W piątkowe popołudnie przekroczyłem progi restauracji „Arkady” w Ząbkowicach Śląskich i… Właściwie nic się nie stało poza drobnym? ale… Drobnym? Ale za to jakim magicznym, bo poczułem się jak znana wszystkim miłośnikom literatury, Alicja. Tyle, że miałem więcej szczęścia bo to zdarzyło się naprawdę i… nie żałuję, ba jestem wdzięczny za zaproszenie.

Trafiłem do Szuflandii, imprezy jak najbardziej kulturalnej zorganizowanej przez stowarzyszenie Koło Przyjaciół Biblioteki Pedagogicznej „Libra” w Ząbkowicach Śląskich. „Szuflandia”, kolejna już, zainspirowana twórczością naszej jedynej, literackiej noblistki, Wisławy Szymborskiej. Był to wieczór niezwykły, o co zadbała  pomysłodawczyni Ela Horowska, której, w realizacji  pomagał zespół oddanych i wiernych i niezapomnianych członkiń „Libry”. Podobnie jak widownia uczestnicząca czynnie w całym przedsięwzięciu.

Najpierw było „słowo wstępne”, którym zagaiła Ela Horowska przedstawiając ideę kolejnej Szuflandii. I było jak u Hitchcocka, zaczęło się od „trzęsienia ziemi”. Bo jak inaczej nazwać brawurowe wykonanie wiersza, którego autorem jest Bartłomiej Brede (artysta kabaretu „Piwnica pod Baranami”) w interpretacji Joasi Tofel. Wiersz, z którego treścią wraz z wyjaśnieniem jego „szymborskowości” można się zapoznać na blogu autora. Brawurowa interpretacja to najskromniejszy komplement pod adresem wykonawczyni.

Kolejnym punktem porządku obrad  była prezentacja tomików wierszy i różnych innych form literackich, którym oddawała się Artystka i którymi zarażała wszystkich, którzy się z Nią zetknęli, niekoniecznie osobiście. W barwny, jak twórczość Pani Wisławy, sposób opowiadały panie Ela Horowska i Marysia Kurzyp. Wisława Szymborska była osobą bardzo praktyczną i bliższą codzienności niż mogłoby się wydawać. Jednym z takich praktycznych. Jej pomysłów, było wykonywanie kolaży przez gości zapraszanych do domu i które później wykorzystywała (kolaże nie gości), wysyłając je jako kartki z życzeniami. Dzięki wszystkim obecnym autorki wieczoru również „wzbogaciły się” o spory zbiór takich kartek. Gwoli sprawiedliwości trzeba przyznać, że wykazały spore zaangażowanie w przygotowanie materiałów, z których kolaże powstawały. Po kilkunastu minutach pracy wszystkie dzieła zostały wyeksponowane na mini-wystawce.

Kolejnym zadaniem dla wszystkich obecnych (jak widać nie było żadnego obijania, choć był już weekend) było pisanie przez każdy stolik jednej z mini-form literackich autorstwa Szymborskiej czyli lepieje, lepiuchy. Konstrukcja tych mini wierszyków jest prosta. zaczyna się od słowa „lepiej” w pierwszym wersie, a  drugi od „niż”, „niźli”. Przez kilkanaście minut powstało kilkadziesiąt lepiuchów. Ot taki jeden, przypadkowo wybrany, w sam raz na koniec karnawału: „lepiej w karnawale tańczyć niż faceta przez rok niańczyć”.  Jak się komuś nie podoba, może sobie sam spróbować Pozostałe, w oryginale, znajdują się w posiadaniu autorek Szuflandii.

Ponieważ atmosfera była już tak gorąca, Ania Szmiel spokojnie mogła zaproponować kolejną zabawę – „Słownik wyrazów obelżywych”. I zrobiła TO. Każdy stolik otrzymał po dwa słowa, do których trzeba było dopisać nowe znaczenia według własnej inwencji. Gdyby ktoś się chciał pobawić w domu to kilka przykładów: gnyp, bajok, krypcia, szkut, kauzyperda, katabas, patafian, wypłosz, fuła. Wszystkie określenia, w rzeczywistości pochodzą z gwary lwowskiej, warszawskiej a nawet złodziejskiej. Odczytywane nowe znaczenia wywoływały wybuchy… śmiechu.

Na zakończenie wieczoru, oficjalne, autorki Szuflandii przygotowały loteryjkę, w której każdy wygrywał. Warunkiem otrzymania fantu było satysfakcjonujące autorki, okazanie entuzjazmu z faktu wygrania bezcennej nagrody. Lepiej skończyć z wielką klasą niż pozostać z pustą kasą. Jak przystało na uczestnika wieczoru staram się nie wyjść z roli i klimatu. Wnikliwy Czytelnik musiał zauważyć, że w przygotowaniu wieczoru nie zachowano parytetu. Żeby to nadrobić, na zakończenie wystąpił Jacek Kłopocki, który podzielił się swoimi utworami zarówno tymi przygotowanymi na tegoroczną Szuflandię jak również na ubiegłoroczną, w której nie mógł uczestniczyć. Nie szkodzi, bo przecież poezja się nie ma terminu przydatności do spożycia.

Dla tych, którzy nie mogli, nie chcieli uczestniczyć w Szuflandii 2014 jest dobra wiadomość. Za rok będzie kolejna…

Fot/relacja: Krzysztof Woliński