żeby nie brał go pod uwagę, chcieliśmy tym samy zasygnalizować, że nie jest u nas tak kolorowo i nie jesteśmy bogatą gminą – mówi wójt Białkowski. Gmina składa wszystkie wnioski, które są merytorycznie bardzo dobrze ocenione, ale ze względu na wskaźnik G, otrzymuje mniejszą ilość punktów i wniosek trafia na listę rezerwową. – Tak było między innymi z kilkukrotnie składanym wnioskiem o dofinansowanie melioracji, gdzie kwota dotacji naprawdę nie była duża. Nie dostaliśmy jej, bo mamy wysoki dochód – dodaje Łukasz Białkowski. Jak wypadły pozostałe gminy? Wskaźnik G – podstawowych dochodów podatkowych na 1 mieszkańca gminy przyjęty do obliczania subwencji wyrównawczej na 2017 r.

  • Miejsce 618 Ząbkowice Śląskie wskaźnik G 1463,65  zł,

  • Miejsce 844 Kamieniec Ząbkowicki   wskaźnik G  1334,51  zł,

  • Miejsce 1046 Bardo wskaźnik G 1233,26  zł,

  • Miejsce 1224 Stoszowice wskaźnik G 1147,37  zł,

  • Miejsce 1582 Złoty Stok wskaźnik G 1014,18 zł,

  • Miejsce 1647 Ziębice wskaźnik G 992, 31 zł.

Wiadomości Powiatowe (nr 3/2017) odnotowują zabiegi władz samorządowych Gminy Ząbkowice Śląskie wokół potencjalnej inwestycji w miejscowości Szklary.

Burmistrz Marcin Orzeszek spotkał się z przedstawicielami KGHM w sprawie poszukiwania możliwych do eksploatacji złóż na terenie Szklar. – Ponieważ nastąpiły zmiany w zarządzie KGHM, chciałem zapoznać się ze stanowiskiem obecnego zarządu – mówi burmistrz – temat nie został wycofany, nie został również przekazany do realizacji. Zostanie poddany kolejnym analizom i w grudniu umówiliśmy się na rozmowę. Przede wszystkim chodzi o rentowność ewentualnego wydobycia i ceny niklu na giełdach światowych. To jest miernik, który zaważy na decyzji o rozpoczęciu inwestycji. Projekt kontynuacji eksploatacji szklarskich złóż jest obecnie w zawieszeniu i oczekuje na ostateczne decyzje. Do rozmów władze mają wrócić na przełomie 2017 i 2018 roku.

Express-miejski.pl (pod datą 20.01.2017) informuje o nowym rozwiązaniu technologicznym w administracji samorządowej wprowadzanym w Gminie Stoszowice.

