Jesień jest idealną porą roku, by odnajdować smak egzystencji i jej metafizyczne znaczenie w poezji. Dlatego inicjatywa pierwszej Ząbkowickiej Nocy Poetyckiej miała magnetyczny wpływ, przyciągając wielu pozytywnie rozmarzonych (nie mylić z negatywnie rozmazanymi) osób. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że różnice pomiędzy twórcami a publicznością były znikome, bo żeby absorbować poezję czytaną lub śpiewaną, trzeba mieć w sobie coś z poety.

Klubowego charakteru spotkania, które – zgodnie z zapowiedzią naszego portalu – miało miejsce 24 listopada 2016 r. w kawiarni „Rynkowa”, nie można było zadekretować. Taki nastrój mógł się wytworzyć tylko dzięki niewidzialnym fluidom, pod wpływem jakich w jednym miejscu i w tym samym czasie znaleźli się poeci, wokaliści i słuchacze. Ci ostatni niekiedy bezdźwięcznie recytowali niektóre teksty lub szeptem podśpiewywali niektóre utwory, niejako wczuwając się w role wykonawców, a może i samych twórców.

Przez prawie trzy godziny naprawdę było czego posłuchać i kogo zobaczyć, a przede wszystkim z kim porozmawiać. Zabrzmiały fale poetyckiego morza Leonarda Cohena (to na początek), a potem ukazały się wysokie wzniesienia polskiej poezji: Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Julian Tuwim, Bolesław Leśmian oraz Konstanty Ildefons Gałczyński. Był też spacer po poetyckiej wyobraźni ząbkowickich tuzów pióra: Zbigniewa Wolfa (to mocna klasyka, ale bezkonkurencyjna) oraz Pawła Raka (to debiut, ale bardzo wyrazisty). Swój dorobek zaprezentował ząbkowiczanin Janusz Senko, który wzruszył szczególnie wierszem „Matka”. Słyszeliśmy też autorskie czytanie strof pełnych niespodziewanych zwrotów przybyłego z sąsiedniej Niemczy Miłosza Wrzesińskiego. Z poezją czytaną współgrał śpiew w wielobarwnych melodycznie i wokalnie klimatach. Perłowy głos Weroniki Krzysztofczyk ze Złotego Stoku i równie szlachetnie, choć w innej tonacji wibrujący wokal ząbkowiczanina Kamila Borkowskiego – to przedstawiciele utalentowanego pokolenia wkraczającego pewnym krokiem w przestrzeń śpiewu na scenie. Z kolei poetycko wokalizujący szeptem Zbigniew Szermer oraz nacechowany ciepłym tremolo śpiew Jolanty Mitręgi – to ikony ząbkowickiej sceny śpiewaczej. Gdzieś pośrodku znajduje się Aneta Klinke-Osadnik, poszukująca swego piosenkowego miejsca w liryce ubranej w uroczą balladową aurę. Do tego niewątpliwie mocni, dobitnie brzmiący śpiewem i grą na gitarze dwaj wokaliści z Niemczy: Janusz Małolepszy (poezja zaśpiewana z brawurą) i Marek Cieśla (piosenki z wiecznie świeżego repertuaru „The Beatles”). Cały maraton poprowadziła, niekiedy podejmując ryzykowne wolty konferansjerskie, Anna Magdalena Pokryszka – znana nie tylko w ząbkowickich kręgach głównie jako poetka.




Nie można nie wspomnieć o równoległym „światku”, jaki odnalazł się w kuluarach (w trakcie przerwy kawowej, podczas której serwowany był m.in. pyszny słodki placek upieczony specjalnie na tę okazję przez Anetę Klinke-Osadnik) I Ząbkowickiej Nocy Poetyckiej. Poszczególne wykonania były bowiem nie tylko nagradzane oklaskami, ale też na bieżąco recenzowane. Pisząc te słowa w 24 godziny po wydarzeniu, można owe debaty zsynonimizować słowem „urzeczenie”. W Ząbkowicach Śląskich takich właśnie spotkań bardzo potrzeba. Jest w nich bowiem lekkość poezji, słodycz śpiewu, choć wszyscy chodzimy po tej samej ziemi i pod tym samym niebem przeżywamy kolejne dni. Z takich spotkań nie wychodzi się przed czasem bez ważnej przyczyny, a gdy już organizator gasi światło, to z jego promieniem wychodzi się idąc do domu. Dziękuję! Ty też?