Solidarność dała w 1980 roku początek polskiemu samorządowi, który obchodzi w tych dniach ćwierćwiecze od chwili uchwalenia – już w zdemokratyzowanym kraju – prawa ustanawiającego samorządy gminne. To ważny aspekt rocznicowych obchodów, jakby zapomniany w ferworze zachwalania „najbardziej udanej reformy” ostatnich 25 lat w Polsce.

Tak zaczyna się wpis na blogu Krzysztofa Kotowicza (cały tekst przeczytaj pod datą 26.06.2015) nawiązujący do obchodzonych niedawno jubileuszy samorządów gminnych. W blogu czytamy dalej…

Gdyby nie Solidarność i jej postulat ogłoszony już w 1980 roku, być może funkcjonowanie wspólnot lokalnych ukształtowane byłoby inaczej. Patrząc na niewydolność centralnie zarządzanej III RP i pacyfikowanie polityczne pacyfikowanie i ekonomiczne drenowanie samorządów (szczególnie drastyczne w ostatnich ośmiu latach), śmiem twierdzić, że kształt życia publicznego w gminach (poniekąd także w powiatach i województwach) nie byłby źródłem takiej satysfakcji, o jakiej przy okazji 25-lecia samorządu mówi się tak często i gęsto. (…)

Byłem gościem dwóch okolicznościowych spotkań nawiązujących do srebrnego jubileuszu gmin Głuszyca i Ząbkowice Śląskie. W tej pierwszej pracowałem przez ponad rok i miło było po ponad dwóch latach znaleźć się na chwilę w przestrzeni osób i spraw, jakimi (jako zastępca burmistrza) zajmowałem się razem z wieloma mieszkańcami i pracownikami Gminy Głuszyca. Po ostatnich wyborach ster przejął nowy burmistrz, który kładzie spory nacisk na integrowanie mieszkańców wokół wspólnych celów. Nie jest tajemnicą, że sytuacja tej gminy jest bardzo trudna pod względem budżetu, ale istotą problemu była i zapewne jest olbrzymia doza nieufności dzielącej tamtą społeczność na rozmaite grupy. Życzę burmistrzowi i radnym Głuszycy, a przede wszystkim samym mieszkańcom, aby nowa kadencja okazała się czasem budowania. Niestety nie udało się to w poprzedniej kadencji w takim stopniu, na jakim zależało wielu osobom, z którymi razem próbowałem taki kierunek podejmować. Moje rozstanie z Głuszycą przebiegło w dość gwałtownych okolicznościach, których omawianie byłoby obecnie niepotrzebne. Po mnie odeszli stamtąd inni… Teraz mogłem z dużą dozą przekonania powiedzieć, podając dłoń burmistrzowi Głuszycy, że „gmina jest w dobrych rękach i życzę by sprawy układały się jak najlepiej”.

Odbyła się także rocznicowa sesja Rady Miejskiej Ząbkowic Śląskich. Na radnego byłem wybierany w 1990 r., w 2006 r. i w 2010 r. W latach 1996 – 1999 byłem sekretarzem, a w latach 2006 – 2010 burmistrzem. Mogę więc powiedzieć, że sporą część życia wypełniła mi praca w mojej rodzinnej gminie. Może dlatego podczas krótkiego wystąpienia zwróciłem uwagę na solidarnościowy rodowód samorządności w Polsce. W przeciwieństwie do większości innych mówców, nie wdawałem się w detale czy epizody. Zależało mi na zwrócenie uwagi, iż dobro wspólne, jakim jest „moja mała ojczyzna” (nawiązałem tu do napisu na opakowaniu, w jakim każdy uczestnik uroczystości otrzymał znaczek z herbem Ząbkowic Śląskich) to kwestia solidarności pokoleń. Przed nami, przez ponad 700 lat dziejów miasta żyło tu i pracowało wielu ludzi i po nas przyjdą następni. Każde pokolenie ma jakiś wkład, z którego czerpią następne i każde pokolenie winne jest następnym coś trwałego i dobrego. Taka ciągłość i współodpowiedzialność nie zamyka się w okresie ostatnich 70 lat, odkąd Ząbkowice Śląskie są cząstką Polski, nie ogranicza się do 25 lat demokracji, ani tym bardziej nie może się zamykać w okresach 4-letnich kadencji. Warto i należy pamiętać o tych, którzy byli przed nami, ale warto i należy brać pod uwagę tych, którzy będą po nas. A zatem, współcześnie odpowiedzialni za bieg spraw wspólnoty lokalnej nie powinni i nie mogą abstrahować od tego, że wszyscy i na równych prawach uczestniczymy w strumieniu historii naszej małej ojczyzny.

Krzysztof Kotowicz
Fot: portal „Doba.pl”

Do treści tego wpisu możesz się odnieść lub zamieścić własne opinie dotyczące poruszonej tematyki

korzystając z dostępnego niżej formularza „ZOSTAW KOMENTARZ”.