Ma być przejrzyściej i przede wszystkim prościej. Od lutego w stoszowickiej gminie będzie można dokonywać bezgotówkowych transakcji przy użyciu komórki. Gmina przystąpiła do programu Banku Pekao SA i Krajowej Izby Rozliczeniowej, oferując swoim petentom nowe udogodnienie. Już niebawem do uiszczenia opłaty w urzędzie nie będziemy potrzebowali nic poza telefonem komórkowym obsługującym technologię NFC i specjalną darmową aplikacją PeoPay oraz pieniędzmi na karcie debetowej lub kredytowej w Banku Pekao SA. To wszystko. – Sam proces transakcji będzie bardzo prosty i przejrzysty, a obsługa poszczególnych petentów znacznie sprawniejsza – informuje Katarzyna Cichoń, skarbnik gminy Stoszowice i koordynator tego innowacyjnego rozwiązania w stoszowickim urzędzie. Jak będzie przebiegał proces płacenia? Szybko. Petent nie będzie już musiał chodzić od okienka do okienka, a zostanie obsłużony w jednym miejscu. – Po przyjściu do urzędu i podejściu do odpowiedniego okienka wystarczy, że poinformuje nas za co zamierza zapłacić, włączy aplikację w swoim telefonie, poda numer telefonu i w telefonie wybierze kartę, która będzie źródłem płatności zbliżeniowej. W międzyczasie urzędnik zaloguje się do programu, wpisze niezbędne dane i przed finalizacją transakcji prześle klientowi na jego telefon komórkowy informację o kwocie, jaka zostanie pobrana z jego rachunku bankowego i za co. Petent zapozna się z informacją i wyrażając zgodę na zapłatę, przyłoży telefon do specjalnego terminala tym samym finalizując transakcję – tłumaczy Katarzyna Cichoń, skarbnik stoszowickiej gminy. Przy płatnościach do 50 zł nie będzie potrzeby wpisywania czterocyfrowego PIN-u, który nanosimy w aplikacji po jej pobraniu, w przypadku wyższych płatności będzie to już konieczne. Stoszowicki samorząd jest jedynym w powiecie ząbkowickim i jednym z kilkudziesięciu pierwszych w Polsce, który zdecydował się na tak innowacyjne rozwiązanie. – Podczas podejmowania decyzji o wprowadzeniu takiego rozwiązania w naszym urzędzie postawiliśmy się w roli petenta. Przychodząc do urzędu zawsze chcemy załatwić sprawę szybko i łatwo. Takie rozwiązanie w pełni nam to umożliwia. Sam przebieg transakcji jest bardzo prosty, a informacja jaką kwotę płacimy i za co jest bardzo przejrzysta. Samo rozwiązanie zdecydowanie usprawni pracę, a klientom zaoszczędzi czasu – dodaje skarbniczka. Dużą zaletą dla tej metody jest szczegółowa informacja o przeprowadzonej transakcji. Tego brakowało przy płaceniu kartą, gdzie w potwierdzeniu płatności pojawiała się tylko kwota. Na chwilę obecną z usługi będą mogli korzystać klienci banku Pekao SA, jednak są już prowadzone rozmowy, aby płatność była możliwa dla klientów innych placówek bankowych. Warto zaznaczyć, że stoszowicki samorząd bierze również udział w pilotażowym programie „od papierowej do cyfrowej Polski”. Został on przedłużony do 31 marca, a więc w urzędzie nadal istnieje możliwość zapłaty podatku kartą (za pomocą terminala płatniczego).

Ziębice.info (pod datą 20.01.2017) opublikowały relację z spotkania poświęconego historii życia społecznego w Gminie Ziębice.

Niespełna 20 osób przybyło w piątkowe popołudnie do ziębickiego Ratusza na spotkanie „Ludzie odchodzą, fotografie zostają”. Celem spotkania było podjęcie próby opisania zdjęć wykonanych przez śp. Stanisława Sobolewskiego – wieloletniego nauczyciela ziębickich szkół, który przybył do Ziębic po wojnie, znanego również jako utalentowany szaradzista oraz pasjonat gry w szachy. Za pośrednictwem syna Stanisława Sobolewskiego zdjęcia te trafiły w ręce Stanisława Popardowskiego, lokalnego działacza społecznego, z zamiłowania również fotografa. Pan Stanisław archiwalne fotografie otrzymał w postaci negatywów – w różnym stanie. Ogrom pracy kosztowało go przygotowanie ich do zeskanowania, a następnie obróbka cyfrowa. Efekt jego pracy to kilka tysięcy zdjęć. Na spotkaniu można było zobaczyć „zaledwie” 150 z nich – większość pochodziła głównie z lat 50. ubiegłego wieku. Próby rozpoznania osób uwiecznionych na fotografiach były jak zestaw łamigłówek o różnym stopniu trudności. Warto bowiem zaznaczyć, że tylko niewielka część otrzymanych przez Stanisława Popardowskiego zdjęć była opisana. Pozostałe należało przede wszystkim umiejscowić w czasie. W wielu przypadkach panu Stanisławowi udało się to dzięki rozszyfrowywaniu szczegółów – napisów na plakatach, gazetkach ściennych, tarczach przyszytych do mundurków uczniów czy też detali architektonicznych – jak np. drewnianego płotu, który jeszcze w latach 50. ubiegłego wieku otaczał stadion. Takie próby podjęli też obecni na spotkaniu, zwracając uwagę m.in. ówczesną na modę. Większość zaprezentowanych zdjęć dokumentowała życie kulturalne miasta (zabawy w dzisiejszym Ziębickim Centrum Kultury), szkolne (zdjęcia wykonane w dzisiejszym Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych w Ziębicach oraz przy jednym z jego ówczesnych internatów przy ul. Bolesława Chrobrego) i przedszkolne (w ówczesnym Przedszkolu Cukrowniczym). Fotografie prezentowały także zawody sportowe na Stadionie Miejskim, półkolonie, przemarsze przez miasto oraz fotografie rodzinne. W kolekcji znalazło się także wiele portretów. To że zdjęcia pochodzą sprzed prawie 60 lat oznacza, że dzieci uwiecznione na zdjęciach są dziś ponad 60-latkami, a młodzież ze szkół średnich ponad 70-latkami! Część zdjęć mieszkańcy niemal natychmiast „rozpracowywali”, rozpoznając na fotografiach swoich kolegów i koleżanki, działaczy społecznych, lokalnych artystów, nauczycieli, ktoś rozpoznał swoją babcię, ktoś inny… siebie. Część osób nadal jednak pozostaje wielką niewiadomą. Dużo emocji wzbudzały także próby zlokalizowania miejsc wykonania zdjęć. Nie było to łatwe zadanie. Dziś Ziębice to już zupełnie inne miasto! Bez szerokich rynkowych chodników i wyburzonych już budynków, „szuwar” wokół basenu, świniarni przy dzisiejszym skrzyżowaniu ul. Kolejowej z Wałową oraz budynku, który stałby dziś na samym jego środku. Obecni na spotkaniu rozpoznawali miejsca po najmniejszych detalach – np. jeden z mieszkańców rozpoznał… kamienne schody prowadzące do budynku, w którym obecnie mieszka. Spotkanie zorganizowało Muzeum Sprzętu Gospodarstwa Domowego w Ziębicach. Planowane są jego kolejne edycje. Miejmy nadzieję, że pojawi się na nich jeszcze więcej osób, które pamiętają tamte czasy, a spotkanie stanie się dla nich sentymentalną wycieczką do przeszłości.

