27 i 28 sierpnia 1980 roku byłem we Wrocławiu — wspomina prałat Julian Źrałko. — Bardzo niepokoiłem się losem strajkujących w Wałbrzychu. Nieustannie telefonowałem na plebanię, aby wiedzieć jak najwięcej o aktualnej sytuacji. 29 sierpnia, w piątek powróciłem do Wałbrzycha. 30 sierpnia zapukała do mych drzwi delegacja strajkujących z prośbą o odprawienie Mszy Św. na kopalni „Thorez”.

Dzień wcześniej pojawili się górnicy i poprosili o znak święty, który mogliby umieścić na bramie kopalni. Dałem im wówczas Krzyż Św. oraz obraz Najświętszej Maryi Panny, który do dziś pieczołowicie przechowuję, z dopiskiem na odwrocie: „Obraz ten znajdował się na bramie kopalni „Thorez” w czasie strajku w 1980 roku”. Delegacja, która przybyła do mnie z prośbą o odprawienie Najświętszej Ofiary, prosiła również gorąco o umożliwienie im, strajkującym górnikom, spowiedzi. Kiedy usłyszałem te słowa, uwierzyłem, że to się uda. Było to coś fantastycznego. Osobiście odczytuję to jako działanie nadprzyrodzonej, Bożej Mocy. Ludzie ci, przystępując do ważnego dzieła, chcieli wpierw się oczyścić, nawrócić. Pragnienie wstąpienia w nowe życie było dla mnie zaskakujące. Zacząłem dzwonić do kilku księży i udało mi się dwóch namówić. Jednym z nich był ks. Bogusław Wermiński.

Delegacja górnicza przyjechała po księży starym ziłem34. Zapakowali wszystko co było potrzebne do odprawienia Mszy Św. i wyjechali z terenu parafii. Po drodze można było zobaczyć wielu ludzi, którzy szli z Białego Kamienia na kopalnię „Thorez”. Dojeżdżając do zakładu pracy, natknęli się na kordon najpierw wojskowych, a później Milicji Obywatelskiej i ZOMO. Cała kopalnia była otoczona. Po minięciu służb porządkowych księża natknęli się na rodziny strajkujących, znajdujące się za bramą kopalni. Kiedy wjechałem na teren kopalni, zobaczyłem przystrojony ołtarz — wspomina ks. Julian. — Wychodząc z samochodu zostałem powitany przez Idziego Gagatka, który wręczył mi bukiet polnych kwiatów ze słowami: „Tu je nazbierałem. Na tej górniczej ziemi”. Było to coś absolutnie niezwykłego. Bardzo długo później przechowywałem te kwiaty.

Po przywitaniu rozpoczęło się przygotowanie do odprawienia Mszy Św. Uruchomienie instalacji nagłośnieniowej pozwoliło na dalekie rozchodzenie się głosu. Dzięki rodzinom, które oblegały bramę wejściową, można było poczuć, że tu, na terenie kopalni, jest wolna Polska. Rozpoczęła się Msza Św. Podczas niej został odczytany komunikat Episkopatu Polski o sytuacji społecznej w kraju, podpisany przez kardynała Stefana Wyszyńskiego. Po Ewangelii ks. Prałat Źrałko wygłosił przemówienie. Mówił o zaufaniu Bożej Opatrzności, mówił o ludziach, którzy oddali się Bogu, a On ich nie zawiódł. — Kiedy poprosiliście, aby był obecny Chrystus, to On, chociaż przeszedł przez Mękę, Krzyż, to jednak zmartwychwstał i zwyciężył. Dlatego ufajcie i wytrwajcie — usłyszeli zgromadzeni. Rozległy się zewsząd oklaski. Podczas rozdawania Komunii Św. zaskoczenie. Zabrakło nam Komunii Św. — wspomina ks. Julian. — Wzięliśmy jej naprawdę sporo, ale nikt z nas się nie spodziewał, że tak wielu górników przystąpi do Sakramentu Św. Co najbardziej pozostaje w mojej pamięci po tamtej Mszy Św., to ufność w spojrzeniach i postawie górników. Byli wtedy bardzo otwarci. Nie pamiętam nigdy więcej w moim życiu takiej otwartości na słowo Pana. Pamiętam, że klękali wtedy nawet w błocie. Był to nowy sposób na wyrażenie swojej wiary. Przed błogosławieństwem ks. Julian zwrócił się do wszystkich: — Przyjadę do was, kiedy tylko zechcecie. Pobłogosławił zebranych. — Boże, coś Polskę… — wyrwało się z kilku tysięcy gardeł. Msza Św. się zakończyła. To, co stało się dla mnie osobiście przesłaniem tamtej Mszy — wspomina ks. Julian — spróbuję przedstawić metaforycznie. Kiedy wszedłem na podwyższenie, obok wizerunku Matki Boskiej i Krzyża, metr, może półtora ponad tłumem, i popatrzyłem na otoczenie, to zobaczyłem następujący obraz: najbliżej Krzyża i Ołtarza górnicy, fizycznie zniewoleni, ale wewnętrznie wolni, następnie ich rodziny, dzieci, przyjaciele, a dalej milicja i ZOMO, zaś na samym końcu — wojsko, dwa lub trzy opancerzone pojazdy. Miałem wrażenie, jakby siła zniewalająca robotników odsuwała się coraz dalej.

Dla mnie ta Msza Św. — wspomina Zbigniew Senkowski — była czymś, co nie tylko podbudowywało moją duszę, ale także dawało wiarę, że ten strajk robotników to nie tylko ich postulaty, ale także ważna rzecz dla Polski. Kiedy patrzyłem na bramę oddzielającą strajkujących robotników od ich rodzin, miałem wrażenie, że ta brama jest symbolem granicy dzielącej nas górników, będących już w wolnej Polsce, od naszych rodzin, dla których ten strajk miałby wywalczyć wolną Ojczyznę.

Fragment książki „Wałbrzyska Solidarność – 25 lat NSZZ Solidarność w regionie wałbrzyskim” autorstwa Zbigniewa Senkowskiego i Radosława Mechlińskiego, wydanej w 2006 r. przez Urząd Miejski w Wałbrzychu i dzięki dofinansowaniu przyznanemu przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego i Sejmik Województwa Dolnośląskiego. Cytowany w najnowszym wpisie naszego blogera Zbigniewa Senkowskiego z 29.08.2014.

Fot: Krzyż na terenie Kopalni Thorez w Wałbrzychu – 31.08.1980.