Gimnazjum Publiczne nr 1 w swoim serwisie internetowym pochwaliło się ciekawą inicjatywą dydaktyczną.

Do naszej szkoły zawitało trzech młodych studentów, biorących udział w projekcie AIESEC, którzy w bardzo ciekawy i przystępny sposób opowiadali uczniom naszej szkoły o swoich krajach i o sobie. Przybyli do nas: Matheus Nunes z Brazylii, Vinayak Aggarwal z Indii oraz Zijian Sui z Chin. Poprzez swoje zajęcia i zaangażowanie mobilizowali i motywowali do podnoszenia umiejętności językowych uczniów i nauczycieli. Prowadzili lekcje stosując różne metody pracy, ale największym powodzeniem cieszyły się interaktywne formy, mogliśmy pośpiewać, potańczyć oraz poćwiczyć przydatne zwroty w języku portugalskim, mandaryńskim i hindi. Wprowadzili wiele radości i entuzjazmu wśród uczniów naszej szkoły, również w czasie przerw i po lekcjach. Myślę, że spotkania te zaowocują wielką motywacją do nauki języków obcych oraz wzmocnią poczucie tolerancji i poszanowania dla innych nacji. Z niecierpliwością oczekujemy kolejnej trójki, tym razem studentek, czując niedosyt po naszym tygodniowym spotkaniu.

Gazeta Ząbkowicka (nr 173/2017) zamieściły kolejny interesujący materiał dotyczący dóbr kultury materialnej Ząbkowic Śląskich.

Wielki święty w małym mieście W samych tylko Ząbkowicach Śląskich można wskazać kilka przedstawień św. Jana Nepomucena. Najokazalszy chyba pomnik św. Jana znajduje się w murze otaczającym teren dawnego cmentarza przy kościele św. Anny. Ten późnobarokowy zabytek pochodzi z 1717 r. O jego fundatorce informuje łacińska inskrypcja znajdująca się na bazie pomnika. Wspomina ona o testamencie Hedwig von Giller z domu von Brinkmann, która to nakazała wzniesienie tego pomnika dla większego kultu św. Jana Nepomucena. W tekście inskrypcji ukryte są dwie daty, a formę taką określa się mianem chronostychu. Ukryto tu datę „1716” i „1717”. Święty Jan przedstawiony został tu w pozycji półklęczącej na obłokach. W prawej ręce trzyma krzyż – swój atrybut, na głowie natomiast widnieje aureola z gwiazd. Most św. Jana Niezwykle ciekawym zabytkiem jest kamienny most na Budzówce, o czysto XVI-wiecznej genezie. Już przed II wojną światową określany był on jako „Most Świętego Jana”, a to z tego powodu, że od 1762 r. ustawiona jest na nim rzeźba tego świętego. Święty Jan różni się tu zupełnie od przedstawienia sprzed kościoła św. Anny. Jego postać jest tu statyczna, pozbawiona tak charakterystycznej dla baroku ekspresji. Świętego przedstawiono tu w stroju kanonika z krucyfiksem. Na bazie rzeźby umieszczono sceny z życia św. Jana. Pierwsza przedstawiająca strącenie Jana do Wełtawy z mostu Karola w Pradze jest dość popularna. Druga spotykana jest zdecydowane rzadziej, a obrazuje tortury jakim poddano św. Jana. Widzimy tu postać mężczyzny w samej przepasce na biodrach, ze związanymi i uniesionymi do góry dłońmi oraz postacie dwóch katów po jego obu stronach. Święty w szczerym polu Postać św. Jana Nepomucena była bardzo popularna wśród mieszkańców Śląska. Miał on chronić przed powodzią i pożarem. Dlatego też jego rzeźby umieszczane były często w bezpośredniej bliskości rzek i potoków, np. na mostach, jak miało miejsce wyżej. W okolicach Ząbkowic Śląskich do dziś zachowało się kilka przedstawień św. Jana umieszczonych w polu. Jedno z nich znajduje się na polu przy Budzówce i jest typowym przedstawieniem tego świętego. Rzeźba św. Jana o typowo ludowym charakterze znajduje się również w pobliżu potoku Zatoka. Pozostał tylko Jan Do czasów sekularyzacji klasztoru ząbkowickich dominikanów, przed kościołem ustawione były postacie czterech świętych dominikańskich. W 1815 r. rzeźby zakupiła parafia katolicka i zostały one ustawione na podestach przed szkołą w Sadlnie, przy kościele św. Jadwigi. W ich centrum, na najwyższej kolumnie ustawiona była rzeźba św. Jana Nepomucena. Jak informuje umieszczona na bazie kolumny inskrypcja rzeźba ta powstała w 1709 roku. Niestety, rzeźby świętych dominikańskich zostały uszkodzone przez nieznających poszanowania dla niczego, złodziei. Zabytki po przeprowadzonej renowacji są dziś przechowywane w Izbie Pamiątek Regionalnych przy ul. Krzywej. Ostał się jedynie św. Jan, może dlatego, że był umieszczony za wysoko?

Narodowy Instytut Dziedzictwa (pod datą 13.01.206) udostępnił reportaż video z cyklu „Pomniki historii” – tym razem jest mowa m.in. o twierdzy w Srebrnej Górze.

Jagielloński24.pl (pod datą 11.02.2016) zamieścił tekst ważny dla samorządowców interesujących się przyszłością polskich powiatów. Mimo, że od publikacji upłynęło już kilka miesięcy, temat wydaje się być nadal aktualny.

Pod koniec 2015 roku w Polsce funkcjonowało 314 powiatów (zwanych powiatami ziemskimi) oraz 66 miast na prawach powiatów (tzw. powiaty grodzkie). Ostatnia dyskusja wokół utworzenia nowych województw jest dobrą okazją do przeprowadzenia oceny funkcjonowania powiatów. Pogłębiona analiza aktualnego systemu nie pozostawia wątpliwości. Utworzenie powiatów było błędem, z którego warto się wycofać. Problem w tym, że taki projekt jest politycznie bardzo ryzykowny. Polski trójszczeblowy system samorządu terytorialnego jest wyjątkiem w świetle standardów obowiązujących w Europie. W większości państw zachodnioeuropejskich funkcjonuje system dwuszczeblowy − wyjątkiem są takie kraje jak Hiszpania, Niemcy i Włochy. W krajach Europy Środkowo-Wschodniej sytuacja jest bardziej zróżnicowana. W krajach bałtyckich i Słowenii szczebel ponadgminny nie występuje. Z kolei w takich krajach jak Bułgaria, Rumunia, czy Chorwacja powiaty co prawda istnieją, ale ich rola maleje, a decydenci przymierzają się do jego wyeliminowania. W Polsce krytyczne głosy dotyczące funkcjonowania powiatów słyszane są od wielu lat. Krytyka ta wynika z wielu przesłanek. Po pierwsze, powszechnie kwestionowana jest sama potrzeba powołania pośrednich jednostek samorządu terytorialnego w kraju o relatywnie sprawnie funkcjonujących gminach i województwach wyposażonych w narzędzia stymulujące politykę rozwoju społeczno-ekonomicznego. W rezultacie powiatom powierzono wykonywanie zadań publicznych, które z powodzeniem mogłyby być realizowane przez szczebel gminny (np. szkolnictwo ponadgimnazjalne) lub wojewódzki (lecznictwo szpitalne). Co więcej, nie do końca zrozumiałym było powierzenie powiatom zadań z zakresu administracji rządowej, takich jak geodezja, kartografia, kataster czy administracja architektoniczno-budowlana, jak również działań w zakresie wydawania uprawnień do kierowania pojazdami mechanicznymi. Zadania te z powodzeniem mogą być realizowane przez administrację rządową, bądź też zostać powierzone gminom lub województwom. Skoro bowiem gminy mogą przyjmować wnioski o wydanie dowodu osobistego i następnie dostarczyć go wnioskodawcy, to co stoi na przeszkodzie, by przy wykorzystaniu tych samych zasobów ludzkich i technicznych wydawać również prawo jazdy? Drugim źródłem słabości powiatów jest oparcie źródeł ich dochodów w większości na transferach ze strony budżetu centralnego. Pod koniec 2014 roku niemal 70% dochodów powiatów stanowiły dotacje i subwencje. Pozostałe dochody, określane mianem własnych, pochodziły przede wszystkim z udziałów w PIT oraz CIT. Szczególnie słabo wypadają w tej klasyfikacji powiaty ziemskie – w 2014 roku przez należący do nich majątek generowane było zaledwie 1,5% dochodów. Warto wreszcie przypomnieć, że w przeciwieństwie do gmin, powiaty nie są wyposażone w prawo nakładania podatków lokalnych. W konsekwencji samorządy powiatowe, chcąc realizować powierzone im zadania publiczne, systematycznie zwiększają poziom zadłużenia, zaś koszty jego obsługi pokrywane są ze środków, które powinny być przeznaczane na realizację zadań publicznych… Trzecią przesłanką przemawiającą za likwidacją ponadgminnego szczebla administracji samorządowej w Polsce jest niska efektywność działania tych jednostek związana z wysokimi kosztami realizacji powierzonych im usług publicznych. Wynikają one m.in. ze znaczącego przyrostu zatrudnienia w samych urzędach powiatowych, jak i jednostkach im podległych. Pod koniec 2014 roku pracowało w nich 59 145 osób. Dla porównania, w 2005 roku powiaty zatrudniały 47 048 osób. Oznacza to, że choć zakres zadań powiatów w tym okresie nie uległ zasadniczym zmianom, przyrost zatrudnienia wyniósł aż 26%. Warto jednak dodać, że za wzrostem zatrudnienia nie poszło zwiększenie wynagrodzeń. Średnia płaca w administracji powiatowej na koniec 2014 roku wyniosła 3 847 zł brutto, i była niższa o około 20% niż w urzędach na poziomie gmin oraz województw. Po czwarte wreszcie, od momentu powołania powiatów w 1999 roku do końca 2014 roku na pokrycie samych kosztów funkcjonowania rad powiatów z pieniędzy publicznych wydano już około 1,5 miliarda złotych, zaś wszystkie koszty administracyjne sięgnęły niemal 30 miliardów złotych. Podsumowując, powiaty są drogie w obsłudze, a ich likwidacja wydaje się uzasadniona. Nie powinno to doprowadzić do zmniejszenia jakości usług publicznych czy wzrostu kosztów ich świadczenia, gdyż administracja na szczeblu gminnym oraz wojewódzkim jest w stanie zrealizować zadania publiczne dotychczas powierzone powiatom bez znaczącego wzrostu zatrudnienia i konieczności zakupu infrastruktury technicznej. Pozostaje tylko pytanie, kto weźmie na siebie polityczny koszt likwidacji kilkudziesięciu tysięcy miejsc pracy. Jedynym bodźcem wskazać, że np. sfinansowanie programu 500+ w 2017 roku wymusi na partii rządzącej podjęcie radykalnych działań.

Gdyby w lokalnych mediach został pominięty jakiś ważny temat – prosimy o kontakt  z nami – poprzez formularz TWOJA INFORMACJA. Zajmiemy się sprawą, o której do nas napiszesz.